Dobrze, przyjmuję. Zaczynam od dołu. Drewniane wahadełko, park, kalibracja na neutralnych pytaniach. I obserwuję. Trochę mnie ten wątek zmęczył, ale w dobrym sensie, czuję, że mam teraz więcej niż tylko 'kup kamień'.
Tadek, to co napisałeś na końcu jest według mnie ważniejsze niż cały plan - 'czuję, że mam więcej niż tylko kup kamień'. Właśnie o to chodzi w tej pracy, żebyś rozumiał, co robisz i dlaczego, a nie działał mechanicznie.
Mam pytanie, które mi się kręci w głowie od kilku postów. Tadek mówi, że zaczyna od kalibracji na neutralnych pytaniach. Ale co to znaczy neutralne? Jak wybrać pytanie, które naprawdę nie angażuje emocjonalnie? Bo dla kogoś z chronicznym lękiem chyba prawie wszystko jest jakoś zabarwione.
A imię faktycznie brzmi śmiesznie prosto, ale rozumiem, o co chodzi. Mam jedno pytanie praktyczne - czy kalibrację robię tylko raz, na początku każdej sesji, czy trzeba ją powtarzać w trakcie?
zawsze na początku sesji, bez wyjątku. A jeśli w trakcie sesji poczujesz, że coś cię wytrąciło, jakieś silne uczucie, rozproszenie, to wróć do kalibracji. Nie kontynuuj pytania o czakrę, jeśli straciłeś punkt odniesienia.
Właśnie chciałam zapytać Tadka o coś innego. Mówiłeś o drewnianym wahadełku. Czy ktoś ci polecił konkretnie drewno, czy wybrałeś tak intuicyjnie? Bo pamiętam, że na początku wątku było pytanie o rodzaj wahadła.
Nie do końca mit. Metale i kryształy są bardziej podatne na mikrodrgania termiczne z dłoni, szczególnie u osób, które mają tendencję do silnego trzymania. Drewno rzeczywiście jest w tym sensie 'spokojniejsze'. Ale żeby być precyzyjnym - to nie zmienia wyniku diagnostyki, zmienia tylko czytelność ruchu na początku, kiedy uczysz się trzymać.
Dobra, to jasne co do wahadła. Ale wróćmy do sedna, bo mam wrażenie, że trochę odpłynęliśmy. Tadek ma Muladharę w złym stanie i pracy z tym będzie trochę. Czy wahadełko wystarczy jako jedyna metoda diagnostyczna, czy jednak powinien coś do tego dołożyć?
Wahadełko to tylko jeden kanał. U mnie zawsze najlepiej sprawdzało się połączenie z obserwacją ciała w ciągu dnia. Wahadełko daje snapshot, a ciało daje ciągłość.
A propos dziennika, to pytanie do Kornelki albo Nasturcji. Jak często warto sprawdzać wahadełkiem? Codziennie, co kilka dni? Bo wyobrażam sobie, że codzienne sprawdzanie może samo w sobie nakręcać lęk, szczególnie przy Muladharze.
To brzmi bardzo mądrze, bo sama miałam kiedyś fazę, że sprawdzałam każdego ranka i zamiast mnie to uspokajać, to zaczęłam się bać każdego ranka, jaki będzie wynik. Skończyło się tym, że odłożyłam wahadełko na kilka tygodni. Może Tadek powinien od razu ustalić sobie jakiś rytm, żeby nie wpaść w to samo.
Raz w tygodniu brzmi dla mnie rozsądnie. I chyba faktycznie poczułbym dużą presję, gdybym robił to codziennie, bo mam taką tendencję do analizowania i z każdego pomiaru robiłbym teorię. Powiem wam, że ten wątek otworzył mi oczy na jedną rzecz, że mój styl myślenia, to ciągłe analizowanie i kontrolowanie, też jest symptomem, prawda? To nie jest przypadkowe.
To nie jest przypadkowe, Tadek. Nadmierna analiza jako próba kontrolowania lęku to klasyczna odpowiedź Muladhary na poczucie zagrożenia. Jeśli nie czujesz się bezpiecznie, to umysł szuka porządku w danych. To biologicznie sensowne, ale energetycznie utrzymuje blokadę, bo nigdy nie masz 'dość' informacji, żeby poczuć się spokojnie.
Tadek, jak to opisałeś, to od razu pomyślałem o sobie z jakieś cztery lata temu. U mnie też zaczęło się od 'chcę wiedzieć więcej, żeby się uspokoić', a w pewnym momencie zauważyłem, że wiedza nie uspokaja, tylko daje mi nowe rzeczy do martwienia się. Przy Muladharze praca intelektualna ma swoje granice i w końcu trzeba wejść w ciało.
I na tym końcu wraca temat uziemienia, który Rozalinka poruszyła wcześniej. Przy Muladharze to nie jest metafora, to fizyczne czynności. Park, ziemia, kamienie pod stopami, woda na nadgarstkach. Zanim Tadek dotrze do wahadełka, to może warto żeby przez najbliższy tydzień po prostu chodził i obserwował, jak reaguje ciało na kontakt z podłożem.
Dobra, to może na najbliższy tydzień mam plan. Uziemienie codziennie, wahadełko dopiero po tygodniu, żeby mieć jakiś punkt odniesienia. Ale mam pytanie do Zielarza - czy chodzenie boso po trawie ma sens zimą? Bo teraz nie jest sezon, żeby to robić bez ryzyka przeziębienia.
Zimą można zamiennie. Bose stopy na kamiennej posadzce, kontakt z ziemią przez dłonie, trzymanie kamieni bezpośrednio w rękach. Nie musisz wychodzić na mróz, żeby ciało dostało sygnał uziemienia. Ale pytanie do ciebie, Tadku - czy masz w domu jakieś kamienie, czy zaczynasz zupełnie od zera?
Zupełnie od zera jeśli chodzi o kamienie. Właściwie to przez cały ten wątek skupiłem się na wahadełku i gdzieś mi umknął temat kamieni do Muladhary. Co w ogóle pasuje do korzenia?
Przy Muladharze klasycznie mówi się o obsydianie, czerwonym jaspisie i czarnym turmalinie. Ale żebym nie robiła tutaj wykładu, bo to długi temat, mam pytanie do Rozalinki, bo wiem że się kamieniami zajmuje. Rozalinka, co byś powiedziała komuś, kto kupuje pierwszy kamień do korzenia, żeby na to patrzył?
Szczerze? Żeby nie kupował przez internet na początku. Kamień do Muladhary powinien po prostu dobrze leżeć w dłoni i być ciężki, dosłownie ciężki fizycznie. Korzeń lubi masę i gęstość. Jak masz możliwość, to wejdź do sklepu i potrzymaj kilka, zobaczysz, który nie chce ci wyjść z ręki.
Dobra, kamienie to świetna sprawa, ale chcę wrócić do sedna, bo mam wrażenie, że Tadek ma teraz plan na uziemienie, ale ciągle nie padła konkretna odpowiedź na pytanie z tytułu wątku. Skąd ten lęk o finanse właściwie się bierze energetycznie? Czy to jest zawsze kwestia Muladhary, czy może coś jeszcze?
Jak tak pytasz, to chyba był od zawsze, tylko z różnym natężeniem. W dzieciństwie też były okresy niepewności finansowej w domu. To może mieć jakieś znaczenie?
Ogromne znaczenie. Muladhara kształtuje się bardzo wcześnie, wzorce z dzieciństwa dosłownie się w niej osiadają. Ja miałem podobnie i długo myślałem, że to mój charakter, że po prostu jestem 'martwiącym się typem'. A potem okazało się, że to nie charakter, tylko wzorzec energetyczny. Choć to jedno nie wyklucza drugiego.
Dobrze powiedziane i ważne, żeby to wybrzmiało. Szczególnie przy wzorcach z dzieciństwa, bo tam często jest tyle materiału, że sama praca z kamieniami czy wahadełkiem dosięga tylko powierzchni. Tadku, mówisz o wzorcach z domu, czy to jest coś, co kiedyś przepracowywałeś, czy raczej zostawiałeś z boku?
Zostawiałem z boku. Szczerze mówiąc, ten wątek i ta rozmowa bardziej mnie do tego zbliżają niż cokolwiek wcześniej. Nie spodziewałem się, że pytanie o wahadełko zaprowadzi mnie do dzieciństwa.
To się zdarza przy Muladharze regularnie. Ludzie przychodzą z pytaniem technicznym, a docierają do czegoś głębszego. Nie przypadkowo ta czakra jest na samym dole, trzyma wszystko co zaległo najwcześniej. Tadku, to może być dobry moment, żeby rozważyć sesję z bioenergoterapeuta, nie zamiast tego co robisz, ale jako uzupełnienie.
A propos bioenergoterapeuty, mam pytanie do Nasturcji, bo miałam z tym kiedyś dylemat. Po czym poznać, że ktoś kto się tak nazywa faktycznie wie co robi? Bo rynek jest różny i nie chciałabym żeby Tadek trafił na kogoś przypadkowego.
