Okej ale żeby nie czekać dwa tygodnie na laryngologa, to można przecież do internisty wcześniej, nie? Oni też mogą spojrzeć w gardło i powiedzieć czy coś niepokojącego. Pytam bo mam wrażenie że przy takim tytule wątku wszyscy skupili się na Vishuddhzie a nie na tym czy zdrowie fizyczne jest zaopiekowane.
Masz rację i doceniam tę uwagę. Do internisty byłam wcześniej i powiedział że nie widzi nic niepokojącego, ale skierował do laryngologa dla pewności. Więc to nie jest sytuacja że nic nie robię, tylko że czekam na specjalistę. Gardło jak gardło, nic widocznie wyraźnego, ale ta rana jest.
To brzmi jak sytuacja gdzie ciało mówi coś czego standardowe badanie nie łapie. Nie mówię że to od razu energia, ale znam przypadki gdzie ktoś chodził do lekarza, wyniki czyste, a dolegliwość była. To nie musi być sprzeczność.
A czy ktoś słyszał że blokada Vishuddhy może dawać fizyczne objawy które wyglądają jak refluks albo właśnie to uczucie czegoś w gardle? Bo ja miałam kiedyś coś, co mój lekarz nazwał globus hystericus, i podobno to ma związek z niewyraźnym wyrażaniem emocji. Więc może to się jakoś pokrywa?
Czyli można powiedzieć że praca z Vishuddhą i wizyta u laryngologa to nie są działania konkurencyjne, tylko po prostu patrzysz na ten sam problem z dwóch stron? Tak to rozumiem.
Ja bym tylko dodała że ta praca z głosem, o której mówiła Mistralia, ma jeszcze jeden efekt niezależnie od czakr. Jeśli Alamina siedzi w pracy i cały czas tłumi to co mówi, to sam fakt że w domu pozwala sobie zaśpiewać czy wydać dźwięk bez kontroli, to jest ulga. Nie mistyczna, po prostu ciało dostaje coś czego nie dostaje przez cały dzień.
To mi daje do myślenia. Faktycznie w domu prawie nie mówię głośno, słucham muzyki przez słuchawki, rozmawiam cicho. Jakby nawet w przestrzeni prywatnej ciało było w tym samym trybie co w pracy. To smutne jak to tak opisuję.
Ale to jest ważna obserwacja. I do laryngologa warto ją zabrać jako kontekst, bo to może pomóc w diagnozie. A do pracy z Vishuddhą to jest może punkt wyjścia, żeby spróbować świadomie zmienić ten tryb chociaż na chwilę w ciągu dnia.
Hej, a żeby nie odpływać, bo wiem że tytuł wątku jest konkretny, mam pytanie. Czy ktoś z was miał sytuację że po wizycie u lekarza i dostaniu czystego wyniku zaczął pracę z czakrą i to dało jakiś fizyczny efekt? Pytam bo Alamina ma za sobą internistę, będzie miała laryngologa, i jeśli wyniki będą czyste, to praca energetyczna staje się główną ścieżką. Jak to wyglądało u innych?
To brzmi dla mnie bardzo realistycznie. Nie szukam cudu przez weekend, raczej czegoś co mogę robić spokojnie w tle tej wizyty. Czy ta medytacja obserwacyjna którą opisujesz, Karolcia, to ma jakiś konkretny schemat, czy po prostu kładziesz uwagę na gardło i oddychasz?
Ja bym tu weszła z doprecyzowaniem bo to ważne. Obserwacja to nie to samo co skupianie energii. Jeśli siedzisz i analizujesz każde mrowienie w gardle z niepokojem, to nie jest medytacja obserwacyjna, to jest zamartwianie się z zamkniętymi oczami. Chodzi o miękką obecność, nie kontrolę. Alamina, czy jak siedzisz cicho i skupiasz się na gardle, to czujesz głównie napięcie czy raczej neutralność?
To co opisujesz jest ciekawe bo właściwie potwierdza tę korelację między psychiką a fizycznym odczuciem w gardle. Nie mówię że to wyklucza coś organicznego, absolutnie nie. Ale że te dwa poziomy są tu razem, widać. Idzik, mam wrażenie że twoja uwaga o internistyce była słuszna, i dobrze że Alamina miała już tę wizytę, bo bez tego nie wiedzielibyśmy czy to bezpieczne w ogóle rozmawiać o pracy energetycznej.
