ojejku ojej, hej, chciałam zapytać o coś co mnie ostatnio nurtuje i nie znalazłam dobrego wątku na ten temat więc zakładam nowy. z tego co pamiętam, chodzi o to jak czakry zachowują się podczas uprawiania sportów kontaktowych, czyli takich gdzie jest dużo fizycznego starcia, szarpaniny, może bicia. Sama trenuję od jakiegoś czasu kick boxing i zastanawiałam się czy te intensywne uderzenia, przyjmowanie ciosów, całe to "drażliwe" środowisko energetycznie jakoś wpływa na czakry. Intuicyjnie czuję że tak, ale nie umiem tego poukładać. Czy ktoś ma jakieś przemyślenia albo doświadczenia z tym tematem? Bo z jednej strony trening działa na mnie oczyszczająco, a z drugiej czasem po treningu czuję jakiś dziwny niepokój który nieprędko odpuszcza
Interesujące pytanie, sama się nad tym zastanawiałam jak mój syn zaczął trenować judo. w sumie, według mnie to zależy głównie od tego co sobą wnosi twój sparingpartner, nie tylko od samych ciosów. W sporcie kontaktowym następuje bardzo bliski, intensywny kontakt fizyczny i energetyczny jednocześnie. Czakra splotowa (trzecia) jest tu szczególnie narażona bo to właśnie tam zbieramy energie innych ludzi, zwłaszcza ich agresję albo stres. Jakie masz odczucia dokładnie po treningu, czy ten niepokój jest raczej w brzuchu, klatce piersiowej, głowie?
Zacznę od tego że "drażliwe" to trochę nieścisłe określenie bo w tradycji jogicznej nie ma podziału na sporty drażliwe i niedrażliwe. Ale rozumiem o co chodzi. Kontakt fizyczny, szczególnie z intencją walki, angażuje przede wszystkim czakrę korzeniową (muladhara) i splotową (manipura). Muladhara bo uruchamia instynkt przetrwania i zakorzeniony lęk, manipura bo mamy do czynienia z dynamiką siły, dominacji, woli walki. Nie powiedziałabym że to automatycznie "złe", ale rzeczywiście może powodować energetyczne rozchwianie jeśli nie ma się stabilnej praktyki po treningu.
ojaj, no nie do końca. to co opisujesz z tym niepokojem po treningu to bardzo typowe. Czakra serca może się zamknąć obronnie podczas walki, bo ciało wchodzi w tryb "combat mode" i blokuje otwartość. I potem po treningu ona tak po prostu zostaje zamknięta przez chwilę. stąd ten dziwny stan. Próbowałaś po treningu zrobić cokolwiek żeby ją otworzyć? Prosta medytacja, ręce na sercu, cokolwiek?
Słuchajcie, ja bym tu nie sprowadzała tego tylko do czakry serca albo splotowej. przynajmniej tak to widzę, w sporcie kontaktowym dochodzi do czegoś co można by nazwać wymianą energetyczną czy nawet częściowym przenikaniem pól. Dwoje ludzi walczy w bliskim kontakcie przez kilkanaście, kilkadziesiąt minut, oboje w bardzo wysokim pobudzeniu. To jest intensywniejszy kontakt energetyczny niż np. taniec czy masaż, bo do tego dochodzi intencja siłowania się, przezwyciężenia drugiego. Pytanie jest takie, czy wasza trenerka albo partnerzy na treningu to ludzie o jakiej energii? Bo to może mieć duże znaczenie.
Mam pytanie do Pelagiuszy bo brzmi to dość poważnie. Mówisz o "przenikaniu pól", ale jak to sprawdzic? Znaczy, czy jest jakiś sposób żeby stwierdzić że energetycznie coś mi "weszło" od sparingpartnera, czy to jest czysto subiektywne odczucie? Bo rozumiem intuicję, ale trochę mi tu brakuje jakiegoś sposobu na weryfikacje. Sama trenowałam przez rok pilates i różnica w odczuciach po jodze versus po pilatesie była dla mnie wyraźna, ale czy to czakry czy po prostu inne grupy mięśniowe pracują?
no i masz, muszę tu lekko skorygować Glozke. Czakra serca nie "zamyka się" jak drzwi, to nie jest dobra metafora. Mamy raczej do czynienia ze zmianą aktywności i skupienia energii. Podczas intensywnego wysiłku fizycznego z elementem rywalizacji większość energii rzeczywiście skupia się w niższych czakrach, bo ciało potrzebuje zasilenia dla funkcji przetrwania i działania. To nie jest coś co trzeba "naprawiać" po treningu, to jest fizjologia energetyczna jeśli tak można powiedzieć. Natomiast jeżeli ten stan niepokoju po treningu trwa dłużej, np. kilka godzin albo następny dzień, to już warto się zastanowić.
Ciekawy wątek. Trenuje od kilku lat sztuki walki i szczerze mówiąc nigdy nie myślałem o tym w kategoriach czakr ale to co piszecie o instynkcie i tej energii "walki" to ma sens intuicyjnie. moim zdaniem, mam pytanie, czy ktoś z was konkretnie próbował jakiegoś rytuału albo ćwiczenia przed treningiem kontaktowym żeby np. się "uszczelnic" energetycznie? Bo o robieniuczegoś po treningu to tu dużo jest, ale co z przygotowaniem przed
Dobry punkt Tymek. Ja nic specjalnego nie robiłam przed treningiem ale teraz jak o tym myślę to może warto. w każdym razie, ktoś wspominał mi kiedyś o wizualizacji tarczy albo ochronnej bańki przed wejściem w trudną sytuację ale nie wiem czy to ma sens w kontekście sportu. Czy taka "tarcza" nie zaburzyłaby samego treningu, np. przez to że byłabym mniej skupiona na tym co robi sparingpartner? 😉
Właśnie, to jest moje pytanie też. Jeśli się energetycznie "uszczelniamy" to czy nie odcinamy się od sygnałów które są potrzebne w walce? Bo w sporcie kontaktowym przecież musisz czytać partnera, jego ruchy, zamiary. jeśli o mnie chodzi, czy to nie idzie w parze z jakimś poziomem otwartości energetycznej? Nie wiem, to bardziej rozmyślanie niż pewna teza.
eh, to jest dla mnie najciekawszy punkt tej dyskusji. żeby było jasne, tzn. z jednej strony mówi się o ochronie energetycznej, z drugiej sport kontaktowy wymaga wyczucia i reagowania na partnera. To brzmi jak sprzeczność. Może to zależy od rodzaju walki? Bo np. w judo jest ten element wyczuwania ruchu, środka ciężkości drugiej osoby, co brzmi dość "energetycznie". Kick boxing jest bardziej dystansowy. Może te sporty inaczej działają na czakry?
Slucham tej dyskusji i trochę mi przeszkadza że cały czas mowimy o tym co złego robi sport walki na czakry. A co z tym że sporty walki od tysięcy lat były powiązane z praktykami duchowymi? Karate, kung fu, aikido, kendo, to wszystko ma korzenie w tradycjach które miały bardzo jasną filozofię energetyczną. Wojownicy pracowali ze swoją energią, nie uciekali od niej. Więc może nie chodzi o ochronę przed treningiem tylko o inne podejście do tego co się na nim dzieje.
Trzygłow ma rację i to ważny punkt. Problem polega na tym że większość zachodnich siłowni i klubów sportowych tę filozofię całkowicie odcięła od ćwiczeń fizycznych. Zostaje technika, kondycja, wyniki, a głębsze podejście wyparowało. Jeśli ktoś trenuje kick boxing w zwykłym miejskim klubie to raczej nikt mu tam nie powie jak zarządzać ki albo prāṇą podczas sparingu. Stąd może ta dezorientacja energetyczna o której piszesz.
Jest tu jeszcze jeden aspekt który umyka. Mówicie o czakrach podczas walki jakby to był sam sport który coś "robi" z czakrami. Ale ważniejsza jest chyba intencja z jaką wchodzisz w trening. Jeśli idziesz z nastawieniem agresywnym, z chęcią zdominowania, to jedno. Jeśli idziesz żeby się rozwijać, pracować nad sobą, to drugie. Energia podąża za intencją i to ona kształtuje jak ten trening odbije się na twoim polu energetycznym, nie sam fakt że kogoś uderzysz albo że cię ktoś uderzy.
To co Umbra napisała o intencji to jest chyba kluczowe. Bo ja miałem różne okresy w treningu. Raz szedłem tam żeby wyładować agresję z pracy i faktycznie wracałem jeszcze bardziej nakręcony. A kiedy zacząłem chodzić z nastawieniem żeby się uczyć, pouczyć techniki, to ten popobojowy niepokój był zdecydowanie mniejszy. Nie wiem czy to czakry czy po prostu psychologia, ale efekt był inny.
No właśnie, i tu wracamy do tego co mówiłam wcześniej o sprzeczności ochrony energetycznej i otwartości. no, może to nie jest sprzeczność, tylko kwestia intencji? Że można być "otwartym" na partnera do walki ale z innym nastawieniem niż agresja. Czytasz jego ruchy, ale nie próbujesz go zdominować. Nie wiem, to jest trochę filozoficzne, ale czy ktoś to kiedyś ćwiczył świadomie?
Tymek, to co piszesz bardzo mi pasuje, znaczy, czuję o co ci chodzi 🙂 U mnie podobnie jest tak że jak idę na trening bo mam zły dzień i chcę się odreagować to potem jest gorzej. A jak idę bo mam normalny dzień i po prostu trenuję to jest no dobrze. Ale nigdy tak tego nie poukładałam. Myślałam że to kwestia zmęczenia fizycznego.
To co Tymek opisuje to jest dokładnie ta różnica o której pisałam. Intencja wejścia nadaje ton całemu treningowi energetycznie. To nie jest magia ani teologia, to jest po prostu fakt że pole człowieka zmienia się zależnie od tego co niesie jego umysł. Wchodzisz z agresją, wychodzisz z agresją i jeszcze ciągniesz za sobą ogony energii od tych z którymi walczyłeś.
Umbra ale trochę to jest idealistyczne, nie? Bo sport to sport, masz sparrować z partnerem i masz go uderzyć albo obalić, intencja jest z góry określona. Nie możesz wejść na ring z myslą "kocham cię partnersie" bo cię potraktuje jak worek. Jak to w ogóle miałoby działać praktycznie?
Glozka ma tu rację, że mushin to zaawansowany stan, ale Trzygłow słusznie go przywołał jako punkt odniesienia. Praktycznie mówiąc, nawet prosta intencja postawiona przed treningiem robi różnicę. Kilka głębokich oddechów, chwila skupienia, ustawienie celu wewnętrznego, to jest osiągalne dla każdego i to już działa na zmianę pola energetycznego przed wejściem w kontakt 😉
ha, mam pytanie trochę z innej strony. Czy te rzeczy z czakrami mają jakieś przełożenie na to jak szybko się regenerujesz po treningu? Bo słyszałam że czakra korzeniowa jest odpowiedzialna za energię życiową i zastanawiam się czy praca z nią mogłaby pomóc z tym że po intensywnym treningu człowiek pada kompletnie na kilka dni.
Dołacze do tej dyskusji bo mnie ciekawi jedna rzecz. jak dla mnie, czy ktos probował kamieni przy praktyce związanej z treningiem? Tzn. nie podczas walki rzecz jasna ale przed albo po. obsydian na przykład jest podobno swietny na ochronę i uziemienie. sama nie trenuję sportow walki ale uzywam go przy pracy z ludzmi i to daje efekty.
ależ, magnolka! Właśnie o to chciałam zapytać od początku prawie. trudno powiedzieć, sama mam czarny turmalin i przez chwilę nosiłam go po treningach i jakoś mi pomagał. Ale czy go nosić przed czy po? Bo z jednej strony ochrona przed przejęciem energii obcej ale może też blokuje ten naturalny przepływ podczas walki.
ja bym powiedziała ze po raczej. W czasie walki chcesz być otwarta na to co sie dzieje a kamien ochronny moglby faktycznie coś blokować. nie wiem, ale po treningu to juz ma sens, uziemienie, oczyszczenie. Turmalin czarny jest dobry. Obsydian też. Hematyt moze byc ale on jest silny i nie kazdemu pasuje
Kamienie przy sporcie kontaktowym to temat który mnie przelotnie interesuje, ale powiem szczerze, że nie spotkałam żadnych poważniejszych wskazówek w tym zakresie. przynajmniej u mnie, większość tego co krąży to zasłyszane porady bez żadnego systemu. Magnolka, skąd masz że obsydian jest "dobry po treningu"? Bo chętnie bym zobaczyła skąd to pochodzi
no nie, magnolka, runy mają konkretną tradycję tekstową i historyczną, katalogi znaczeń. To nie to samo co "sama tak czuje". Ale masz rację że w przypadku litoterapii ja mogę się mylic, nie znam tej dziedziny za dobrze. Zostawiam to kwestię osobom które się tym zajmują. Chodziło mi tylko o to żeby nie przyjmować porad bezkrytycznie, szczególnie przy kimś kto dopiero zaczyna jak Velvet czy Morion 🙂
Wracając do kamieni, bo to mnie ciekawi, a trochę zgubiłam wątek. morion, ty nosiłaś turmalin po treningu, tak? I jak długo po? Bo ja raz wzięłam ze sobą do torby jakiś kamień (chyba agat, nie pamiętam już) i nic nie poczułam, ale może za krótko trzymałam.
