No i właśnie to mnie zawze troche hamuje jak chcę spróbować - że nie wiem czy to co czuję jest "prawdziwe" czy nie. Ale wracając do tematu wątku, bo trochę odpłynęliśmy - czy ktoś wie czy przy bielactwie te odczucia przy skórze mogą być z założenia inne? Tzn. czy melatonina albo jej brak zmienia cokolwiek w tym co czujemy dotykiem? Bo może to jest klucz do tego dlaczego Helenka mówiła że u tej klientki coś było inaczej w tych miejscach.
Basieńko, melatonina to hormon a nie melatonina w skórze - to jest melanina, pigment. To ważna różnica. Melanina nie ma udokumentowanych właściwości energetycznych, ale w niektórych tradycjach mówi sie że pigmentacja skóry jest powiązana z pranayaną, czyli przepływem prany. To jest spekulacja a nie żaden ustalony fakt, ale rozumiem skąd takie myślenie się bierze. fizycznie skóra bez melaniny jest bardziej wrażliwa na promieniowanie UV i może mieć troche inne unerwienie, ale to już pytanie do dermatologa a nie do nas.
Ej Klimek, to jest dobra uwaga z tą melanina/melatonina bo ja też się myliłam w głowie! Ale skoro skóra moze mieć inne unerwienie to może i czucie jest inne i stąd ta różnica którą Helenka opisywała? Tzn. może to nie jest w ogóle energetyczne tylko po prostu inna wrażliwość nerwowa tych miejsc i dlatego klientka inaczej to odczuwała? O matko to by dużo tłumaczyło albo nic nie tłumaczyło w zależności jak na to patrzysz haha
no dobra, ale właśnie to mnie interesuje najbardziej! Czy ta klientka sama zgłaszała że coś czuje w tych miejscach jeszcze zanim ty tam dotarłaś, czy dopiero jak ty zaczęłaś tam pracować to ona zaczęła to czuć? Bo to by dużo mówiło o tym czy to autosugestia czy nie - bo jeśli ona czuła coś sama z siebie przed sesją to to jest bardziej przekonujące.
To jest jednak ciekawe ze ona sama to czuła bo to trochę odpowiada na pytanie z tytułu wątku nieprawdaz? Że te miejsca są jakos "inne" energetycznie, nawet jeśli nie wiemy dlaczego. Mam glupie pytanie - czy aromaterpia mogłaby pomagać właśne przy takich miejscach? tzn. czy jakiś olejek nałożony na skórę w miejscu bielactwa mógłby jakoś "aktywować" to co tam jest?
eh, pustelka, przy olejkach na skórę w miejscach z bielactwem to bym była bardzo ostrożna. Nie dlatego że nie działa energetycznie, ale dlatego że ta skóra jest bardziej wrażliwa i może zareagować inaczej na substancje drażniące. Są olejki które absolutnie nie nadają się na skórę bez rozcieńczenia i przy bielactwie bym to traktowała z dodatkową ostrożnością. Energetycznie - może i tak, ale fizycznie najpierw sprawdź z dermatologiem czy możesz w ogole cokolwiek nakładać na te miejsca.
To jest bardzo praktyczna uwaga Ethereal i dobrze że ją dałaś bo faktycznie łatwo zapomnieć że olejki to nie są niewinne wodne i mogą podrażnić skórę. A wrażliwsza skóra to większe ryzyko. Mnie bardziej ciekawi inna droga - czy dyfuzor w pomieszczeniu podczas sesji miałby sens, tzn. zapach unosi sie w powietrzu i nie ma bezpośredniego kontaktu ze skórą?
ojjj, okej ale czy my dalej mówimy o bielactwie czy już tylko o aromaterapii przy czakrach ogólnie? Bo mam wrażenie że bielactwo stało się wstępem do całkiem innej rozmowy. Nie mówię że ta rozmowa jest bez sensu, bo jest ciekawa, ale trochę gubimy to co w tytule. Czy ktoś wie cokolwiek konkretnego o tym czy u osób z bielactwem czakry w ogóle działają inaczej? Bo to jest chyba sedno tematu. i nie pisz mi proszę, że nie rozumiem, bo rozumiem aż za dobrze.
Ja kiedyś czytałam coś o tym że zmiany pigmentacyjne mogą być powiązane z czakrą manipura albo z muladharą w zależnośći od lokalizacji na ciele, ale nie pamiętam gdzie to było i szczerze nie jestem pewna czy to bylo wiarygodne źródło czy jakiś blog bez sensu. Ktoś z was widział coś takiego w konkretnych ksiazkach?
Ale Klimek, to ciekawe co mówisz o skanowaniu bo ja sie zastanawiałam - czy pracownik energetyczny wogole powinien wiedzieć o bielactwie zanim zacznie sesję? Tzn. czy ta wiedza nie zmienia automatycznie tego co "wyczuje", bo będzie szukał czegoś innego w tych miejscach? Chyba że to by znaczyło że cały odczyt energetyczny jest podatny na sugestię z góry?
No dobra ale wracam do pytania Nadzi bo uważam że zostało trochę zawieszone w powietrzu - jak mamy do czynienia z klientką bez konkretnego "adresu czakrowego" dla bielactwa, to co pracownik robi praktycznie? Skanuje cały korpus od muladhary do sahasrary i liczy że coś wyskakuje? Czy jest jakaś kolejność którą się stosuje przy schorzeniach autoimmunologicznych bo bielactwo jest jednak autoimmunologiczne?
no wiecie, romcia, autoimmunologia to dobry trop. W tym kontekście wielu pracowników energetycznych patrzy przede wszystkim na anahata, bo układ immunologiczny jest często powiązywany właśnie z czakrą sercową, ale tez z manipurą jako centrum trawienia i "odróżniania swoich od obcych" na poziomie komórkowym. Widziałam takie podejście u kilku terapeutów których znam. Ale to nadal nie jest nic konkretnego, bardziej ogólne założenie startowe.
Ojej, to znaczy że bielactwo to może być problem czakry sercowej?? To ma sens bo bielactwo to hyba problem z tym że ciało atakuje samo siebie, prawda? Jak nienawiść do siebie w dosłownym sensie fizycznym. Albo nie? Może piszę głupoty ale ta analogia mnie uderzyła.
To co Helenka napisała to bardzo ważne, dziękuję, że to powiedziałaś. Bo ja też sie natknęłam na takie materialy - że każda choroba ma "emocjonalne źródło" i trochę mnie to niepokoiło. Tzn. rozumiem że może być jakiś związek ciało-umysł ale to chyba nie znaczy że każda osoba chora na coś autoimmunologicznego "sobie to zrobiła" emocjami? 🙁 Czy ktoś ma jakieś zdrowsze podejście do tego tematu?
Basieńko, zdrowsze podejście według mnie to przyjęcie że ciało-umysł-energia to są naczynia połączone ale bez zakładania kierunku przyczynowości. Nie "emocje wywołały chorobę", ale "choroba, emocje i energia współistnieją i wpływają na siebie". To zmienia całą pracę - zamiast szukać winowajcy szukasz równowagi. Różnica jest fundamentalna.
Okej ale to jeszcze nie odpowiada na pytanie o aromaterpaię przy sesji, bo troche gubimy ten watek. Rozumiem że nie na skórę bezpośrednio, ale Romcia pytała o dyfuzor w pokoju - czy ktoś stosuje konkretne zapachy przy pracy z bielactwem albo przy czakrach w ogóle kiedy jest jakaś zmiana skorna? bo mnie to bardzo interesuje i nie wiem od czego zacząc.
słuchajcie, pustelka, przy dyfuzorze to już jest bezpieczniejsza droga i tu jest wiecej możliwości. Ogólnie do pracy z czakrą sercową mówi się o różach, bergamotce, zielonej herbacie - cokolwiek co ma działanie otwierające i uspokajające jednocześnie. Przy manipurze bardziej cytrusy, imbir. Ale szczerze - nie znam badań ani nawet opisów przypadków które by to łączyły konkretnie z bielactwem. To jest moje ogólne podejście do pracy energetycznej.
A czy nie chodzi też o to żeby zapach pasował do OSOBY a nie do "diagnozy"? Bo jak ktoś czuje obrzydzenie do bergamotki to chyba nie pomoże nawet jeśli jest "właściwa" dla tej czakry? Albo może właśne to obrzydzenie to jest informacja energetyczna? Hm, to ciekawe, nie wiem co o tym myśle.
Dobra, to jakim cudem "odpycha mnie bergamotka" staje sie informacją diagnostyczną a nie po prostu tym że ktoś nie lubi bergamotki? Serio chcę to rozumieć, nie kpię. Bo to znowu jest ten sam problem co z wyczuwaniem energii - wszystko może być interpretowane jako znaczące i to mi troszke strzela w głowę.
Wladek, rozumiem skąd to pytanie, ale tu nie ma innej odpowiedzi niż: kontekst i konsekwencja. Jedna niechęć do zapachu nic nie znaczy. Wzorzec, ktury pojawia się w wielu sesjach, przy tym samym obszarze ciała, u tej samej osoby - to jest już coś o czym warto porozmawiac. Nie "diagnoza", ale temat do eksploracji. Nikt uczciwy nie powie ci że jeden zapach jednego dnia to pewnik 😉
Mam wrażenie że dyskusja poszła w bardzo ciekawe miejsce ale powoli odpływamy od tytułu wątku. Bielactwo i czakry - czy jeszce o tym mówimy? Bo teraz jesteśmy przy ogólnej aromaterapii i przy tym co jest "informacją diagnostyczną". Chętnie posłucham ale może ktoś mógłby połączyć to z powrotem ze specyfiką bielactwa? Tzn. czy jest coś INNEGO przy pracy z osobą z bielactwem niż z każdą inną?
To co Helenka napisała chyba jest najważniejszą rzeczą w tym wątku. :)) Że nie chodzi o "co zrobić z bielactwem energetycznie" ale o to że ta osoba przychodzi z całym doświadczeniem życia w ciele które jest cały czas widoczne dla innych. I to musi zmieniać całe podejście do sesji. Trochę mi to otworzyło oczy na temat który sama zaproponowałam, bo nie myślałam o tym w ten sposób kiedy pisałam ten wątek.
To co Basieńka napisała to jest tak ważne i wlasnie o to mi chodziło od początku jak zakładałam ten temat, no bo ta osoba PRZYCHODZI już z czymś, z całą historią, z tym wzrokiem innych na ulicy i na plaży i wszędzie - i to musi jakoś siedzieć w ciele, nie? Nie mówię że bielactwo pochodzi z emocji, bo Fiolkowa miała rację żeby to prostować, ale że ta historia emocjonalna jest tam obecna i pracownik musi o niej wiedzieć albo przynajmniej być na nią otwarty 🙁
No właśne o to mi chodzi i Klimek świetnie to ujął. Moja klientka od razu na początku powiedziała, że nie chce żebym komentowała wygląd jej skóry w ogole, ani pozytywnie ani negatywnie - i to mi bardzo pomogło bo wiedziałam od razu że to jest dla niej obszar czuły. Bez tej informacji mogłam powiedzieć coś z dobrego serca a zrobić krzywdę. I to jest właśnie ta różnica w pracy z osobami z bielactwem - ta zgoda i ustalenie zasad jest bardziej rozbudowane niż przy typowej sesji
okej, ale to co Helenka mówi to hyba powinno być standardem przy pracy z kazdym klientem, nie? to znaczy ustalenie co jest ok a co nie, jakie słowa, jakie dotykanie, jakie komentarze - to nie jest specyfika bielactwa, to jest po prostu dobra praktyka. albo nie?
wracam do tematu aromaterpaii bo mi zalezy na tym watku - Helenka, czy z ta swoja klientka uzywałas jakichs zapachow w ogole? i jak ona reagowla? bo juz wiemy ze nie bezposrednio na skore, ale w dyfuzorze albo podczas mediacji?
no właśnie i to mnie zastanawia - czy to że ona sama wybrała lawendę to nie jest tez informacja dla terapeuty. tzn. ona podświadomie wie czego potrzebuje, wie że potrzebuje bezpieczeństwa, i wybiera zapach ktory to jej daje. to jest chyba też rodzaj tej "językowej" komunikacji z ciałem o której tu pisałyśmy, tylko przez węch?
