Hej, mam taki problem i nie bardzo wiem, gdzie go zakwalifikować, ale zdecydowałam się napisać tutaj. Od jakichś trzech miesięcy mam ciągłe uczucie czegoś w gardle, jakby tam była kula albo coś utknęło. Lekarz pierwszego kontaktu zbadał mnie, powiedział że gardło wygląda ok, wysłał do laryngologa, tamten też nic konkretnego nie stwierdził, zlecił jakieś leki i tyle. Leki nie pomagają. Znajoma mi powiedziała, że to klasyczna blokada Vishuddhy i że muszę z tym popracować energetycznie. Ale z drugiej strony boję się, że to może być coś poważnego i że za długo zwlekam z dalszą diagnostyką. Jak wy to rozumiecie? Czy da się jakoś odróżnić, kiedy to jest kwestia czakry, a kiedy trzeba koniecznie iść do lekarza?
Muszę od razu powiedzieć, i to bez owijania w bawełnę: trzy miesiące dolegliwości w gardle, do których lekarz nie znalazł przyczyny, to jest moment, żeby wrócić do lekarza i poprosić o dalszą diagnostykę. Laryngolog to nie koniec drogi, bo jest jeszcze gastrolog, bo refluks potrafi dawać dokładnie takie objawy, o których piszesz, jest endokrynolog, bo tarczyca też może dawać uczucie ucisku w gardle. Czy byłaś na jakimś USG gardła albo przełyku?
U mnie było dokładnie to samo, uczucie kuli w gardle, lekarze nic nie znaleźli, a potem okazało się że to był refluks plus kompletnie zablokowana Vishuddha. Jedno napędzało drugie. Zaczęłam pracować z czakrą, ale dopiero jak wyleczyłam refluks farmakologicznie, to poczułam że energia zaczyna przepływać lepiej. Więc moim zdaniem te dwie ścieżki naprawdę nie wykluczają się.
Dobrze, że wracasz do laryngologa, serio. I chcę dodać jedno, bo często na forach ezo jest takie myślenie, że jak lekarz nic nie znalazł, to znaczy że to na pewno energetyczne. A to nieprawda, bo lekarz mógł po prostu nie dokończyć diagnostyki, co zdarza się nagminnie. Te dwie interpretacje nie są symetryczne.
Ale czy nie jest tak, że właśnie blokada czakry gardła może powodować, że dosłownie manifestuje się to fizycznie w tym miejscu ciała? Czytałam, że każda czakra ma swój obszar odpowiedzialności i że długotrwała blokada może prowadzić do chorób fizycznych w tym rejonie. Więc może to nie albo-albo, tylko jedno wywołuje drugie?
A ile mniej więcej trwa praca z Vishuddhą, zanim coś poczujesz? Bo takie ogólne odpowiedzi 'to zależy' nic nie mówią.
Słuchaj, ja rozumiem że chcesz konkretu, ale naprawdę nie ma sensu podawać liczb, bo to tylko wprowadza w błąd. Widziałam osoby, które pracowały pół roku i czuły minimalny ruch, i takie, które po jednej głębszej sesji poczuły wyraźną zmianę. Za dużo zmiennych. To co możesz obserwować, to są małe sygnały, np. czy łatwiej ci mówić o tym co czujesz, czy głos brzmi inaczej, czy przestajesz mieć to charakterystyczne uczucie zaciskania.
Bardzo dziękuję za ten wątek, bo sama od dawna miałam podobne pytanie, właśnie gdzie jest granica między pracą energetyczną a wizytą u lekarza. Nigdy nie wiedziałam jak to rozstrzygnąć. To co tu piszecie jest naprawdę pomocne.
A wracając do pytania autorki, bo wątek trochę poszedł w stronę technik, zastanawiam się jak to wygląda od strony diagnostyki energetycznej. Czy ktoś, kto umie skanować ręką albo wahadełkiem, może w ogóle coś powiedzieć o tym czy to blokada, nadczynność czy coś innego? Bo Vishuddha może być i przymknięta i nadaktywna i różne objawy będą, tak?
Właśnie to jest ciekawe, bo ja mam to uczucie kuli plus ewidentnie za mało mówię, tłumię, więc to by wskazywało na blokadę, nie nadczynność. Ale czy można to sprawdzić samodzielnie, bez doświadczenia? Czy to ma w ogóle sens?
Możesz spróbować wahadełkiem, ale powiem szczerze, nad własnym polem trudniej pracować niż nad cudzym, bo własne emocje i oczekiwania wpływają na wynik. Lepiej pójść do kogoś doświadczonego, kto zrobi skanowanie z zewnątrz. A i tak nie zamieniaj tego na diagnostykę medyczną, bo jedno to nie jest drugie.
Dobra, to chyba decyzja podjęta, wracam do laryngologa i poproszę o gastroskopię albo przynajmniej o skierowanie do kogoś, kto to pociągnie dalej. Ale przy okazji, bo cały czas myślę o tym skanowaniu, czy jeśli idę do bioenergoterapeuty, to on jest w stanie powiedzieć coś więcej niż wahadełko? Czy to w ogóle inna jakość informacji?
To zależy od terapeuty, ale generalnie tak, dobry bioenergoterapeuta skanuje ręką i czuje subtelniejsze rzeczy niż wahadełko. Wahadełko daje ci kierunek obrotu, amplitudę, ale to nadal dość grube sposób diagnostyczne. Ręka może wyczuć temperaturę pola, gęstość, miejsca gdzie energia się zatrzymuje albo wylewa. Choć szczerze, wszystko zależy od wrażliwości danej osoby.
Polecenia od znajomych, którzy już byli i mają sensowną głowę na karku. Albo rozmowa wstępna, żeby sprawdzić czy ktoś od razu nie obiecuje cudów. Jak terapeuta mówi że wyleczy cię w jednej sesji z czegokolwiek, to ja się z takiego miejsca wycofuję.
A wracając do autorki, bo mam pytanie praktyczne. Czy przy blokadzie Vishuddhy sensowne jest zacząć od pracy samodzielnej, czy od razu iść do kogoś? Bo rozumiem, że terapeuta może dać więcej informacji, ale może na początku wystarczy spróbować samemu?
No to żeby być konkretnym, ile razy dziennie ta mantra i przez ile dni żeby cokolwiek poczuć? Bo 'jakiś czas' to znowu nic nie mówi.
Ale właściwie skąd wiemy, że to nie jest tak, że gardło jako część ciała po prostu reaguje na zablokowaną energię dużo szybciej niż inne obszary? Słyszałam że Vishuddha jest dość wrażliwa na emocje, więc może efekty są szybciej niż przy czakrze korzenia?
Dziękuję bardzo za te wyjaśnienia, to naprawdę otwiera mi oczy. Ale mam pytanie do autorki, czy kiedy mówisz że tłumisz w pracy, to chodzi o sytuację że po prostu nie możesz się odezwać, czy że się odzywa, ale nie mówisz tego co naprawdę czujesz? Bo to chyba różne rzeczy energetycznie?
To drugie głównie. Mówię, ale nie mówię tego co myślę. Uśmiecham się, potakuję, a w środku zupełnie inaczej. Nie wiem czy to robi różnicę energetycznie, ale emocjonalnie na pewno kosztuje.
Kosztuje i bardzo. Mówienie niezgodne z tym co czujesz to jest według wielu podejść do czakr jeden z głównych czynników blokujących Vishuddhę. Nie milczenie samo w sobie, tylko właśnie ta rozbieżność. Że słowa wychodzą, ale nie są twoje.
To co pisze Karolcia to jest chyba kluczowe w tym całym temacie. Ja pamiętam jak pracowałam z Vishuddhą i nie mogłam zrorzumieć dlaczego mantra nic nie daje, a potem wyszło że siedziałam w zupełnie toksycznym środowisku gdzie codziennie robiłam właśnie to co opisujesz. Pracujesz na jedną sesje, a życie cię blokuje z powrotem przez resztę dnia.
To jest przerażające i jednocześnie bardzo prawdziwe. Zmiany pracy na razie nie widzę, ale może właśnie o to chodzi, że ta praca z Vishuddhą mogłaby mi dać jakiś głos, dosłownie i w przenośni. Chociaż oczywiście najpierw laryngolog, żeby wiedzieć z czym fizycznie mam do czynienia.
To co napisała Alamina o mówieniu niezgodnym z tym co się czuje, to jest moim zdaniem sedno tego wątku. I dlatego właśnie pytanie o lekarza jest takie ważne, bo jak masz przewlekłą ranę w gardle, to nie wiesz czy to fizyczna odpowiedź ciała na tę rozbieżność, czy coś zupełnie niezależnego. Jedno drugiego nie wyklucza, ale kolejność ma znaczenie.
Właśnie, chciałam dopytać Alaminę, bo to brzmi jakbyś już wiedziała że pójdziesz do laryngologa. To kiedy to ma być? Bo mam wrażenie że ten wątek trochę krąży wokół metod energetycznych, a to konkretne pytanie z tytułu trochę wisi w powietrzu.
Mam umówioną wizytę, za jakieś dwa tygodnie. Trochę długo, ale taki był pierwszy wolny termin. Ta rana właściwie nie boli mocno, bardziej jest taka obecna cały czas, wie o sobie. Ale tak, pójdę. Pytałam tu raczej o to, czy w międzyczasie praca energetyczna ma sens, czy lepiej zaczekać.
W międzyczasie praca energetyczna nie zaszkodzi, ale jedno zastrzeżenie, unikałabym intensywnych technik aktywizujących akurat tę czakrę jeśli masz fizyczną dolegliwość w tym miejscu. Delikatna medytacja, obserwacja, może kolor niebieski, tak. Ale silne bija mantry codziennie na głos przy podrażnionym gardle to bym odpuściła do czasu aż lekarz coś powie.
To jest podejście które gdzieś czytałam, że w pracy z czakrami zasada jest podobna jak w masażu, że aktywne techniki odpuszczasz gdy jest ostry stan zapalny. Nie dlatego że zaszkodzą, ale żeby nie pomylić sygnałów. Ciało i tak będzie wysyłać komunikaty, nie trzeba mu dodawać dodatkowych bodźców.
