oh! to jest super odpowiedź Witchling82 bo ja sie zawsze zastanawiałam czy te medytacje wdzięczności "działają" skoro to nie jest prawdziwe uczucie tylko coś wywołanego intencjonalnie. tak czy siak, ale to ma sens że się tego można nauczyć
ja mam trochę inne zdanie niz Witchling82 w tej kwestii i moze troche sprowokowac ale uwazam ze celowe wywoływanie wdziecznosci to nie to samo co spontaniczna wdziecznosc energetycznie. tzn okej, biochemia moze byc podobna ale cos w tym jest jakby pusto? jak gram akordy bez muzyki. moze sie myle ale tak to czuje u siebie
różany kwarc to dobry wybór do anahaty ogolnie, nie tylko do romansu. ale jak juz o kamieniach mowimy to do wdzięcznosci polecam tez zielony aventuryn - on bardziej do otwierania serca na "dawanie" niz na "branie". no i malachit choc z nim trzeba uwaznie bo intensywnie pracuje. ja uzywam zwykle aventurinu jak robie meditacje wdziecznosci
ojej tyle się tu dzieje kiedy mnie nie ma! wracam do pytania Rafalka bo myślę że w tym wątku jest coś ważnego - chodzi o to czy wdzięcznosc wymaga pracy czy wystarczy samo czucie. i mi się wydaje ze oba sa prawdą naraz? tzn są momenty kiedy wdzięczność po prostu uderza i otwiera coś sama - i są momenty kiedy trzeba to kultywować świadomie. a chodzi o to żeby tych pierwszych momentów było więcej, nie?
dobra, skoro można to wywołać celowo to mam jeszcze jedno pytanie - czy to działa też przy wdzięczności do kogoś kto już nie żyje? bo mam taką sytuację że chciałem podziękować dziadkowi ale on odszedł rok temu i zastanawiam się czy taka wdzięczność gdzieś "dochodzi" albo czy czakra serca reaguje tak samo jak przy żywej osobie
no ale tu znowu mamy problem, bo jak piszecie ze "serce nie wysyła paczki" to jasne, ale wtedy co to w ogóle znaczy ze wdzięczność "dochodzi" do kogoś kto odszedł? to albo wysyłamy coś (i mozemy dyskutować dokąd) albo to jest tylko stan wewnętrzny i wtedy odbiorca jest nieistotny. nie mozna mieć obu naraz bez jakiegoś wyjaśnienia jak to dziala
Kurcze, Dadzbog.x to co napisałeś o "niedokonczonej energii" to mnie w serce uderzyło dosłownie. bo ja mam właśnie tak z mamą - ona zyje ale mamy trudną relację i czuję że nigdy nie powiedziałam jej wielu rzeczy za które powinnam byc wdzieczna. i teraz zastanawiam się czy ta blokada w klatce to może wlasnie to jest? 🙂
ach, no właśnie Stokroteczka i Howlitka.ka, to jest ten moment gdzie praca z czakra serca robi sie naprawde poważna i wychodzi poza "miłe cwiczenie wdzięcznosci". majka01 wspominała wcześniej o oczyszczaniu kanału - i tu wlasnie widać co to znaczy w praktyce. zanim pojawi sie czysta wdzięczność moze trzeba przeprowadzić przez to co blokuje. macie kogoś z kim możecie to przepracować, terapeutę albo przynajmniej kogoś doswiadczonego z czakrami?
zatrzymajcie się na chwilę. Stokroteczka opisuje trudną relację z żywą matką i zanim ktokolwiek zrobi z tego wyłącznie pracę z anahatą, powiem wprost: to brzmi jak coś na co może być potrzebna zwykła rozmowa z terapeutą, nie tylko medytacja. to nie jest atak na praktyki czakrowe, bo to nie wyklucza. ale proporcje.
