Chciałam otworzyć wątek, bo ostatnio pracuję z osobą, która wychodzi z uzależnienia od alkoholu i zauważyłam coś ciekawego przy skanowaniu jej pola energetycznego. Gardłowa, piąta czakra - Vishuddha - jest u niej kompletnie zamknięta, jakby zakorkowana. Ta osoba od lat nie potrafi mówić o swoich uczuciach, tłumi wszystko w sobie i właśnie alkohol był takim zaworem bezpieczeństwa. Czy ktoś pracował energetycznie z osobami uzależnionymi? Jak to wygląda u was przy piątej czakrze?
O, dobry temat. Pracowałam z kilkoma osobami po odwyku i zawsze, ale to zawsze, ta gardłowa jest w kiepskim stanie. albo za mocno ściśnięta albo odwrotnie - rozkręcona tak że człowiek gada bez sensu żeby zagłuszyc to co czuje. U uzależnionych raczej ta pierwsza opcja, przynajmniej u tych co znam. Blokada w mówieniu prawdy o sobie to klasyk.
No tak, Vishuddha to jest centrum komunikacji i wyrazu siebie, wiadomo, ale ja bym jednak zaczęła od sacral i solar plexus, bo te dwie to w uzależnieniach dosłownie walą na czerwono. Piąta jest ważna ale jak nie przepracujesz drugiej i trzeciej to gardłowa i tak się nie otworzy, bo nie ma na czym stać. Przynajmniej z mojego doświadczenia tak to wygląda.
Dodam trochę zimnej wody do tych rozważań. uzależnienie to choroba, ma swoje mechanizmy neurologiczne, psychologiczne itd. Praca z czakrami morze być jakimś uzupełnieniem procesu zdrowienia, ale traktowanie zablokowanej Vishuddhy jako przyczyny uzależnienia to chyba za duże uproszczenie, nie? Mam wrażenie że tutaj niekiedy myli się kierunek - czy czakra jest zamknięta bo ktoś jest uzależniony, czy uzależnienie wzięło się z zamkniętej czakry?
No właśnie, Edek_70 zadał to pytanie które mnie też nurtuje. tak przy okazji, bo jak słyszę "zakorkowana gardłowa jako przyczyna nałogu" to mi się lekko prostują włosy. To jest ryzykowne myślenie, szczególnie w kontekście realnej osoby która się leczy.
Zatrzymajmy się chwilę bo widzę, że rozmowa idzie w kilka stron naraz. Kwestia przyczyna-skutek jest tutaj rzeczywiście kluczowa i Edek ma rację, że warto to rozróżnić. Ale Ojcumila też ma rację - praca energetyczna jako wsparcie, nie jako zamiennik leczenia, to co innego. Wracając do tematu Vishuddhy - w tradycji yogicznej piąta czakra wiąże się z prawdomównością wobec siebie i innych. U osoby z nałogiem ta sfera bywa zniszczona latami zaprzeczeń i kłamstw - "nie piję za dużo", "mam to pod kontrolą". To zostawia ślad w polu energetycznym, to ma sens.
Ojejku, to niesamowite co Poludnica napisała o tym zaprzeczaniu. Nigdy o tym tak nie myślałam, że właśnie te ciągłe kłamstwa wobec siebie mogą dosłownie "zamknąć" gardłową. To tłumaczy dlaczego tyle osób w trakcie zdrowienia ma taki problem z mówieniem o sobie na terapii grupowej! Dziękuję za tę perspektywę, naprawdę otwiera oczy 🙂
Hm, ale tu jest pytanie - czy to jest tak że Vishuddha się "zamyka" przez te kłamstwa, czy może u pewnych ludzi ta czakra jest słabsza z natury i to sprawia, że łatwiej wpadają w mechanizmy zaprzeczania, a potem w uzależnienie? Bo te dwie rzeczy brzmią podobnie ale są zupełnie inne. tak na marginesie, sama próbuję to sobie poukładać.
Przepraszam że się wtrącę, bo jestem dość nowa w tematach czakrowych - jak właściwie objawia się zablokowana piąta czakra fizycznie? Bo czytałam że bóle gardła i tarczyca, ale nie wiem czy dobrze rozumiem. trudno powiedzieć, i czy przy pracy z osobą uzależnioną trzeba jej zgody żeby w ogóle skanować pole?
Nawiążę do tego co Orlikowa opisała - znam osobiście kogoś po długim uzależnieniu od leków i ta osoba miała dokładnie taki wzorzec. Wszystko tłumiła, nigdy nie mówiła co naprawdę czuje, a jak zaczęła terapię to pierwsze co wyszło to właśnie te trudności z mówieniem o sobie. Głos się łamał, płakała bez powodu w trakcie ćwiczeń oddechowych. A oddech to przecież też Vishuddha w jakimś sensie, prawda?
Okej, ale Sagea, powiedz mi konkretnie - jak ta osoba na ktora pracujesz tymi mantrami zgłasza że czuje roznice, to skad wiesz że to nie jest efekt placebo i nie jest np. wplyw samej terapii psychologicznej którą pewnie rownolegle prowadzi? Pytam serio, bo mam wrażenie że w tej pracy bardzo trudno oddzielić co działa na co.
No i to jest sedno problemu z całą tą rozmową. Jak ktoś wychodzi z nałogu i jednocześnie chodzi na terapię, bierze leki, ma grupę wsparcia I robi ćwiczenia z Vishuddha, to po czym poznamy że to ta Vishuddha pomogła? Nie mówię że nie pomogła, mówię że nie wiemy
Zgadzam się z Poludnicą co do zasady, ale dopowiem jedno - ważne jest żeby osoba prowadząca tę pracę energetyczną nie robiła z siebie ważniejszej niż lekarz i terapeuta. nie wiem, widziałam już przypadki gdzie ktoś był przekonany że "ma przepracowaną czakrę" i odstawił leki. To jest niebezpieczne. Nie mówię że tu ktoś tak robi, ale temat jest wrażliwy.
O właśnie to co Ojcumila napisała o tym że dziękuje za współpracę jak ktoś chce rzucić terapię - to jest niesamowicie ważne i mądre podejście! Serio, głęboki szacunek. Bo wyobraźcie sobie kogoś kto jest w środku uzależnienia i słyszy że czakra jest ważniejsza niż psychiatra... to jest przerażające. Ale wracając do samej Vishuddhy - czy ktoś wie jak długo mniej więcej trwa praca zanim coś się zaczyna zmieniać? Pytam bo rozumiem że każdy jest inny ale chodzi mi o jakieś przybliżenie.
No i tu jest kolejna rzecz która mi nie daje spokoju w tej dyskusji. Mówimy o "pracy z piątą czakrą" jakby to był jeden konkret, a tymczasem każda tradycja i każdy praktyk robi to inaczej. Ktoś używa dźwięków, ktoś kamieni, ktoś wizualizacji, ktoś dotyku. Czy to są równoważne metody czy jednak różnią się skutecznością? Bo jeśli nie wiemy czym właściwie działamy to jak możemy mówić o efektach?
przepraszam że znowu pytam, ale jak sie pracuje z piatą czakrą kaminiami to ktore są właściwe? czytałam gdzieś że lapis lazuli ale też że akwamaryn i nie wiem które jest lepsze do tej konkretnej pracy o której mówicie. i czy to robi różnicę jakie się ma przy sobie podczas takich ćwiczeń z mantami?
no ba, A propos tego co Edek mówił o tym skąd wiemy że to działa - ja rozumiem ten sceptycyzm i on jest potrzebny. u mnie tak jest, ale powiem tak z doświadczenia: ta osoba którą znam, jak zaczęła pracę z piątą, to zaczęła po raz pierwszy od lat pisać dziennik. I to nie na polecenie terapeuty - sama z siebie. Terapeuta był zaskoczony. Może to zbieg okoliczności, morze nie. Ale ta zmiana w potrzebie wyrażania siebie była bardzo konkretna.
Mam pytanie do Orlikowej - bo cały wątek zaczął się od konkretnej osoby z którą pracujesz. Jak ona sama opisuje co czuje w gardle i okolicach podczas tych sesji? Czy ma jakieś fizyczne odczucia, napięcia, cokolwiek? Pytam bo to by mi dało więcej obrazu niż ogólne rozważania o Vishuddzie.
Ten opis z uczuciem zatkania w gardle kiedy mówi o emocjach... to jest tak bardzo znajome. Mam koleżankę która mówi dokładnie to samo i nie ma żadnych problemów fizycznych z gardłem. Może to niekoniecznie musi być kontekst uzależnień, może ten mechanizm jest szerszy i pojawia się u wielu osób które tłumią siebie? Ciekawa jestem jak często praktycy czakrowi to spotykają.
To jest naprawdę poruszająca rozmowa, dzięki wszystkim za taki szczery wkład. no ale, mam jedno pytanie bo mnie to dotyczy pośrednio - czy przy pracy z Vishuddhą w kontekście zdrowienia zaleca się żeby osoba robiła to sama w domu między sesjami? Chodzi mi o te mantry, pranajamę, cokolwiek. Bo rozumiem że sesja z praktykiem to jedno ale czy samodzielna praca między nimi ma sens i nie jest ryzykowna?
Samodzielna praca między sesjami ma sens, ale pod warunkiem że praktyk jasno powiedział co i jak robić. Nie zostawiałabym kogoś w trakcie zdrowienia z uzależnienia z instrukcją "mantruj sobie" bez żadnych ram. Prosta pranajama, np. oddychanie przeponowe z dźwiękiem, jest bezpieczna. Głębsze otwarcia energetyczne - już bym wolała mieć nad nimi opiekę. Przy intensywnej pracy z blokadami mogą wyjść rzeczy które wymagają towarzyszenia.
Poludnica, a możesz powiedzieć co rozumiesz przez "głębsze otwarcia energetyczne"? Bo może to brzmieć trochę strasznie dla kogoś kto zaczyna i wolę żebyśmy doprecyzowali. Bo ja np. polecam mantrę Ham nawet bez nadzoru i nigdy nie miałam z tym problemów. może jestem nieostrożna? Szczerze pytam 😀
Poludnica tu mówi coś bardzo ważnego i z mojej praktyki potwierdza się to w stu procentach. Ta osoba z którą pracuję - kilka tygodni temu podczas pracy z oddechem nagle zaczęła opowiadać o czymś z dzieciństwa czego wcześniej w ogóle nie wspominała. Na szczęście byłam z nią i miałyśmy czas żeby z tym posiedzieć, i ona potem poszła z tym do terapeuty. Gdyby była sama w domu i to wyszło to mogłoby być trudne.
No i tu jest pies pogrzebany, to jest na prawdę poważna sprawa a ja myślałam że to takie spokojne ćwiczenia. dzieki że to piszecie bo bym pewnie zaczęła po prostu w domu z YouTuba i nie myślała że może coś wyjść. to znaczy że w ogole nie powinno się zaczynać bez kogoś do tego przygotowanego?
jasne wiec po tym co napisala Orlikowa rozumiem ze to moze byc bardzo intensywne. ale chce spytac - ta osoba wiedziala ze moze sie tak zdarzyc ze cos wypłynie? bo to brzmi jakby ktos otworzyl puszke i nie wiedzial co w srodku
matko, ten mechanizm o którym pisze Orlikowa jest naprawde realny. Vishuddha to nie jest tylko czakra mowy w sensie technicznym. Często przy pracy z nią wychodzi to co zostało zablokowane w gardle dlugo temu - słowa których nie powiedziano, krzyki których nie wykrzyczano. Przy uzależnieniach to jest szczególnie nawarstwiałe bo substancja pełniła funkcję zamknięcia tego zaworu
no właśnie, i tu jest ciekawy punkt. Bo Franciszka ma rację że to jest metafora, ale Glifmistrz ma rację że wzorzec jest powtarzalny. i tu jest niebezpieczna pułapka interpretacji - wzorzec rzeczywisty, wyjaśnienie niekoniecznie. nie wiem czy czakry tłumaczą mechanizm czy tylko opisują go innym językiem. I obydwie rzeczy mogą być prawdziwe jednocześnie
