Niedziela, Tomir - to uczciwa uwaga i nie będę jej zbywać. Tak, system jest elastyczny i tak, subiektywizm jest tu duży. Ale jaki z tego wniosek? Że nie warto próbować metod które pomagają ludziom radzić sobie z trudnymi stanami? Ewunia ma ból głowy, bezsenność i lęki egzystencjalne. Lekarz powiedział napięciowe. Jeśli praca z uziemieniem jej pomoże to chyba to jest ważniejsze niż debata o falsyfikowalności.
Słuchajcie, doceniam tę uczciwość od Niedziela i Tomira. Naprawdę. Wiem ze to nie jest medycyna, lekarz był, powiedział co powiedział. Ja po prostu szukam czegoś co pomoże mi te stany przeżyć a nie tylko je stłumić tabletkami. Jeśli wizualizacja korzeni i turmalin mi to dadzą to super. A jak nie to wrócę do lekarza. Mam pytanie praktyczne bo chcę spróbować tego uziemienia - ile czasu dziennie to powinno zajmować?
Ewunia, cieszę sie że tak to odebrałaś 🙂 i to co piszesz ma sens, szukasz czegoś co pomaga przezyc te stany a nie je zakopac. ja tez tak miałam ze tabletki mnie totalnie wygaszaly i czulam sie jak robot. a przy uziemieniu przynajmniej czujesz ze coś robisz, ze masz jakis wplyw. czy probowałas juz chodzic boso? ja wiem ze brzmi banalnie ale naprawde cos w tym jest
Wracając do tego co powiedział Tomir i Niedziela, bo to jest uczciwa wątpliwość i nie chcę żeby ucichła tylko dlatego że Ewunia nam podziękowała. Ten problem z elastycznością systemu jest realny. Ale ja bym go postawiła inaczej, pytanie nie jest 'czy to jest medycyna' tylko 'czy to komuś pomaga i czy nie szkodzi'. Jeśli wizualizacja korzeni sprawia że ktoś łatwiej zasypia, to jest dobry wynik, niezależnie od tego czy Sahasrara naprawdę była nadaktywna czy nie.
ojej dopiero znalazłam ten watek i czytam od poczatku i jest tak dużo! mam pytanie bo troche nie rozumiem - mowicie ze uziemienie pomaga przy koronie ale czy nie chodzi o to ze te czakry są ze sobą połączone jakoś wszystkie? bo czytałam gdzies ze jak jedna jest popsuta to inne tez to czuja. czy to prawda czy nie koniecznie? przepraszam jesli to glupie pytanie 🙂
a jak byście opisali tę 'kotwicę' o której Oskar pisał wcześniej w praktyce? bo turmalin to jedno, ale co jeszcze? pytam bo sama teraz jestem na etapie gdzie staram sie stabilizować i kombinuję co działa a co nie
Dla mnie kotwicą są kamienie ale też konkretne ćwiczenia fizyczne, nie joga z mantrami, bo to nadal idzie w górę, tylko dosłownie fizyczna aktywność, bieganie, kopanie w ogrodzie, cokolwiek angażuje ciało i daje zmęczenie. Energię która ucieka w górę ściągasz w dół przez zmęczenie nóg, brzucha, rąk. Trochę brutalnie, ale u mnie działa lepiej niż cokolwiek innego przy stanach takich jak opisuje Ewunia.
sprzątanie domu jako praca z czakrami, to mi sie podoba haha. ale serio to ma sens w tym co mówisz. że ciało coś robi, jest zajęte, energia ma gdzie pójść
mam wrażenie że ta rozmowa trochę odpłynęła od tego czego Ewunia szukała na początku, czyli tego egzystencjalnego strachu i poczucia ogromu. bo mówicie teraz o technikach uspokajania ale czy ktoś się odniósł do tego skąd w ogóle takie stany biorą? bo to co ona opisuje to jest coś bardzo specyficznego, nie zwykłe 'nie mogę spać', tylko coś jak lęk przed nieuchronnością
Jalowcowa ma rację i chętnie się do tego odniosę. Sahasrara to czakra która łączy nas z poczuciem sensu, z tym co wykracza poza doraźność. Kiedy ta czakra się aktywuje, naturalnym efektem jest właśnie konfrontacja z tym co duże, z przemijaniem, z miejscem siebie w całości. To nie jest przypadkowe że ludzie po głębszych medytacjach miewają epizody egzystencjalnego lęku. Nie trzeba się tu od razu diagnozować, to może być po prostu normalny efekt rozszerzenia świadomości, który nie jest jeszcze zakotwiczony.
Drozdzia, dziękuję że to napisałaś, bo właśnie tego mi brakowało w tej dyskusji! bo wszyscy mówili 'uziemienie, turmalin, bieganie' i to ważne, ale jakby nikt nie powiedział że to poczucie ogromu może być czymś wartościowym, a nie tylko objawem do naprawienia. czy mam rację? że to może być rodzaj przebudzenia a nie tylko zaburzenia?
Nashira, rozumiem skąd to pytanie i mam do niego mieszane uczucia. Z jednej strony tak, doświadczenia graniczne mogą być wartościowe. Z drugiej strony widziałam jak takie narracje 'to jest przebudzenie' mogą utrudniać komuś szukanie pomocy kiedy naprawdę jej potrzebuje. Ewunia, naprawdę jak za miesiąc nadal będzie źle, wróć do lekarza i powiedz więcej o tych stanach, a nie tylko o bólu głowy.
Jalowcowa, no właśnie, dziękuję że to powiedziałaś. Bo ten strach który opisywałam na początku to jest coś głębszego niż tylko bezsenność. Leżę w nocy i nagle uderza mnie ta myśl, że umrę, że wszyscy umrą, że to wszystko się skończy i nic z tego nie zostanie. i to nie jest 'martwie sie o jutro', to jest coś zupełnie innego, jakby mózg otworzył jakiś plik którego nie zamawiałam. i to zaczęło sie właśnie po tych medytacjach.
Ewunia to co tu opisujesz brzmi znajomo. Ja miałam podobne noce i u mnie to się zaczęło po tym jak zaczęłam czytać o duchowości intensywnie, jakby otworzyłam coś czego nie umiałam zamknąć. Czy to ustało? Tak, ale zajęło trochę czasu. Dla mnie pomogło skupienie się na bardzo przyziemnych rzeczach, gotowanie, rozmowy z bliskimi, wyjście z ludźmi. Nie wiem czy to było 'praca z czakrami' ale jakoś mnie sprowadziło na ziemię.
a czy ten strach przed śmiercią to nie jest po prostu filozofia egzystencjalna a nie czakry? bo Heidegger pisał o byciu ku śmierci i to jest normalny element ludzkiej świadomości a nie żaden objaw. może Ewunia po prostu za mocno weszła w pewien tryb myślenia i niekoniecznie to jest kwestia energii?
dobra ale wracając do praktyki, bo trochę zrobiło się tu za dużo filozofii, czy ktoś może powiedzieć konkretnie co Ewunia mogłaby robić TERAZ, przez najbliższy tydzień? nie wykład o systemach czakr, tylko jakiś konkretny plan. bo mam wrażenie że dostała sto różnych sugestii i nie wiem czy wie od czego zacząć
Drozdzia, dziękuję za ten konkretny plan, naprawdę. Pięć minut oddechu rano i spacer wieczorem - to brzmi wykonalnie, bo jak mi ktoś mówi 'medytuj godzinę' to i tak nie robię nic. Mam jedno pytanie do tego: czy ten spacer ma być w ciszy, bez muzyki, bez słuchawek? bo ja zawsze chodzę z muzyką i nie wiem czy to nie blokuje tego uziemienia o którym piszecie
Cisza jest lepsza, szczególnie na początku. Muzyka to nadal bodziec który angażuje umysł i nie daje mu się wyciszyć. Ale jeśli bez muzyki nie wyjdziesz w ogóle, to wyjdź z muzyką. Lepszy spacer z muzyką niż żaden spacer.
dobra pytanie w sumie, bo ja też zawsze mam słuchawki. ale serio, dla mnie cisza na spacerze to jedna z trudniejszych rzeczy do zrobienia, mózg zaczyna się kręcić bardziej niż przy muzyce. Drozdzia, a co z tym - czy to nie jest właśnie to co chcemy osiągnąć, żeby mózg przestał lecieć w górę? czy cisza nie wzmaga tego błądzenia myślami?
Ewunia, ja robiłam dokładnie tak jak mówisz Drozdzia i chcę tylko powiedzieć że te pierwsze spacery bez muzyki były dziwne i trochę nieprzyjemne. Ale po jakimś czasie zaczęłam naprawdę słyszeć co się dzieje dookoła i to było... inne. Jakby głowa była bliżej ciała a nie gdzieś nad nim. Nie wiem czy to ma sens jako opis ale tak to czułam
nie rozumiem dlaczego spacer miałby cokolwiek robić z czakrą korony a nie np. muzykoterapia która jest udokumentowana naukowo jako wpływ na stany umysłu. chyba że ktoś może wytłumaczyć mechanizm tego uziemienia bo na razie to brzmi jak 'wyjdź na dwór i będzie lepiej'
Chcę wrócić do czegoś co Ewunia napisała wcześniej, bo utkwiło mi w głowie. Że ten strach uderza w nocy i jest o tym że wszyscy umrą i nic nie zostanie. To jest bardzo konkretny obraz, nie mglisty lęk. Ewunia, czy ten strach przychodzi sam, bez żadnego wyzwalacza, czy zawsze po czymś - po rozmowie, po filmie, po lekturze?
