Muszę powiedzieć, że to połączenie Ansuz i Vishuddhy robi mi się coraz bardziej spójne. Znam tę kombinację z horoskopu - gdy Merkury jest w Rybach albo w 12. domu, to mamy podobny motyw: głos istnieje, ale jest schowany, wewnętrzny. I milczenie wtedy nie jest ani blokadą, ani otwarciem, tylko oczekiwaniem.
Chcę zebrać to wszystko razem, bo widzę, że z kilku stron dochodzimy do tego samego. I Ansuz, i Merkury w ukryciu, i cisza po śpiewaniu - wszystko to wskazuje na ten sam typ relacji z Visuddhą: nie blokada, nie nadczynność, ale pewien rodzaj zawieszenia. I to jest właśnie odpowiedź na tytułowe pytanie - milczenie może być aktem tej czakry, nie jej zanegowaniem.
To mnie bardzo porządkuje w głowie. Przez długi czas myślałam, że jak nie mówię, to znaczy, że czakra gardła nie działa. A tu wychodzi, że milczenie może być jej wyrazem. Mam tylko jedno pytanie - jak przekonać siebie, że to świadome milczenie, a nie zwykłe unikanie? Bo ten strach, że uciekam, zostaje.
To pytanie Oracle96 o 'przekonanie siebie' dotyka czegoś, co uważam za jeden z najtrudniejszych momentów całej tej pracy. Nie ma złotej reguły. Ale jest jeden test, który mi przez lata zaczął wystarczać - pytam siebie, czy ta cisza jest skierowana ku czemuś, czy od czegoś. Milczenie świadome ma kierunek, nawet jeśli trwa długo. Unikanie nie ma kierunku, albo ma tylko jeden: od.
Okay, ale jak to sprawdzić w środku? Bo jak siedzę i milczę, to nie zawsze wiem, ku czemu to jest skierowane. Może w ogóle nikud. Jak odróżnić, że coś się we mnie formuje, od tego, że po prostu nic nie ma?
To jest naprawdę dobre pytanie i nie sądzę, żeby miało jednoznaczną odpowiedź. Ale powiem ci, jak to u mnie wygląda - cisza, która coś poprzedza, ma jakiś rodzaj napięcia. Nie dyskomfortu, ale jak... skupienia przed wypowiedzią. Cisza po ucieczce jest raczej płaska. Choć to bardzo subiektywne.
Właśnie to mnie od dawna zastanawia w pracy wahadłem nad czakrami. Wahadło mówi nam o stanie przepływu, nie o zawartości. Może przepływ być aktywny, ale głos wciąż się zbiera. Jakbyś miał otwarte okno i czekał, aż wiatr sam przyjdzie.
A jeśli wahadło kręci się normalnie nad czakrą gardła, ale ty i tak czujesz, że coś jest nie tak z tym, co mówisz albo nie mówisz, to co wtedy? Wierzysz wahadłu czy sobie?
Sobie. Zawsze sobie. Wahadło jest sposóbm potwierdzenia, nie wyrocznią. I właśnie o to chodzi w tej całej rozmowie o milczeniu - że żadne zewnętrzne sposób nie zastąpi wewnętrznej obserwacji. To jest serce praktyki z Visuddhą.
No to po co w ogóle wahadło, skoro i tak mamy sobie wierzyć? Nie przeczę, pytam z ciekawości, bo z zewnątrz to trochę wygląda jakbyśmy je używali tylko do potwierdzenia tego, co już wiemy.
Okay, ale wracam do tego pytania o ładowanie wahadła, bo gdzieś wcześniej to wyplynęło i już nie pamiętam, kto zaczął. Czy wahadło trzeba w ogóle jakoś ładować przed użyciem? Bo jak kupuje się takie zwykłe w sklepie, to co z nim robić przed pierwszą sesją?
O wahadełkach to ja sie niecałkiem orientuje, ale słyszałem ze niekótrzy trzymają je pod poduszką przez noc. To coś daje czy to przesąd? Serio nie wiem jak to dzaiała.
Wracam do wątku głównego, bo trochę odjechaliśmy. Ten temat milczenia i Vishuddhy ma dla mnie dodatkowy wymiar, który wcześniej tylko musnęłyśmy. Mam na myśli to, co Bogumiła mówiła o Merkurym w ukryciu. Astrologicznie jest też ważny transit Merkurego przez znaki wodne - tam głos naprawdę 'moczy się', staje się mniej dosłowny. I to nie jest blokada, tylko inny tryb czakry gardła.
Wracając do pytania o HAM w transicie - nie pracuję z astrologią regularnie, więc nie czułem różnicy sezonowej jako takiej. Ale zdarzyło mi się, że przez kilka tygodni mantry gardłowe szły jak po grudzie - żadnego rezonansu, głos jakby przyklejony. Dopiero potem zobaczyłem, że to był czas Merkurego wstecznego. Przypadek? Nie wiem. Bogumiła - ty to śledzisz bliżej, czy zawsze jest ta zbieżność?
To jest ciekawe, bo sama zawsze uczyłam, że bidżamantra HAM ma być wybrzmiana, nie tylko pomyślana. Ale Bogumiła dotyka czegoś ważnego - jest różnica między HAM wypowiadanym z pełni a HAM wymuszanym. I może właśnie w pewnych okresach to drugie robi więcej szkody niż pożytku. Wibracja, która idzie przez zablokowaną czakrę, nie ją otwiera - ona ją drażni.
Chwila, chwila - to dla mnie nowe. Czyli mantry mogą szkodzić, jeśli się je robi w złym momencie? Albo jeśli czakra jest za bardzo zablokowana? Myślałam, że właśnie do tego się ich używa - żeby przebić blokadę.
No to teraz mam pytanie do wszystkich - skąd wiadomo, że blokada jest na tyle silna, że mantra może zaszkodzić? Jak to rozróżnić przed sesją? Bo ja zawsze po prostu zaczynam i patrzę jak idzie.
Właśnie to jest ta wewnętrzna obserwacja, o której rozmawiamy od początku. Przed mantrą możesz po prostu kilka chwil posiedzieć z dłonią przy gardle i poczuć, co tam jest. Napięcie? Ból? Sucho? Jeśli czujesz coś ostrego, zaczęłabym od oddechu, a nie od dźwięku.
A wracając jeszcze do tego wahadła - Kosma wspomniał wcześniej o oczyszczaniu, ale nie dokończył. Co to znaczy 'nastroić wahadło na siebie'? To brzmi jak coś, co zajmuje dużo czasu.
No i właśnie tu dochodzimy do momentu, który mnie zawsze zatrzymuje w takich dyskusjach. Czy efekt wahadła nie jest po prostu efektem placebo skupionej uwagi? Że ono nic nie robi samo, tylko my przez ten rytuał nastrajamy siebie? Pytam szczerze, bo nie chcę kpić.
Muszę tu wejść, bo ta dyskusja o wahadle zaczyna mieszać kilka niezależnych koncepcji. Ideomotoryka - ruchy wahadła wynikają z mikroskurczów mięśni, które kontroluje nasz umysł, nie żadna zewnętrzna siła. To udokumentowane. Ale to nie znaczy, że wahadło jest bezużyteczne - oznacza tylko, że zadajesz pytanie swojemu własnemu podświadomemu odczuciu. Co w pracy z czakrami może być bardzo przydatne, tylko trzeba wiedzieć, co się sprawdza.
Wracając na chwilę do Vishuddhy i milczenia - myślę, że w tej dyskusji trochę pomieszaliśmy dwa rodzaje milczenia. Jedno to milczenie jako gest - decyzja, żeby nie odpowiadać. Drugie to milczenie jako stan - kiedy słów po prostu nie ma, bo coś ich nie puszcza. I praca z czakrą gardła wygląda inaczej w każdym z tych przypadków, nie?
Ja mam wrażenie, że u mnie to właśnie to drugie. Siedzę czasem na spotkaniach i mam coś do powiedzenia, ale zanim to zdążę sformułować, moment minął. Gardło nie boli, nic fizycznego, ale jest jakiś... opór. Czy to brzmi jak blokada Vishuddhy, czy raczej jak coś z Manipurą, bo tam jest pewność siebie?
I tu mamy sedno - Oracle96 dotknęła czegoś, o czym mówiłam wcześniej w kontekście milczenia jako wyboru i milczenia jako niemożności. Blokada Vishuddhy bardzo często nie boli i nie ma objawów fizycznych. Manifestuje się właśnie tym - że słowo jest, ale nie wychodzi. I często jest spleciona ze splotem słonecznym, bo Manipura to też kwestia tego, czy czujesz się wystarczająco pewna, żeby zabrać głos w grupie.
ale jak odróżnić blokadę gardła od zwykłej nieśmiałości albo lęku społecznego? Pytam poważnie, bo objawy, które opisuje Oracle96, pasują do obu. Jak tu praca z czakrami ma dać coś, czego nie da na przykład praca z psychologiem?
Ale jak ta praca z gardłem wygląda w praktyce w takim przypadku jak Oracle96? Bo rozumiem teorię, ale co konkretnie robisz, żeby ta blokada się ruszyła? Medytujesz, śpiewasz HAM, czy jest coś jeszcze?
Ja też chcę wiedzieć, bo mam podobnie jak Oracle96. I właśnie zaczęłam próbować z HAM, ale nie czuję żadnej różnicy po kilku sesjach. Może robię coś źle?
