Hej, założyłam ten wątek bo mam pytanie trochę specyficzne i nie znalazłam nic podobnego. Moja przyjaciółka jest piosenkarką, śpiewa zawodowo od kilku lat, ale ostatnio coś się zaczęło psuć - głos jej siada, ma problemy ze skali, czuje jakby coś ją blokowało w gardle dosłownie i w przenośni. Byłam z nią u bioenergoterapeuty i on od razu wskazał na Vishuddha, czakrę gardła. Ale jestem ciekawa czy ktoś tu ma jakieś doświadczenie z tym tematem, bo to trochę specyficzny przypadek - nie chodzi tylko o wyrażanie siebie ogólnie, ale o konkretną karierę zawodową. Czy bioenergoterapia może tu naprawdę pomóc czy to tylko jedno z narzędzi? I jak to diagnozować samemu między sesjami?
Ciekawy przypadek i jak najbardziej w temacie czakr. Vishuddha to centrum wyrażania siebie, ale u artystów głosowych sprawa jest bardziej złożona niż zwykła blokada komunikacyjna. Powiedz mi więcej o tej bioenergoterapeucie - co konkretnie robił podczas sesji? Czy badał tylko gardło czy skanował cały układ? Pytam bo przy zawodowym głosie często bywa że zablokowana jest też Manipura, czyli splot słoneczny, i to stamtąd bierze się blokada wyrażania. Lęk przed oceną, brak pewności siebie na scenie. To fizycznie może się manifestować jako ściśnięte gardło mimo zdrowej Vishuddhy.
Mam pytanie bo tego nie kumam do końca - znaczy jak to działa że blokada w jednej czakrze wpływa na drugą? myślałem ze kazda czakra działa oddzielnie i jak cos sie blokuje w gardle to problem jest w gardle, nie w brzuchu czy gdzies nizej. czakry to nie są oddzielne punkty?
No właśnie, i tu bioenergoterapia ma naprawdę sens, bo dobry terapeuta od razu widzi gdzie jest źródło a gdzie skutek. Sama miałam klientkę, która przyszła z bólami gardła bez podłoża medycznego, lekarze nic nie znajdowali - a po skanowaniu wyszło że to Manipura była kompletnie zaciśnięta, po traumie zawodowej. Vishuddha tylko reagowała. Czy ta bioenergoterapeutka od razu powiedziała co jest przyczyną czy tylko wskazała objaw?
Zaraz zaraz, nie chcę być złośliwa ale tu się trochę za dużo klocków naraz skleja. Producent skrytykował, więc Manipura zablokowana, więc Vishuddha, więc głos siada - to wszystko brzmi logicznie dopóki się nie zapyta: a może ona po prostu śpiewa w złej technice i potrzebuje dobrego nauczyciela śpiewu? Bioenergoterapia może być pomocna, nie mówię że nie, ale zanim zaczniemy szukać energetycznych powodów to warto sprawdzić czy nie ma zwykłego, fizycznego podłoża.
Kabalistka, no ale jedno drugiego nie wyklucza przeciez. sam chdozilem do bioenergoterapeuty w czasie gdy mialem problemy z wystapieniami publicznymi, bylem wtedy w pracy na etapie kiedy musialem duzo mowic i siapalem, zacinal mi sie glos. Lekarz nic nie znalazl. Po trzech sesjach bioenergoterapii glos wrocil do normy. Nie mowie ze to magia ale cos zadzialalo. Technika technika ale jak ktoś ma blok emocjonalny to zadna technika nie pomoze.
Ciekawa polemika, ale myślę że trochę mijają się w tym co rozumieją przez 'działanie'. Dla Kabalistki liczy się mechanizm - dla Lucjanka i Teofilki liczy się efekt. I obie perspektywy są uczciwe. Wracając do sedna: Teofilka, czy ta twoja przyjaciółka czuje blokadę tylko przy śpiewaniu czy też w rozmowie? To ważne rozróżnienie bo jeśli tylko na scenie, to to jest bardzo wyraźny sygnał o Manipurze właśnie, o lęku związanym z performansem, a nie o ogólnym zastoju Vishuddhy.
To co piszesz to klasyczny obraz lękowej blokady Manipury z manifestacją w Vishuddha. 'Coś mi staje w gardle' to bodily memory, ciało zapamiętało krytykę i reaguje. Bioenergoterapia przy takich stanach działa bo dociera do warstwy energetycznej która przechowuje ten zapis, zanim dotrze do niego terapia słowna. Pytanie do ciebie: czy ten bioenergoterapeuta pracował tylko rękami ponad ciałem czy też robił coś z oddechem? Bo przy Vishuddha praca z pranajama podczas sesji to zupełnie inny poziom.
No właśnie, a jak to potem podtrzymać samemu między sesjami? Bo chyba nie można chodzić do terapeuty co tydzień wiecznie, a te blokady wracają od razu jak cos stresującego sie wydarzy, przynajmniej u mnie tak bylo. Czy jest jakas metoda samodzielna specyficznie dla gardla/Vishuddha ktora dziala szybko? Mantry, kamienie, co?
Przy Vishuddha kamiennie to przede wszystkim akwamaryn i niebieski kyanit - kyanit w ogóle świetnie pracuje na blokady przepływu, bo sam z siebie się nie ładuje i nie gromadzi blokad. Ale do pracy aktywnej polecam lapis lazuli - przy artystach głosowych działa inaczej niż przy 'zwykłej' blokadzie komunikacyjnej, ma taki... ekspansywny charakter. Można go nosić na szyi albo kłaść na gardle podczas leżakowej medytacji.
Oj, lapis lazuli to mam i uwielbiam! 🙂 Ale nigdy nie pomyslałam żeby go kłaść na gardle podczas medytacji, zawsze tylko nosiłam jako wisior. Czy to ma znaczenie gdzie konkretnie jest kamień? Czy wisior na szyi to za mało?
Nie jestem mocna w czakrach ale siedzę w tym wątku z ciekawością. Jedno mnie zastanawia, czy bioenergoterapia to jest coś co działa tylko raz czy trzeba chodzić regularnie? i czy ten terapeuta od razu powiedział ile sesji potrzeba? bo zawsze mnie interesuje jak to działa 'od kuchni' znaczy co konkretnie robi taki terapeuta że to ma działać na energię
Liczba sesji zależy od głębokości blokady i od tego ile czasu ona siedzi. Świeże blokady - kilka sesji. Stare, wieloletnie - może być dłuższy proces. Dobry terapeuta po pierwszym skanowaniu mniej więcej wie z czym ma do czynienia. Co do tego co robi: pracuje w polu bioenergetycznym, na różnych warstwach aury, oczyszcza zastoje, przywraca przepływ. Trudno to opisać słowami bo to praca intuicyjna i energetyczna jednocześnie. Kabalistka pewnie zaraz powie że to nieprecyzyjne 🙂
Heh, nie zawiodłeś się na mnie Lutobor. No właśnie, 'pracuje w polu, oczyszcza zastoje' - to brzmi jak opis z broszury. Nie mówię że nie działa, ale chciałabym żeby ktoś umiał powiedzieć CO konkretnie sprawia że to działa, jakie mechanizmy. Dla Teofilki praktyczna rada: bioenergoterapia ok, ale niech ta przyjaciółka idzie też do foniatry i ewentualnie do psychologa który zna techniki pracy z lękiem scenicznym. Nie zamiast, ale razem.
Bardzo dziękuję za ten wątek! Ja mam podobny problem, nie ze śpiewem, ale cały czas czuje ze nie moge swobodnie mowic przy ludziach, głos mi drzy. Nie śpiewam zawodowo ale to bardzo utrudnia życie. Teraz zaczynam rozumiec ze to moze byc ta czakra gardla. Czy mantry rzeczywiscie pomagają? To HAM dla Vishuddha chyba?
Bardzo dziękuję za tę mantrę! HAM, dobrze zapamiętam. Mam pytanie bo nie wiem czy dobrze rozumiem, to się recytuje głośno czy można też w myślach? Bo jak mi głos drży to boje się że jeszcze bardziej go będę blokowac jeśli spróbuję śpiewać czy recytowac cokolwiek głośno.
Ja robiłem te mantry na głos i szczerze powiem ze na poczatku brzmiało to strasznie, serio, mój głos sie trzas i brzmiało to jak bek, ale po kilku razach coś się rozluzniło. Nie wiem czy to była Vishuddha czy po prostu rozgrzanie ale efekt był. Chociaz nie wiem na ile to trwale.
A wracając do mojej przyjaciółki, bo trochę zeszliśmy na ogólne pytania - ona ostatnio napisała że jednak chce spróbować jeszcze raz z tym bioenergoterapeutą, tym samym co był u niej. Pytała mnie czy warto mu powiedzieć o tym co było z producentem i tej krytyce. Nie wiedziałam co jej doradzić, bo nie wiem czy terapeuci chcą wiedzieć tło czy wola sami 'czytać'?
Zdecydowanie powinna powiedzieć. Dobry terapeuta nie robi z tego konkursu 'zgadnij co ci jest' - im więcej kontekstu, tym lepiej może dopasować pracę. To nie wróżka, to terapia. No, przynajmniej tak powinno być.
Jest jeszcze jedna rzecz przy pracy głosowej którą rzadko się tutaj wspomina - Vishuddha to nie tylko mówienie i śpiew, to też słuchanie siebie. Piosenkarze często blokują czakrę gardła właśnie dlatego, że wewnętrzny krytyk jest głośniejszy niż głos zewnętrzny. Twoja przyjaciółka słyszy siebie przez filtr tej krytyki producenta, prawda? Czy ona w ogóle lubi teraz swój głos gdy go słyszy na nagraniu?
No i właśnie Teofilka sama powiedziała najważniejsze zdanie w tym wątku: 'myślałam że to po prostu psychika'. Bo to jest psychika. To o czym piszesz - unikanie słuchania siebie, ścisk przed sceną, głos który siada - to klasyczny obraz lęku performatywnego po traumatycznym doświadczeniu z krytyką. Psycholog sportowy pracujący z artystami zna to doskonale i ma na to konkretne metody. Nie mówię że bioenergoterapia jej nie pomoże, może pomoże, ale dlaczego nie zacząć od czegoś o udowodnionym mechanizmie działania?
Kabalistka znowu swoje heh. sluchaj, rozumiem twoj punkt ale mam wrazenie ze ciagle zakladasz ze jedno wyklucza drugie. Nikt tu nie mowi zeby rezygnowala z psychologa czy lekarza. można robic bioenergoterapie I isc do psychologa to nie jest albo-albo.
Kabalistka, Lucjanek - oboje macie po kawałku racji i trochę mi to przypomina stary spór o to czy akupunktura działa. Działa na część ludzi, nie działa na innych, mechanizm niejasny, ale w metaanalizach efekt jest powyżej placebo przy niektórych wskazaniach. Może tak samo jest z bioenergoterapią? Póki brak danych, nie ma co ani fanatycznie bronić ani obalać.
Hej a ja mam inne pytanie bo mnie to gryzie od jakiegoś czasu - czy jak ktoś ma Vishuddha zablokowaną to może to wpłynąć na brzmienie głosu fizycznie? Znaczy nie na technikę śpiewu ale na sam tembr, barwę? Bo u mnie głos brzmi inaczej kiedy jestem zestresowany, bardziej płasko, bez wyrazu. Czy to może być energetyczne czy to po prostu napięcie miesni?
Właśnie, to mnie zawsze zastanawia w czakrach w ogóle, czy to jest inna warstwa rzeczywistości czy po prostu inny język opisujący to samo co medycyna 🙂 Ale może to za filozoficzne jak na ten wątek, sorki!
Nie sorki, to akurat bardzo na temat. Traktuję czakry jako model, mapę a nie terytorium. Mapa jest użyteczna jeśli pomaga ci dotrzeć do celu, nawet jeśli nie oddaje każdego kamienia na drodze. Dla piosenkarki z blokadą ta mapa może dać konkretne punkty pracy - i to się liczy.
A mogę zapytać o coś praktycznego? Jeśli ta przyjaciółka Teofilki zdecyduje się na kolejną sesję z bioenergoterapeutą, to jak ona w ogóle ma ocenić czy to działa? Po czym pozna że coś się zmieniło energetycznie? Bo jak idziesz do dentysty to wiesz że ząb boli albo nie boli, ale tu jak to sprawdzić?
