Uwaga - to co Bellatrix opisuje jako 'intencję' to jest po prostu uważna intencjonalność, znana w psychologii jako self-directed attention. Nie mówię że to nie działa, mówię że to działa niezależnie od kamienia. Kamień jest tu kotwicą uwagi, nie źródłem energii.
W sumie to jest sensowna granica sporu. Problem zaczyna się kiedy ktoś zamiast iść do lekarza z problemem ze snem idzie kupować kamienie. Albo kiedy lęk przed bezdomnością jest leczony przez medytację na Muladharę zamiast przez szukanie pracy czy porady prawnej. To nie jest atak na czakry, to jest priorytetyzacja.
Jacek ale chyba nikt tu nie mówił że zamiast, tylko że obok? Przynajmniej ja tak to traktuję. Mam znajomego który mi powiedział że te wszystkie praktyki to ucieczka od realnych problemów i trochę mnie to zabolało bo ja naprawdę próbuję też robić realne rzeczy.
przepraszam jeśli zabrzmiało jak atak. Nie twierdzę że tak jest w twoim przypadku. Mowiłem o tendencji generalnej, nie o tobie. To że szukasz narzędzi żeby się uspokoić na tyle żeby móc działać, to ma sens.
Cieszę się że Jacek to powiedział wprost bo ja też miałam ten strach że 'pracuję z czakrą' zamiast rozwiązywać problem. Ale u mnie to jest tak że jak jestem w panice to i tak nic nie działam, dosłownie paraliż. A jak zrobię cokolwiek żeby się uspokoić, medytacja, kamień, cokolwiek, to potem mogę zadzwonić do kogoś albo cokolwiek zrobić. Więc dla mnie to jest jednak 'żeby', nie 'zamiast'.
To co Wioletka opisuje to jest właśnie to co mnie interesuje w kontekście snu. Bo ten lęk w nocy, ta trzecia godzina o której pisałam wcześniej, to jest dokładnie taki paraliż. Nie mogę nic zrobić, nie mogę zasnąć, kręcę się i myślę w kółko. Czy ktoś próbował coś robić właśnie w tym momencie, nie przed snem, tylko kiedy już się obudzisz z tym lękiem?
podobną technikę poleca się przy napadach paniki, to jest skanowanie ciała przez kontakt fizyczny. Nie wiem czy to Muladhara czy po prostu układ nerwowy, ale efekt podobny. Przylaszczka82 czy te przebudzenia masz regularnie, zawsze około tej samej godziny?
Godzina trzecia w nocy to jest w niektórych tradycjach 'godzina wilka', czas kiedy zasłona między jaźnią a lękiem jest najcieńsza. Nie wiem czy to pomaga ale zawsze mnie to jakoś dotykało kiedy słyszę o przebudzeniach właśnie wtedy. Jakby ciało wiedziało że w tym czasie coś wypływa.
To co Lelja napisała o kortyzolu jest ważne i chyba niedoceniane w tej dyskusji. Bo jeśli przebudzenia Przylaszczki mają podłoże hormonalne, to żadna praca z Muladharą tego nie naprawi, przynajmniej nie bezpośrednio. Ale z drugiej strony kortyzol jest związany ze stresem, a stres z lękiem egzystencjalnym, a to już jest Muladhara. Więc to się jakoś kręci w kółko.
Ja się zastanawiam czy w ogóle rozgraniczanie tego ma sens w praktyce. Mam na myśli, że jak siedzę o trzeciej w nocy i się boję o mieszkanie, to mi jest wszystko jedno czy to kortyzol czy Muladhara. Chcę żeby przestało i szukam co pomaga.
To jest bardzo zdrowe podejście, szczerze. Praca z czakrami nie wyklucza rozumienia biologii, a rozumienie biologii nie wyklucza pracy energetycznej. Pytanie do Przylaszczki, bo mi to chodzi po głowie od kilku postów - czy te lęki o mieszkanie mają podstawy w realnej sytuacji życiowej, czy to jest lęk który 'uruchamia się' bez wyraźnego powodu? Bo to bardzo zmienia co bym sugerowała.
To, co opisujesz to klasyczny przypadek rozjazdu między ciałem migdałowatym a korą przedczołową. Ciało migdałowate nie słucha logiki. Dlatego mówienie sobie 'nie ma powodu do strachu' nie działa, bo centrum strachu w mózgu tej informacji nie przyjmuje. I tu ciekawe pytanie - czy Muladhara to jest właśnie ten poziom gdzie pracujemy z czymś przedkorowym, przedracjonalnym?
Zawsze tak rozumiałam pracę z Muladharą - że docieramy do poziomu który jest głębiej niż myśl. Korzeń to nie jest miejsce gdzie się 'myśli' bezpieczeństwo, tylko gdzie się go czuje w ciele. Dlatego afirmacje często nie działają przy silnej blokadzie korzenia, bo zostają na poziomie mentalnym i nie schodzą niżej.
ojej to jest dla mnie mega nowe podejście, że czakry mogą odpowiadać strukturom mózgu, nigdy tak o tym nie myślałam. Czy ktoś gdzieś to szerzej opisuje? Jakaś literatura albo chociaż artykuł?
Wracając do tego snu i przebudzeń, bo to mnie osobiście bardzo dotyczy. Próbowałam różnych rzeczy i powiem szczerze że najbardziej pomagało mi nie skupianie się na lęku tylko właśnie to kotwiczenie fizyczne o którym Naparstnica pisała. Mattres, ciężar ciała, oddech. To jakby zatrzymywało spiralę myśli zanim się rozkręciła.
a ja mam głupie pytanie może, ale jak ktoś robi to kotwiczenie i zaczyna zasypiać, to czy nie przerywa tej 'pracy z czakrą' w połowie? Tzn czy to jest ok że zaśniesz zanim skończysz? Zawsze się zastanawiałam czy trzeba jakoś świadomie zamknąć taką sesję czy to nieważne
Wracam do pytania z tytułu wątku bo mi się wydaje że trochę za bardzo odeszliśmy w techniczne. Klatwa pytała na początku czy lęk o dach nad głową to blokada Muladhary czy po prostu instynkt przetrwania. I właściwie co ustaliliśmy przez te kilkadziesiąt postów? Bo mam wrażenie że zakopaliśmy się w szczegółach.
szczerze to mam poczucie że to nie jest albo-albo, że to jest to samo ale patrzone z dwóch stron. Instynkt przetrwania to jest dokładnie to za co odpowiada Muladhara. Blokada pojawia się gdy ten instynkt jest rozregulowany, czyli krzyczy nawet gdy zagrożenie nie jest realne albo milczy gdy powinien ostrzegać. To mi daje do myślenia o moim własnym przypadku.
dobra odpowiedź. Dodałbym tylko że 'rozregulowanie' to nie jest wyłącznie pojęcie z energetyki, to jest stan który ma też psychologiczną nazwę i wymaga niekiedy prawdziwej pracy, terapeutycznej albo przynajmniej głębszej niż medytacja przed snem. Nie mówię że medytacja nic nie daje, mówię że przy silnym rozregulowaniu może nie wystarczyć.
no i chyba na tym można by skończyć tę konkretną pętlę dyskusji. Instynkt, blokada, kortyzol, ciało migdałowate - różne języki, podobny problem. Praca z Muladharą może pomagać, szczególnie przez ciało i uziemienie, ale nie jest jedyną odpowiedzią i nie powinna być zamiast czegoś ważniejszego. Przylaszczka, jak te przebudzenia trwają długo to jednak lekarz by się przydał na wszelki wypadek, serio.
