Okay, nie chcę przerywać, bo to jest ważne, ale mam wrażenie, że ten wątek zaczął się od pytania o wahadełko, potem poszliśmy w filozofię, teraz jesteśmy w analizie snów. Tadek, czy czujesz, że ta rozmowa ci pomaga, czy jesteś już trochę przytłoczony?
Wracajmy więc. Tadek, skoro zdecydujesz się na wahadełko, to moja sugestia jest taka: zanim zaczniesz nim badać czakry, poświęć dwa, trzy tygodnie tylko na kalibrację. Codziennie rano pytaj je o rzeczy, które znasz odpowiedź. 'Czy mam na imię Tadek?' Obserwuj, jaki ruch odpowiada tak, jaki nie. To nie jest szybkie, ale bez tego diagnostyka czakr nie ma podstaw.
Podrzucę tu jeszcze jeden kąt, bo przy runach mam podobne doświadczenie z 'szumem'. Kiedy mam bardzo aktywny lęk, wszystkie narzędzia diagnostyczne mi się rozjeżdżają, runy też. Dopiero po uziemieniu cokolwiek ma sens. Tadek, czy próbowałeś chodzenia boso po trawie albo ziemi? Przy Muladharze to jest może najprostszy reset, bez kupowania czegokolwiek.
Dominik ma rację z tym uziemieniem. Turmalin czarny właśnie dlatego jest klasyczny przy korzeniu, że wspiera to samo, co ziemia. Ale jeśli nie masz kamienia, ziemia jest darmowa. Tadku, mieszkasz w mieście czy masz dostęp do parku, lasu?
To co napisałaś, Rozalinka, o słuchawkach, jakoś mnie trafiło. Chodzę tam i jestem głową w muzyce albo podcastach, nigdy po prostu nie stoję na trawie. Może to jest właśnie ten problem, że niby jestem na zewnątrz, ale w środku nadal siedzę za biurkiem.
Dokładnie to miałem na myśli. Uziemienie z słuchawkami to trochę jak kąpiel w płaszczu. Forma jest, treści brak. Próbowałeś kiedyś stać nieruchomo przez kilka minut, po prostu czując stopami, co jest pod spodem?
Nie, brzmi dziwnie, szczerze. Ale dziwnie w sensie, że nie wiem, co bym wtedy miał czuć ani na czym skupić uwagę. Czy to ma być medytacja, czy coś innego?
To nie musi być medytacja. Bardziej chodzi o obecność fizyczną niż o stan mentalny. Możesz mieć głowę pełną myśli, ale stopy w trawie. Z czasem to się reguluje. Ja na początku stałam i myślałam o zakupach, a mimo to po jakimś czasie coś się w tym dolnym obszarze rozluźniało.
Warto dorzucić, że przy Muladharze to właśnie ciało jest wejściem, nie umysł. Dlatego wszystkie próby rozwiązania tego lęku przez analizę mają swoje granice. Możesz zrozumieć, skąd pochodzi, i nadal go czuć, bo on jest zakorzeniony niżej niż myśl.
Plejadka, ale Tadek sam chyba może ocenić, czy mu to pomaga? W poprzednich postach mówił, że rozmowa mu daje coś, czego nie dawały proste rady o kamieniu. To chyba jakiś sygnał, że jest gotowy na coś głębszego.
Dobra, ale wróćmy na chwilę do wahadełka, bo to było pierwotne pytanie. Tadek, skoro jesteś bliżej decyzji o tym parku, to może równolegle: jakie wahadełko rozważałeś? Z czego zrobione, czy masz już jakieś w ręku?
Materiał podobno ma znaczenie, bo różne substancje mają różną 'wrażliwość' na pole energetyczne. Ale z tego co czytałam, dla zaczynającego ważniejsze jest, żeby wahadełko dobrze leżało w dłoni i żebyś czuł do niego jakieś ciągnienie. Czy patrząc na te, które widziałeś, jakieś przyciągało bardziej?
To nie jest głupi powód, to jest odpowiedź ciała. Jeśli kryształowe wywołują w tobie 'teatralność', to praca z nimi będzie podświadomie sabotowana przez ten osąd. Drewniane przy korzeniu mają zresztą swoją logikę, bo drewno to materiał ziemny.
Przy pracy z Muladharą drewno jest naprawdę dobre. Ja mam drewniane, hebanowe, i czuję je inaczej niż kryształ. Trudno mi to opisać, ale jest jakby cięższa odpowiedź, bardziej jednoznaczna. Choć to może być moje.
Tadek, jedno praktyczne pytanie: kiedy wyobrażasz sobie, że trzymasz to drewniane wahadełko i zadajesz mu pytanie o finanse, co czujesz w brzuchu? Spokój, napięcie, coś innego? Pytam, bo ta reakcja ciała przed sesją jest już diagnostyczna.
To jest bardzo ważna informacja. Oznacza, że wchodząc w sesję z wahadełkiem masz już aktywny lęk, który będzie zabarwiał ruch. Dlatego Kornelka miała rację z tą kalibracją neutralnymi pytaniami. Zanim zapytasz o finanse, musisz znaleźć w ciele ten stan, kiedy nie oczekujesz złej odpowiedzi.
Dobra, to rozumiem teorię z kalibracją, ale jak mam znaleźć ten neutralny stan, skoro przy każdym myśleniu o finansach od razu odpalam lęk? Jak w ogóle oddzielić te dwie rzeczy w ciele?
właśnie dlatego kalibracja zaczyna się od pytań absolutnie niezwiązanych z lękiem. Nie 'czy będę miał pieniądze', tylko 'czy mam na imię Tadek'. Dosłownie. Ciało wie, jak reaguje na pewność. Potem dopiero próbujesz przejść poziom wyżej.
I to jest kluczowe, bo wahadełko nie mierzy odpowiedzi, ono mierzy stan układu nerwowego w momencie pytania. Jeśli wchodzisz już naładowany, to wahadełko pokaże ten ładunek, nie 'prawdę' o finansach. Dlatego tak ważne, żebyś najpierw wiedział, jak twoje 'tak' wygląda fizycznie.
Zielarz ma rację. Przy korzeniu granica między 'to jest somatyczne' a 'to jest energetyczne' jest praktycznie umowna. Muladhara to czakra, która zarządza tym, co ciało trzyma jako bazowe bezpieczeństwo. Chroniczny lęk finansowy zostawia ślad właśnie tam, na poziomie fizycznym.
Zastanawiam się, czy w przypadku Tadka ten lęk jest naprawdę w Muladharze, bo czytam wstecz i widzę, że on wspominał też o trudnościach z wyrażaniem tego, czego chce zawodowo. Czy to nie zahacza o Vishuddhe?
To jest bardzo charakterystyczny wzorzec. Muladhara mówi 'nie jestem bezpieczny', a Vishuddha zamyka usta, żeby nie ujawniać potrzeb, które i tak nie zostaną zaspokojone. Obie blokady się nakręcają. Pytanie do Tadka, czy ten ścisk w gardle, który opisujesz, jest dosłowny, fizyczny?
To 'po prostu stres' i blokada Vishuddhy są opisem tej samej rzeczy, tylko z różnych języków. Fizjologicznie stres zwęża gardło, napina mięśnie szyi. Energetycznie to samo zjawisko jest opisywane jako zastój w piątej czakrze. Żaden z tych opisów nie jest bardziej prawdziwy od drugiego.
Dobra, ale co Tadek ma z tym teraz zrobić? Mamy Muladharę, mamy Vishuddhe, mamy wahadełko, które ma dopiero kupić. Czy nie warto wyznaczyć jakiś konkretny następny krok, zamiast dalej rozszerzać mapę?
A jeśli mamy dwie zablokowane czakry jednocześnie, to od której zaczynam pracę? Pytam, bo miałam podobną sytuację i nie wiedziałam, czy zacząć od dołu, czy od tej, która daje bardziej uciążliwe objawy.
Mnie uczono, że najpierw uziemienie, zawsze. Nieważne, co się dzieje wyżej. Jak nie ma korzenia, to wszystko drga.
Tygrysica, to nie musi być tak sekwencyjne. Można pracować z korzeniem, obserwując, co się zmienia wyżej. Ciało nie jest listą kroków do odhaczenia. Czasem odblokowanie jednego miejsca samo pociąga za sobą ruch w innym.
