Hej, mam taki problem i nie wiem do końca jak to opisać. Od jakiegoś czasu podczas medytacji czuję się jakbym... odpływała? Nie wiem czy to właściwe słowo. Zaczęłam pracować z czakrą korony, robiłam wizualizacje złotego światła nad głową, śpiewałam OM i po kilku sesjach zaczęłam czuć dziwne oderwanie od ciała. Jakbym siedziała kawałek wyżej niż moje ciało, albo jakby moje ręce nie były moje. Trochę mnie to niepokoi bo czytałam gdzieś że to może być znaak zbyt otwartej Sahasrary bez zakorzenienia. Czy to bezpieczne w ogóle? Czy ktoś miał podobnie? Jak szybko to przeszło bo mnie to trochę przeraża...
No właśnie, to klasyczny objaw nadaktywnej korony bez podstawy. Jak pracujesz intensywnie z Sahasrarą a zaniedbałaś Muladharę to się tak dzieje, energia leci w górę bez zakorzenienia i człowiek dosłownie 'odpływa'. Ja miałam to samo, trzy lata temu robiłam intensywne medytacje z kryształami i przez tydzień czułam się jak duch we własnym ciele. Trzeba teraz skupić się na czakrze korzenia, koniecznie.
Poczekaj zanim zaczniesz diagnozować. To uczucie oderwania podczas medytacji nie zawsze jest objawem rozregulowanej czakry, to może być po prostu stan głębokiej relaksacji albo lekka dysocjacja której nie trzeba od razu przypisywać do Sahasrary. Pytanie do autorki tematu - jak długo to trwa PO medytacji? Bo to jest kluczowe. Jeśli mija po kilku minutach od zakończenia to co innego, a jeśli chodzi za tobą cały dzień to już warto się temu przyjrzeć.
Kilka godzin to już jest sygnał żeby zwolnić z tą praktyką. Serio. To nie jest kwestia tego czy czakra korony jest nadaktywna czy nie, to jest kwestia bezpieczeństwa praktyki w ogóle. Jak ktoś zaczyna intensywnie otwierać górne czakry bez solidnego przygotowania i bez zakorzenienia to właśnie to się dzieje. I nie mówię tego żeby straszyć, ale żeby powiedzieć wprost: na jakiś czas zostaw tę Sahasrarę i wróć do podstaw.
Wybaczcie że się wtrącam z takim pytaniem ale szczerze nie rozumiem mechanizmu. Jak to fizycznie działa, to znaczy energetycznie, że praca z jedną czakrą 'rozkręca' drugą bez zakorzenienia? Pytam bo jestem sceptyczna wobec tego wszystkiego ale ten opis oderwania od ciała brzmi bardzo realistycznie i ciekawie.
To nie tyle rozkręca drugą, co zaburza proporcje. Wyobraź sobie słup energii - jak za dużo ciągnie ku górze bez czegoś co trzyma dół, całość się chwiejei. Muladhara to fundament, bez niej każda praca z wyższymi czakrami może prowadzić do takich stanów. Przynajmniej tak to rozumiem po latach praktyki. Ale Czarodka ma rację że najpierw uziemienie.
a jakie kamienie pomagaja na muladharę? bo słyszałem ze czarny turmalin albo obsydian ale nie wiem czy to prawda czy nie, i czy w ogóle pomagają jak się już ma taki problem czy tylko zapobiegawczo
Mam pytanie do całej tej dyskusji, bo coś tu nie gra. Czy ktoś w ogóle brał pod uwagę że to uczucie oderwania od ciała może mieć całkiem przyziemną przyczynę, niedobór żelaza, niedociśnienie, niewyspanie? Medytacja może to po prostu ujawnić albo nasilić. Nie mówię że czakry nie istnieją, tylko że zanim ktoś wrzuci problem w ramy 'nadaktywna Sahasrara' to warto wykluczyć fizjologię. Byłaś ostatnio u lekarza?
Obie macie rację i nie ma tu sprzeczności. Może być i jedno i drugie naraz. Organizm fizyczny i pole energetyczne nie są oddzielne, wzajemnie na siebie wpływają. Jak komuś brakuje żelaza to pole energetyczne jest już osłabione i intensywna praca z koroną może to jeszcze bardziej rozregulować. Więc: lekarz tak, ale i uziemienie też, jedno nie wyklucza drugiego.
No właśnie, Danka to ładnie ujęła. I jeszcze jedno - chciałam zapytać jak wyglądały te twoje medytacje. Robiłaś to rano czy wieczorem, jak długo trwała jedna sesja i czy robiłaś jakiekolwiek zamknięcie po medytacji? Bo to jest częsty błąd że ktoś otwiera energię a nie zamyka sesji porządnie.
No i masz odpowiedź. Wieczorem, bez zamknięcia, długa sesja na koronie. To jest przepis na dokładnie to co opisałaś. Wieczorne medytacje na wyższych czakrach to w ogóle temat do osobnej dyskusji bo one mogą zaburzać sen i granicę między stanami. A brak zamknięcia to jak zostawienie okna otwartego na oścież w zimie i dziwienie się że wieje.
przepraszam ze się wtrącam ale co to znaczy 'zamknięcie sesji'? Czy to jakiś konkretny rytuał czy chodzi o coś ogólnego? Pytam bo sam medytuję i nie miałem pojęcia że powinno się coś specjalnego robić na koniec
Zamknięcie to po prostu świadome zakończenie stanu medytacyjnego. Może być różne, niektórzy robią kilka oddechów skupionych na ciele, inni wizualizują zamykanie czakr do 'normalnego' wymiaru, jeszcze inni po prostu deklarują słownie że kończą praktykę. Chodzi o to żeby nie wychodzić z głębokiego stanu zbyt gwałtownie i nie zostawiać pola energetycznego 'otwartego'. Przynajmniej trzy powolne oddechy z uwagą na ciało i poczucie nóg na podłodze, to minimum.
Do kwestii bezpieczeństwa tej praktyki - jest jeszcze jeden aspekt który rzadko się tu porusza. To nie tylko kwestia zakorzenienia w Muladharze ale też tego co Sahasrara w ogóle 'otwiera'. Praca z koroną to wchodzenie w rejony gdzie granica między własną świadomością a... czymś zewnętrznym robi się cieńsza. Dlatego tak ważne jest żeby dolne czakry były stabilne zanim w ogóle dotykasz korony. Inaczej nie wiadomo co wpada przez to otwarte okno.
ok więc jeśli dobrze rozumiem to to zamknięcie które opisuje Jarzebina, to jest po prostu żeby ciało wiedziało że skończyliśmy? Trochę jak... nie wiem, reset? Czy to bardziej działa na poziomie mentalnym czy energetycznym? Bo ja zawsze po prostu otwierałem oczy i tyle, i na razie nic złego się nie działo, ale może właśnie o to chodzi że nie wiem że się coś dzieje
no to ja naprawde tego nie robiłam w ogóle, po prostu lezałam i jak poczułam ze już to już. Czasem nawet zasypialem od razu potem. To chyba jest najgorsza kombinacja tak? Wieczór, bez zamknięcia, i od razu sen...
Zasypianie bezpośrednio po głębokiej medytacji na wyższych czakrach to faktycznie nie jest dobry pomysł, szczególnie bez zamknięcia. Sen to też stan zmienionej świadomości i jeżeli pole energetyczne jest w jakimś stopniu otwarte, to nie masz żadnej kontroli nad tym w jakim stanie przechodzisz. Nie mówię żeby się bać, ale warto to zmienić i zobaczyć czy uczucie oderwania ustąpi. Spróbuj przez jakiś czas medytować rano i zawsze kończ aktywnie.
właśnie to co mówi Danka jest ważne ale chcę dodać coś do tej kwestii granic o której mówiłem. To nie chodzi o strach. Chodzi o to że Sahasrara to nie jest czakra którą się po prostu 'otwiera' jak zakrętkę od słoika. To jest punkt gdzie pole osobiste styka się z czymś znacznie szerszym. I bez sprawnych granic energetycznych człowiek może to odczuwać dokładnie tak jak autorka, czyli że trochę nie wiadomo gdzie się kończy 'ja' a zaczyna 'nie-ja'. To jest neutralny opis, nie straszak.
ta kwestia z granicami jest dla mnie ciekawa bo trochę to ma sens nawet bez zakładania metafizyki. Ludzie z słabymi granicami psychologicznymi faktycznie bardziej przesiąkają stanami innych, to jest opisane w psychologii. Pytanie tylko czy to jest to samo co Hydromanta opisuje czy dwie różne rzeczy które brzmią podobnie
no ale wracajac do tematu, bo się trochę odchodzimy. Autorka pytała o bezpieczeństwo praktyki z koroną. Czy ktoś powiedział jej konkretnie co teraz robić żeby ten stan oderwania ustąpił? Bo słyszę dużo teorii a mało praktyki. Zawilcowa62, jak długo już masz to uczucie i czy coś robiłaś od kiedy to się zaczęło?
dobrze że przestałaś, to była dobra decyzja intuicyjna. Tydzień to nie jest długo, takie rzeczy często same się regulują jak się da ciału i polu spokój. Dywan to mało, naprawdę spróbuj trawy albo ziemi, bez butów, choćby kwadrans dziennie. I jedz konkretnie, ziemniaki, kasza, mięso jeśli jesz, warzywa korzeniowe. To brzmi banalnie ale naprawdę pomaga zbierać się do kupy.
przepraszam ze wchodzę ale obserwuję ten wątek od jakiegoś czasu i mam pytanie trochę z innej strony. Czy to uczucie oderwania od ciała podczas medytacji to zawsze coś złego? Bo ja czasem to mam i mi to nie przeszkadza, wręcz lubię ten stan. Czy to oznacza że mam też problem z koroną czy to zależy od czegoś?
a wracajac do tych kamieni bo pytałem wcześniej i dostałem info o fizycznym uziemieniu, to czy kamienie w ogóle mogą pomóc przy tym oderwaniu od ciała? Mam czarny turmalin i troche mi żal że leży. Czy można go trzymać przy sobie jak się chodzi po ziemi albo coś
szczerze? Mam inne zdanie niż większość tutaj. To co opisuje Zawilcowa62 może też oznaczać że Sahasrara zaczyna się otwierać i to jest naturalny proces, niekoniecznie patologia. Nie każdy stan oderwania to problem. Może zamiast 'naprawiać' to po prostu trzeba się nauczyć z tym żyć i powoli budować pojemność na takie stany.
właśnie obserwuję ten wątek i mam pytanie do bardziej doświadczonych, bo mnie zastanawia jedna rzecz. Skoro te czakry są ze sobą połączone jak ten słup energii o którym pisała Jarzebina, to czy można w ogóle bezpiecznie pracować z koroną nie pracując najpierw od dołu? Czy jest jakaś kolejność która jest lepsza, czy to w ogóle ma znaczenie?
no to kontynuując moje pytanie z końca bo nikt nie odpowiedział - czy naprawdę nie da się pracować z koroną bez wcześniejszej pracy z niższymi czakrami? bo czytałam różne rzeczy i jedni mówią że można zacząć od góry, inni że to szaleństwo. i teraz nie wiem co myśleć
z tym domem od dachu to fajna metafora ale trochę naciągana. są tradycje które celowo zaczynają od wyższych czakr i nie uważają tego za błąd. kundalini joga na przykład. więc nie wiem czy to jest tak oczywiste jak Czarodka57 mówi
