O właśnie, to mi pomaga zrozumiec w ogóle po co to robić. Ja bym chciała po prostu żeby mój głos przestał drżeć i móc rozmawiać z ludźmi bez tego strachu. Teraz to mam wrażenie że mój głos mnie zdradza zanim cokolwiek powiem. Czy to też może byc ta Vishuddha czy to już bardziej Manipura o której wcześniej pisaliście?
Obie mogą być zaangażowane, Blanka - to, co opisujesz jako 'głos mnie zdradza' to często właśnie ten tandem. Manipura daje albo nie daje energii do wyjścia na zewnątrz, Vishuddha jest kanałem. Jak Manipura jest ściśnięta ze strachu, Vishuddha dostaje za mało paliwa i głos drży. Ale to tylko model, pamiętaj. Przy takim opisie jak twój naprawdę warto porozmawiać z kimś twarzą w twarz.
Dzięki wszystkim za tę rozmowę, naprawdę dużo mi to dało. Przekażę przyjaciółce ten wątek albo przynajmniej te najważniejsze rzeczy. Szczególnie to o słuchaniu własnych nagrań - ona musi przez to przejść, choćby z powrotem, bo bez tego chyba się nie da. I powiem jej żeby na sesji powiedziała terapeucie o tym producencie.
No dobra ale wracając do tej bioenergoterapii bo mnie to ciekawi - czy ten terapeuta co był u przyjaciółki Teofilki to robił jakieś konkretne techniki na gardle czy ogólne skanowanie? Bo czytałem ze sa specjaliści którzy pracują stricte z czakrą gardła i tam są zupełnie inne metody niz ogólna sesja energetyczna
Trafne pytanie i ważne rozróżnienie. Praca ukierunkowana na Vishuddha to zwykle kombinacja kilku rzeczy - rozluźnianie obszaru szyjnego i naramiennego (bo napięcie fizyczne blokuje przepływ), praca z oddechem, czasem użycie dźwięku przez samego terapeutę. Ogólna sesja skanuje całe pole i może 'coś' zrobić z gardłem, ale jeśli problem jest wyraźnie tam, to warto pytać terapeutę wprost czy ma doświadczenie z głosem.
Właśnie nie wiem czy ona go o to pytała. Ona w ogóle jest trochę taka że się wstydzi pytać wprost, boi się że zabrzmi głupio. Co trochę ironiczne biorąc pod uwagę temat, nie? Piosenkarce z blokadą gardła trudno jest mówić o blokadzie gardła...
Ta ironia sama w sobie jest materiałem do pracy. Serio. Jak ktoś nie potrafi zakomunikować terapeucie co mu dolega, to ta sesja będzie o połowę mniej skuteczna. Możesz może zaproponować żeby pierwszą cześć spotkania poświęciła właśnie na opisanie tej historii z producentem, głos po głos co się stało? Terapeuta powinien słuchać, to jego robota.
Albo zamiast terapeuty energetycznego, do którego i tak trzeba mówić - po prostu do zwykłego psychologa który zajmuje się lękiem scenicznym. To jest specjalizacja, istnieje coś takiego jak psychology of performance i są ludzie którzy pracują z muzykami i śpiewakami zawodowo. Nie mówię żeby rezygnować z czakr jeśli jej to pomaga, ale równolegle.
Kabalistka ale nie każdy ma dostęp albo pieniądze na psychologa, szczególnie specjalistę od performance. To jest marzenie ściętej głowy dla większości ludzi. Dlatego szukamy alternatyw i temu służy to forum, nie?
Jest jeden aspekt który chcę dodać do tego co Sigilia napisała o mówieniu terapeucie - kiedy opisujemy blokadę głosem, fizycznie wymawiamy słowa, które dotyczą naszego gardła, coś się wtedy dzieje. To nie jest tylko przekazywanie informacji. Vishuddha 'słyszy' te słowa. Sama próba wypowiedzenia 'mam blokadę w gardle i boję się śpiewać' jest już jakimś początkiem przepływu.
Wioletka to brzmi ladnie ale troche nie rozumiem mechanizmu. jak to ze Vishuddha 'slyszy' wlasne slowa? To chyba bardziej metafora niz cos co realnie zachodzi? Pytam szczerze bo chce zrozumiec.
Mnie to bardzo przekonuje, ta idea że samo mówienie o blokadzie już ją rusza. Kiedyś miałam sesję z terapeutą który prosił żebym opisała głosem jak odczuwam napięcie w ciele i już w trakcie mówienia czułam ze coś puszcza. Nie wiem czy to była czakra czy co, ale coś tam zadziałało 🙂
No ale żeby być uczciwym - efekt 'coś puszcza kiedy mówię o problemie' to jest po prostu podstawa każdej rozmowy terapeutycznej, nie tylko energetycznej. Nie musisz tego tłumaczyć przez czakry, robi to każdy dobry psycholog albo nawet życzliwy znajomy. Nie podważam że to działa, tylko pytam czy czakry wnoszą cokolwiek ponad to.
Zenek, to jest dokładnie to pytanie które sprawia ze ta dyskusja kręci się w kółko od kilkudziesięciu postów. Nie da się na nie odpowiedzieć na forum, bo żeby odpowiedzieć uczciwie trzeba by izolować zmienne czego nie da się zrobić przy pojedynczym przypadku. Może zamiast rozstrzygać przyjmijmy ze dla osoby która w to wierzy efekt jest silniejszy bo nie ma oporu?
A ja mam jeszcze inne pytanie praktyczne bo mi to chodzi po głowie - jak długo zwykle trwa praca z blokadą Vishuddha zanim widać jakieś efekty? Bo rozumiem ze kazdy jest inny ale orientacyjnie. Nie chce siedzieć rok i czekać.
To co Lutobor napisał o głębokości blokady... a jak w ogóle odróżnić świeżą blokadę od tej starszej? Poza tym że jedna ma konkretny powód a druga nie? Bo Teofilka mówiła że przyjaciółka miała to z tym producentem, ale może ta podatność na taką krytykę to jest coś wcześniejszego?
Zastanawiam się nad czymś innym w przypadku tej przyjaciółki. Ona jest piosenkarką zawodową, więc przez wiele lat używała głosu intensywnie zanim ta krytyka to przerwała. Czakra gardła musiała być dość rozwinięta, dobrze 'wyćwiczona' energetycznie. Czy to nie znaczy ze blokada siedzi gdzieś głębiej - może Manipura, pewność siebie, poczucie własnej wartości - a Vishuddha jest po prostu miejscem gdzie to widać najbardziej?
Kurcze, ta metafora z rurą i ciśnieniem to dopiero do mnie dotarło. Ona naprawdę mówi że głos 'nie wychodzi', że musi go 'pchać'. To brzmi dokładnie jak brak ciśnienia, nie jak zablokowana rura. Muszę jej powiedzieć o tej Manipurze, może to zmieni podejście do pracy z terapeutą.
Teofilka, to co napisałaś o 'pchaniu głosu' to naprawdę kluczowa wskazówka. Bo jeśli ona tak to opisuje to problem siedzi wyżej niż gardło, masz rację. Manipura bez energii to jak silnik bez paliwa - rura może być drożna ale nic przez nią nie płynie. Czy ona w ogóle ma jakieś problemy z poczuciem własnej wartości poza tą sytuacją z producentem? Bo to by dużo wyjaśniało.
hej, wracając do mojego pytania o czas bo jakoś nikt nie dał mi konkretnej odpowiedzi - Lutobor napisał 'kilka tygodni' przy świeżej blokadzie ale to przy regularnej praktyce. a co to znaczy regularna? codziennie? raz w tygodniu? bo mam wrażenie ze te ezoteryczne pojęcia są celowo rozmyte zeby nie można było trzymać nikogo za słowo
Znachorz, rozumiem tę frustrację, naprawdę. Ale to że czas jest niekonkretny to nie jest zagrywka tylko rzeczywistość pracy z energią. Albo - żeby użyć języka który ty możesz bardziej cenić - rzeczywistość pracy z psychiką, bo i tak to można opisać. Trauma sprzed lat nie rozwiązuje się w osiem dni bo ktoś medytował. To musi mieć czas.
Sigilia, ona miała problemy z pewnością siebie od zawsze, właściwie. Zawsze potrzebowała dużo potwierdzenia od innych że jest dobra. Na scenie to znikało, śpiewając była kimś innym, ale poza sceną to tak jakby ta pewność siebie należała do postaci którą gra a nie do niej. Nie wiem czy to ma sens co piszę...
Teofilka, ma sens i to bardzo. To co opisujesz - ta pewność siebie 'pożyczona' od roli scenicznej - to jest klasyczny wzorzec artysty który zbudował Manipurę na zewnętrznym potwierdzeniu zamiast na wewnętrznym fundamencie. Kiedy zewnętrzny głos stał się krytyczny, cała ta budowla się posypała. Bioenergoterapia może dotknąć tej warstwy, ale szczerze mówiąc, wyobrażam sobie że to długa praca.
To ciekawe co Wioletka mówi o Manipurze zbudowanej na zewnętrznym potwierdzeniu. Zastanawiam się czy w takim razie praca wyłącznie z czakrą gardła to w ogóle ma sens - bo jeśli korzeń problemu jest w splotu słonecznego, to leczenie Vishuddhy jest tylko tłumieniem objawu, nie?
