no ale Celestyna sama decyduje co jej pomaga i po co przyszła na to forum. przyszła z pytaniem o czakry, nie z prośbą o skierowanie do specjalisty. można jej odpowiedzieć na pytanie które zadała, nie? 😛
dokladnie to samo chciałam napisac Oliwkaa 🙂 Celestyna od początku pyta o konkretną rzecz a wszyscy kolo i kolo. jakoś tak, aczkolwiek... Celestyna, ja sie tez zastanawiam czy poza tą manipurą o której mówił Pranava to nie ma tu też czakry serca? bo jeśli zatrzymujesz żal który masz dla mamy to chyba ona tez jest jakoś zablokowana?
to dobre pytanie i szczera odpowiedź jest taka że na początku ciężko rozróżnić. anahata, czyli serce, daje raczej ucisk wyżej, bardziej w klatce, czasem płytki oddech albo coś jakby ciężar na mostku. manipura jest niżej, między pępkiem a żebrami, i często wiąże się z takim uczuciem braku energii do działania, niemożnością podjęcia decyzji dla siebie. ale przy silnym napięciu obydwu naraz można to mylić. czujesz różnicę między tymi dwoma miejscami?
ja miałam kiedyś bardzo podobny problem z rozróżnieniem i mi pomogło po prostu skupianie się na oddechu w konkretnym miejscu i obserwowanie co się tam "odpala" emocjonalnie. nie od razu, ale po kilku próbach zaczęłam czuć że te dwie lokalizacje dają inne "kolory" uczuć, jak to opisać... serce bardziej smutek i tęsknota, splot bardziej bezsilność i zmęczenie. ale to bardzo indywidualne 🙂
hej, wchodzę bo czytam od jakiegoś czasu i mam pytanie może trochę inne. ta cała dyskusja dotyczy głównie tego że Celestyna przejmuje ból mamy. ale ja się zastanawiam: a czy chora osoba "przejmuje" coś od opiekuna? tzn. czy to jest jakoś symetryczne? bo jeśli tak to opiekun powinien uważać żeby nie "dawać" złych emocji choremu i to by był dodatkowy powód do tej higieny energetycznej
to co mówi Chors01 jest w tradycjach wschodniej medycyny całkiem istotne. co prawda, energia płynie w obie strony. osoba bardzo słaba fizycznie może być też bardzo "otwarta" energetycznie, bo jej granice są porowate. to nie znaczy że intencjonalnie bierze coś od opiekuna, ale jeśli opiekun przynosi silny lęk to może to wzmacniać niepokój osoby chorej. z tej perspektywy praca z własną energią to też akt troski o chorą osobę, nie tylko o siebie 😉
to co napisała Syriana96 jakoś mnie zatrzymuje. bo nigdy o tym nie myślałam że moje własne przepracowanie może wpływać na mamę. zazwyczaj tłumię przed nią swój stan właśnie żeby jej nie martwić ale może ona i tak to czuje? i może właśnie to tłumienie jest gorsze niż byłoby gdybym poprostu... niewiem, jakoś się wyżyła wcześniej? 🙁
Celestyna, to co teraz napisałaś to mi się wydaje bardzo ważne i jednocześnie trochę się boję że to morze sprawić że poczujesz się winna za coś nad czym nie masz kontroli. bo jeśli zaczniemy myśleć "mój lęk szkodzi mamie" to możemy wpaść w pętlę. i tak masz za dużo na głowie...
ja rzadko piszę ale to co tu czytam jakoś mnie dotknęło. szczerze mówiąc, opiekowałam się kimś bliskim przez dość długi czas i nikt mi wtedy nie powiedział że mogę zadbać o siebie bez poczucia winy. to chyba najważniejsza rzecz w tym wątku, ważniejsza niż która czakra i jak. Celestyna, serio, ten wątek pomaga ci jakoś? 😛
dobra, wrócę do tego co napisała Syriana96 bo to mnie nie opuszcza. mówi że granice osoby chorej są "porowate" - i teraz pytanie, czy to znaczy że jak np. siedzę obok kogoś chorego to moje własne czakry reagują inaczej niż normalnie? tzn. czy ta porowatość drugiej osoby jakoś "wyciąga" ze mnie energię nawet jeśli nie mam zamiaru jej dawać
no Bard85 ale to nie musi być albo-albo, prawda? mechanizm psychologiczny i energetyczny mogą opisywać to samo zjawisko z różnych stron. to że coś ma nazwę w psychologii nie znaczy że opis energetyczny jest fałszywy. zresztą empatyczne wyczerpanie też się jakoś lokalizuje w ciele, też ma swoją topografię jeśli się na nią zwrócić uwagę 🙂
no ba, hej, piszę znowu bo ta rozmowa o przepływie w obie strony naprawdę mi siedzi w głowie. zastanawiam się czy to tłumienie o którym wspominałam wcześniej, czyli udawanie przed mamą że wszystko okej, może być gorsze energetycznie niż po prostu bycie smutną ale autentyczną. bo tłumienie chyba nie znika, prawda? tylko gdzieś siada 😉
no i masz, celestyna, właśnie. tłumiona emocja nie znika, ona zostaje w ciele i w polu energetycznym, i to jest chba bardziej "zaśmiecające" niż uczucie które przepływa i wychodzi. w pracy z runami też to widać, energy stuck jak mówią anglosasi. ale uwaga bo to nie znaczy że masz się teraz rozklejać przy mamie. chodzi o to żeby te emocje miały ujście GDZIEŚ, niekoniecznie przy niej 🙂
to mi przypomina że gdzieś czytałam o takiej technice żeby po wyjściu od chorej/chorego osoby dosłownie strzepywać ręce albo myć je z intencją odpuszczenia tego co się zabrało. nie wiem czy to działa energetycznie czy to bardziej symbol, ale podobno pomaga na to poczucie przesiąknięcia cudzym bólem. Celestyna, próbowałaś kiedyś czegoś takiego?
matko, strzepywanie rąk jako technika energetyczna to dosyć powszechna praktyka ale szczerze - nie ma zbyt wielu powodów żeby myśleć że to "odpuszcza coś energetycznie" a nie po prostu psychologicznie sygnalizuje koniec kontaktu. co nie znaczy że jest bezużyteczne, bo sygnały dla ciała mają sens, ale nie nazywajmy tego czym nie jest 😉
Wrócę jeszcze do tego co Celestyna napisała o tłumieniu. to mnie zastanawia, bo ja sama mam tak że jak tłumię coś przez dłuższy czas to potem albo się to wydostaje w nieodpowiednim momencie albo właśnie osiada gdzieś w klatce i mam potem przez kilka dni uczucie jakby tam było za ciasno. nie wiem czy to anahata czy po prostu stres ale czuję to fizycznie. ktoś miał tak że ta "ciasnota" sama minęła czy trzeba coś zrobić żeby ją zwolnić?
to co pisze Baska54 jest chyba ważniejsze niż cała technikalia. ta "dzielność" którą zakładamy jak maskę, szczególnie przy opiece nad kimś bliskim, to jest coś co z czasem naprawdę uszczelnia wszystkie naturalne ujścia. i nie dziwię się że potem ciało to sygnalizuje jako ucisk albo ciężar. czy to czakra czy nie to pytanie drugie, pierwsze jest: kiedy ostatnio byłaś niedzielna i miałaś do tego prawo? 😀
czytam ten wątek od początku i ten post Celestyny o płakaniu przy odkręconej wodzie jakoś mocno trafił. tak przy okazji, nie mam teraz żadnej mądrej rady energetycznej, tylko chciałam powiedzieć że to brzmi jak coś naprawdę ciężkiego i że dobrze że w ogóle tutaj piszesz i że komuś to mówisz
właśnie zaczęłam pisać długą odpowiedź o czakrze serca ale skasowałam bo to co napisała Celestyna o odkręconej wodzie jest ważniejsze. w każdym razie, celestyna, to że szukasz jakiegoś miejsca tylko dla siebie, nawet łazienka i woda, to już jest jakaś forma ochrony. nieświadoma, ale jest. ciało samo szuka ujścia kiedy nie ma gdzie 🙁
ojoj, tak, przy wodzie jest coś takiego że czuję jakby ona to trochę zabierała. tak czy siak, nie wiem czy to ma jakieś uzasadnienie w tej całej energetyce czy to sobie wymyślam ale ostatnio jak wychodzę spod prysznica to czuję się troszkę lżejsza. chociaż chwilowo.
Celestyna to nie jest przypadek. woda ma dużą rolę w praktykach oczyszczających w bardzo wielu tradycjach, niezależnie od siebie. w sumie, nie musisz tego "rozumieć" żeby na ciebie działało. intencja i fizyczne poczucie przepływu to już naprawdę coś. pytanie tylko: czy po wyjściu spod prysznica masz jakiś moment na siebie zanim znowu wchodzisz w tryb "ogarniam mamę"? 😛
te trzy minuty to nie są śmieszne, serio. ja się nawet wzruszyłam czytając. i mam pytanie do całej tej dyskusji o energii: czy ktoś wie czy to naturalne że w takiej sytuacji opiekuńczej człowiek zaczyna przejmować rytm osoby chorej? bo ja jak opiekowałam się babcią to łapałam się na tym że moje ciało zaczęło działać inaczej, sypiam inaczej, jadłam inaczej. nie wiem czy to "energetyczne" czy po prostu logistyczne
