Zastanawiałam się ostatnio nad czymś co mnie dość mocno uderzyło. w każdym razie, znam kilka osób które kompletnie nie potrafią powiedzieć "potrzebuję pomocy" i przez to latami ciągną jakiś ciężar same. Wiadomo że to może mieć mnóstwo przyczyn psychologicznych ale zaczęłam się też zastanawiać jak to wygląda od strony energetycznej. Które czakry są zablokowane u kogoś kto woli cierpieć w milczeniu niż poprosić o wsparcie? Bo mam wrażenie że to nie jest przypadkowe, że takie osoby mają jakiś konkretny wzorzec energetyczny.
To ciekawy temat ale od razu powiem że nie lubię jak się to upraszcza do jednej konkretnej czakry. tak na marginesie, nie ma takiego schematu że "jeśli nie prosisz o pomoc to masz zablokowaną X". Każdy przypadek jest inny. U jednej osoby to może być gardłowa, u innej sercowa, a u jeszcze innej to kwestia splotu słonecznego i poczucia własnej wartości. Skąd ten pomysł w ogóle, bo może warto to rozwinąć zanim zaczniemy przypisywać etykietki?
Zgadzam się z Karolką że to nie jest zero-jedynkowe. tak mi się wydaje, ale jakieś wzorce jednak istnieją. Klasycznie mówi się o gardłowej (Vishuddha) jako czakrze komunikacji i wyrażania potrzeb, i to ma sens. Ale nie można też pominąć manipury, bo brak proszenia o pomoc bardzo często wynika z przekonania "dam radę sama, jestem silna, nie potrzebuję innych" - a to jest właśnie obszar ego i mocy osobistej. Zdarza się też że serce jest tak pozamykane że człowiek nie dopuszcza do siebie myśli że ktoś mógłby go naprawdę wesprzeć.
Okej ale zaraz zaraz, czy ktoś tu nie miesza porządku przyczyny i skutku? Bo można też powiedzieć że zablokowana gardłowa to efekt tego że ktoś w dzieciństwie był uciszany kiedy prosił o pomoc, a nie odwrotnie. nie wiem, czyli najpierw było doświadczenie, potem blokada. To ma znaczenie bo inaczej pracuje się na przyczynę a inaczej na objaw.
ach, pozwolę sobie wejść w środek, ale mam pytanie. Jak w ogóle rozpoznać że to gardłowa jest zablokowana? Czy są jakieś sygnały fizyczne albo coś co można samemu zauważyć? Bo trochę się w tym gubię jeszcze.
Jest jeszcze jeden aspekt który mnie tutaj interesuje. no ale, nie zawsze chodzi o gardłową. Czasem ktoś jest w stanie powiedzieć co myśli, mówi płynnie, nie ma problemów z komunikacją jako taką, ale mimo to nie prosi o pomoc. Wtedy patrzyłabym w stronę Anahaty, czakry serca. Blokada tam oznacza często że ktoś nie czuje się godny troski. Nie że nie umie mówić, tylko że głęboko w środku jest przekonanie że na tę pomoc nie zasługuje. To jest zupełnie inna praca.
A ja dodam jeszcze że warto patrzeć na muladhara, czakrę podstawy! Jeśli ktoś nie ma poczucia bezpieczeństwa to nie zaufa nikomu tyle żeby prosić o pomoc. Taka osoba gdzieś głęboko wierzy że musi radzić sobie sama bo świat jest nieprzewidywalny i niepewny. To też daje taki wzorzec "dam radę sam" ale z zupełnie innego źródła niż ego. Więc tak jak mówiłam zawsze, nie można patrzeć na jedną czakrę w oderwaniu od całości!
Zaraz, zaraz. Nie tak było. czytam ten watek i mam pytanie do ogolnej dyskusji, bo mnie gryzie cos innego. żeby było jasne, czy nie jest tak ze na uklad czakr patrzymy jak na gotowe wyjasnienie dla każdego zachowania? Ktos nie prosi o pomoc - no to czakra. Ktos prosi za czesto - tez pewnie czakra. W pewnym momencie to przestaje byc uzyteczne bo wszystko sie daje wytlumaczyc. Co ta interpretacja mowi nam nowego co psychologia juz nie powiedziala?
Wracając do tematu bo trochę poszliśmy w stronę czy czakry działają czy nie, a mnie bardziej interesuje ten konkretny wzorzec. Czy ktoś z was pracował z osobą albo sam przez siebie szedł przez taki schemat "nie proszę o pomoc" i co to dało? Jakie techniki pomagały, bo to też jest ważna strona tej rozmowy.
ojra, mam pewną obserwację z własnej praktyki. Osoby które nie proszą o pomoc bardzo często mają też trudność z przyjmowaniem - nie tylko z proszeniem. trudno powiedzieć, ktoś im chce pomóc a one odmawiają, minimalizują, mówią "daj spokój nie trzeba". To jest moim zdaniem klucz. Nie chodzi tylko o komunikację, chodzi o to że cały kanał przyjmowania jest zamknięty. i to znowu wraca do Anahaty, ale też do nadgarstka energetycznego, do tego jak energetycznie człowiek przyjmuje od innych.
To co Opaline_C napisała o przyjmowaniu - to mnie trafiło. tak na marginesie, mam taką osobę bliską i dokładnie tak to wygląda, nie prosi, a jak ktoś sam z siebie zaoferuje to odrzuca i mówi że wszystko dobrze. Nie wiedziałam jak to nazwać energetycznie ale teraz coś mi się układa. Tylko nie wiem co można zrobić kiedy to ktoś inny, a nie my sami mamy ten problem?
właśnie siedzę i myśle o tym co Opaline napisała z tym przyjmowaniem i... no tak, dokładnie tak to wygląda u tej osoby. Oferuję pomoc, ona mówi "nie nie, wszystko dobrze, daj spokój". I ja już nie wiem czy mam naciskać czy odpuścić. Czy to się da jakoś przełamać z zewnątrz, tzn. jeśli to ktoś bliski a nie ktoś na sesji? Bo nie jestem żadną terapeutką, jestem po prostu przyjaciółką.
A propos tego co Datura pytała kilka postów wyżej o techniki, bo to mi się wydaje najważniejsza część tej rozmowy. Ja przy pracy z osobami z tym wzorcem dosyć często używam wizualizacji anahaty nie jako "otwierania" od razu, bo to bywa za dużo, tylko najpierw rozpoznania co tam siedzi. Pytam co czujesz kiedy wyobrażasz sobie że ktoś cię widzi w potrzebie. I to co wychodzi jest czasem zaskakujące nawet dla samej osoby.
wstyd tak, ale też - i to mnie za każdym razem trochę ściska - poczucie że bycie w potrzebie znaczy bycie ciężarem. o ile dobrze rozumiem, nie tylko że inni mnie zobaczą jako słabą, ale że dosłownie skrzywdzę kogoś swoją potrzebą. To jest głębsze niż wstyd, to jest przekonanie że moja potrzeba jest z natury szkodliwa. I to już nie jest tylko gardłowa ani serce, to jest coś co siedzi bardzo nisko, prawie w korzeniu 😛
to co Karolka opisuje z tym poczuciem ze własna potrzeba kogos skrzywdzi to brzmi mega znajomo. tak przy okazji, znam kilka osób tak i zawsze myślałem że to kwestia wychowania ale skoro mowicie ze to siedzi energetycznie w okolicach muladhary to ma sens, ze to jest jakis bardzo pierwotny lęk, nie intelektualny.
no cóż, chcę tu dorzucić jedno zastrzeżenie bo czytam ten wątek i trochę mi się miesza. Zaczynamy od gardłowej, potem anahata, potem muladhara, teraz korzenie. Rozumiem że to jest holistyczne podejście, ale czy nie lepiej by było zamiast szukać "gdzie siedzi" spróbować zapytać co konkretnie pomogło komukolwiek z was? Bo dyskutujemy o diagnozie a nie o praktyce.
Lipowa ma rację w tym sensie że teoria to jedno. może się mylę, jeśli chodzi o praktykę to powiem co u mnie działało w pracy z tym wzorcem. Dźwięk. Nie mantra w sensie powtarzania słów, tylko praca z samym wibrującym dźwiękiem w obszarze gardła i klatki. Coś fizycznego, zmysłowego bo te blokady są bardzo somatyczne i samo wyobrażenie sobie zielonego światła w sercu niewiele zmieni jeśli ciało jest zaciśnięte
a co to znaczy "praca z dźwiękiem" dokładnie? Przepraszam za głupie pytanie ale czy chodzi o jakiś konkretny dźwięk który trzeba wydawać, czy słuchać czegoś? Trochę się gubię w tych metodach.
ojej, sama próbowałam tej mantry HAM i to działa niesamowicie, u mnie po kilku minutach po prostu zaczęłam płakać i sama niewiem dlaczego. czy to normalne? Nikt mi nie mówił że tak może być.
dobra, słuchajcie, nie chcę być tym który psuje atmosferę, ale musze zapytać. Czy ktoś tu ma jakieś konkretne "przed i po"? Bo mamy dużo opisów co gdzie siedzi i co robić, ale nie słyszę żadnej historii w stylu "miałam ten wzorzec, pracowałam tak i tak, i zmieniło się to i to konkretnie". Bez tego to trochę wisi w powietrzu.
ojejciu kochana, to ja powiem, bo pytałeś o konkretne. Miałam przez lata wzorzec że nie prosiłam o pomoc nawet kiedy byłam dosłownie w rozsypce. Robiłam wszystko sama, padałam z nóg, i mówiłam wszystkim że jest okej. Pracowałam z tym i przez ciało (oddech, ruch) i przez terapię równolegle. Nie powiem że czakry to zrobiły, bo nie wiem, ale coś się przesunęło i teraz potrafię powiedzieć "potrzebuję pomocy" i nie czuję że zaraz umrę ze wstydu. To jest różnica.
jedno co chcę dodać do tej rozmowy, bo widzę że kręcimy się głównie wokół anahaty i gardłowej. no, jest jeszcze svadhisthana i moim zdaniem bardzo niedoceniana przy tym wzorcu. Czakra sakralna to też czakra relacji i tego jak pozwalamy sobie na bycie w potrzebie wobec innych. jeśli ktoś ma tu blokadę to nie tylko nie prosi, ale też nie potrafi się w ogóle pozwolić być zależnym od kogoś, nawet chwilowo. Warto to sprawdzić zanim skupimy się na gardłowej.
Makary, to ciekawe, bo svadhisthany w tej dyskusji prawie nie było. masz jakiś sygnał po którym można poznać że to raczej tam niż w sercu albo w gardłowej? Bo zaczynam mieć wrażenie że możemy mieć do czynienia z kilkoma różnymi wzorcami które wyglądają podobnie z zewnątrz, a każdy z nich wymaga innej pracy.
Datura, dobre pytanie. Różnica między svadhisthaną a anahatą przy tym wzorcu jest dla mnie taka: jeśli ktoś nie prosi o pomoc bo czuje że na to nie zasługuje - to raczej serce. Ale jeśli ktoś nie prosi bo relacje wogóle kojarzą mu się z bólem albo stratą, to znaczy że w kontaktach z ludźmi czegoś się boi na poziomie bardzo podstawowym - to już bardziej sakralna. Proste kryterium diagnostyczne, ale działa 😉
no właśnie, to mnie też zastanawia. Takie mapowanie "ten wzorzec to ta czakra, a ten to tamta" jest wygodne na potrzeby rozmowy, ale w praktyce chyba każdy człowiek jest inny i nie da się tak ładnie przypisać. Czy ktoś tu rzeczywiście robi z ludźmi taką "diagnozę" i ona jest powtarzalna?
przepraszam ze wchodzę, bo jestem tu raczej po to żeby się uczyć, ale chcę zapytać o to co Makary napisał o svadhisthanie i "relacje kojarzą się z bólem". Czy to znaczy że np. ktoś kto miał trudne dzieciństwo i nauczył się nie prosić, bo i tak nikt nie pomagał, to będzie miało tę konkretną czakrę zablokowaną? Bo to brzmi jakby te wzorce z dzieciństwa dosłownie siadały w energii.
"pacjenta na stole" - okej, to brzmi już zupełnie jak coś innego niż rozmowa o energiach. makary, ty to robisz zawodowo czy hobbystycznie? Pytam serio, nie złośliwie, bo to ma znaczenie dla kontekstu co mówisz.
