do ruchu dorzucę kamyk - dosłownie. ja przy pracy z sakralną przez jakis czas nosiłam karneolik w kieszeni spodni i kilka razy dziennie przekładałam go z reki do ręki, samym dotykiem. nie medytacja,nie rytuał. po prostu coś co ciągnie uwagę do obszaru dłoni i podbrzusza przez chwilę. głupio proste a mi pomagało utrzymać kontakt z ciałem w ciągu dnia
no wiesz, kotwica - dobre słowo. bo właśnie o to chyba chodzi, o to połączenie z ciałem nie podczas medytacji ale W ŻYCIU. to jest trudniejsze ale chyba ważniejsze. medytacja to jest trening, ale kotwica w ciągu dnia to jest właściwe ćwiczenie
hmmm, wlasnie czytam caly watek i mam pytanie moze nieeleganckie ale szczere - to ile czasu zajmuje zanim ta praca z sakralna daje jakis efekt ktury sie da zauwazyc? bo rozumiem ze to nie jest natychmiastowe ale chcialem miec jakis punkt odniesienia
no tak spodziewalem sie tego. troche mnie to frustruje ze nie ma zadnego markera ale rozumiem
to co Jaromir napisał jesti naprawdę dobbrze ujęte. i tu dodam - warto prowadzić jakiś minimalistyczny dziennik. nie poetycki nie opisy czakr. jedno zdanie codziennie: jak czułem się w ciele dziś. po czasie widać wzorce kturych nie widać dzień po dniu
właśnie tak robię od kilku miesięcy i to jest super przydatne! widzę na przykład że moje zablokowane okresy korelują z konkretnym rodzajem tygodni - praca, presja, mało snu. to nie jest odkrycie kosmiczne ale kiedy to WIDZĘ w notatkach a nie tylko intuicje to się staje konkretne do pracy
ten dziennik to moglabym sprobowac, bo jedno zdanie to moglabym utrzymac. tyle że boje sie ze zapomnę po 3 dniach 🙂 ale może przykleję karteczkę przy laptopie, taki reminder
tosia ja też tak robiłam z karteczką i u mnie zadziałało! nawet jak wpis jest "nic nie czuję" to też jest informacja jak mówił Wieszczbita. dziękuję Wieszczbita i Karinka za ten pomysł, bardzo konkretny i nie wymaga specjalnego czasu
To jest bardzo dobre pytanie i cieszę się że je zadałeś. tak, to ryzyko istnieje - ale jest proporcjonalne do intensywności. bujanie na krześle nie wyzwoli nic czego ciało nie da rady przenieść. ekspresywny taniec przez godzinę bez zakorzenienia - już tak. dlatego mówiłam o małym ruchu, nie o sesji uwalniania
no wlasnie, to jest ta różnica ktora łatwo przeoczyć. ruch jako kotwica to co innego niz ruch jao katharsis. jedno jest lagodne i codzienne, drugie wymaga albo prowadzenia albo przynajmiej swiadomosci co robimy. ^^ nie mieszajmy tych dwóch rzeczy bo to prowadzi do nieporozumień
ojej, a ja właśnie zaczełam tańczyć w domu sama przy muzyce i miałam dziwne stany potem, raz sie popłakalam bez powodu. to moze byc to o czym piszecie? czy to znaczy że źle robie??
zatrzymajmy sie na chwile bo ta rozmowa zaczyna mi trosze sklejać kilka różnych mechanizmów. czy tu mówimy o pracy z czakrą sakralną czy o ogólnym uwalnianiu emocji? bo to się oczywiście przenika ale metody są różne i skutki też. ruch wyzwala emocje ogólnie, nie tylko te przypisane Swadhisthanie
ok, rozumiem i nie podważam, tylko mówię że warto mieć świadomość skąd co pochodzi. rzeby nie przypisywać wszystkiego czakrze kiedy to może być po prostu reakcja nerwowego układu na ruch
i tu Leokadia mówi coś ważnego. nie dlatego że kwestionuję pracę z czakrami ale dlatego że widzę za dużo przypadków kiedy ktoś sobie tłumaczy wszystkie swoje stany energetycznie a potem jest zaskoczony że praca z czakrami nie zastępuje np. pracy z ciałem u fizjoterapeuty albo rozmowy z psychologiem. to nie jest albo-albo ale ważna jest kolejność
no i właśnie wyszedł ten temat który przewija sie tu od dawna. Heksanka, rozumiem co mówisz i nie powiem że nie masz racji, bo masz. ale na tym forum większość z nas to nie są osoby które w ogóle nie sięgają po inne rzeczy. mam wrażenie że to trochę jakbyś mówiła "a pamiętajcie żeby jeść" kiedy rozmawiamy o kuchni
wracajac do tematu ktory mnie oryginalnie nurtował - bo trochę odeszlismy. pytałam o połączenie z ciałem i poczucie bezpieczenstwa w nim, i ta rozmowa rozwinela się super, ale zastanawiam sie nad jedna rzeczą. czy jest jakas różnica między byciem w ciele a byciem bezpieczną w ciele? bo mi sie wydaje ze to niekoniecznie to samo. takie moje trzy grosze.
Tosia zadała właśnie bardzo dobre pytanie i chcę na nie odpowiedzieć porządnie. tak, to są różne stany. można być bardzo "w ciele", czyli mieć dobre czucie ciała, słyszeć je, odczuwać - ale jednocześnie to ciało być dla nas miejscem nieprzyjemnym. to trosze jak być w mieszkaniu kturegoa nie lubiszi - jesteś w nim ale nie czujesz sie tam bezpiecznie
