Hej, nie wiem do końca czy tu jest dobre miejsce żeby o tym pisać, ale długo szukałam i chyba tutaj mogę. Przeszłam kilka lat temu przez coś bardzo trudnego - nadużycie seksualne ze strony kogoś bliskiego. Nie będę wchodzić w szczegóły, ale od tamtej pory dosłownie "odcięłam" tę część siebie. Nie czuję nic w kwestii seksualności, zero pociągu do kogokolwiek, jakby ta sfera po prostu umarła. Jestem w związku i to jest problem bo mój partner tego nie rozumie do końca mimo że stara się być wyrozumiały. Chodzę do terapeutki i ona mi pomaga, ale gdzieś wewnętrznie czuję że to jest też sprawa energetyczna. Jakby coś dosłownie zamarło w środku ciała, w okolicach brzucha i bioder. Czytałam o czakrze sakralnej i opisy pasują jeden do jednego - ta czakra rządzi seksualnością, emocjami, kreatywnością. Mam problem ze wszystkim naraz: brak libido, nie tworzę niczego od lat (a kiedyś rysowałam), emocje jakby spłaszczone. Czy ktoś ma doświadczenie z odblokowywaniem Swadhisthany po czymś takim? Czy w ogóle jest sens próbować energetycznie jeśli trauma jest głęboka? Trochę się boję że namieszam zamiast pomóc.
Dziękuję że piszesz, to wymaga odwagi mówić o czymś takim publicznie, nawet anonimowo. Zatrzymaj się na chwilę bo muszę zapytać - terapeutka wie że planujesz równolegle pracować z czakrami? Pytam serio, nie żeby podważać twój wybór, ale przy traumie tego typu praca energetyczna może naprawdę uwolnić emocje i lepiej żeby ktoś był obok jak to się dzieje. Mam na myśli że sesja na Swadhisthanie może dosłownie wywołać płacz, flashbacki, trzęsienie ciała i człowiek musi być na to gotowy. To, co opisujesz - to zamrożenie energii - to jest bardzo typowy mechanizm obronny. Ciało odcina dostęp do tej czakry żeby chronić. Z jednej strony to mądre, z drugiej po jakimś czasie ta blokada zaczyna kosztować. Brak twórczości, brak czucia w ciele, spłaszczenie emocji - to właśnie wyglada jak klasyczna przymknięta Swadhisthana połączona pewnie z blokadą w Muladharze, bo bezpieczeństwo jest warunkiem żeby sakralna w ogóle zaczęła się otwierać. Czy czujesz też coś z korzeniową? Strach, brak stabilności, może problemy z finansami albo poczucie że ziemia ci ucieka spod nóg?
Jarzebinka ma rację co do kolejności. Nie wskakuj od razu w sakralną bez korzeniowej, to jest podstawowy błąd. Testowałam to na sobie - zaczęłam kiedyś medytację ukierunkowaną na Swadhisthanę omijając Muladharę bo mi się spieszyło i skończyłam z tygodniem emocjonalnego chaosu. Płakałam bez powodu, miałam koszmary, czułam się jak rozgrzebana ale nie złożona z powrotem. Musiałam wrócić do podstaw dosłownie. Pytanie do ciebie - robisz w ogóle coś co cię uziemia? Chodzenie boso, kontakt z naturą, cokolwiek co łączy z ciałem od dołu?
O, ja miałam podobna sytuacje choc nie az tak ciezka jak twoja. Po rozstaniu z byłym (który byl naprawde toksyczny) tez miałam totalny zanik w tej sferze, z rok może. I tez miałam wrażenie jakby emocje w środku zamarzły. Próbowałam karneolem - to kamień na sakralną, pomarańczowy. Nosiłam go przez miesiac przy ciele i cos sie ruszyło. Naprawde. Ale nie wiem czy to kamień czy czas czy to ze w ogóle zaczełam sie zajmowac soba. Trudno powiedziec. Czy probowałas juz jakiejs metody czy dopiero szukasz?
Karneol to dobry pomysł ale dorzuciłabym jeszcze czyszczenie pola energetycznego przed jakąkolwiek pracą z samą czakrą. Jak w polu są stare "odciski" po traumie to kamień może nie dać rady sam. Trzeba najpierw oczyścić a potem budować. Wodna ceremonialność też fajnie działa na Swadhisthanę bo ta czakra jest związana z żywiołem wody. Kąpiele z solą morską, wizualizacja pomarańczowego światła pod wodą, coś takiego. Słyszałam że to dość szybko coś porusza.
Czytam i powiem szczerze - to co piszesz z tym zamrozeniem ciała i emocjii po traumie, to jest cos co ja nazywam 'zasklepienie'. Czakra sie dosłownie zamknela jak rana i zesklepiła żeby nie bolało. Tylko ze pod tym sklepem jest nadal ta energia, uwieziona. Nie jestem ekspertem od terapii ale z doswiadczenia powiem ze praca z taką blokadą jest dlugotrwała i nie zawsze linearna. Raz bedzie lepiej, raz gorzej, raz cos wyplynie czego sie nie spodziewasz. Jarzebinka dobrze mowi o tempie. Nie da sie tego rozwiazac w miesiac.
sorki że się wtrącam, ale mam pytanie bo nie do konca rozumiem - czy czakra sakralna to jest dosłownie w ciele czy to bardziej takie metaforyczne pojecie? Bo czytam i nie wiem czy to jest cos fizycznego co mozna poczuc czy to sie tylko wyobraza?
Mam jedno pytanie do bardziej doswiadczonych - czy praca z czakrą przez medytację może cokolwiek zaszkodzić jeśli robi sie to ostrożnie? pytam bo w internecie czytam dość sprzeczne opinie, jedni mówią że medytacja jest bezpieczna zawsze, inni że przy traumie może właśnie otworzyć coś za szybko
Nie chcę wchodzić nie proszony ale jako mężczyzna który tez miał swoje traumy (inne, ale jednak) powiem że ta energia w ciele jest jak najbardziej realna. Miałem przez lata blokadę w Manipurze po tym jak straciłem firmę i byłem totalnie rozbity psychicznie - zero pewności siebie, problemy żołądkowe, depresja prawie. Dopiero jak trafiłem na bioenergoterapeutę który dosłownie pracował dłońmi na moim polu to coś puściło. Dlatego polecam w twoim przypadku nie samodzielną pracę tylko kogoś z doświadczeniem.
Czytam to wszystko i dziękuję wam naprawdę, nie spodziewałam się tak poważnej rozmowy. Jarzebinka, to co piszesz o kolejności robi sens. Poczułam opór kiedy to przeczytałam, takie 'ale ja nie chce się zajmować korzeniową, chcę naprawić TO' - i chyba właśnie ten opór mówi coś. Wszemil.pl, bioenergoterapeuta to dobry pomysł ale mam pytanie - skąd wiedzieć że ktoś jest uczciwy i kompetentny? Trochę się boję szarlatanów, szczególnie w kontekście takiej wrażliwej sprawy jak moja.
Na to pytanie o bioenergoterapeutów powiem krótko z wlasnego doswiadczenia - szukaj referencji od ludzi ktorych znasz, nie od anonimowych klientów na stronie. I jesli terapeuta na pierwszej sesji obiecuje cuda i szybkie efekty to uciekaj. Dobry pracuje długoterminowo i nie gwarantuje nic konkretnego. Miałem kiedys takiego co mówił ze wyleczy wszystko w trzy sesje, skończyłem z wiekszym chaosem niz na poczatku. A drugi, polecony przez znajomą, nie obiecywał nic i pomógl naprawde.
Co do bioenergoterapeutów to się zgadzam z Bartezem że referencje są ważne, ale powiem jedno - nie każdy musi od razu do kogoś iść. Samodzielna praca też ma wartość jeśli jest ostrożna. Zbyt dużo tu słyszę 'idź do specjalisty' jakby nikt sam sobie nie radził. Ja pracowałam sama przez rok z czakrami i efekty miałam. Kluczowe jest żeby słuchać ciała i nie forsować, jeśli czujesz opór to go szanujesz a nie łamiesz.
Wchodzę tu z boku bo trafiłam na ten wątek przez wyszukiwarkę i sama szukam czegoś podobnego, nie trauma seksualna ale ogólne poczucie że ta sfera życia jest u mnie martwa od kilku lat i coraz bardziej mnie to boli. Mam pytanie do wszystkich - jak w ogóle przetestować stan tej czakry zanim zacznie sie pracę? Wahadełko działa nad Swadhisthana? Gdzieś czytałam że w przypadku głębszych blokad wahadełko może nie reagować w ogóle albo reagować dziwnie.
Ok a wracając do tego wahadełka co pisała Glifika - mam jedno pytanie, bo sama próbowałam i kompletnie nie wiem czy robię to dobrze. Jak trzymasz wahadełko nad czakrą, to powinna być twoja własna dłoń czy jakiś punkt zewnętrzny? Tzn czy trzymam nad własnym brzuchem i patrzę na obrót, czy ktoś inny powinien to robić? Bo wydaje mi się że sama nad sobą to trochę dziwne.
Ej ale jeśli chodzi o tę diagnostykę to ja szczerze powiem - po co tyle zachodu z wahadełkiem skoro ciało samo mówi co jest nie tak. Geomantka opisała dokładnie co czuje i gdzie, to jest chyba lepsza diagnostyka niż żaden wahadełek. Imo zamiast sprawdzać czy kreci sie w lewo czy w prawo, po prostu słuchaj siebie.
Ha, to porównanie z pożarem akurat trafia. Czytam o tym wahadełku i jakoś mi to nie leży w tej chwili, może właśnie dlatego. Mam poczucie że i tak nie ufałabym wynikom, bo za dużo myślę kiedy próbuję coś 'sprawdzić'. Ostatnio nawet z kartami tarotowymi miałam problem bo ciągnęłam tę samą kartę trzy razy bo nie wierzyłam w wynik.
To co piszesz Geomantka - z tymi kartami - to jest akurat symptomatyczne. Brak zaufania do własnego odczytu, potrzeba potwierdzenia, powtarzanie. Przy blokadzie sakralnej często idzie w parze właśnie coś takiego, utrata kontaktu z intuicją, bo intuicja siedzi gdzieś pomiędzy sakralną a trzecim okiem i jak jedno jest ścięte to drugie gada ale nikt nie słucha.
hej przepraszam ze sie znow wtrącam ale mam kolejne pytanie - napisałaś Dola ze intuicja jest miedzy sakralna a trzecim okiem, to znaczy ze te czakry sa ze soba powiązane? Tzn ze jak jedna nie działa to inna tez bedzie gorzej? bo myslałam ze to sa oddzielne rzeczy
Geomantko, to co mówisz o kartach jest ciekawe. To 'ciągnięcie po raz trzeci' to nie jest brak zaufania do kart. To jest brak zaufania do siebie. I to jest osobny temat do eksploracji, nie mniejszy niż sama blokada. Mam pytanie - czy ty w ogóle ufasz swojemu ciału? Nie teraz, po traumie, ale generalnie, wcześniej?
Własnie to jest sedno. Kobieta która jest 'w głowie' i odcięta od ciała - to jest klasyczny wzorzec który widzę u wielu osób. Zanim dojdzie do traumy już jest ta tendencja do opuszczania ciała, a trauma to tylko przyspiesza i uszczelnia. I potem praca z czakrą sakralną bez pracy z samym ciałem to jest budowanie bez fundamentów. Dosłownie.
mam pytanie bo nie rozumiem - co to znaczy 'praca z ciałem'? Bo słyszę to dużo w tym wątku ale nikt tego nie wyjaśnia. Czy to jest joga, taniec, masaż, czy co dokładnie? Bo jak ktoś ma blokadę i odcięcie od ciała to przecież siłownia nic nie da.
Przy okazji pracy z ciałem - nie napisałam wcześniej ale mam doświadczenie z kąpielami dźwiękowymi i to akurat działało na mnie bardzo somatycznie. Wibracja mis tybetańskich dosłownie dociera do tkanek i jakoś 'porusza' to co zablokowane, ale bez żadnego wchodzenia siłą. Może to być łatwiejsze wejście dla kogoś kto ma opór przed skupianiem uwagi na ciele.
kąpiel dźwiękowa to spoko opcja ale powiem z mojego doswiadczenia - raz byłem na takiej sesji grupowej i było kiepsko dobrane bo prowadzacy puscil zbyt głeboke tony przy kimś obok kto miał wyraźnie traumatyczne reakcje i zrobiło sie nerwowo. tzn nie skrzywdziło ale i nie pomagało. więc tu tez - wybór prowadzącego ma znaczenie.
Mam pytanie do Prophecyy - pisałaś o tym 'opuszczaniu ciała' przed traumą. Jak to rozpoznać z perspektywy czasu? Bo teraz jak o tym myślę to nie wiem czy ja byłam 'w ciele' przed moimi trudnymi momentami czy nie. Nie mam punktu odniesienia.
śledzę ten wątek i jakoś tak... przy Manipurze o której pisałem miałem coś podobnego z tym 'opuszczaniem' tylko u mnie to było mentalnie a nie seksualnie. po prostu wylatywałem z siebie przy stresie, jakby umysł jechał dalej bez ciała. i bioenergoterapeutka powiedziała to samo co Prophecyy - że wzorzec był wcześniej, kryzys tylko otworzył to szerzej. może to jest jakiś ogólny mechanizm obronny.
To co pisze Wszemil o 'wylatywaniu z siebie przy stresie' - ja to znam bardzo dobrze i nigdy nie kojarzyłam że to może być powiązane z energetyką. Myślałam że to po prostu zamyślanie sie albo dysocjacja jak to mówi psychologia. Czy to jest to samo zjawisko opisywane innym językiem czy naprawdę coś innego?
To co pisze Wszemil o 'wylatywaniu z siebie przy stresie' - ja to znam bardzo dobrze i nigdy nie kojarzyłam że to może być powiązane z energetyką. Myślałam że to po prostu zamyślanie sie albo dysocjacja jak to mówi psychologia. Czy to jest to samo zjawisko opisywane z dwóch stron, raz energetycznie raz psychologicznie? Bo mam wrażenie że i psycholodzy i wy tu mówicie o tym samym tylko innymi słowami.
