To słuszne pytanie i nie ma prostej odpowiedzi. Dysocjacja z psychologii i 'wychodzenie z ciała' z energetyki opisują podobny fenomen - odcięcie od tu i teraz, od siebie - ale mechanizmy które za tym stoją są różnie rozumiane. Psychologia powie: to mechanizm obronny układu nerwowego. Energetyka powie: to blokada w przepływie przez chakrę sakralną albo korzenia. Jedno drugiemu nie zaprzecza. Tylko że jeśli masz poważną dysocjację to praca wyłącznie z czakrami to za mało, serio.
Zgadzam sie z Dola w tym jednym. Dysocjacja to nie jest coś co medytacja nad Swadhisthaną naprawi sama z siebie, przynajmniej nie przy głebszej traumie. U mnie było tak ze najpierw musiałam miec jakis kontakt z terapeutą i dopiero potem praca energetyczna zaczęła sie 'chwytać'. Wcześniej to bylo jak sypanie ziarna na beton, niby robisz cos a nic sie nie przebija.
Ej ale Prophecyy, to trochę jakbyś mówiła że trzeba mieć terapeutę żeby w ogóle pracować z czakrami, nie? Bo znam osoby które zrobiły to samodzielnie i bez żadnej terapii i się udało. Może to kwestia tego jak głęboka jest trauma, nie jakiś sztywny warunek.
Siedzę tu i czytam i mam mieszane uczucia. Z jednej strony dobrze że piszecie o terapii, bo sama to rozważam od dawna. Z drugiej strony czuję coś w rodzaju oporu, jakby przyznanie że potrzebuję 'prawdziwego' wsparcia oznaczało że praca energetyczna jest na nic. A to chyba nie o to chodzi, prawda? Mam wrażenie że te rzeczy mogą iść razem. Tylko nie wiem jak to ugryźć jednocześnie, tzn. czy szukać kogoś kto łączy te podejścia, czy robić osobno.
Geomantko, ja akurat znalazłam terapeutkę która pracuje somatycznie i nie śmieje się kiedy mówię o czakrach. Nie jest stricte energetyczna ale rozumie że ciało pamięta i że są różne języki opisujące to samo. Takie osoby istnieją, tylko trzeba poszukać. Może zamiast szukać 'specjalisty od czakier i traum' poszukaj po prostu kogoś z podejściem somatycznym i sprawdź czy da się rozmawiać?
