Dobra, ale wracając do praktyki, bo trochę zgubiłam wątek. Stasia, próbowałaś kiedyś w ogóle tych kamieni na Vishuddhę? Bo słyszałam że akwamaryn albo lapis lazuli pomaga, ale nie wiem czy to coś realnego czy tylko ładnie brzmi.
Nie, żadnych kamieni nie próbowałam. Mam w domu kilka kamieni, bo dostałam kiedyś w prezencie, ale nie wiem co to jest i leżą na półce. Jeden jest niebieski, może to być coś z tej kategorii?
Niebieski kamień na półce to ciekawy zbieg okoliczności. Wiesz co to może być? Czy jest matowy czy błyszczący, jednolity kolor czy z żyłkami?
Złote plamki na ciemnym niebieskim to lapis lazuli niemal na pewno. I to jest jeden z kamieni przypisywanych właśnie Vishuddzie. Możesz go trzymać przy sobie, pod poduszką, albo po prostu wziąć do ręki podczas medytacji. Zanim zaczniesz, oczyść go w zimnej bieżącej wodzie przez kilka chwil.
A po co się oczyszcza kamienie? Pytam serio bo ciągle o tym słyszę i nigdy nie rozumiałam czy to ma jakieś konkretne uzasadnienie czy to jest taka tradycja.
Hej, wróćmy do Stasi bo trochę odeszliśmy. Stasiu, skoro już masz ten kamień, to co zamierzasz zrobić? Znaczy, jakiś plan działania konkretny, nie tylko trzymanie kamienia na półce jak wcześniej.
Stasiu, to że to brzmi dziwnie to jest chyba dobry znak. Jakby było łatwe i naturalne, to byś już dawno to robiła. To że czujesz opór przed własnym głosem we własnym domu to brzmi dokładnie jak coś z czym warto popracować. Dziękuję też wszystkim tu za tę rozmowę, sam dużo się nauczyłem.
Stasiu, to co napisałaś o oporze przed własnym głosem we własnym domu jest naprawdę ważne. Chcę zapytać jedno: czy ten opór jest taki sam w każdym pomieszczeniu, czy na przykład w łazience, przy odkurzaniu albo kiedy jesteś pewna że nikt nie słyszy, też milczysz? Bo to bardzo dużo mówi o tym co tak naprawdę blokuje.
To jest już coś. Znaczy, głos istnieje, tylko jest schowany bardzo głęboko. Pod prysznicem jest taki bezpieczny azyl, jakby świat nie słyszał. To brzmi jak blokada zewnętrzna bardziej niż wewnętrzna, rozumiesz co mam na myśli?
A czy jeśli ktoś na przykład mówi bez problemu w pracy, rozmawia, dyskutuje, ale już w sprawach osobistych kompletnie nie umie powiedzieć co czuje, to to też jest Vishuddha? Bo teraz słucham tej rozmowy i zastanawiam się czy to nie dotyczy większości ludzi.
Hej, mam pytanie może głupie, ale czy da się mieć zablokowaną czakrę gardła i w ogóle tego nie czuć? Pytam bo czytam ten wątek i myślę, że skoro nie wiem czy mam blokadę to chyba jej nie mam, ale z drugiej strony może właśnie dlatego nie wiem?
Stasiu, a wróćmy do tego kamienia, bo chciałam zapytać jak to praktycznie ma wyglądać. Jak masz go trzymać podczas medytacji? W ręce, na szyi, przy gardle? Bo każda strona coś innego pisze i nie wiem co ma sens.
Można i tak i tak, serio. Przy gardle ma sens jeśli chodzi o bezpośrednie oddziaływanie na obszar czakry, w ręce działa przez pole energetyczne całego ciała. Ja zwykle kładę się i trzymam kamień lekko przy obojczyku, nie musi być idealnie na środku szyi. Niech będzie tam gdzie jest wygodnie i gdzie 'chce' leżeć.
Dobra, bo mnie nurtuje jedno, wróćmy do Stasi i jej planu. Napisałaś że zaczniesz od dziennika i nucenia. Kiedy? Bo znam to uczucie że coś 'zacznę' i potem mija tydzień, miesiąc i nic. Masz jakiś konkretny pomysł kiedy?
Stasiu, to brzmi naprawdę dobrze. Małe kroki są lepsze niż wielki plan który nigdy nie startuje. A czy wiesz co chcesz zanotować? Pytam bo jak zaczynałem z dziennikiem to przez pierwsze pięć razy pisałem 'nie wiem co pisać' i tyle.
To co Ewelinka napisała jest całkiem mądre, ale mam pytanie do wszystkich bardziej ogólne. Czy praca z jedną czakrą może mieć efekt na inne? Bo czytałem gdzieś że czakry działają jak łańcuch i nie ma sensu pracować tylko na jedną.
Okej, spróbowałam wieczorem. Położyłam się z tym akwamarynem, zamknęłam oczy i próbowałam coś nuć. Przez pierwsze może dwie minuty nic, totalna blokada, czułam jakby coś ściskało w gardle dosłownie fizycznie. Potem wyszedł jakiś dźwięk, nawet nie wiem czy to był dźwięk muzyczny, ale był. I napisałam w notesie trzy zdania. Jedno z nich było 'nie wiem co pisać', jak mówił Damianek.
Stasiu, ale to jest ogromny krok. Serio. Ten fizyczny ucisk który opisujesz, to właśnie to o czym mówiłyśmy wcześniej, blokada ma swój wymiar w ciele. Że mimo tego dźwięk wyszedł, to już coś pękło choć troszeczkę. Czy po tej sesji czułaś coś innego, czy może po prostu poszłaś spać?
Ten ucisk fizyczny jest bardzo charakterystyczny dla Vishuddhy. Serio, jak piszesz że coś ściskało w gardle, to nie jest metafora, to ciało dosłownie odzwierciedla blokadę energetyczną. A że po tym szybciej zasnęłaś, to też nie jest bez znaczenia. Praca z czakrami często rozładowuje napięcie nerwowe którego człowiek na co dzień nie czuje, bo je nosi.
Mam pytanie zupełnie praktyczne bo próbuję to wszystko poukładać. Stasia powiedziała że nie wiedziała czy dźwięk który wydała był muzyczny. I to mnie ciekawi, bo ta bidżamantry HAM to podobno ma być konkretny dźwięk, a nie cokolwiek. Czy naprawdę forma ma znaczenie, czy sam akt wydawania dźwięku już wystarczy?
A jak się właściwie wymawia HAM? Dosłownie jak polskie 'ham' czy jest jakaś inna wymowa? Bo gdzieś czytałam że to 'hung' albo coś w tym stylu i nie wiem co jest poprawne.
To trochę jak nucoanie przez nos? Bo jak 'hmm' to czuć wibrację w środku, czy o to chodzi?
Stasiu, ale powiedz mi, ile razy chcesz to robić? Raz wieczorem to ładnie, ale czy masz jakiś plan na dłużej? Bo to nie jest coś co działa po jednej sesji i po sprawie.
Rozumiem to uczucie, sama tak mam, ale 'jak często się da' to u mnie zazwyczaj kończy się na raz na dwa tygodnie. Może wyznaczyć sobie choćby trzy razy w tygodniu? To brzmi mniej przerażająco niż codziennie a jednak jest regularnie.
Ja bym dodała że przy blokadzie gardła właśnie ten perfekcjonizm i lęk przed niespełnieniem własnych oczekiwań jest częścią problemu. Więc Stasiu, jeśli powiesz sobie 'codziennie' i jeden dzień pominiesz, to nie jest porażka. To jest właśnie moment żeby powiedzieć sobie głośno że nic się nie stało. Ćwiczenie w sobie łagodności.
Ewelinka, to co napisałaś o perfekcjonizmie mnie trafiło. Bo ja sama odkładam dużo rzeczy bo chcę je zrobić idealnie albo w ogóle nie zaczynam. To też może być blokada Vishuddhy czy bardziej czegoś innego?
Właśnie, bo wracam do tego co mówiłem wcześniej o tym łańcuchu czakr. Jak słucham tej rozmowy to mam wrażenie że każdy objaw można przypisać do kilku czakr naraz i wtedy jak w ogóle wiedzieć od czego zacząć?
