Hej, chciałam zapytac o cos co mnie ostatnio nurtuje. Zauważyłam że mam w życiu kilka osób które ciągle poprawiają innych, zawsze muszą coś wytknąć, powiedziec jak to zrobić lepiej, no wiecie co mam na myśli. I zastanawiam się czy to ma jakis związek z czakrami? Może jakas konkretna czakra jest odpowiedzialna za takie zachowanie? Bo czytałam trochę o czakrze gardła ale nie wiem czy to to 😀
To zależy co dokładnie masz na myśli mówiąc "poprawianie". Bo to morze być kwestia czakry gardła (vishuddha), ale równie dobrze splotu słonecznego - manipura jest odpowiedzialna za poczucie własnej wartości i potrzebę kontroli. Osoba z przeładowaną manipurą często musi "wiedzieć lepiej", żeby poczuć się bezpiecznie. Jedno z drugim się zresztą łączy. Masz jakiś konkretny przykład?
A moim zdaniem to głównie czakra gardła, bo te osoby po prostu nie potrafią zatrzymac słów dla siebie, no nie? Muszą wyrzucić z siebie wszystko co pomyślą. U jednej mojej znajomej to było dokładnie tak - ciągle poprawiała wszystkich przy stole, jak ktoś coś powiedział to ona zaraz "ale wiesz nie do końca tak jest". Typowy znak że gardło pracuje na pełnych obrotach a reszta stoi. Sprawdziłem to zresztą przy pomocy wahadełka i potwierdziło 🙂
Wahadełko potwierdziło, no tak. Lucjanku, serio? To że wahadełko drgnęło w jedną stronę to nie jest żaden dowód na stan czakry konkretnej osoby, zwłaszcza jeśli ta osoba nie była nawet obecna przy badaniu. tak myślę, to tak nie działa. A wracając do tematu - pytanie jest ciekawe ale bym to odwróciła: czy to czakry kształtują zachowanie, czy może po prostu charakter i wychowanie, a czakry to tylko sposób na opisanie tego co i tak widać gołym okiem?
Zanim pójdziemy dalej, warto by rozroznic dwie rzeczy. Pierwsze: czakra "przeladowana" (nadaktywna) to nie to samo co "zablokowana". Osoby które ciągle poprawiaja innych mogą miec nadaktywna manipurę - wtedy ego dominiuje, potrzeba kontrolowania innych jest bardzo silna. Ale moga też mieć zablokowana czakre serca (anahata) - brak empatii sprawia że nie widzą jak ich słowa wpływają na innych. I wreszcie rzeczywiście czakra gardła może byc nadaktywna ale tu objawem jest raczej gadulstwo, trudność z milczeniem, mówienie za dużo a nie trafnosc krytyki. Kazdy przypadek trzeba analizowac osobno.
Zgadzam się z Arnoldem że to nie takie proste. Znam osobę która poprawia wszystkich i ona akurat jest bardzo zamknięta emocjonalnie, zimna trochę. Jakby to poprawianie było jej sposobem na kontakt z ludźmi, jedynym który zna. Więc ja bym obstawiała serce i manipurę jednocześnie, nie samo gardło. A to wahadełko to serio, Lucjanku - nie tędy droga 😛
ach, mam inne spojrzenie na to. Pracowałam z kilkoma osobami które miały ten wzorzec zachowania i w każdym przypadku korzenie były w muladharze, czakrze podstawy. Głęboka niepewność, brak poczucia bezpieczeństwa - to się manifestuje na wyższych poziomach jako potrzeba dominowania, kontrolowania innych, bycia tym "który wie". To nie jest kwestia gardła przede wszystkim. Gardło jest tylko kanałem przez który ta energia wychodzi. Źródło jest głębiej.
Ciekawe co Saturnella mówi, bo to by tłumaczyło czemu takie osoby tak bardzo reagują gdy je ktoś zakwestionuje. Jakby podważenie ich racji było zagrożeniem egzystencjalnym wręcz. Mam pytanie do bardziej doświadczonych - czy możliwe jest żeby kilka czakr było jednocześnie rozregulowanych w ten sam sposób? Bo z tego co tu czytam to każdy wskazuje na inną
Dobra, ale to prowadzi do kolejnego pytania: co z tym robić? Bo dobra, powiedzmy że przyjmujemy że ta osoba ma rozregulowane parę czakr. u mnie tak jest, i co dalej? Ona sama musi to przepracować, nie? Nie możemy jej "naprawić" z zewnątrz, nawet jeśli wiemy co jest nie tak energetycznie. Albo się mylę?
No włanie to jest dobre pytanie. Bo ja zadałam ten temat trochę z perspektywy osoby która jest po drugiej stronie, czyli tej poprawianej. w każdym razie, i zastanawiałam się czy jest coś co ja mogę zrobić żeby to mnie mniej dotykało. Czy np. praca nad swoją czakrą serca albo podstawy może pomóc mi lepiej radzić sobie z takimi ludźmi? 😉
To bardzo dobry kierunek myślenia. zamiast skupiać się na diagnozie energetycznej drugiej osoby - co jest o tyle trudne że robisz to z zewnatrz i bez jej zgody - warto zapytać: dlaczego to mnie boli? Dlaczego to poprawianie przeze mnie tak bardzo odbierane jest jako atak? Jeśli ktoś ma mocno osadzoną manipure i poczucie własnej wartości, opinia "poprawiacza" po prostu go nie rusza. tak na marginesie, spływa jak woda. więc praca nad własną manipurą i podstawą może być tu dużo cenniejsza niż analizowanie cudzych czakr.
Wcinam się na chwilę, ale to co Arnold napisał bardzo mi do serca trafiło. mam w rodzinie osobę właśnie taką i od dawna się zastanawiam czemu mnie to tak bardzo boli. może faktycznie to moja reakcja jest kluczem a nie jej zachowanie? Nie wiem tylko od czego zaczać pracę nad manipurą, czy ktoś mógłby podpowiedzieć?
Hm, to zależy od metody jaka ci odpowiada. mniej więcej, ja pracowałam z wizualizacją żółtego światła w okolicach brzucha, ale wiem że niektóre osoby wolą kamienie (cytryn, tygrysie oko), inne medytację z dźwiękami. Sama efekty zauważyłam po jakimś czasie - stałam się po prostu mniej reaktywna na uwagi innych, jakby ten filtr gdzieś zmienił swoje ustawienia. Ale nie obiecuję że u każdego tak zadziała, bo każdy ma co innego do przepracowania.
Nie chce byc niedowiarkiem ale troche mi to pachnie samouspokajaniem. z tego co pamiętam, to ze ktos inny jest uciazliwy to jest jego problem, nie twoj energetyczny. I nie trzeba bawic sie w czakry zeby dojsc do wniosku ze trzeba sie mniej przejmowac. Zwykla asertywnosc zalatwiłaby to szybciej niz miesiace medytacji. Serio.
Bardzo dziękuję za tę rozmowę, naprawdę dużo się tu dowiedziałem. z mojego doswiadczenia, mam jedno pytanie - czy "poprawiacz" może nie byc swiadomy że to robi? Czy to zawsze jest świadoma potrzeba dominowania czy może działac automatycznie? Bo znam kogoś kto poprawia wszystkich ale wydaje sie ze sam tego nie widzi
Zdecydowanie może być nieświadomy. Większość wzorców zachowania zakorzenionych w czakrach dolnych działa właśnie automatycznie, to są bardzo stare ścieżki w psychice. no ale, ta osoba prawdopodobnie od dziecka nauczyła się że bycie "tym który wie" daje jej poczucie bezpieczeństwa lub uwagę. I robi to na autopilocie. Dlatego mówienie jej wprost "poprawiasz mnie" często nie wystarczy - ona po prostu tego nie widzi jako problemu bo to jest jej normalność.
Nawiązując do tego co Lipowa napisała o automatycznych wzorcach - to mnie bardzo przekonuje. jeśli o mnie chodzi, ale mam pytanie do Saturnelli: jak to wygląda w praktyce, kiedy pracujesz z kimś takim? Czy ta osoba sama zgłasza że ma problem z potrzebą poprawiania, czy raczej przychodzi z czymś zupełnie innym i to wychodzi przy okazji? 🙁
no wlasnie nie. no tak, klasyk. przyczyna zawsze głębiej, nigdy nie chodzi o to co widać na powierzchni. Mam wrażenie ze w tej energetycznej interpretacji zawsze można cofnąć sie o kolejny poziom i zawsze znajdzie sie "głębsza przyczyna". Kiedy to sie kończy, na czakrze 0?
ojej, nie spodziewałam sie że ten wątek tak się rozrośnie 🙂 wracając do mojego oryginalnego pytania bo trochę się zgubiłam - czy ktoś z was faktycznie próbował jakejś konkretnej praktyki żeby sie uchronić od takiego wpływu? nie chodzi mi o naprawianie tej osoby, bardziej o własną tarczę tak to nazwijmy
Hazel, ja próbowałam z turmalinem czarnym. Ogólnie piszę to ostrożnie bo wiem że każdy reaguje inaczej, ale u mnie naprawdę poczułam że łatwiej mi puszczać te komentarze, zamiast się nad nimi zatrzymywać. Chociaż nie wiem czy to kamień zadziałał, medytacja którą robiłam równolegle, czy po prostu czas i zdecydowanie. Ciężko oddzielić.
to ciekawe co Dola mówi o kotwicy. Ja słyszałam że przy ochronie energetycznej ważniejsza jest intencja niż sam przedmiot, że kamień to tylko wsparcie a nie źródło. Czy tak to rozumieć? Bo trochę bałam sie że jak zapomnę wziąć kamień to zostanę bez ochrony 🙂
Pelagijka, masz rację co do intencji ale nie do końca. Intencja jest pierwszorzędna, ale forma ma znaczenie o tyle, że stabilizuje intencję w czasie. przedmiot przypomina ci o zamiarze, który ustanowiłaś. Bez tego przypomnienia intencja rozmazuje sie w codzienności. więc to nie jest tak, że kamień "nie ma mocy" - ale jego moc wynika z twojej relacji z nim, nie z jego własności jako minerału
dobra ale to brzmi jak trochę filozofia na skróty. Jeśli intencja jest kluczowa a kamień to tylko przypomnienie, to czy nie wystarczy sobie po prostu przykleić karteczkę na lodówce z napisem "nie reaguj na Janusza"? Z całym szacunkiem, tylko pytam co tu jest wyjątkowego.
no i to jest właściwie sedno, prawda? Że wiemy co byśmy chcieli czuć, ale czujemy co innego. przynajmniej u mnie, i żadne myślenie tego nie zmienia. Jak Hazel pisała wcześniej że wie że to głupie ale i tak ją boli. Znam to doskonale.
właśnie tak, i tu wchodzi praca ze świadomością ciała. Kiedyś na warsztacie jeden prowadzący tlumaczyl to tak: glowa wie, serce czuje, ciało pamieta. I dopóki nie przepracujesz na poziomie ciała to głowa morze sobie wiedzieć ile chce. Chyba że ktoś ma inne doświadczenia? Bo u mnie to sie potwierdzało wielokrotnie.
Saturnella, to jest moja mama. więc tak, ma dostęp. i nie, granic mi nie idzie łatwo stawiać w tej relacji. chyba o tym też jest ta rozmowa trochę, bo czakry czakrami ale ta zależność jest realna i żaden kamień jej nie zastąpi, wiem.
Serio? Nie kupuję tego. no właśnie to zmienia obraz kompletnie. tak na marginesie, rodzic to zupełnie inna dynamika niż znajoma czy koleżanka z pracy. Tu ten wzorzec sięga pewnie bardzo daleko i twoja reakcja bólowa na poprawianie to może być coś z dzieciństwa, nie tylko z teraźniejszości. Bez urazy ale to moim zdaniem jest rozmowa na coś więcej niż forum.
