Nie wiem czy to tylko u mnie tak, ale od jakiegoś czasu mam dziwny wzorzec - jak czuję się niepewnie albo coś mnie stresuje w kwestii kasy czy pracy, to dosłownie muszę coś kupić. Nie żartuję, chodzi mi o to że idę na allegro albo do galerii i zanim się obejrzę mam w koszyku rzeczy za kilkaset złotych których nawet nie potrzebuję. Potem jest ta chwila 'ulgi' a po niej czuję się gorzej niż przed. Zastanawiam się czy to może być blokada w czakrze korzenia? Czytałam że muladhara odpowiada za poczucie bezpieczeństwa i stabilności, i że jak jest zablokowana to człowiek szuka namiastki bezpieczeństwa w rzeczach materialnych. Czy ktoś miał coś podobnego albo wie jak to zdiagnozować?
Ciekawy wątek. To co piszesz brzmi bardzo znajomo i tak, energetycznie to ma sens. Muladhara to jest właśnie ta czakra, która zarządza poczuciem zakorzenienia, 'mam grunt pod nogami', 'jestem bezpieczna'. Jak tam jest zastój albo niedoczynność, to psychika szuka substytutu tego poczucia i posiadanie rzeczy daje chwilowy zastrzyk tego 'jestem zakorzeniona, mam coś swojego'. Problem że to łatanie dziury czymś co nie dociera do źródła, więc efekt zawsze mija. Mam do ciebie pytanie - czy ten przymus zakupów nasila się w konkretnych momentach, np. przed wypłatą, przy kłótni z kimś bliskim, przy zmianie pracy? Bo to by pomagało zawęzić skąd dokładnie idzie ta blokada.
Mam to zapisane u siebie w notatkach jako 'kompensacja przez posiadanie' i faktycznie kilka osób mi to opisywało, zawsze przy problemach z poczuciem bezpieczeństwa. Filemon dobrze to ujął. Jedno co bym dodała - warto sprawdzić też Swadhisthane, bo czasem zakupy są bardziej o kreowania przyjemności i emocjonalnego wypełniania pustki niż o samym bezpieczeństwie. Jak kupujesz głównie rzeczy praktyczne, 'żeby mieć' - to korzenia. Jak kupujesz rzeczy ładne, słodycze, kosmetyki, coś co daje chwilową przyjemność - to może być bardziej sakralna. Czy możesz powiedzieć co zazwyczaj kupujesz?
Dobra, to ma sens energetycznie, ale chciałabym żebyście nie pominęli jednej rzeczy: to co opisuje autorka wątku to jest konkretny mechanizm psychologiczny, nie tylko energetyczny. Praca z czakrą korzenia może pomóc, ale sama medytacja na LAM i wizualizacja czerwonego kwiatu nie wystarczy jeśli wzorzec jest głęboko zakorzeniony. Miałam podobne rzeczy i dopiero jak połączyłam pracę energetyczną Z rozumieniem skąd ten lęk pochodzi, to zaczęło działać. Czakra to nie jest osobna 'część', to odzwierciedlenie stanu całości. Więc pytanie do ciebie - skąd wg ciebie masz ten lęk o bezpieczeństwo? Dom rodzinny? Doświadczenia z kasą?
Właśnie o to chciałam zapytać. Jak w ogóle sprawdzić czy to jest korzenia czy sakralna? Nie mam wahadełka ani nic takiego, dopiero zaczynam. Czy jest jakiś prostszy sposób żeby to rozpoznać po samych objawach?
No to ja powiem co myślę choć pewnie dostanę po głowie. Mechanizm który opisujesz to jest klasyczny cykl nagrody i ulgi przy lęku - kompulsywne zakupy to temat dobrze znany poza ezoteryką. Nie mówię że praca z czakrami szkodzi, mówię że jeśli to jest naprawdę nasilony wzorzec to sama wizualizacja może nie wystarczyć i warto równolegle zastanowić się nad tym bez metafory energetycznej. Diagnoza 'mam zablokowaną muladhare' nie zastępuje rozumienia wzorca. Filemon i Iwetka to zresztą sami piszą, więc chyba jesteśmy w zgodzie choć piszę to z trochę innej strony.
Egzorcysta, a czemu jedno wyklucza drugie? Serio pytam, bo mnie zawsze intryguje to napięcie między podejściem energetycznym a psychologicznym. W wielu tradycjach mówi się że ciało energetyczne i psychika są jednym systemem, więc blokada czakry I wzorzec psychologiczny to jest ten sam fenomen opisany dwoma językami. To tak jak z akupunkturą - leczysz meridian, a efekt jest fizyczny.
Przeglądam ten wątek i to mi daje do myślenia bo sama mam podobny wzorzec z kamieniami, haha. Kupuję kamienie 'na bezpieczeństwo' i 'na uziemienie' i zastanawiam się czy to nie jest trochę ironiczne - kupuję kamienie uziemiające bo nie jestem uziemiona. Może sama aktywność zakupów jest jakimś sygnałem niezależnie od tego co się kupuje?
O rany Plejadka to co piszesz to jest tak celne że musiałam skomentować! Ja mam dokładnie tak, kupuję obsydian 'na ochronę' czerwony jaspis 'na uziemienie' a potem i tak się boję i kupuję kolejny. I w sumie nie wiem czy to kamienie mi pomagają czy sam rytuał kupowania i 'posiadania narzędzia'. Jak sprawdzić że kamien naprawdę pracuje a nie że to tylko placebo zakupowe?
Iwetka ulga trwa może kilka godzin, raz do wieczora jeśli to był duży zakup. A potem jest takie uczucie wstydu i jakby jeszcze większego niepokoju, bo doszło coś w stylu 'po co mi to, wydałam pieniądze, będę miała mniej'. Czyli stres o pieniądze po zakupach zrobionych żeby uciec od stresu o pieniądze. Sama widzę absurd.
To co piszesz to jest klasyczny powrót, o którym Iwetka wspomniała. Energetycznie to wygląda tak jakbyś chwilowo 'pożyczała' poczucie bezpieczeństwa z zewnątrz, a jak ono opada twoja muladhara jest w jeszcze głębszym deficycie bo nie wygenerowała tego stanu sama. To jest ważne rozróżnienie: uziemienie przez zakupy kontra uziemienie przez własną czakrę. Czy próbowałaś jakichś technik bezpośrednich, medytacja, chodzenie boso, oddech? Ciekawe czy dają podobna ulgę czy nie.
Czytam i myślę - ten opis z powrotem energetycznym to brzmi dokładnie jak moje doświadczenie z innymi rzeczami, nie zakupami ale np. z social media. Taka sama pętla, chwilowy dopamina i potem jeszcze gorzej. To zjawisko powrotow energetycznych jest szerzej stosowane? Czy to specyficznie czakrowe pojęcie?
Powrót energetyczny to pojęcie które funkcjonuje w kilku tradycjach ale niekoniecznie pod tą nazwą. W pracy z czakrami mówi się o nim gdy zewnętrzny bodziec zastępuje wewnętrzne generowanie energii. Każda czakra ma zdolność do samoodnawiania jeśli jest zrównoważona. Kiedy jest w niedoczynności, zaczyna 'żebrać' na zewnątrz - przez posiadanie, przez jedzenie, przez relacje, przez uwagę. Muladhara żebrze przez gromadzenie, pieniądze, rzeczy, kontrole przestrzeni. Efekt zawsze jest tymczasowy bo zewnętrzne nie nasytia tego co jest wewnątrz zablokowane. To dlatego mechanizm się kręci w kółko i eskaluje - żeby utrzymać ten sam poziom ulgi potrzeba coraz więcej.
A nie jest tak ze to po prostu nawyk? Mam na myśli - mówicie o energii i czakrach, ale czy ktoś próbował to samo wytłumaczyć bez tych pojęć? Bo jak czytam to brzmi identycznie jak psychologia behawioralna, wzmocnienie, warunkowanie, cykl nagroda-kara. Nie mówię że jedno jest prawda a drugie nie, po prostu zastanawiam się co dodaje ta warstwa energetyczna do zrozumienia problemu.
Ok wiec wracajac do tego co Cyprian pisal - mapa ciała i lokalizacja. Mam pytanie bo to mnie troche zaciekawiło. Jesli ktos ma blokade w muladharze i to sie objawia kompulsywnymi zakupami, to czy praca z ciałem faktycznie zmienia nawyk? Nie rozumiem tego mechanizmu do konca. Mowisz ze to 'mieszka' w ciele - ale czy macie jakis konkretny przykład ze naprawde coś zmieniło sie po pracy z czakrami, nie po terapii ani nie samo?
To jest trafne pytanie i nie ma na nie prostej odpowiedzi, bo trudno oddzielić co zadziałalo. Ale z własnego doswiadczenia powiem tyle - kiedy zaczałem regularnie pracowac z muladharą (medytacja, mantry, uziemienie), zmieniło sie cos w ciele przed zakupem, nie po. Taki stan gotowości, napięcie w brzuchu i nogach, zaczałem to rozpoznawać zanim jeszcze wszedłem do sklepu. i to dało mi chwile na zatrzymanie. Nie wiem czy to czakra czy uważność, ale ciało zaczęło sygnalizować wczesniej.
To co Filemon pisze o napięciu w nogach - ja tez to czuje! Zanim ide na zakupy to mam takie dziwne niecierpliwe uczucie w calym dolnym ciele, jakby mnie 'ciaghelo'. Nigdy nie łączyłam tego z czakrą ale teraz jak czytam to ma sens. Pytanie tylko czy to jest sygnał blokady czy może ta czakra próbuje jakoś reagowac na stres i to jest jej 'zepsuty' tryb?
To co przedstawiasz, to ciągnienie w dole ciała przed zakupem, to jest bardzo charakterystyczne. Muladhara w stanie deficytu często generuje przymus ruchu w kierunku czegoś co ma dać poczucie zakorzenienia. Ciało dosłownie szuka gruntu. Zakup jest obiektem który 'ma' ten grunt zastępczo. Dlatego mówi się że blokada korzenia nie zawsze jest 'zamrożona' - czasem to jest czakra w ruchu, ale ruchu desperackim, chaotycznym, a nie spokojnym przepływie.
Ooo to jest super ujęte przez Solstice, 'desperacki ruch zamiast spokojnego przepływu'. To mi bardzo dużo wyjaśnia, bo zawsze myslałam ze zablokowana czakra to znaczy ze nic sie nie dzieje, a tu wychodzi ze moze sie dziać za duzo ale w złym kierunku. Czy dobrze rozumiem ze nadaktywna i zablokowana to nie sa dwa różne stany tylko mogą być jednoczesnie jakos?
Dobra, ale teraz mam pytanie do Solstice i Iwetki - skad wiadomo ze to jest czakra ktora 'szuka gruntu' a nie po prostu lęk przed ubóstwem zakorzeniony we wczesnych doswiadczeniach? Bo oba opisy sa identyczne. Muladhara szuka gruntu, poczucie bezpieczenstwa przez posiadanie - to sie nie rózni od teorii przywiązania w psychologii. Jak odróznic jedno od drugiego w praktyce?
Mam cos do tego sporu. W moich notatkach z sesji u bioenergoterapeutki mam zapisane ze ona rozrózniała blokadę energetyczną od wzorca psychicznego właśnie przez badanie ciała, nie przez rozmowę. Wahadełko nad czakrą reaguje zanim pacjent powie co czuje. To byl dla mnie argument ze jednak nie jest to to samo - psychika i pole energetyczne moga byc skorelowane ale nie sa identyczne.
Plejadka, ale wahadełko reaguje na ruchy ręki terapeuty, to jest udokumentowane, ideomotoryka. To nie jest argument za osobnym 'polem energetycznym'. Przepraszam ze to mówię ale to jest ten typ dowodu który mnie nie przekonuje.
Przepraszam że wracam do podstaw, ale zgubiłam się troche. Filemon wcześniej pisał o odczuwaniu dłonią. Próbowałam to zrobic na sobie przy czakrze korzenia i... nic nie czuję. dosłownie nic. To znaczy ze mam totalną blokadę czy ze po prostu nie umiem tego robic?
Ja tez długo miałam problem z odczuwaniem dłonią i dowiedziałam sie od kogoś kto uczy medytacji ze warto najpierw poćwiczyć uważność na własnych rękach, chocby przez minutę samego skupienia na dłoniach zanim się zacznie skanowanie. U mnie to pomogło, zaczełam czuć więcej. Czy to energetyczne czy neurologiczne - nie mam pojecia, ale działa.
O, Rodonitka to jest super wskazówka, zapisuję! Ja mam podobny problem bo mam czerwony jaspis który miał mi pomóc z uziemieniem i korzeniem i szczerze nie wiem czy działa bo nie czuję różnicy. Może właśnie dlatego że nie umiem jeszcze skanowac. Ale wracając do tematu Otylijki - zastanawiam sie czy kamien przy kompulsywnych zakupach ma w ogóle sens, skoro samo kupowanie jest problemem? tzn. czy kupowanie kamienia 'na problem z kupowaniem' nie jest troche... no wiecie?
Saturnela trafila w sedno haha. To jest dokladnie to co Rodonitka pisala wczensiej o ironii kolekcjonowania kamieni uziemiajacych. Pętla sie zamyka. Imo jezeli ktos ma kompulsje zakupową to kamien moze byc chwilowym symbolem intencji ale na pewno nie powinnien byc głównym narzedziem pracy, bo wtedy zamiast muladharay pracujemy głownie nad kolekcją mineralów 🙂
Haha, to trochę mnie rozbawilo ale tez szczypie w prawdziwe miejsce. Mam już kilka kamieni 'na uziemienie' które kupiłam w momentach paniki. Czerwony jaspis, obsydian, hemat. I tak sobie teraz siedzę i patrzę na nie i mysle - no to co teraz? Czy sam fakt ze je mam cokolwiek zmienia? Bo jakoś tak ze spokojem na to patrzę teraz po raz pierwszy.
