Zastanawiam się nad czymś, co mnie trapi od jakiegoś czasu - czy praca z czakrą gardła zawsze musi iść w kierunku 'mów więcej, wyrażaj siebie, nie milcz'? Bo ostatnio pracowałam z kilkoma osobami, które miały wyraźną blokadę Vishuddhy, ale problem nie polegał na tym, że za mało mówiły. Wręcz przeciwnie - mówiły za dużo, nie na miejscu, ranily innych słowami. I wtedy pomyślałam: może czasem milczenie jest właśnie tym, czego ta czakra potrzebuje? Świadome milczenie, nie to wynikające ze strachu. Co wy o tym sądzicie?
To jest całkiem ciekawe rozróżnienie, bo zazwyczaj jak ktoś wspomina gardło i blokadę, to od razu wszyscy skaczą do 'bój się bać wyrażać siebie'. Ale masz rację - czakra nadaktywna to też rozregulowanie, tylko w drugą stronę. Gadulstwo, plotkowanie, mówienie bez zastanowienia, niemożność wysłuchania kogoś drugiego - to też może wskazywać na problem z Vishuddhą. Mam pytanie - te osoby, o których mówisz, jak reagowały na próbę pracy z milczeniem? Bo wyobrażam sobie, że mogło to być dla nich trudne.
Przepraszam, że wchodzę od razu z pytaniem, ale skąd wiadomo, czy Vishuddha jest nadaktywna, a nie przymknięta? Ja od dawna mam problem z wyrażaniem się - mówię dużo, ale potem mam wrażenie, że i tak nikt mnie nie rozumie. I nie wiem, czy to nadczynność, czy blokada, czy coś zupełnie innego. Jak to rozróżnić?
Sam się nad tym zastanawiałem. Próbowałem skanować wahadełkiem czakrę gardła u siebie - przy nadaktywnej podobno wahadło kręci się bardzo szybko i szeroko, przy zablokowanej ledwo drga albo robi drobne ruchy bez wyraźnego kierunku. Ale nigdy nie jestem pewien, czy dobrze to interpretuję. Anahata - ty jak diagnostykujesz? Tylko odczuciem, czy też używasz wahadła?
A ja mam pytanie trochę z boku - wahadło trzeba jakoś przygotować przed taką pracą? Bo widziałam gdzieś, że trzeba je 'naładować' albo wyczyścić, ale nie wiem jak to robić. Mam jedno kryształowe, ale nigdy nie robiłam z nim nic specjalnego przed skanowaniem.
Zanim Crystaline odpowie - chcę wrócić do tematu Celestyny, bo to ważne pytanie, które trochę umknęło. To poczucie, że mówisz dużo, a i tak nikt nie rozumie - czy to nie może być też kombinacja? Gardło może być nadaktywne w sensie ilościowym, ale przymknięte jeśli chodzi o autentyczność przekazu. Jakby energia szła, ale nie w tej formie, w której powinna.
To co mówi Kosma jest bliskie temu, co ja obserwuję w praktyce. Vishuddha rzadko jest w pełni zablokowana albo w pełni nadaktywna - najczęściej mamy do czynienia z jakimś chaosem przepływu. I stąd wracam do tytułowego pytania: czy milczenie może być metodą pracy? Uważam, że tak, ale tylko wtedy, gdy jest świadome. Jeśli milczysz z lęku - to pogłębiasz blokadę. Jeśli milczysz, bo świadomie decydujesz, że w tej chwili słowa nie służą prawdzie - to jest zupełnie inny rodzaj milczenia.
Nie do końca rozumiem tego rozróżnienia. Czyli jak mam się powstrzymać od mówienia, to muszę wiedzieć, czy robię to z lęku, czy ze świadomości? Ale skąd mam to wiedzieć? Bo wydaje mi się, że każdy sobie wmówi, że robi coś świadomie, żeby czuć się lepiej. Nie chcę być złośliwa, naprawdę pytam.
Wracając do wahadła - bo to wciąż wisi w powietrzu - robiłem kiedyś eksperyment i testowałem swoje gardło rano zaraz po przebudzeniu i wieczorem po całym dniu rozmów. Ruchy były zupełnie inne. Rano wahadło ledwo drżało, wieczorem chodziło szeroko. Nie wiem, co to oznacza - że rano czakra jest przyhamowana po śnie, czy że wieczorem jest rozgrzana albo może przetrenowana? Ktoś coś wie na ten temat?
Interesujące, bo to może mieć też związek z rytmem dobowym energii. Nie tylko z samą czakrą. Nie mieszałabym tych wyników bez wzięcia pod uwagę kontekstu. To trochę jak mierzenie ciśnienia raz przy wstawaniu, raz po wysiłku - dostaniesz inne liczby, ale czy to znaczy, że coś jest nie tak?
Albo kilka razy w różnych porach i szukać wzorca, a nie przyklejać się do jednego odczytu. Jedno wskazanie wahadłem to trochę za mało, żeby wyciągać wnioski. Sigilmistrz, a czy przed każdym z tych testów robiłeś jakieś przygotowanie? Uziemienie, oddech, cokolwiek - czy od razu łapałeś wahadło?
I to właśnie jest ten element 'ładowania' wahadła, o który pytała Dianka - choć może bardziej trafne jest słowo 'kalibrowanie'. Zanim zaczniesz pracę, musisz się sam ustabilizować. Wahadło odpowiada na twój stan energetyczny, więc jeśli przychodzisz roztrzęsiona po kłótni albo po intensywnym dniu, to odczyty mogą odzwierciedlać twój własny chaos, nie stan czakry osoby badanej. Dianka, żeby odpowiedzieć na twoje wcześniejsze pytanie - nie musisz nic mówić na głos. Niektórzy mówią, inni tylko czują. Kwestia tego, co dla ciebie działa.
A propos tego milczenia i gardła - mam swoje doświadczenia z tym tematem i chciałam się podzielić, bo pasuje do tego, co Anahata mówiła na początku. Przeszłam przez okres, kiedy dosłownie nie mogłam mówić - nie z powodu choroby, ale emocjonalnie. I wtedy bioenergoterapeuta powiedział mi, że moja Vishuddha jest zablokowana. Dostałam zalecenie śpiewania. Brzmiało absurdalnie, bo nie śpiewam. Ale okazało się, że śpiewanie byle czego, nawet pod nosem przy zmywaniu, po kilku tygodniach rzeczywiście coś ruszyło. Czy to możliwe, że dźwięk sam w sobie leczy tę czakrę?
Dokończę myśl, bo urwałam - bioenergoterapeuta powiedział mi wtedy, że milczenie emocjonalne to nie to samo co blokada. Że czasem Vishuddha 'odpoczynek' po prostu potrzebuje. I że zmuszanie się do mówienia, kiedy energia przepływać nie chce, może tę blokadę pogłębić. Dopiero to do mnie trafiło. Czy ktoś miał podobne doświadczenie z terapeutą? Bo teraz zastanawiam się, czy to podejście jest powszechne, czy to była jego prywatna teoria.
głównie oddychałam i próbowałam poczuć gardło od środka, jeśli to ma sens. Terapeuta powiedział, żebym wyobraziła sobie, że gardło to przestrzeń, a nie punkt. To mi bardzo pomogło - przestałam skupiać się na blokowaniu czy odblokowaniu, a zaczęłam po prostu być z tym miejscem. Brzmi może abstrakcyjnie...
Wcale nie brzmi abstrakcyjnie, wręcz przeciwnie. Ale mam pytanie - jak odróżnić 'bycie z miejscem' od zwykłego ignorowania problemu? Bo mnie się czasem zdarza, że skupiam się na czymś, ale tak naprawdę uciekam. I nie wiem, czy robię medytację, czy się po prostu rozpraszam.
Ale to brzmi jak sprawdzanie wyniku po fakcie, nie? Czyli nigdy nie wiem, co robię, dopóki nie skończę. Czy nie ma jakiegoś sposobu żeby w trakcie wiedzieć, że się jest 'we właściwym miejscu'?
A wracając do mojego pytania o wahadło - przepraszam że znowu, ale chcę się upewnić. Crystaline mówiła o 'ustawianiu intencji' - czy to trzeba robić przy każdej sesji, czy wystarczy raz? I czy jak zapomnę to zrobić, to wyniki będą bez sensu?
Chcę wrócić do czegoś, co powiedziała Anahata o chaosie przepływu w Vishuddha. Bo to mi przypomina coś, co obserwuję w horoskopach - u ludzi z silnym Merkurym w trudnych aspektach często jest właśnie ta kombinacja: dużo słów, mało kontaktu. Jakby kanał był szeroki, ale sygnał zakłócony. Ciekawe, czy ktoś sprawdzał swój natywny horoskop pod kątem czakry gardła.
W tradycji runicznej Ansuz jest runa gardła i komunikacji - i co ciekawe, jej zablokowanie w odczycie też często oznacza nie brak słów, ale brak słyszenia siebie. Mówię 'słyszenia', bo Ansuz to też runa wewnętrznego głosu, wiadomości. Nie wiem, czy da się to zestawić z Vishuddha bezpośrednio, ale skojarzenie nasuwa się samo.
Podoba mi się ten wątek z Ansuz, ale chcę go zestawić z tytułowym pytaniem - bo to nie odpłynęło za daleko. Jeśli Ansuz to runa słyszenia siebie, to milczenie jako praktyka może być właśnie próbą odzyskania tego słyszenia. Nie chodzi o zamknięcie gardła, ale o stworzenie przestrzeni, żeby usłyszeć, co naprawdę chce być powiedziane. Czy to ma sens dla innych?
Tak trochę z innej strony - mam pytanko bo może głupie, ale czy czakra garła może byc zaburzona jak ktoś śpiewa dużo? Pytam bo śpiewam w chórze i gardło mi czasem 'wibruje' po próbach, i nie wiem czy to fizyczne zmęczenie czy coś energetycznego. Jak to odroznić?
czyli otwartość po śpiewaniu to dobry znak, a zamknięcie zły? A co jeśli jest po prostu obojętnie - ani otwarcie, ani ciężkość? Bo ja po śpiewaniu w grupie często jestem po prostu zmęczona, bez szczególnego uczucia w żadną stronę.
Ale skąd wiadomo, że to regeneracja, a nie właśnie zamykanie się? Pytam bo mi to się miesza - jeśli czakra gardła po śpiewaniu 'chce ciszy', to może ona po prostu jest zmęczona i trzeba ją aktywować, nie wyciszać?
Jak to w ogóle sprawdzić? Serio pytam, bo to brzmi jak rozróżnienie, które wymaga sporej samoświadomości. A co jak ktoś nie ma wprawy i po prostu nie czuje tej różnicy?
Przepraszam, że wchodzę z głupim pytaniem, ale na czym w ogóle polega to 'intencja przed wahadłem'? Jak się to robi fizycznie? Trzeba coś mówić, czy to jest w głowie, czy co?
Wracając do Ansuz i milczenia - bo mi to ciągle chodzi po głowie po tej rozmowie. W runach jest coś, co się nazywa muspilli, takie milczenie przed przekazem, które poprzedza prawdziwe słowo. Ansuz właśnie to zawiera. Więc może milczenie po śpiewaniu to nie jest brak Vishuddhy, ale jej przygotowanie?
