Hej, wrzucam temat bo od jakiegoś czasu zastanawiam się nad czymś i nie mogę znaleźć odpowiedzi nigdzie indziej. Chodzi o śpiewanie i Vishuddhę. Wiadomo, że czakra gardła to komunikacja, wyrażanie siebie itd. Ale czy ktoś miał doświadczenie z muzykoterapią albo po prostu ze śpiewaniem jako metodą odblokowywania tej czakry? Bo ostatnio zaczęłam śpiewać w chórze i czuję że coś się dzieje w okolicach gardła i klatki piersiowej, ale nie wiem czy to praca czakry gardła czy może Anahaty. No i drugie pytanie - czy jest jakiś limit ile tej energii można na raz 'przepuścić' przez Vishuddhę? Bo po dłuższym śpiewaniu czuję się dosłownie wyczerpana energetycznie, nie tylko fizycznie. Jakbyś ktoś wykręcił kran za daleko.
O, super temat! Sama się tym interesowałam jakiś czas temu. U mnie było tak, że jak zaczęłam rano śpiewać mantry (konkretnie HAM, bo to bidżamantra Vishuddhy) to po tygodniu poczułam wyraźne mrowienie w okolicach szyi i jakieś otwarcie w klatce. Ale to co piszesz o wyczerpaniu - to bardzo ciekawe. Mam wrażenie że energia gardłowa jak się 'ruszy' to może ciągnąć z innych czakr. Jakby zasilała się z sąsiadów, z Anahaty albo z Adźny. Czy ktoś bardziej obeznany może powiedzieć jak to rzeczywiście działa?
Zaraz, zaraz. To co czujesz po śpiewaniu w chórze może być po prostu zmęczeniem przepony i mięśni odpowiedzialnych za fonację. Nie każde wyczerpanie po intensywnym użyciu głosu to 'praca czakry'. Trochę ostrożności nie zaszkodzi. Czakra gardła na pewno jest powiązana z dźwiękiem i głosem, to jest we wszystkich poważnych źródłach, ale skakanie od 'jestem zmęczona po śpiewaniu' do 'przepuściłam za dużo energii przez Vishuddhę' to dość daleki krok.
To, co opisujesz z tym 'szumem' i natłokiem myśli po śpiewaniu - to może być właśnie przepływ między Vishuddhą a Adźną. Te dwie czakry są bardzo blisko i często kiedy jedna zaczyna się otwierać, druga też zaczyna drgać. W tradycji tantrycznej zresztą dźwięk jest mostem między świadomością wyrażania (gardło) a świadomością widzenia (trzecie oko). Ale do limitu energii - tak, jest coś takiego jak pojemność energetyczna i każdy ma inaczej ustawiony 'próg'. Niektórzy mogą godzinami pracować głosem bez przeciążenia, inni po 20 minutach intensywnej pracy mantrycznej już czują odpływ.
Właśnie zapisałam to co Marzenka napisała o moście dźwiękowym, bo to chyba kluczowe dla zrozumienia tego wyczerpania. Mam pytanie - czy to znaczy, że jak Vishuddha jest zablokowana, to śpiewanie może jej nie otworzyć, tylko ją 'wymusić' i stąd to wyczerpanie? Takie przebijanie blokady siłą? Bo u mnie jak próbowałam HAM-u to miałam lekki ból gardła i przestałam.
Ból gardła przy HAM to klasyczny sygnał blokady. Nie przebijaj siłą, bo możesz sobie narobić niezłego bałaganu w polu energetycznym. Vishuddha jak jest mocno zamknięta, to reaguje oporem i właśnie tym bólem, napięciem karku, czasem nawet kaszlem. Praca z tą czakrą przez śpiewanie jest świetna, ale trzeba zaczynać powoli. Muzykoterapia to nie sprint.
a czy to nie moze byc zwykłe zapaleie gardła 😉 pytam bo sam niedawno zacząłem z mantrami i tez mialem jakis dyskofort ale okazało się ze po prostu oddychalem za suche powietrzem w pokoju. nie chce byc sceptykiem ale czasem fizjologia to po prostu fizjologia
Wiesz co, ja pracuję z dźwiękiem od lat i powiem tak: śpiewanie JEST jedną z najstarszych i najskuteczniejszych metod pracy z Vishuddhą, ale to co opisuje Aeon - to wyczerpanie po chórze - brzmi mi jak coś innego niż blokada. Brzmi jak czakra, która zaczęła pracować intensywnie po długim czasie uśpienia. To trochę jak z mięśniem który dawno nie ćwiczył - pierwsza sesja zostawia zakwasy. Energia potrzebuje czasu żeby zacząć krążyć płynnie.
To co tu opisujesz - gryzienie się w język, urywanie zdań, trudność z mówieniem o sobie - to są klasyczne objawy niedoczynności czakry gardła. Do tego często dochodzi chrypka bez powodu, uczucie knebla albo ucisku w gardle, nadmierne przełykanie śliny podczas stresu. Jeśli śpiewanie w chórze przynosi ulgę i jednocześnie zmęczenie, to naprawdę może być praca tej czakry. Tylko musiałabym wiedzieć więcej - jak długo trwają próby, czy masz okresy kiedy głos całkiem milknie?
a jak sprawdzić wahadełkiem czakrę gardła? bo nie bardzo wiem jak się do siebie przyłożyć haha. pytam serio. przy czakrach niższych to można po prostu trzymać nad brzuchem ale gardło to trochę niewygodna okolica
Wróćmy do tego limitu energii bo to mnie zaciekawiło. Aeon pytała czy jest jakiś próg przepustowości. Mam własną teorię: te limity mogą być związane z ogólną kondycją całego systemu, nie tylko jednej czakry. Jak dolne czakry są słabe albo zablokowane, to górne nie mają dobrego zasilania i szybciej się wyczerpują. Może Aeon ma gdzieś niżej jakiś zastój który ogranicza zasoby?
To jest bardzo prawdopodobne. W systemach energetycznych prana przepływa jak woda - jeśli masz niedrożność na dole, to ciśnienie na górze jest słabsze. Praca z samą Vishuddhą bez zaopiekowania się Muladharą może przynosić chwilowe efekty, ale szybko wracasz do punktu wyjścia. Nie znam twojej sytuacji oczywiście, ale gdybym miała postawić hipotezę to powiedziałabym: spróbuj kilka sesji uziemienia, kontakt z ziemią dosłownie, chodzenie boso, cokolwiek co stabilizuje Muladharę - i sprawdź czy po tym śpiewanie daje mniejsze wyczerpanie.
Marzenka, ale czy to nie jest trochę zbytnie uproszczenie? Mówisz 'zatkana Muladhara powoduje wyczerpanie przy pracy z Vishuddhą' ale energetyka człowieka jest bardziej złożona. Poza tym skąd wiadomo że w ogóle jest kwestia zasilania z dołu? Może chodzi o to że Vishuddha jest nadaktywna po śpiewaniu, nie niedoczynna. Nadczynna czakra też potrafi wykończyć.
O, a co to znaczy nadaktywna czakra gardła? Jakie są objawy? Myślałam że jak czakra pracuje to dobrze, nie wiedziałam że może być też za dużo
Dobra, to wracam do tego co Hematytka napisała o nadaktywnej Vishuddhie, bo teraz się zastanawiam czy nie mam tego sama! mówię rzeczywiście dużo, ale myślałam że to po prostu taki charakter. skąd wiadomo że to czakra a nie po prostu osobowość? jakiś sposób na odróżnienie?
A wróćmy na chwilę do tego Muladhara-jako-korek. Marzenka i Siodemka mówią że dolne czakry zasilają górne, ale ja widziałam też podejście odwrotne - że zablokowana Vishuddha potrafi 'cofnąć' energię w dół i destabilizować właśnie korzeniową. Nie jest tak że to zawsze jedna droga przepływu. Ktoś ma na to jakiś pogląd?
Marzenka mówi dobrze o tych dwóch kierunkach. Ja to sobie wyobrażam jak oddychanie - wdech i wydech, jedno bez drugiego nie działa. W numerologii zresztą siódemka to liczba integracji, i ta integracja właśnie dół-góra jest kluczowa. Aeon, a jak u ciebie wygląda Manipura? Bo ta czakra słoneczna często jest pomijanym ogniwem między dołem a górą.
hej a jak to jest z tym śpiewaniem - czy muzyka klasyczna i metal inaczej oddziałują na czakry? bo jestem ciekaw czy typ muzyki ma znaczenie czy tylko to ze w ogóle śpiewamy/słuchamy. pytam bo sam slucham raczej cięzkiego grania i zastanawiam sie czy to coś 'robi' z moim polem
dobra ale ja dalej nie wiem jak sprawdzić wahadełkiem tę czakrę gardła sama, bo Romualda pisała o kimś bliskim do pomocy a ja nie mam teraz kogoś takiego pod ręką kto by to ogarniał. czy naprawde nie da sie tego zrobic samej jakoś?
Widzę że wątek się rozrósł i fajnie, ale muszę powiedzieć wprost - to pytanie Lolka o metal jest całkiem sensowne i ciekawe z fizycznego punktu widzenia. Częstotliwości dźwięku mają realny, mierzalny wpływ na ciało, to nie jest tylko ezoteryka. Badania nad wibroterapią to potwierdzają. Natomiast czy to 'otwiera czakry' to już inna rozmowa. Czarodka ma rację że śpiewanie to coś innego niż słuchanie - angażujesz przeponę, krtań, rezonatory w głowie, to są realne struktury fizyczne.
Dorzucę coś do tematu Manipury jako ogniwa. W jednym z zeszytów mam zanotowane że w tradycji tybetańskiej mis dźwiękowych, każda misa jest strojona na inną czakrę i nie używa się ich w dowolnej kolejności - zwykle idzie się od dołu do góry. I podobno pominięcie Manipury przy pracy z wyższymi czakrami może dawać właśnie takie uczucie 'ulatwionego' ale też 'wyczerpującego' otwarcia bo energia nie ma przez co przejść spokojnie. Nie wiem czy to wiarygodne źródło ale pasuje do tego co tu piszecie.
przepraszam ze się wtrącam bo raczej czytam niż piszę, ale mam pytanie do Kunisi - skad masz te notatki o misach tybetanskich? czytałam kilka książek i nigdzie nie trafiłam na taki konkretny opis kolejności. bardzo bym chciała wiedzieć więcej
Ta kolejność od Muladhary w górę to jest ogólna zasada przy pracy z dźwiękiem i nie tylko tybetańska. Pracując z grupami zawsze zaczynamy od uziemienia, bo inaczej ludzie się 'rozlatują'. Widziałam to wielokrotnie - ktoś za bardzo idzie w górę bez zakorzenienia i potem ma kłopoty ze skupieniem, czasem nawet zawroty głowy po sesji. Aeon, to właśnie może być twoja sytuacja z tym szumem po chórze.
no właśnie, ta rozmowa mi bardzo dużo dała do myślenia. znaczy wchodzę na chór od kilku miesięcy, a z uziemieniem raczej nie pracuję w ogóle. za bardzo skupiałam się na medytacjach do góry, do Adźny, bo zaczęłam interesować się intuicją. a Muladhara gdzieś mi umknęła. może to jest ta układanka?
Hematytka i Aeon mnie zainspirowały bo sama mam podobny schemat. bardziej ciągnie mnie do 'wyższych' tematów i zaniedbywałam to co przyziemne. ale zastanawiam się - jak to wygląda czasowo? znaczy ile mniej więcej pracy z Muladharą potrzeba żeby poczuć różnicę przy śpiewaniu czy pracy z gardłem? czy to kwestia dni, tygodni?
a jak wygladają te sygnaly poprawy w Muladharze? bo robiłam ostatnio meytacje uziemiające i nie wiem czy dobrze idzie czy nie. jakies konkretne objawy ze idzie w dobrum kierunku?
U mnie jak Muladhara zaczęła się 'otwierać' to najpierw miałam takie uczucie ciężkości nóg, dosłownie jakbym bardziej przylegała do podłogi. I spokój w głowie, mniej chaosu myśli. Nie od razu, ale stopniowo. A wcześniej ciągle miałam taką jakby gotowość do ucieczki w środku, znasz to uczucie? Jak to zaczyna odpuszczać, to wiesz że coś się dzieje.
