Hazel, dokładnie tak to rozumiem, i to jest właśnie ta synergia z tytułu wątku - zapach i praca energetyczna razem, nie osobno. Zapach ustawia stan w ciele i w psychice, a potem praca energetyczna ma co z czym pracować. Nie jesteś wtedy przy zaciśniętym, napiętym człowieku który sie boi - jesteś przy kimś kto już trochę odpuścił. To musi zmieniać jakość całej sesji
hm, ale to znowu jest pytanie o kierunek przyczynowości. czy zapach "ustawia stan" czy po prostu sprawia ze klient ma placebo-efekt i sie odpręża, bo myśli że ma być relaks? i czy to jest różnica? szczerze niewiem jak to odróżnić
ludzie, właśnie sie zastanawiam czy przy bielactwie ten zapach wybrany przez samą osobę ma jeszcze jedną funkcję - taką bardziej osobistą. tzn. osoba z bielactwem ktora przez lata miała poczucie że jej ciało jest "inne", że wyróżnia się, że nie należy do siebie - wybór zapachu to może być taki gest "to jest moje, to wybrałam, to jest moje doświadczenie ciała". czy to jest zbyt poetyckie?
Basieńko, niekoniecznie zbyt poetyckie - to jest blisko tego co w pracy somatycznej nazywa się agencją, czyli poczuciem sprawczości w ciele. Ale uważaj żeby nie romantyzować - dla jednej osoby moze to być tak jak mówisz, a dla innej zapach to poprostu zapach ktory lubi. Nie każde działanie musi być głęboko symboliczne
ojej, a mi właśne przyszło do głowy coś innego - czy bielactwo na różnych częściach ciała może się jakoś wiązać z różnymi czakrami nie tylko przez lokalizację. bo plamy mogą być wszędzie, na rękach, na twarzy, na plecach - i co wtedy, to jest kwestia kilku czakr naraz? czy szukamy tej "głównej"? 🙂
kurde, dobra, słucham całej tej dyskusji i mam jedno pytanie do Helenki i Ethereal bo wy macie tu chyba najwięcej praktyki - czy ktoś z was pracował z kimś z bielactwem na twarzy? bo mi się wydaje że to jest jednak inna kategoria emocjonalna niż plamy na rękach czy plecach, twarz to jest to co pokazujesz swiatu, pierwsze co widzą
to co Helenka opisuje z tą adzną to jest ciekawe ale zaraz zapytam o coś niewygodnego - czy nie jest tak że my jako terapeuci czasem sami "przyciągamy" takie interpretacje bo czakra i lokalizacja plamy poprostu się nakładają na mapie ciała. tzn. klientka ma zmiany przy oczach, ty myślisz adzna, i potem pytania ktore zadajesz siłą rzeczy idą w kierunku widzenia i tożsamości. a gdyby miała zmiany na gardle, pytałabyś o komunikację. to nie jest błąd koniecznie, ale warto mieć świadomość że ta interpretacja moze być bardziej nasza niż klientki
hmm, tu mam trochę inne zdanie od Klimka, bo uważam że lokalizacja plam przy konkretnych czakrach to nie jest tylko przypadkowe nakładanie map. w tradycji ajurwedyjskiej i w niektórych podejściach do systemu czakr ciało jest traktowane jako wyraz energii, nie odwrotnie. więc jeśli coś pojawia się w okolicy danej czakry, to jest to informacja, którą warto brać pod uwagę, nie jako pewnik ale jako jeden z tropów. nie twierdzę że plama na czole = zablokowana adzna i już, ale zignorować tę lokalizację to trochę jak zignorować imię na kopercie.
a ja sobie tak myślę że może to nie jest kwestia jednej czakry przy bielactwie na twarzy tylko może akurat twarz to jest taka strefa gdzie nakładają się aż trzy czakry naraz - gardłowa, adzna i korona - i może dlatego wlasnie praca z kimś kto ma zmiany na twarzy jest taka intensywna i inna niż przy dłoniach? :)) bo to jest jak byś dotykała kilku warstw energetycznych jednocześnie, no nie? albo czy to jest głupie co mówię, bo nie jestem pewna.
wracajac do tej aromaterapii, bo trochę nam ten watek uciekł - mam pytanko do Helenki czy Ethereal - czy przy pracy z twarzą, np. z tą klientką co miala zmiany kolo oczu, uzywałyście w ogole olejkow blisko twarzy? bo mowilismy ze nie na skore ale np. inhalacja albo diffuzor blisko? i czy to nie jest za dużo bodźców naraz przy czymś tak wrażliwym jak twarz?
no nie, ciekawe że mówimy o twarzy jako o strefie intensywniejszej emocjonalnie i teraz sobie łączę to z tym co pisałam wcześniej o zapachu który "ustawia stan" przed pracą energetyczną - może przy twarzy ten zapach działa mocniej właśnie dlatego że jesteś bliżej nosa, bliżej mózgu, bliżej tych starszych warstw układu nerwowego ktore odpowiadają za reakcje emocjonalne? tzn. nie tylko energetycznie ale czysto fizjologicznie węch pracuje mocniej kiedy pracujesz z głową.
mhm, romcia, okej to jest akurat argument który ma sens fizjologicznie, nie potrzebujesz czakr żeby go uzasadnić. układ węchowy jest ewolucyjnie bardzo stary i ma bezpośrednie połączenie z układem limbicznym, czyli tym co steruje emocjami. więc tak, zapach przy pracy z głową = silniejsza reakcja emocjonalna. to jest po prostu neurobiologia.
słucham całej tej rozmowy o twarzy i zastanawiam się nad czymś trochę innym - czy nie jest tak że osoba z bielactwem na twarzy mogła przez lata rozwinąć coś w rodzaju nieświadomej ochrony przed kontaktem wzrokowym, przed byciem "skanowaną" przez innych? i czy to nie ma wpływu na to jak ta osoba reaguje na pracę energetyczną skierowaną wlasnie ku głowie i twarzy - może jest wzmożona czujność, może jakiś odruch cofania się, nie z powodu bólu ale z powodu że ta strefa jest tak bardzo "wystawiona" przez całe życie?
Basieńko, tak, to jest bardzo trafna obserwacja i ma nawet swoją nazwę w pracy somatycznej - "hypervigilance" albo nadmierna czujność. osoba która przez lata czuje sie obserwowana w danej strefie ciała moze mieć tam napięcie mięśniowe, zmieniony oddech, szybsze tętno - to nie jest metafora, to są mierzalne fizyczne odpowiedzi. i dlatego właśne przy pracy z twarzą warto zaczynać od peryferii, od rąk, od stóp, żeby ciało najpierw poczuło bezpieczeństwo zanim przejdzie do stref naładowanych emocjonalnie.
ha, ojej, właśnie przeczytałam cały ten watek od nowa i mam pytanko które moze być głupie ale - czy ktos z was pracował z osobą która ma bielactwo i sama jest terapeutką/terapeutą? tzn. czy to zmienia perspektywe kiedy ta osoba jest po obu stronach i sama rozumie te mechanizmy? bo wyobrazam sobie ze to moglaby byc zupelnie inna dynamika, nie wiem czy lepsza czy trudniejsza.
to co Klimek pisze o zaczynaniu od peryferii żeby ciało poczuło bezpieczeństwo - to bardzo dobrze rozumiem intuicyjnie, ale chcę zapytać czy to działa tak samo przy aromaterapii? tzn. czy można "stopniować" zapach tak jak stopniuje się dotyk, od mniej intensywnego do bardziej? albo to nie ma sensu bo zapach działa inaczej niż dotyk i od razu trafia wszędzie?
