To jest ważna obserwacja. Muladhara w ogóle nie lubi być kontrolowana - to czakra przetrwania, instynktu, i paradoksalnie bardzo się zaciska kiedy próbujesz ją obserwować z góry jak projekt do zarządzania. Czy ktoś tu próbował kiedyś odwrotnie - zamiast mierzyć, po prostu przestać mierzyć i zobaczyć co zostaje?
To kołysanie to chyba norma przy pracy z korzeniem, przynajmniej tak mi się wydaje z własnego doświadczenia. Jakby ciało testowało czy nowe uziemienie jest prawdziwe. Ja miałam przez długi czas tak że po każdej dobrej chwili czekałam aż coś się posypie bo byłam przekonana że dobro nie może trwać. I to samo w sobie było sygnałem że Muladhara dalej siedzi w trybie przetrwania.
To co Bluszczyk napisała na końcu - 'czy wierzę że mogę to dostać' - to brzmi jak samo serce blokady korzeniowej przy relacjach rodzinnych. Muladhara to przecież prawo do istnienia, do zajmowania miejsca, do tego żeby mieć potrzeby. Jeśli w dzieciństwie nauczyłaś się że twoje potrzeby są przeszkodą dla innych, to skąd ciało ma wiedzieć że teraz jest inaczej?
To co Bluszczyk napisała na końcu - czy wierzę że mogę to dostać - siedzi mi w głowie od paru minut. Bo właśnie to jest ta różnica między pracą z czakrami jako ćwiczeniem a prawdziwą zmianą, prawda? Można medytować codziennie na czerwień i LAM i nic się nie ruszy jeśli gdzieś głęboko jest przekonanie że nie należy mi się spokój. Że muszę na niego zasłużyć.
To co piszesz Bluszczyk - to spięcie kiedy próbujesz coś przyjąć - czy to jest takie bardziej w klatce piersiowej czy niżej? Bo ja mam podobne ale u mnie to jest zawsze w żołądku i przez długi czas myślałam że to Manipura, nie korzeń.
Ta cisza którą Blazej99 opisuje - to jest coś co znam bardzo dobrze z własnego domu. I zastanawiam się czy to nie jest właśnie ten mechanizm który potem sprawia że korzeń jest przymknięty - bo jeśli nawet wyrażenie siebie jest niebezpieczne to ciało uczy się kurczyć ogólnie. Jakby mniej zajmować miejsca na wszystkich poziomach jednocześnie.
To co Goplana pisze o prawie do stania - to jest takie proste a mnie łzy stanęły w oczach. Czy to normalne że takie ćwiczenie może wywołać emocje? Bo zawsze myślałam że praca z czakrami jest bardziej... techniczna? Że wchodzę w stan, odczuwam, wychodzę.
Słucham tej rozmowy i zastanawiam się nad jedną rzeczą - wy wszystkie mówicie o rodzicach i dzieciństwie jako o głównym źródle blokady korzenia. Ale czy to zawsze musi być dzieciństwo? Ja miałam... znaczy miałem trudny okres już jako dorosły, zwolnienie z pracy, i od tamtej pory mam te objawy których tu szukam. Czy to może być inny rodzaj blokady?
