Gabryś, ja myślę że to jest sedno sprawy. Afirmacja która żyje tylko w czasie 'sesji' a potem znika - to trochę jak podlewanie rośliny raz w tygodniu i zastanawianie się czemu więdnie. Ale może ktoś bardziej obeznany powie czy mam rację, bo sama jestem na początku tej drogi z Vishuddhą.
Czosnaczek ma racje. Ja nie robiłem żadnych specjalnych sesjii tylko po prostu zacząłem mówić to co myślę przy ludziach. Bez owijania w bawełne. To jest afirmacja dla czakry gardła - działanie, a nie słowa. I wyniki mam jakie mam. Może ktoś mi powie że źle, ale działa.
To jest ciekawe rozróżnienie które wychodzi z tej dyskusji. Zbych62 mówi o działaniu jako terapii, Gabryś o szukaniu właściwych słów jako pracy z energią. Mam wrażenie że to dwie różne ścieżki do tego samego miejsca. Prowadzę notatki z tego wątku i widzę że prawie każdy tu miał inny punkt wejścia - czy ktoś wie czy są tradycje które te dwie ścieżki opisują razem, jako komplementarne?
Słucham tej rozmowy i mam pytanie może trochę z boku - Aurelek71, wspomniałeś Kriję i Jnanę. Nie mam pojęcia o jodze praktycznie nic. Czy to znaczy że praca z czakrami jest właściwie częścią jakiegoś konkretnego systemu filozoficznego i nie można jej wyrwać z kontekstu, czy można stosować te techniki 'luzem' bez tej wiedzy?
Wracam do tego co Agatowa napisała o niezałatwionych sprawach i lewej stronie. Jest coś takiego tak. Nie odpisałem na wiadomość od kogoś bliskiego od dłuższego czasu i odkładam to. Czy to ma związek z tym napięciem które czuję? Czy to zbyt dosłowne powiązanie?
Chyba właśnie o to chodzi. I to jest trochę dziwne uświadomienie - że blokada gardła może mieć tak konkretne, przyziemne źródło. Myślałem że to jest coś bardziej... energetycznego? A tu wychodzi że po prostu unikam rozmowy z prawdziwym człowiekiem.
To nie musi być w jednej kolejności. Afirmacja może być przygotowaniem - czymś co zmienia wewnętrzne nastawienie przed działaniem. Ale jest warunek. Czy ty po powiedzeniu afirmacji czujesz jakąś zmianę w ciele, w gardle, w klatce? Czy po prostu czujesz że powiedziałeś słowa?
To pytanie które Agatowa zadała Gabrusiowi mnie też dotyczy, bo ja przez długi czas odpowiadałam sobie na to uczciwie: czułam słowa. Nie zmianę. I wtedy zaczęłam szukać innych afirmacji, dłuższych, mocniejszych - i dopiero po jakimś czasie dotarło do mnie że problem nie był w treści. Gabryś, mam pytanie - czy ty w ogóle lubisz słowa których używasz w tych afirmacjach? Bo u mnie był moment że powtarzałam zdanie które mi nie pasowało i to było widać.
Słucham was i mam takie naiwne może pytanie - skąd w ogóle wiecie które słowa 'pasują' a które nie? Czy to kwestia odczucia w gardle, czy czegoś innego? Serio pytam, bo nigdy nie pracowałam z afirmacjami i nie rozumiem tego mechanizmu.
Wracając do Gabrysia i jego pytania o kolejność - u mnie było tak że afirmacja i działanie szły równolegle, nie jedno po drugim. Zaczęłam mówić jedną afirmację rano i jednocześnie dawałam sobie małe zadania w ciągu dnia, żeby powiedzieć coś szczerze w normalnej rozmowie. Nie wielkie deklaracje, dosłownie jedno zdanie dziennie. I nie wiem co bardziej działało, ale razem coś przestawiło. Gabryś, próbowałeś kiedyś połączyć jedno z drugim, czy zawsze to były osobne sesje?
