To co Romualda opisuje brzmi jak ogólne obniżenie kortyzolu a nie koniecznie praca czakrowa. Medytacja generalnie redukuje stres i daje poczucie uziemienia, niekoniecznie dlatego że 'otwieramy Muladharę'. Nie mówię że efekty są złe, bo są dobre, tylko że interpretacja może być różna. Ale OK, na potrzeby tej rozmowy, to mniejszy ważne jak to nazwiemy, ważne że działa.
no dobra, Romualda ma rację że efekty są dobre, ale pytanie skąd wiemy że to akurat Muladhara a nie po prostu kortyzol spada przez medytację. mnie to nie daje spokoju w tej całej rozmowie - cały czas mówimy 'czakra się otwiera' ale skąd wiemy że nie mówimy po prostu o ogólnym relaksie? serio pytam, nie złośliwie.
Konstancja, to jest pytanie które słyszę od lat i rozumiem je. Ale powiem tak - u mnie różnica była wyraźna między zwykłą medytacją relaksacyjną a ukierunkowaną pracą z Muladharą. Inny rodzaj spokoju. Nie 'mam luz' ale 'jestem tu, jestem solidna'. Trudno opisać słowami, ale kto pracował z ziemią energetycznie, ten wie o czym mówię. Czy to kortyzol czy czakra - może to nie jest osobna sprawa.
hej a ja mam pytanie bo trochę zginąłem w tych wszystkich wątkach - wróćmy na chwilę do tego śpiewania. Aeon pisała że jest na chórze od kilku miesięcy, no i jak? czujesz jakąś zmianę w tej Vishuddzie czy nie? bo cała dyskusja zrobiła się mega filozoficzna a chciałbym wiedziec czy w praktyce to w ogole dziala 🙂
a wiesz Aeon, ta niepewność co jest przyczyną to jest chyba nieodłączna część tej pracy. ja z tarotem mam podobnie - nie wiem czy karta 'zadziałała' czy po prostu sama się zebrałam do kupy. ale skoro efekt jest, to... w sumie skąd ten opór żeby przyjąć że może jednak coś w tym śpiewaniu siedzi?
Konstancja stawia ciekawy punkt, ale w tradycji wedyjskiej mantra działa wielopoziomowo jednocześnie - dźwięk, oddech, intencja, wspólnota. Nie wydziela się jednej przyczyny. Pytanie 'co dokładnie zadziałało' może być po prostu złym pytaniem dla tego systemu. To jak pytać który składnik zupy jest sycący.
Marzenka, analogia z zupą jest ładna, ale trochę za wygodna. Bo jeśli wszystko razem działa i nie da się nic wyodrębnić, to nie da się też nic obalić. A to jest znak, że system nie jest falsyfikowalny. Co nie znaczy że jest bez wartości, tylko że trzeba być ostrożnym z twierdzeniami co konkretnie robi.
mam wrażenie że ta dyskusja zrobiła się troszkę obok tematu. bo Vishuddha i muzykoterapia to nie jest tylko 'czy śpiewanie działa'. mnie bardziej ciekawi ten aspekt LIMITU energii przy śpiewaniu, który był gdzieś na początku. że człowiek może zbyt intensywnie pracować na danej czakrze. ma ktoś doświadczenie że za dużo śpiewania zrobiło coś złego?
Romualda, to co opisujesz brzmi jak naturalne nasycenie, nie blokada. Jest różnica. Blokada to zastój - coś się nie rusza. Nasycenie to chwilowe wyciszenie po pracy. W astrologii bym to porównała do Merkurego w retrograde - nie znaczy że komunikacja przestaje działać, tylko że przetwarza inaczej przez chwilę.
a jak sie rozroznić to nasycenie od blokady? bo boje sie ze bede robic cwiczenia i nie bede wiedziec czy robie dobrze czy nie. czy sa jakies wyrazne sygnaly?
Ilonka, dobra zasada jest taka: nasycenie smakuje jak odpoczynek, blokada smakuje jak ściana. Przy nasyceniu masz ochotę wrócić po czasie. Przy blokadzie samo myślenie o temacie budzi opór albo lęk. To uproszczenie, ale działa jako pierwsze kryterium.
to mi trochę wyjaśniło - ale czy ktoś moze napisac jak długo może trwac takie nasycenie bo bardzo się boję ze sobie zrobię krzywdę jakimiś ćwiczeniami i potem tygodniami coś będzie nie tak
mam pytanie do Hematytki albo Czarodki - bo słyszałam że HAM mantra jest akurat bardzo łagodna i można ją robić długo bez takiego nasycenia jak przy innych. czy to prawda? mnie ktoś na warsztacie mówił, ale nie wiem na ile ufać.
ja też słyszałam coś podobnego o HAM ale nie wiem skąd ta informacja pochodzi naprawdę. Lunaki, a kto to prowadził, jeśli mogę spytać? bo różne kursy mówią różne rzeczy i nie zawsze wiadomo skąd biorą.
w numerologii wibracją Vishuddhy jest 5 - zmiana, ruch, komunikacja. piątki z natury nie lubią stagnacji, więc może dlatego ta czakra jest relatywnie plastyczna. ale czy to znaczy że HAM jest bezpieczniejsza niż inne mantry, to już nie wiem, nie znam aż tak dokładnie mechanizmu. Marzenka, ty coś o tym wiesz?
słuchajcie, wracam do tego co Kunisia poruszyła o limicie, bo to mi naprawdę siedzi. mam wrażenie że przez kilka tygodni na chórze szło mi świetnie, a potem jakby plateau. nie cofanie, ale zatrzymanie. zastanawiam się czy to jest właśnie ta kwestia limitu energii przy Vishuddzie, czy po prostu naturalna krzywa uczenia się w śpiewaniu.
Aeon, to plateau o którym piszesz jest super ciekawe z punktu widzenia tej kwestii limitów. bo zastanawiam się, czy plateau to w ogóle coś złego? może Vishuddha 'dojechała' do jakiegoś poziomu i teraz konsoliduje zamiast dalej rosnąć. nie każdy wzrost musi być liniowy.
właśnie, plateau w pracy z czakrami to nie jest stagnacja. to jest jak z oddechem - jest wdech, jest wydech, i jest przerwa między nimi. ta przerwa jest niezbędna. Aeon, jak długo trwa to twoje plateau mniej więcej?
miesiąc to naprawdę nie jest długo w kontekście pracy z czakrami, to mówię ze swojego doświadczenia. u mnie z Anahata było półtora roku zanim coś się ruszyło głębiej. ale każdy jest inny. Aeon, a zmieniłaś coś innego w życiu mniej więcej w tym czasie kiedy plateau się zaczęło?
Hematytka powiedziała wcześniej że blokada smakuje jak ściana, no to Aeon to raczej nie jest blokada tak? bo piszesz że dalej śpiewasz z przyjemnością. mam rację? bo ciągle nie wiem jak to rozróżniać u siebie
chcę tu wrzucić inną perspektywę bo chyba nikt tego nie powiedział wprost: może plateau jest po prostu dlatego, że Aeon zrobiła tyle ile dało się zrobić samym śpiewem chóralnym, i teraz żeby pójść dalej potrzeba innego narzędzia albo pogłębienia metody. śpiewanie w grupie i solowa praca z HAM to jednak dwie różne rzeczy energetycznie.
Aeon, ja mam tak samo z tym krępowaniem! myślałam że to tylko ja jestem dziwna. ciekawe czy to jest ta blokada właśnie, bo Vishuddha to jest też kwestia wyrażania siebie, a jeśli samo śpiewanie do siebie sprawia że czujesz się głupio to może to o czymś świadczy?
Lunaki, to bardzo trafne. bo w chórze twój głos jest rozmyty w grupie, nie musisz się w nim słyszeć. a sam ze sobą nie możesz ukryć się za innymi głosami. to jest całkiem inny poziom odsłonięcia się nawet jeśli nikt nie słucha. mnie kiedyś coś takiego blokowało przy afirmacjach na głos - głupio mi było samej przed sobą.
ten wątek z wstydem przed samym sobą to jest naprawdę kluczowy aspekt Vishuddhy który często się pomija. klasyczne teksty mówią o czakrze gardła jako o bramie między wewnętrznym a zewnętrznym. wstyd to jest właśnie zamknięcie tej bramy skierowane do wewnątrz, nie na zewnątrz. śpiewasz w grupie bo zewnątrz jest bezpieczne, ale solo to wewnątrz.
Marzenka, to ładnie brzmi ale trochę za prosto. wstyd przed śpiewaniem solo może też być po prostu oceną własnego głosu, nie żadną blokadą energetyczną. Aeon, czy boisz się że śpiewasz fałszowanie jak śpiewasz sama? bo to by było zupełnie normalne i nie ma związku z Vishuddhą.
to nie jest głupie, to jest bardzo konkretny symptom. niechęć do słyszenia własnego głosu jest klasycznym wskazaniem dla Vishuddhy i nie mówię tego żeby coś udowadniać, mówię to bo sama miałam ten sam problem przez jakieś dwa lata. mój nauczyciel powiedział mi wtedy: jeśli nie możesz siebie słuchać, jak chcesz żeby inni cię słyszeli.
Czarodka, a jak to u ciebie przeszło w końcu? bo mnie to zdanie które cytowałaś uderzyło mocno i chętnie bym wiedziała czy było jakieś konkretne ćwiczenie czy po prostu czas.
