Hej, nie wiem czy to dobre miejsce żeby o tym pisać ale chyba tak. Mam taki problem że od jakiegoś czasu nie mogę normalnie spać - budzę się w środku nocy i od razu mam w głowie te myśli o pieniądzach, o mieszkaniu, o tym co będzie jak stracę pracę. Mieszkam na wynajmowanym mieszkaniu i właściciel ostatnio dał do zrozumienia że może podnieść czynsz albo w ogóle wypowiedzieć umowę. I teraz leżę w nocy i nie mogę zasnąć ze strachu. Czytałam że Muladhara odpowiada właśnie za poczucie bezpieczeństwa i za takie podstawowe sprawy jak dach nad głową. Ale zastanawiam się - czy to że się boję to znaczy że mam zablokowaną czakrę korzenia, czy po prostu... no... sytuacja jest trudna i to normalny strach? Jak odróżnić blokadę od prawdziwego problemu życiowego?
Konkretne pytanie tak szczerze. Sama się nad tym zastanawiałam. Mam notatki z sesji u bioenergoterapeutki i ona mówiła, że blokada Muladhary często się objawia właśnie tym że człowiek nie może odróżnić realnego zagrożenia od lęku który 'żyje własnym życiem'. Czyli jakby lęk jest nieproporcjonalny do sytuacji albo trwa znacznie dłużej niż powód do strachu. Pytanie do Ciebie - ten strach o mieszkanie, czy on ustępuje kiedy np. dogadujesz się z właścicielem albo kiedy masz chwilę że wszystko gra? Czy jest cały czas, nawet jak obiektywnie nie ma powodu?
To jest jedno z tych pytań które wracają bardzo często i nie ma na nie prostej odpowiedzi. Muladhara to czakra która łączy nas z materią, z ziemią, z tym co namacalne - dom, ciało, bezpieczeństwo fizyczne. Kiedy jest zablokowana albo przymknięta, lęk egzystencjalny może być absolutnie paraliżujący i nieproporcjonalny do realnej sytuacji. Ale kiedy czakra jest otwarta i przepływ jest dobry, człowiek potrafi działać nawet w trudnych okolicznościach bez tego wewnętrznego rozsypywania się. Teraz to co powiedziałaś o śnie jest bardzo istotne. Bezsenność i to przebudzanie się z lękiem w środku nocy to jeden z wyraźniejszych sygnałów zastoju w Muladharze. Energia nie płynie, nie uziemia, więc w nocy kiedy nie mamy tej kontroli świadomej, wyrywa się jako panika. Ale żeby cokolwiek powiedzieć pewniej - jak się czujesz fizycznie? Dolny kręgosłup, nogi, stawy biodrowe?
Zatrzymajcie się na chwilę. Rozumiem że to jest forum o czakrach i ok, ale to o czym piszesz to klasyczne objawy lęku uogólnionego i bezsenności na tle stresowym. Zanim wejdziemy w diagnozowanie Muladhary, warto się upewnić że nie ma tu czegoś co wymaga zwykłej pomocy - psycholog, lekarz, cokolwiek. To nie jest tak że jedno wyklucza drugie, można pracować z czakrami I jednocześnie dbać o siebie normalnie. Ale pytanie o to co jest przyczyną a co skutkiem jest słuszne i bardzo dobrze że je zadajesz. Bo blokada może powodować że reagujemy przesadnie na realne bodźce. Ale równie dobrze realna, przedłużająca się sytuacja stresowa może TWORZYĆ blokadę w Muladharze. Czyli może to nie jest pytanie 'co było pierwsze' tylko jedno napędza drugie.
No i tu jest sedno tej dyskusji chyba. Bo nawet jeśli sytuacja zewnętrzna się nie zmieniła, a poprawiło się samopoczucie, to czy to znaczy że usunęłaś blokadę w czakrze? Czy może że medytacja sama w sobie reguluje układ nerwowy i przez to śpisz lepiej, nie koniecznie przez wpływ na Muladharę jako taką? To pytanie jest dla mnie otwarte i szczerze nie wiem jak to rozstrzygnąć.
Kornelka, to właśnie jest to pęknięcie którego nie da się łatwo przeskoczyć w dyskusji. Z mojego doświadczenia - i mówię to po latach pracy z tym - nie można postawić twardej granicy między 'energetycznym' a 'psychologicznym' oddziaływaniem. Muladhara to jest wzorzec energetyczny który dosłownie koreluje z układem nerwowym, z nerwem błędnym, z poczuciem zakorzenienia w ciele. Kiedy pracujemy z tą czakrą - czy to przez mantry, wizualizacje, ziemię pod stopami - działamy na ten sam poziom co techniki relaksacyjne w psychologii. To nie jest sprzeczne. To jest ta sama rzecz opisana różnym językiem. Natomiast do autorki tematu: te objawy fizyczne które opisałaś, lędźwiowy, ciężkie nogi wieczorami, plus bezsenność z lękiem - to jest spójny obraz zastoju w Muladharze. Ale to też spójny obraz przemęczenia i długotrwałego stresu. Obie ścieżki pracy są tu na miejscu.
A mogę zapytać trochę od innej strony? Bo ja nie za bardzo znam się na tych czakrach, ale jak czytam tę dyskusję to mam wrażenie że ta granica między 'blokadą energetyczną' a po prostu 'normalnym lękiem w trudnej sytuacji' jest bardzo płynna. I ciekawi mnie - jeśli ktoś ma te same objawy ale NIE ma żadnego realnego zagrożenia (nie traci mieszkania, wszystko jest okej), to wtedy diagnoza blokady byłaby inna? Czy objawy fizyczne i emocjonalne są wystarczające same w sobie do stwierdzenia problemu z czakrą?
Kasztanka zadała bardzo konkretne pytanie i mam wrażenie że wiele osób chciałoby to zamieść pod dywan. Ale nie da się. Jeśli każdy lęk egzystencjalny, niezależnie od kontekstu, jest objawem blokady Muladhary, to pojęcie blokady traci jakąkolwiek wartość diagnostyczną. Bo lęk jest wtedy zawsze 'dowodem' na blokadę. A kiedy lęku nie ma, nie możemy powiedzieć że go nie było. To trochę niefalsyfikowalne.
No nie, ta dyskusja mnie wciągnęła. Dziękuję autorce że zapytała bo ja mam dokładnie to samo od kilku miesięcy. Budzę się około trzeciej i potem nie mogę zasnąć, kręcę się i mam te czarne myśli o przyszłości. Nie mam teraz żadnego konkretnego problemu z mieszkaniem ale i tak się boję. Czy to właśnie ta ta nadczynność czy niedoczynność? Bo nie wiem jak rozróżnić.
Słuchajcie, a czy ktoś próbował skanowania wahadełkiem akurat tej czakry przy takich objawach? Ciekawi mnie jak wahadełko reaguje przy Muladharze kiedy człowiek jest w tym stanie. Bo czytałam że przy blokadzie może w ogóle stać albo kręcić się bardzo małymi kółkami.
Wracając do tego co mówiła Bellatrix.pl o energii w nocy - mam takie wrażenie że właśnie w nocy kiedy wszystko jest ciche, te myśli mają więcej przestrzeni. W ciągu dnia jakoś funkcjonuję, praca, obowiązki i nie myślę o tym mieszkaniu tak bardzo. Ale jak tylko gaszę światło to się zaczyna. Czy to może oznaczać że w ciągu dnia jakoś 'uziemiam się' naturalnie przez działanie, a w nocy ta blokada wychodzi na wierzch?
Tak, to jest bardzo trafna obserwacja i wiele osób to dokładnie tak opisuje. W ciągu dnia mamy aktywność fizyczną, kontakt z ludźmi, zadania - to wszystko naturalnie uziemia i jakoś trzyma tę energię w ruchu. Nocą ten mechanizm odpada i to co jest zastałe, co nie ma ujścia, zaczyna krążyć i szukać wyjścia przez myśl i emocję. Dlatego praca z Muladharą przed snem może mieć sens. Nie stymulująca, nie głęboka praca energetyczna, bo to może wręcz nasilić aktywność. Raczej coś uziemiającego i uspokajającego - wizualizacja korzeni sięgających w ziemię, oddech do brzucha, może kilka minut boso na podłodze jeśli jest drewniana albo wyjście na trawę wieczorem latem. Celem jest sygnał dla układu nerwowego że jest bezpiecznie.
O, to z tymi korzeniami przed snem to super pomysł! Ja ostatnio zaczęłam też chodzić boso po trawie rano i faktycznie jest coś w tym, czuję się bardziej w ziemi po tym. Ale mam pytanie - czy jest jakaś afirmacja którą można sobie powtarzać przed snem właśnie dla Muladhary? Coś konkretnego? Bo szukałam i jest tego dużo i nie wiem co wybrać.
A wracając do tych afirmacji - Naparstnica masz rację że muszę to czuć a nie tylko mówić mechanicznie, ale jak to zrobić kiedy właśnie czujesz strach? Znaczy... jak wmówić ciału że jest bezpiecznie kiedy racjonalnie nie jest? Chodzi mi o ten moment przed snem kiedy zaczynam to powtarzać i głowa od razu kontruje 'ale mieszkanie masz do końca miesiąca'
Ale to co Naparstnica opisuje to jest po prostu technika uważności. Nie trzeba tego owijać w czakrową bawełnę. Kotwiczenie w teraźniejszości, reorientacja na tu i teraz - to jest udokumentowane sposób pracy z lękiem antycypacyjnym. Nie mówię że źle, mówię że to nie jest specyficznie 'czakrowe'.
Dzięki wszystkim za tę rozmowę, serio. Ja wróciłam jeszcze do pytania które sama zadałam - skąd wiadomo że to Muladhara a nie coś innego. Bo jak czytam te objawy to zastanawiam się czy u mnie to nie jest bardziej czakra serca? Bo ten lęk co mam w nocy to nie jest tylko o mieszkaniu, to jest jakieś głębsze poczucie że jestem sama z tym wszystkim. Że nie ma nikogo kto by mnie podtrzymał gdyby coś poszło nie tak.
Nie przepraszaj, to jest jak najbardziej na temat. Bo właśnie o to chodzi chyba - że ten strach przed brakiem dachu to często nie jest tylko o mieszkaniu. Autora tematu zresztą tez tak pisała na początku że to jest coś głębszego niż logika. Czy ktoś może wyjaśnić jak się skanuje kilka czakr naraz żeby zobaczyć który pattern?
Wracam do tego wątku z wahadełkiem bo nikt nie odpowiedział do końca - Jacek miał rację że wynik zależy od stanu osoby, ale czy jest jakiś sposób żeby to 'zneutralizować' przed testem? Czytałam o oddychaniu i wyciszeniu przed skanowaniem ale nie wiem czy to wystarczy kiedy człowiek jest akurat w środku tego strachu.
Zgadzam się z Jackiem w kwestii wahadełka, i mówię to jako osoba która go używa. Sama sobie go robię i traktuję bardziej jako biofeedback niż wyrocznię. Pokazuje mi co moje ciało 'myśli' w danej chwili, niekoniecznie co jest obiektywną prawdą o czakrze. Różnica jest spora.
Trochę mnie ta dyskusja zaskoczyła bo przyszłam tu żeby poczytać o czakrze korzenia a tu taka głęboka rozmowa o tym co w ogóle możemy wiedzieć o czakrach. I właściwie chciałam zapytać - bo sama mam podobne objawy do autorki tematu, ta bezsenność około trzeciej i ten lęk przed przyszłością - czy ktoś próbował turmalinu czarnego pod poduszką? Gdzieś czytałam że on uziemia i może pomóc przy takich nocnych stanach.
O kamieniach to mam pytanie bo właśnie o to chciałam zapytać od dawna w tym wątku. Mam czerwony jaspis który kupiłam jakiś czas temu właśnie z myślą o uziemieniu, ale nie do końca wiem jak go używać. Trzymam go czasem w ręku przed snem. Czy powinnam kłaść go gdzieś konkretnie na ciele? Przy podstawie kręgosłupa nie bardzo wiem jak to fizycznie zrobić leżąc.
Przy pracy z Muladharą kamień można kłaść między udami, przy kości ogonowej jeśli leżysz na plecach, albo po prostu trzymać w dłoniach - ciało i tak odbiera energię. Ale ważniejsze od pozycji jest intencja i skupienie. Czerwony jaspis jest bardzo dobrym wyborem, to jeden z tych kamieni które są naprawdę silnie związane z czakrą korzenia. Jak trzymasz go przed snem, skup się na odczuciu ciężkości, stabilności. Poczuj jak ciało opada w materac.
O to jest fajne! Ja nie mam jaspisu ale mam hematyt i on też jest podobno uziemiający, tylko nie czerwony. Czy kolor jest ważny przy kamyku czy ważniejszy jest skład mineralny albo coś?
A wracając do kamieni - czy hematyt można łączyć z czerwonym jaspisem jednocześnie? Bo myślę sobie że skoro oba uziemiają to może działają razem mocniej, ale nie wiem czy nie ma jakiegoś konfliktu energetycznego między nimi?
No właśnie, i tu jest problem z tym całym podejściem 'więcej = lepiej'. Hematyt i jaspis razem to nie jest dwa razy więcej uziemienia. Kamień to nie tabletka, nie kumulujesz dawki. To co kumulujesz to rozproszenie uwagi, bo siedzisz i myślisz o kamieniach zamiast pracować z oddechem i ciałem.
To jest dokładnie ten problem który mam z litoterapią generalnie. Bardzo łatwo wpaść w zbieranie i kombinowanie co z czym, a efekt jest taki że masz dwadzieścia kamieni i zero regularnej praktyki. Widziałam to u kilku znajomych.
A ja mam pytanie trochę z innej strony, bo wróciłam do tego co napisała Bellatrix wcześniej o intencji. Jak właściwie 'ustawiać intencję' przy pracy z kamieniem? Bo słyszę to ciągle ale nikt nigdy nie tłumaczy co to znaczy w praktyce, czy to jest jakieś zdanie które powtarzam, czy wizualizacja, czy coś innego?
