Hej, chciałam zapytać o coś co mnie ostatnio nurtuje i nie wiem czy dobrze to rozumiem. chodzi o to, że zauważyłam iż kiedy jem w pewnych miejscach to czuję się zupełnie inaczej niż w innych. Np. przy stole w kuchni u mamy gdzie przez lata były kłótnie i napięcia, to nawet jak teraz jest spokojnie, jakoś mi nie smakuje, czuję ścisk w żołądku i w ogóle. A u koleżanki przy jej stole jest taki luz i jedzenie smakuje inaczej. Zastanawiam się czy to ma coś wspólnego z czakrami, czy miejsca gdzie jemy mogą jakoś "przyciągać" stare emocje i blokować np. czakrę splotu słonecznego? Bo słyszałam że splot słoneczny to jest miejsce gdzie siedzi dużo nieprzetrawionego emocjonalnie... 🙁
O, trafiony temat. Ja sie tym dość długo zajmuję i powiem ci, że przestrzeń do jedzenia to jest naprawdę niedoceniany temat w kontekście energetyki. Nie chodzi tylko o to, co jemy, ale gdzie i w jakim otoczeniu energetycznym to robimy. Stare emocje potrafią dosłownie "wsiąknąć" w ściany, w meble, w sam rytm miejsca. I tak jak mówisz, splot słoneczny jest bardzo wrażliwy na takie rzeczy, bo to jest centrum przetwarzania, i emocji, i dosłownie jedzenia. Jeśli to miejsce nosi w sobie historię kłótni albo napięcia, to ciało po prostu to czuje i zaciska się. Znam to dobrze ze swoich doświadczeń. 😀
Dokładnie tak, i dodam że chodzi tu głównie o czakrę sakralną bo to ona odpowiada za przyjemność, za smakowanie życia w szerokim sensie. Splot sloneczny to bardziej sprawczość i poczucie własnej wartości. W zablokowanej czakrze sakralnej człowiek nie potrafi czerpać przyjemności nawet z jedzenia. Więc jeśli w tym miejscu zawze był stres, to ta czakra się niejako "uczy" że tu nie ma miejsca na przyjemność.
Zanim pójdziemy dalej, chcę doprecyzować jedną rzecz. Obie czakry mogą być zaangażowane, ale nie można tak po prostu powiedzieć, że "sakralna odpowiada za przyjemność z jedzenia". To uproszczenie, które potem powoduje, że ludzie szukają nie tam gdzie trzeba. Czakra splotu słonecznego to jest centrum decyzji, granic i poczucia bezpieczeństwa w relacjach i w środowisku. Kiedy historycznie w danym miejscu było dużo dominacji, kontroli, strachu, to właśnie ona reaguje najpierw - skurcz, brak apetytu, niestrawność. Sakralna wchodzi w grę bardziej przy braku radości z jedzenia w ogóle, jako takiego, a nie przy konkretnym miejscu. Ulka96, a możesz powiedzieć, jakie dokładnie kłótnie tam były, o co chodziło, czy o kontrolę, o pieniądze, o władzę w domu?
O matko, to mnie uderzyło bo u mnie w domu było dokładnie tak samo! I teraz jak wracam do rodziców i siadam przy tym stole, to jest taki dziwny regres, nagle znowu czuję sie jak dziecko i coś mnie ściska w środku nawet jak nikt nic nie mówi. Nigdy nie myślałam o tym w kategoriach czakr, ale ma to sens. To jakby miejsce trzymało energię tamtych chwil i przy kontakcie z nim ciało to odtwarza. Domicela, a jak to się ma do idei że miejsca gromadzą "ślady" energetyczne? Czy to jest podobny mechanizm?
Dobra, chcę tu wtrącić trochę chłodniejsze spojrzenie, bo żeby nie było, że wszyscy się tu wzajemnie nakręcamy. To co opisujecie to jest warunkowanie, klasyczny Pawłow. Miejsce stało się bodźcem, który wywołuje reakcję fizjologiczną, bo przez lata było powiązane ze stresem. To jest mechanizm czysto psychologiczny i wcale nie trzeba czakr żeby to wyjaśnić. Nie twierdzę że czakry nie istnieją, ale zanim ktoś zacznie oczyszczać energię miejsca, moze warto zastanowić się czy problem nie leży po prostu w głowie, a nie w wibracjach stołu chyba czytaliśmy dwa różne posty.
Przepraszam że wchodzę, ale właśnie mam podobny dylemat. Bo rozumiem to co Telepatka78 mówi o warunkowaniu, i wydaje mi się że to ma sens, ale jednocześnie czytałam że czakry mogą być blokowane przez zewnętrzne energie miejsc. To jest więc tak, że to nie jest tylko nasze własne "w głowie" ale może tez miejsce samo z siebie na nas wpływa niezależnie od naszej historii z nim? Nie wiem, pytam bo to mnie trochę miesza.
ojejej, to jest właśnie serce sprawy. miejsce nosi w sobie to co zostało w nim przeżyte. Nie ma znaczenia czy masz swoją historię z tym miejscem czy nie, energetyczny ślad jest tam obiektywnie. Są miejsca gdzie sie wchodzi i natychmiast wyczuwa ciężar, nawet jeśli nigdy się tam wcześniej nie było. Każdy kto choć troche jest wrażliwy na energie, to zna. Oczywiście jeśli na to nałożona jest twoja własna historia, to efekt jest podwójny.
Hmm, ja nie jestem w stanie tego udowodnić, ale wiem, że kilka razy weszłam do czyjegoś domu i czułam coś bardzo konkretnego, i potem się okazywało że tam były jakieś trudne sytuacje. to moze być zbieg okoliczności, może sugestia, ale powtarzało się na tyle razy, że przestałam traktować to jako przypadek. niewiem jak to działa, ale chyba działa.
Ja się zastanawiam nad czymś troche innym, mianowicie, czy możliwe jest żeby ta energia przywiązania do bólu z przeszłości była przenoszona przez nas samych do nowych miejsc? Tzn. 🙂 czy jeśli mam zablokowaną czakrę przez stare traumy, to nie będzie mi dobrze jedzieć nigdzie bo niosę to w sobie? Bo czytałam że dopóki nie przepracujemy pewnych rzeczy, to wzorzec się powtarza niezaleznie od otoczenia...
właśnie, bo ja to przeszłam u siebie. Przeprowadziłam się kilka lat temu, nowe mieszkanie, ładne, bez historii. I przez długi czas miałam ten sam problem, niestrawność, napięcie przy jedzeniu, i dopiero jak zaczęłam pracować z czakrą splotu słonecznego w ogóle, to coś zaczęło się ruszać. Więc Granacik ma rację, przenosimy to w sobie. Tylko pytanie, jak odróżnić że problem jest "w nas" a nie "w miejscu", bo może oba naraz?
To akurat można sprawdzić, choć nie jest to zawsze proste. Jeśli problem jest wyłącznie powiązany z jednym konkretnym miejscem, a w innych znika, to wskazuje bardziej na energię miejsca albo warunkowanie z tym miejscem. Jeśli problem towarzyszy ci wszędzie, to sprawa jest w tobie. Jeśli jedno i drugie, masz nakładające się warstwy. Dobrze jest to poprostu obserwować przez jakiś czas, może tydzień, może dwa, świadomie notować gdzie i jak jesz i co czujesz w ciele. Wtedy wzorzec staje się widoczny.
dodam ze swoich doswiadczen, bo tez sie z tym zmagałem. miałem takie miejsce w domu rodziców gdzie poprostu nie mogłem normalnie zjeść, dosłownie kawałek przez gardło nie przechodził. potem robiłem oczyszczanie przestrzeni, paliłem szałwię, kładłem kryształy i kurde na prawdę coś sie zmieniło. może to placebo może nie, ale działa. ulka96 czy próbowałaś czegoś takiego u mamy?
To jest według mnie klucz do całego tematu, który tu poruszyliśmy. Pracować nad własną czakrą splotu słonecznego do tego stopnia, żeby zewnętrzne energie miejsca nie miały tak dużego wejścia. To nie znaczy że przestaniesz czuć, ale że nie będzie to już tak dezorganizowało twojego systemu. Jak masz silne centrum, to zewnętrzne zakłócenia są mniej inwazyjne. Trochę jak z odpornością fizyczną, nie chodzi o to żeby żyć w sterylnym środowisku, tylko żeby mieć mocny własny system. :))
no i właśne, to co Otylka napisała o tej odporności czakry, to mnie bardzo interesuje! bo jak to w ogóle wypracować? tzn. czy to jest kwestia jakichś konkretnych ćwiczeń, czy raczej chodzi o długotrwałą pracę nad sobą w ogóle? bo jak mam wracać na święta do rodziców za miesiąc to troche jakby czas gonił 🙂
a ja się zastanawiam czy ta odporność nie jest trochę niebezpieczna w takim sensie, że możemy się znieczulić na coś co jednak warto odczuwać. to chyba nie jest tak, że cel to całkowite wyłączenie reakcji na trudne miejsca? bo wtedy tracimy tez informację, prawda? 😛
okej, trochę mi się to układa, ale mam pytanie może głupie, przepraszam. ta wizualizacja tarczy o której Otylka pisała, to jak to właściwie wygląda? tzn. co konkretnie się wizualizuje, kolor, kształt? bo czytałam różne rzeczy i jedni mówią żółty dla splotu słonecznego, inni biały dla ochrony i już niewiem co jest co
no to można powiedzieć "w takim podejściu robi się tak" zamiast podawać to jako jedyną opcję. różnica jest istotna, zwłaszcza dla kogoś kto zaczyna, bo potem myślą że robią źle jeśli ktoś inny mówi im coś innego
ee, chcę wrócić do tego co Domicela napisała o obserwowaniu reakcji kontra byciu przez nią rządzonym. bo to brzmi pięknie ale jak to w praktyce wygląda? tzn. siedzę przy tym stole, ściska mnie w brzuchu, i co, mam sobie powiedzieć "obserwuję"? to na prawdę pomaga czy to takie troszke magiczne myślenie?
Ulka to naprawdę pomaga, choć brzmi banalnie. u mnie działało tak, że jak zaczęłam z ciekawością podchodzić do tego napięcia w brzuchu, zamiast walczyć żeby je nie czuć, to jakby zmieniała się jego jakość. nadal było, ale przestało być takie przytłaczające. to nie jest magiczne myślenie, to jest dosłownie inny sposób wchodzenia w relację z własnym ciałem. czy pracujesz z oddechem w ogóle? bo to bardzo pomaga w tej obserwacji
jest jesze jeden wymiar tej sprawy o którym tu nie mówimy. mianowicie, dom rodzinny to nie tylko miejsce z energią. to też miejsce które w pewnym sensie nadal nalezy do czakry korzenia, do poczucia przynależności i bezpieczeństwa. i ta sprzeczność, bo dom daje korzenie ale jednocześnie był miejscem bólu, potrafi bardzo rozstrajać muladhara. nie wiem czy to komuś pasuje do obrazka.
okej, muladhara versus manipura to ładna metafora, ale dalej to jest opis tego samego co psychologia nazywa ambiwalencją przywiązania. i jestem ciekawa, bo naprawdę pytam, czy opisywanie tego w języku czakr coś dodaje ponad to co można powiedzieć bez tego języka? tzn. czy praktycznie wychodzi z tego coś innego?
właśnie weszłam w ten temat i nie mogę przestać czytać, bo sama mam coś podobnego z miejscem gdzie jadamy u babci, taki stary stół, wszyscy zawze siedzieli na tych samych miejscach, i jak teraz tam siadam to automatycznie coś się w środku zmienia. nie wiem czy to czakry, nie wiem czy to warunkowanie, ale jest coś takiego bardzo fizycznego w tej zmianie
ha, chcę się odnieść do pytania Telepatki, bo to ważne. język czakr nie jest po to żeby zastąpić psychologię. Jest po to żeby pracować z poziomem energetycznym ciała, ktury psychologia werbalna omija. Sama rozmowa o ambiwalencji przywiązania nie rozładuje napięcia w splocie słonecznym. Praca z ciałem, oddech, świadoma uwaga na konkretne miejsce, może. I tu właśnie jest ta różnica praktyczna.
no i wracając do mojego pytania na początku, bo chyba trochę zaginęło - Otylka, czy ta wizualizacja ochrony przed wejściem do domu, to robiłaś to sama czy z kimś? bo jakos łatwiej mi wyobrazić sobie że to działa jeśli ktoś mnie przez to prowadzi, ale w praktyce na święta raczej nikt mi nie przyjdzie pomagać 😀
okej to troszke mnie uspokaja że nie jest tak, że trzeba kogoś żeby to działało! bo miałam takie wrażenie że te techniki to bardziej dla grup albo z prowadzącym. spróbuję sama, ale to pytanie o czas mnie tez uderzyło, bo rzeczywiście próg domu rodziców to jest często coś nagłego, wysiada się z auta i już się jest, nie ma chwili na przygotowanie
to o czym piszecie z tym progiem to jest coś, o czym rzadko się mówi wprost. próg domu to w wielu tradycjach nie jest przypadkowy element przestrzeni. to granica. i ta granica ma swoją energię niezależnie od tego czy człowiek jest przygotowany czy nie. pytanie nie brzmi czy mam czas na wizualizację, tylko czy jestem świadomy że przekraczam coś ważnego. sama świadomość już zmienia odbiór.
