To co piszesz - 'ze spokojem patrzę po raz pierwszy' - to jest wazniejsze niz same kamienie. To jest moment kiedy muladhara nie jest w trybie alarmowym i moze faktycznie coś przyjąć. Kamienie jako przedmioty do medytacji, jako punkt skupienia uwagi, maja sens wtedy. Nie jako talizmany które same z siebie cos zrobią. Masz teraz warunki żeby zacząć pracę, nie tylko gromadzić.
To co Iwetka napisała o 'momencie bez alarmu' to mnie zastanowiło. Bo ja też mam kilka kamieni na uziemienie i właśnie sobie uświadomiłam że żaden z nich nie był kupiony spokojnie. Obsydian kupiłam kiedy miałam totalny kryzys finansowy, czerwony jaspis zaraz po kłótni z mamą, hemat... no właśnie kiedy? chyba jak się bałam że stracę pracę. Czyli wszystkie moje 'narzędzia uziemienia' są naładowane lękiem od samego początku? Czy to ma jakiś wpływ na to jak działają?
To jest bardzo niegłupie pytanie Saturnela i myślę że wielu ludzi tego nie bierze pod uwagę. Kamień kupiony w panice niesie w sobie intencję paniki, nie spokoju. Nie mówię że trzeba je wyrzucić, ale warto je 'oczyścić' i na nowo ustawić intencję. Sól, dym z szałwii, pełnia księżyca, różne metody - ale najpierw sam akt świadomego nastawienia 'teraz jestem tutaj, teraz jesteś czymś innym' ma znaczenie.
No to teraz kamienie mają pamięć zakupową. Kolejny poziom. Serio pytam Filemon - skad to sie bierze, z jakiej tradycji? Bo o oczyszczaniu słyszałem, ale że kamień ma 'intencję nabycia' zakodowaną - to nowe.
Hej, to jest coś co mnie bardzo uderza bo wcześniej pisałam że patrzę na te moje kamienie spokojnie po raz pierwszy. I faktycznie - jakby mam ochotę je wziąć do ręki właśnie teraz, nie żeby ugasić jakiś ogień. Może Filemon ma rację że to ten moment spokoju jest warunkiem, żeby cokolwiek z tym zrobić.
Ooo to jest takie wzruszające co piszesz Otylijka, serio. Kupiłaś je w panice a teraz możesz je wziąć spokojnie i może dopiero teraz naprawdę się z nimi 'poznasz' haha. Ale na poważnie - to brzmi jak jakiś naturalny punkt zwrotny w tym co opisujesz od początku wątku. Dużo się tu pojawiło przez te posty!
Wracam do pytania Egzorcysty sprzed kilku postów bo trochę zgubiło się w dyskusji o kamieniach. On pytał jak odróżnić blokadę energetyczną od wzorca psychologicznego i nie padła żadna konkretna odpowiedź. Plejadka pisała o wahadełku ale Benek słusznie zauważył problem z ideomotoryką. Więc - czy ktoś ma jakiś inny sposób na to rozróżnienie? Bo mnie też to trapi.
Mam w notatkach coś związanego z tym co Cyprian podniósł. Moja terapeutka energetyczna mówiła że blokada 'czysto energetyczna' ma inną jakość niż wzorzec psychiczny - ta pierwsza czuje się jak ściana, coś obcego w polu, a wzorzec psychiczny to raczej coś swojego ale zamrożonego. Ale przyznała też że u większości ludzi to jest wymieszane i nie da się rozdzielić chirurgicznie.
Wybaczcie że wchodzę z boku ale mam pytanie do Rodonitki albo Filemon - ćwiczyłam to skupianie na dłoniach jak Rodonitka pisała i przy skanowaniu korzenia dalej mam to samo 'nic'. Ale przy sercu poczułam coś ciepłego, prawie pulsującego. To w ogóle jest normalne że różne czakry czuć inaczej albo w ogóle nie czuć?
Ciepło przy sercu to generalnie dobry znak, przepływ, nie zastój. Zimno, opór albo właśnie pustka - to sygnały wymagające uwagi. Ale Lunaki - zanim zaczniesz diagnozować na podstawie jednej sesji, poćwicz kilka razy i porównaj czy odczucia są powtarzalne. Jednorazowe ciepło może być zwykłym ciepłem ciała.
Wracajac do glownego tematu bo troche sie odchylilismy - myslę ze w temacie kompulsywnych zakupów jest jeszcze jeden wątek którego nie ruszyliśmy, a mianowice: co sie dzieje PO zakupie kiedy euforia mija. Bo u mnie zawsze byl taki charakterystyczny zjazd, dosłownie kilka minut po tym jak wydałem kasę, jakby otrzeźwienie i lekkie obrzydzenie do samego siebie. To też jest część cyklu muladhary?
Ten zjazd o którym pisze Egzorcysta.2 ma bardzo charakterystyczną strukturę i to jest właśnie to czym różni się zachowanie kompulsywne od świadomego wyboru. Muladhara szukała zakorzenienia, dostała przedmiot, zakorzenienia nie ma, więc za chwilę będzie szukać znowu. Zjazd to moment kiedy system 'wie' że obejście nie zadziałało.
Ten zjazd - znam to bardzo dobrze. U mnie to jest dokładnie tak jak Solstice opisuje, wchodzę do domu z torbą i już w progu jest takie uczucie 'i co teraz'. Jakby to co kupiłam już przestało istnieć jako nadzieja. To jest chyba jeden z powodów czemu zaczęłam szukać czegoś głębiej, bo ten wzorzec był tak wyraźny że nie dało się go nie zauważyć.
Zaglądam tu od dłuższego czasu i ten 'zjazd w progu' jak pisze Otylijka to coś bardzo konkretnego. Mam pytanie do całej dyskusji - czy ktoś ma jakieś praktyczne ćwiczenie na moment PRZED zakupem, takie zatrzymanie żeby sprawdzić co się dzieje w ciele? Bo teorii tu dużo ale bardzo chciałabym coś konkretnego do zastosowania.
Okej to ja odpowiem na swoje własne pytanie bo trochę głupio zostawić to w powietrzu. Znalazłam coś u siebie co działa - przed wejściem do sklepu kładę rękę na mostku dosłownie na 3 sekundy i pytam siebie 'co czuję w brzuchu'. Nie czy chcę kupić, ale co czuję. I jak tam jest jakiś ścisk albo niepokój to wiem że to nie zakup jest potrzebny. Głupie, proste, ale mi zatrzymuje ten automat.
A ja mam inne pytanie do całej tej dyskusji o zjeździe. Solstice pisała że Muladhara 'szukała zakorzenienia i nie dostała'. Ale skąd wiemy że to akurat korzeń a nie na przykład Manipura, czyli ta cała historia z kontrolą i poczuciem sprawczości? Bo impuls zakupowy może być tez próbą poczucia że 'decyduję o czymś'. To by tłumaczyło zjazd po zakupie - poczucie kontroli trwa pięć minut przy ladzie i tyle.
To co mówi Egzorcysta o Manipurze - to jest cos co muszę przemyśleć. Bo jak się zastanawiam nad tym impulsem zakupowym, to naprawdę często jest to moment kiedy czuję że coś mi wymknęło się spod kontroli. Coś się posypało w pracy albo kłótnia z kimś bliskim i wtedy wchodzę do sklepu. Jakbym chciała udowodnić sobie że przynajmniej TUTAJ mogę coś zdecydować.
Otylijka to jest bardzo przenikliwa obserwacja naprawdę. I mi to przypomina coś co czytałam o afirmacjach dla splotu słonecznego - że jedną z głównych blokad Manipury jest właśnie poczucie że 'nie mam wpływu na swoje życie'. I zakup to jest taki mini-rytuał sprawczości. Chociaż pozornej. Smutne jak się tak o tym pomyśli.
Hm, ale tu wychodzi że to może być problem psychologiczny tak samo jak energetyczny. Albo i bardziej psychologiczny. Ktoś wyżej pisał żeby najpierw terapia potem bioenergeta - to może tu jest dobry przykład gdzie terapia powinna być na pierwszym miejscu? Pytam serio bo to jest konkretny schemat który można by przepracować z psychologiem.
Ja tu chcę wrócić do tego zjazdu 'w progu' który opisała Otylijka, bo to jest bardzo konkretny moment do obserwacji. W moich notatkach z pracy z czakrami mam zaznaczone że ten moment - kiedy euforia zakupowa opada - to jest okienko kiedy ciało mówi prawdę. I jeśli ktoś ma praktykę skanowania dłonią to warto spróbować właśnie WTEDY, nie przed i nie po, tylko w tym momencie zjazdu. Ciekawa jestem co by pokazało.
Wracam do wątku Egzorcysty o Manipurze bo to otwiera ciekawą rzecz. Jeśli schemat zaczyna się od poczucia utraty kontroli a nie od lęku o byt, to praca z korzeniem jest niewystarczająca. RAM mantra dla splotu słonecznego robi wtedy więcej niż LAM dla korzenia. Ale jak rozpoznać która czakra 'startuje' sekwencję? To jest kluczowe pytanie bo praca w złym miejscu to strata czasu.
Ojej, tyle mądrych rzeczy tu piszecie! Ja mam głupie pytanie może - czy te bijadżamantry LAM i RAM można robić razem w jednej sesji medytacyjnej czy to za dużo naraz? Bo czytałam gdzieś że każda czakra potrzebuje osobnego skupienia i mieszanie manter to błąd, ale nie wiem czy to prawda.
Nie ma reguły że nie można pracować sekwencyjnie - LAM potem RAM w jednej sesji to jest normalna praktyka, nie żaden błąd. Co jest błędem to skakanie między nimi bez skupienia, czyli pięć sekund tu pięć sekund tam. Sekwencja od dołu ku górze ma logikę: najpierw uziemienie, potem budowanie siły. Ale jeśli ktoś czuje że jedna czakra wyraźnie bardziej wymaga uwagi, to lepiej na niej się skupić i nie rozpraszać.
Mam pytanie które mnie nurtuje od jakiegoś czasu i nigdy nie zapytałam wprost - czy ta praca z czakrami, mantry, skanowanie i reszta, to może 'za dużo' dla kogoś kto dopiero zaczyna? Pytam bo czuję że biorę z tego wątku bardzo dużo naraz i trochę się gubię co właściwie powinnam teraz robić. Jedna rzecz naraz czy kompleksowo od razu?
Jedna rzecz naraz. Serio, bez żadnych wyjątków na początku. Wybierz jedną metodę, daj jej minimum dwa tygodnie codziennej praktyki, obserwuj. Potem dodaj drugą jeśli chcesz. Kompleksowe podejście od razu to przepis na to że za miesiąc nie wiesz co zadziałało a co nie i porzucasz wszystko. Widziałam ten schemat wiele razy.
Dobra, słuchajcie, mam wrażenie że trochę zgubiłyśmy wątek. Bo Otylijka pyta o to żeby nie zaczynać od razu od pięciu rzeczy naraz, Iwetka mówi żeby brać jedną metodę, ok, ale to i tak zostawia otwarte pytanie: którą tę jedną rzecz wybrać na start? Bo jak mam blokadę i w korzeniu i w splocie (albo kaskadę jak pisał Egzorcysta.2), to od czego zaczynam te swoje 'dwa tygodnie'? LAM dla korzenia? RAM dla Manipury? Obserwację objawów? Naprawdę się gubię w którym miejscu wejść.
To jest właściwe pytanie i ma prostą odpowiedź, choć nie wszystkim się podoba - zawsze od dołu. Muladhara to fundament i jeśli ona trzęsie, wszystko wyżej jest niestabilne. Nawet jeśli impuls zakupowy pochodzi głównie z Manipury, praca z korzeniem jako pierwsza daje temu czemuś grunt. Tydzień, dwa z LAM i uziemieniem, potem dopiero wchodzisz wyżej. Wiem że to frustrujące kiedy czujesz że splot 'krzyczy głośniej', ale kolejność ma znaczenie.
