ojej no, hej mam pytanie bo troche mnie to nurtuje od jakiegos czasu. praktykuje bidżamantry do czakr i zauwazylem ze po dluzszej sejsi - mowie o jakies 45 minutach czy nawet godzinie - gloss mi sie poprostu meczy, gardło boli, a co gorsza mam wrarzenie ze ta mantra przestaje "dzialac", jakby taka pustka energetyczna pod koniec... czy to w ogole mozliwe że za dlugo to robi negatywnie wplywa na sama Vishuddhe? bo wydawalo mi sie ze im dluzej tym lepiej ale teraz nie wie. ktos mial podobnie?
O, to ciekawy temat bo sama sie nad tym zastanawialam. pamietam jak pare lat temu robilam intensywny kurs u jednej pani od jogi i tam wlasnie uczyly nas ze z mantrami nie chodzi o dlugosc tylko o jakosc koncentracji. prowadzaca mowila wprost - 10 minut z pełna uwaga to wiecej niz godzina bełkotania na autopilocie. Ale to nie odpowiada bezposrednio na twoje pytanie o zmeczenie glosu bo to moze byc tez kwestia techniki oddychania przy wymawianiu. jak ty to robisz? Szeptem, pelnym glosem, w myslach?
Zmeczenie glosu po 45 minutach bidzamantr to hyba dość oczywiste zjawisko fizyczne,nie?! Struny głosowe sa tkanka jak każda inna. Pytanie kture mnie bardziej interesuje - czy to zmeczenie faktycznie koreluje z jakims odczuwalnym "przestawieniem" w czakrze gardla czy tylko boli i tyle. Bo to sa dwiie rózne rzeczy i troche miesza sie tu sutek z przyczyn.
To co opisujesz - ta granica okolo 20-25 minut - jest akurat dosyc typowa. Nie tylko przy mantrach. U mnie tak samo przy wizualizacjach, w pewnym momencie umysł po prostu przechodzi w inny tryb i tracisz tę pierwotna czujnosc. pytanie czy ma sens ciagnac dalej po przekroczeniu tej granicy. Mnie sie wydaje ze nie, ale słyszałam tez oinie ze wlasnie to "przebicie sie przez opor" po tej granicy ma swoja wartość. Sama nie jestem przekonana.
Wchodzę bo temat mi sie trafił w odpowiednim momencie, bo ostatnio sama zaczęłam z mantrami i mam podobne obserwacje. Ale mam głupie pytanie - czy w ogóle bidżamantry trzeba mówić na głos? Bo gdzieś czytałam że myślowe powtarzanie ma inny efekt niż głosowe i nie wiem czy to prawda czy mit. Jak ktoś wie to prosze o odpowiedź bo nikt mi dotychczas nie umiał sensownie wyjaśnić
hmm, mam mieszane uczucia co do całej tej dyskusji. Z jeddnej strony rozumiem ze zmeczenie glosu to realne zjawisko i krotsze sesje mogą miec sens czysto mechanicznie. Z drugiej - ta cala interpretacja "pustki energetycznej" po godzinie brzmi dla mnie jak racjonalizacja zwyklego zmeczeina. Moglby ktos wytlumaczyc na czym konkretnie polega różnica miedzy "pustka energetyczna" a poprostu - zmęczeniem?
No wlasnie to jest sedno problemu w tej dyskusji. Wrzucamy do jednego worka dwa różne pytania: pierwsze - czy krótsze sesje bidzamantr sa efektywniejsze pod kątem praktyki energetycznej i drugie - jak chronic głos przy regularnej praktyce... To są rozne zagadnienia i moga miec rozne odpowiediz
oej dobry punkt ale dla mnie te dwa pytania sa powiązane wlasnie przez to co opisalem - jak głos sie meczy to i skupienie spada i ta "wibracyjna" jakosc mantry tez leci na łeb. więc morze jednak są sprzężone? hyba że faktycznie da sie to rozdzielić i przejsc na mentalne po wyczerpaniu głosu
Mam wrażenie ze warto by tu odróżnic kilka rzeczy. bidżamantry do czakr gardła - HAM przede wszystkim - maja sens wymawiane głośno bo chodzi o fizyczny rezonans w obszarze gardla i krtani. natomaist LAM do Muladhary czy VAM do Swadhisthany - tam głośność jest drugorzedna. więc strategia mogłaby byc prosta: dla Vishuddhi - krótkie sesje głosowe z prawdziwą uważnością, dla pozostałych czakr - mentalne albo szeptem i dłużej. Ale to moje podejście, nie twierdzę ze jedyne słuszne
Ojej, bardzo dziękuję za ten wątek bo właśnie zaczynam z mantrami i bałam sie zapytać!! mam pytanie - jak długo według was powinna trwać jedna "dobra" sesja dla poczatkujacej? bo czytałam że 108 powtórzeń to jakas norma ale nie wiem ile to czasu zajmuje i czy dla każdej czakry osobno tyle samo?
108 powtórzeń to taki tradycyjny przelicznik z użyciem mala (różaniec 108 koralikow) i zajmuje różnie - zalezenie od tempa, przy spokojnym tempie może to byc 15-20 minut. Ale serio, na poczatku nie liczyłabym powtórzeń tylko czas i samopoczucie. Lepiej zrobic 20 powtórzeń z pełna uwaga niż 108 na autopilocie. Tak przynajmiej mnie uczono i wydaje mi sie że to ma sens
przepraszam ze sie wtrącam ale nie rozumiem - jak to sprawdzic ze sesja "działa"? tzn. po czym poznac ze czakra sie odblokowała przez mantre bo czytam ten watek i wszyscy mowia o odczuwaniu wibracji i energii ale ja jeszcze nic takiego nie czuje i nie wiem czy to normalne na poczatku
wracajac do glownego tematu - ktos probował robic kilka krotkich sesji w ciagu dnia zamiast jednej dlugiej? tzn np 3x po 10 minut zamiast 30 minut bez przerwy? zastanawiam sie czy to w ogole ma sens bo niewiem jak energia "sumuje sie" w takm modelu albo czy sie sumuje w ogole
to szczere przyznanie sie ze nie wiesz jest wlasnie ważne 🙂 Mam wrażenie ze wielu ludzi na forach ezorycznych za bardzo pewnie odpowiada na pytania na ktore nikt tak naprawde pewnej odpowiedzi nie ma. Moje doswiadczenie - kilka krotkich sesji daje mi lepszy efekt niz jedna długga, ale nie mam pojęcia dlaczego i nie chce udawac ze mam. Może to po prostu kwestia utrzymania uwagi jak mówisz
Dobra ale wracajac do tytułu wątku - zmeczenie głosowe. Praktycznie rzecz biorac: czy ktos tu ma jakis sprawdzony sposób na pielegnacje glosu przy regularnej praktyce mntr?! Bo to hyba dość prozaiczne ale ważne pytanie. Imbir miod,parowanie cwiczenia ODDECHOWE - co działa a co to tylko szum?
no to odpowiadajac na pytanie Oracle57 o pielegnacje głosu - ja pije ciepla wode z miodem i imbirem przed i po sesji i naprawde robi roznice. Poza tym nie zaczyna od razu pelna moca, rozgrzewam sie chwile cichym szeptem zanim przejde do pelnego głosu... Ale tez zauwazyłam ze klimatyzacja w pokoju to zabojca dla gardla przy mantrach, odkad ja wylaczam jest duzo lepiej.
Woda z miodem i imbirrem to klasyczna logopedyczna rad,a to ma sens. ale czy ktos tu wogóle rozwaza ze morze po prostu zle oddycha pryz mantrach? bo wiekszosc problemow z głosem przy dlugich sesjach wynika z odddychania przeponą a nie klatką. to sie da nauczyć i mocno zmienai komfort.
ehhh, właśnie, oddech to wedlug mnie klucz do calej tej dyskusji o zmeczeniu. Ja kiedyś trafiłem na material o pranajamie jako przygotowaniu do mantr i od kiedy robie 5-10 minut nadisodhana przed sesja to głos wytrzymuje znacznie dluzej i ta koncentracja tez jest lepsza przez caly czas. Morze to jest ten brakujacy element o którym gadacie?
dobra pranaajma przed mantrami to ciekawy trop. Ale wracajac do sedna - czy ktos faktycznie porównał efekty energetyczne krótkiej i dlugiej sesji, nie tylko komfort fizyczny? Bo gadamy duzo o glosie i oddecchu a pytanie w tytule jest jednag o efektywnosc prakyki. Mam wrarzenie ze troche uciekamy.
racja, wracajmy do meritum. Moje doswiadczenie z HAM konkretnie - długa ciągła sesja 40+ minut dawała mi wyraźniejszy fizyczny rezonans w okolicacch Vishuddhy, ale krótsze sesje 3x w ciagu dnia zostawiały mi jakby bardziej... trwałe efekty w zachowaniu. Trudno to zmierzyć, ale np. łatwiej mi sie było wyrażać przez cały dzień po tych podzielonych sesjach niż po jednej długiej. Różnica jest subtelna ale powtarzalna u mnie.
trosze z boku przegladam ten watek i mam pytanie bo jestem ciekaw - ta "trwałość efektów" o ktorej pisze Mistique94 jak to w ogole oceniacie? po czym konkretnie poznajesz ze mantry coś zrobily przez dzien? bo dla mnie to brzmi dość subiektywnie i ciekawi mnie jak to mierzycie.
Siedzę w tym wątku od początku i zastanawiam sie - czy mantry mają sens jeśli nie wierzy sie w ich działanie? bo moje koleżanka mówi że musisz w to wierzyć żeby działało, ale z drugiej strony słyszałam że wibracja dźwięku działa niezależnie od wiary. Ktśo wie jak to jest? 🙂
to jest stare pytaanie i nie ma jedej odpowiedzi, rozne szkoły różnie na to patrzą. ^^ Jedni mowia że intencja i wiara są kluczowe, inni - zwlaszcza ci z bardziej technicznych tradycji tantrycznych - twierdzą że bijakszara czyli dźwiękowa substancja mantry działa sama przez sie jak sposób fizyzne, wiara lub nie. Osobiscie myślę że wiara poprostu nie przeszkadza sceptycyzmowi - mozesz nie wierzyć i i tak sprawdzic. ale bez jakiejś koncentracji to trudno ocenić co się dzieje.
wibracja dźwięku działa fizycznie niezależnie od wiary - to jest fat dźwięk to fala mechaniczna. ale to czy ta fizyczna wibracja przekłada się na "odblokowanie czakr" to juz zupełnie inne pytanie i tu wiara ani jej brak nic nie zmienia w sensie ontologicznym. zeby cos sprawdzic tzreba by wiedziec co sie sprawdza. Ale nie chcę znowu psuć atmosfery, pytanie Talizmanki jest uczciwe.
a wracając do wątku z oddechem - Cezary wspomniał o pranajamie jako przygotowaniu i mi to daje do myślenia, bo ja nigdy nie robiłam żadnego przygotowania przed mantrami, siadałam i zaczynałam. Zastanawiam sie teraz czy to może być właśnie ten brakujący element u mnie, bo ta "jakość" sesji bywa u mnie bardzo różna i nie rozumiałam dlaczego. Czy poza pranajamą ktoś robi coś jeszcze jako rozgrzewkę przed mantrami??
ojej, ta wokaliza przed mantrami to swietny pomysł! dziękuje Chwalislawa! ja sie boję że będę brzmiała głupio 🙂 ale może spróbuje w domu kiedy nikt nie słyszy. Mam jeszcze pytanie - czy pora dnia ma znaczenie dla bidżamantr? czytałam ze rano jest lepsza pora ale wieczorami mi wychodzi więcej czasu i nie wiem czy to psuje efekty.
pora dnia - tak, tradycyjnie mówi sie o BARHMA muhurta czyli czasie przed wschodem słońca jako najlepszym,i ale to jest ideał a nie obowiązek. 🙂 W praktyce regularnosc bije pore... Lepieej codziennie wieczorem niz sporadycznie o swicie. A co do glosu wieczorem - jedni mowia że glos jest bardziej rozgrzany po całym dniu mowienia, inin że zmeczony. To chyba kwestia indywidualna.
