Chcę poruszyć coś co mnie ostatnio bardzo męczy i nie wiem czy dobrze to rozumiem w kontekście Anahaty. Wszędzie czytam o miłości do siebie, czakra serca, otwieranie się, przepływ, piękne słowa. I niby wiem o co chodzi, rozumiem koncepcję. Ale potem siadam do medytacji, kieruję uwagę na tę okolicę klatki i... nic. Jakiś opór, pustka, coś zimnego. I zastanawiam się - czy to jest właśnie blokada Anahaty? Czy może ja po prostu nie umiem tego poczuć bo jestem za bardzo w głowie? Chodzi mi o to czy jest różnica między tym że WIEM że powinnam siebie kochać, a tym że FAKTYCZNIE to czuję w ciele. Bo ta przepaść jest u mnie ogromna.
no to jest ciekawy temat bo sam sie z tym biłem przez jakis czas. ta roznica miedzy wiedzą a odczuwaniem to jest clue całej sprawy moim zdaniem. Anahata jak jest zablokowana to często wlasnie wygląda tak jak opisujesz - intelektualnie wszystko jasne, emocjonalnie pusto. u mnie było tak ze jak przykładałem dłoń do klatki to czułem jakby nic tam nie ma, taki brak, jakby dziura w polu. nie mrowienie, nie ciepło, nic.
To o czym piszesz to bardzo częsty wzorzec i nie ma co go od razu przyklejać tylko do czakry serca. Zanim zaczniesz pracować z Anahatą - zastanów się czy Muladhara jest ok. Brak poczucia bezpieczeństwa potrafi skutecznie zamrozić wszystkie czakry powyżej. Jak fundament jest rozchwiany, serce nie ma gdzie stać. Pytam konkretnie: czy masz w życiu stabilizację? finanse, dom, relacje - coś co daje grunt pod nogami?
Powiem szczerze, bo tak jest uczciwie - to o czym piszesz to nie jest koniecznie blokada w sensie energetycznym. Może być tak, że koncepcja 'miłości do siebie' jest po prostu abstrakcją której twój umysł nie potrafi przełożyć na cokolwiek konkretnego. I to nie jest problem czakry, to jest problem z tym czym w ogóle jest dla ciebie miłość do siebie - czy masz jakiś osobisty, żywy obraz tego co to znaczy? Bo jeśli nie, to żadna medytacja tego nie zastąpi.
ej ale ja się trochę nie zgadzam z Krzesimir66, bo właśnie medytacja na Anahatę mi pomogła kiedy byłam w podobnym miejscu! te affirmacje, wizualizacje zielonego światła, to działa! może nie od razu ale po jakims czasie zaczelam czuć cos inaczej, jakby mieknienie w klatce 🙂 nie wszystko musi byc tylko w glowie
to co pisze Krzesimir ma sens i ja bym to rozwinął. Często widze na forach takie podejście - mam blokadę Anahaty, zacznę pracować z Anahatą. I potem miesiąc medytacji, nic się nie zmienia, frustracja rośnie. A problem leżał zupełnie gdzie indziej. Jak opisujesz to niezaangażowanie, ta zimność - skąd to pochodzi? od kiedy to czujesz? czy był jakiś moment kiedy było inaczej?
mam podobne odczucia od dawna i tez zawsze myslałm ze cos ze mna nie tak. u mnie to chyba mieszanina - bo niby w relacjach z innymi potrafię czuć, mam emaptiię, płakę na filmach, ogolnie nie jestem jakims lodowatym człowiekiem. Ale wobec siebie to jakas kompletna oschłosc. Czy to może wygladać w czakrach inaczej - ze Anahata na zewnatrz jest mniej zablokowana niz do wewnatrz? czy to ma sens?
Zatrzymajmy się chwilę bo ta rozmowa jedzie w kilka stron naraz. Są tutaj dwa różne pytania. Pierwsze - czy niezaangażowanie emocjonalne wobec siebie to blokada Anahaty. Drugie - jak to diagnostycznie sprawdzić. I w tym samym czasie Runiarka podnosi kwestię Muladhary. Wszystkie te tropy mogą być trafne jednocześnie, nie wykluczają się. Ale mam wrażenie że autorka wątku nie powiedziała nam jeszcze najważniejszego, czyli skąd to się wzięło.
okej, spróbuję powiedzieć więcej. to nie jest tak że nigdy nic nie czułam. byłam kiedyś w dłuższym związku, dużo dawałam z siebie i skończyło się tak że zostałam z niczym, a on... no, nieważne. od tamtego czasu jest ta zimność. wobec siebie głównie. jakby serce sie zamknęło żeby się nie narazić. i teraz czytam o miłości do siebie i wiem że to ważne ale kiedy próbuję to poczuć to jest jak dotykanie ściany.
To co napisałaś teraz jest ważniejsze niż wszystkie wcześniejsze posty razem wzięte. Ta ściana którą opisujesz - to nie jest brak miłości do siebie. To jest ochrona. Anahata potrafi się częściowo zamknąć właśnie po to żeby nie dopuścić do kolejnego zranienia. Pytanie czy ta ochrona jest jeszcze potrzebna, czy już można ją powoli odpuszczać.
ladnie powiedziane ale troche sie boje że to pójdzie w kierunku - 'otwórzmy czakrę i wszystko bedzie dobrze'. a tak nie jest. to, co opisujesz Szanta to brzmi jak cos co wymaga czasu i nie ma na to zadnego skrótu energetycznego. medytacja może wspierać ale sama praca z czakrami bez przepracowania tego co się stało to troche jak malowanie scian bez usuwania grzyba. imo.
no właśnie, uziemienie jest ważne ale ja bym powiedział ze w tym przypadku to nie jest kwestia czakry podstawy tylko Manipury. brak zaangażowania wobec siebie to jest problem z poczuciem własnej wartości i to siedzi w splocie słonecznym. RAM, żółty kolor, praca z pewnością siebie - to jest kierunek moim zdaniem, a nie szukanie po Muladhara.
panowie, obie czakry mogą być zaangażowane. to nie jest zawody. powiem Szancie co moim zdaniem jest realnym problemem w tej dyskusji - wszyscy próbujemy zgadnąć co siedzi w twoim polu na podstawie kilku zdań. to jest ograniczone. czy robiłaś kiedyś skanowanie wahadełkiem albo byłaś u kogoś kto potrafi ocenić przepływ na żywo?
nie, nigdy nie byłam u bioenergoterapeuty ani niczego podobnego nie robiłam. trochę się boję że wyjdzie że mam wszystko zablokowane i to będzie przytłaczające. a z tym wahadełkiem to próbowałam sama ale nie wiem czy dobrze odczytuję, raz mi się kręci w jedną stronę, raz nie reaguje w ogóle.
to co Szanta napisała o tym związku... no właśnie, bo to zmienia całą diagnostykę. bo jedno to mieć czakrę serca w ogóle przymkniętą od urodzenia czy z powodu jakiegoś wzorca rodzinnego, a drugie to mieć ją aktywnie zamkniętą jako odpowiedź na konkretne zdarzenie. i to drugie jest inaczej widoczne przy skanowaniu. u mnie wahadełko nad Anahatą robiło coś dziwnego po pewnej historii - nie kręciło się w żadną stronę, tylko drgało drobno w pionie. jakby czakra była napięta, a nie otwarta ani zamknięta. zapisałam to wtedy i porównałam kilka tygodni później - i dopiero wtedy zaczęło chodzić normalnie. ale to były tygodnie przepracowywania konkretnej rzeczy, nie medytacji ogólnie
hej, wracając do tego co Szanta opisała - bo myślę że tutaj jest ważna rzecz której jeszcze nie powiedzieliśmy. ona napisała że 'zostałam z niczym'. i to jest zdanie które mnie uderzyło bo... to znaczy że dawała dawała i efekt był taki że nie zostało jej nic dla siebie. i to właśnie może być ten wzorzec który blokuje Anahatę - nie jakiś ogólny brak miłości do siebie, ale konkretne doświadczenie że dawanie = strata. i teraz system mówi: nie daj nawet sobie bo i tak to stracisz
to jest bardzo trafne spostrzeżenie. i to ma bezpośrednie przełożenie na pole energetyczne - Anahata która 'daje na zewnątrz' a blokuje przepływ do wewnątrz tworzy coś w rodzaju jednostronnej membrany. energia wychodzi, nie wchodzi. i w takim układzie praca tylko z otwieraniem czakry może paradoksalnie pogłębić wyczerpanie bo ona i tak będzie oddawać, tylko bardziej
drganie pionowe wahadełka - tak, znam ten ruch. to może być kilka rzeczy i nie przyklejałbym jednej etykietki. może być napięcie jak mówi Wahadlarka, może być interferencja między kilkoma czakrami naraz, może być że wahadło po prostu łapie czyjś mikruch nieświadomy. bez kalibracji na tej konkretnej osobie to trudno powiedzieć co to znaczy. dlatego wolę skanowanie dłonią, jest mniej niejednoznaczne dla mnie osobiście
właśnie, ze skanowaniem dłonią to jest tak że po pewnym czasie naprawdę czujesz różnicę między czakrą 'zamkniętą' a 'napiętą'. zamknięta daje takie wrażenie zimna albo wręcz lekkiej próżni, napięta daje opór - jakbyś kładł rękę na nadmuchanym balonie. ale Szanta pisała że bała się że wyjdzie że ma wszystko zablokowane - i właśnie dlatego myślę że warto by zaczęła od jednego miejsca, nie od całościowego skanowania
okej to mam pytanie do Hilek i Edek - bo to co mówicie o tej 'jednostronności' czakry serca, że oddaje ale nie przyjmuje... to jakoś mnie tknęło. bo naprawdę tak to widzę u siebie w relacjach - potrafię dawać, potrafię słuchać, pomagać. ale kiedy ktoś chce coś dać mnie albo mi powiedzieć cos dobrego to jest jakaś dziwna reakcja, chcę to oddać albo bagatelizuję. myślisz że to ta sama sprawa co to co czuję wobec siebie? czy to oddzielne rzeczy?
to nie jest oddzielne. to jest dokładnie ten sam mechanizm, tylko w dwóch różnych kontekstach. trudność z przyjmowaniem od innych i trudność z byciem dobrym dla siebie to dwa przejawy tego samego - przekonania że nie zasługuję na to żeby do mnie cokolwiek wpływało. i teraz pytanie: czy to jest blokada Anahaty, czy to jest przekonanie które siedzi głębiej i blokuje Anahatę jako efekt uboczny. bo to ma znaczenie dla tego jak pracujesz
tu właśnie Manipura wchodzi do gry, i dlatego Tomir nie był wcześniej aż tak daleko od tematu jak mu sugerowałam. poczucie że zasługuję - to jest Manipura. ale to jak to poczucie jest chronione przed zranieniem - to jest Anahata. obie są zaangażowane, tylko w różnych warstwach
okej ale wróćmy na chwilę do Szanty, bo ta rozmowa robi się trochę teoretyczna. ona napisała konkretną rzecz - że boi się diagnostyki bo boi się przytłaczającego wyniku. i to jest ważniejsze niż to czy Manipura czy Anahata jest 'ważniejsza'. czy ktoś może powiedzieć jak zacząć skanowanie żeby to nie było przerażające? bo to chyba bardziej pilne
ja tez sie bałam na poczatku że wyjdzie jakis kataklizm energetyczny haha. a potem Hilek mi powiedział kiedys że jak wszystko jest zablokowane to przynajmniej wiesz od czego zacząć. to mi jakoś pomogło zmienić nastawienie do tego
dokładnie to. i jeszcze jedno - większość ludzi którzy myślą że mają 'wszystko zablokowane' ma w rzeczywistości dwie, trzy czakry które wymagają uwagi i resztę jako tako. to tak jak z badaniem krwi, zawsze coś wychodzi lekko poza normę i to nie znaczy że się umiera. a co do Szanty - gdybyś chciała spróbować sama, zrób to tak: usiądź spokojnie, połóż rękę kilka centymetrów nad mostkiem. nie czekaj na nic spektakularnego. po prostu zauważaj czy jest ciepło, zimno, mrowienie, nic. zapisz to. jeden punkt, pięć minut. to nie jest diagnostyka ale daje ci kontakt z tym miejscem
to brzmi jak coś co mogłabym zrobić. zapiszę to. a to ciepło czy zimno - jak ono ma wyglądać 'prawidłowo'? bo boję się że poczuję zimno i zacznę panikować że coś jest bardzo nie tak
zimno to nie koniecznie zle! u mnie Anahata jest dość aktywna a czasem też daje zimno tylko innego rodzaju, takie świeże a nie martwe. to trochę trudno opisać ale jakbyś poczuła cos absolutnie nic, żadnego odczucia w ogóle, to bardziej niepokojące niż zimno. zimno przynajmniej jest jakims sygnałem
