dobra, bo chce wrócic do konkretow bo troche nam sie rozjechalem... Czarodka57 mowila ze anahata i manipura razem tworza ten wzorzec. ale moje pytanie jest takie: czy w praktyce pracuje sie z nimi razem czy osobno? bo boje sie ze jak zacznę od manipury to moze wzmocnic te obronnosc a nie złagodzic
dobre pytanie i dobrze ze to czujesz, bo to czesta pulapka. pracowanie tylko z manipura u kogoś z tym wzorcem moze paradoksalnie wzmocnic kontrole zamiast ja rozluznic. zazwyczaj sensowniej jest zaczac od serca - otworzyc troche akceptacje dla siebie - a manipura "odpuszcza" jak dostaje sygnal ze nie musi juz tyle kontrolowac. kolejnosc ma znaczenie 🙂
to co Czarodka napisala o manipurze mnie troche przestraszylo... bo ja wlasnie od manipury zaczynam (z ksiazki) i teraz mysle ze moge cos namieszac. czy jest jakis sposob zeby sprawdzic czy robie to dobrze, czy juz gdzies poblockowalam cos bardziej?
ojejku ojej, no i to jest wlasnie ta pulapka o ktorej mowiłam. ksiazki czesto daja cwiczenia na poszczegolne czakry osobno ale nie mowia ze kolejnosc ma znaczenie. Storczyk, wracajac do twojego pytania - ja w praktyce zazwyczaj ide od dolu, ale u osob z tym wzorcem zamrozenia robie wyjatek i zaczynam od anahaty. dosłownie: kilka sesji samej anahaty zanim w ogole dotknę manipury
to jest dobre pytanie i nie ma jednej odpowiedzi. muladhara jako fundament brzmi logicznie ale w praktyce nie zawsze trzeba isc od dolu do gory jak po drabinie. widzialam osoby bardzo dobrze zakorzenione a totalnie zablokowane w sercu i odwrotnie. czakry nie sa piętami budynku gdzie bez fundamentu nic nie stoi
hej, he, "nie sa piętami budynku" - dobra metafora. ale mam watpliwosc: skad wiadomo ze praca z anahata u kogos z zamrozeniem w ogle dotrze do tej osoby? mowilysmy wczesniej ze oni czesto nie wiedza ze maja problem. wiec jakby... czy oni w ogole dopuszczaja do siebie te prace?
a moze te osoby co maja zamroznięte serce i slaby humor to po prostu sa... nie wiem... uszczeslwione wlasnie tym zamrozeniem? bo jakby - nie cierpia, nie czuja ze brakuje im czegoś. to czy w ogole trzeba im "pomagac"?
no ale chyba nie jest tak ze te osoby sa szczesliwe? ja przynajmniej tak to rozumiem, ze tam jest jakis rodzaj pretepionego... nie wiem jak to nazwac... pustki? tylko ze ta pustka sie nie przeklada na wyrazny bol, wiec sie jej nie zauwaza. czy to nie jest troche smutne samo w sobie?
ojejciu kochana, jest cos w tym co Krwawnik pisze. to nie jest szczescie, to jest cisza po wybuchu, nie cisza ogrodu. przynajmniej tak to widzę, roznica jest kluczowa bo w jednym jest zycie a w drugim jest tylko brak halasu. i wlasnie dlatego ci ludzie czesto nie smieja sie z siebie, bo smch wymaga odwagi bycia widocznym na chwile, a oni tej odwagi nie maja 😛
ależ, sluchajcie bo chce tu wrocic do czegoś praktycznego, bo troche nam odpłynelo. w sumie, storczyk pytala jak pracowac. mam pytanie do Czarodki - te kilka sesji anahaty o których mowisz, to co konkretnie robisz w tych sesjach? medytacja, oddech, kamienie, coś innego?
o, ja mam Judith i tez tak robie! i nigdy nie przyszlo mi do glowy ze kolejnosc moze miec znaczenie. Tosia, to teraz tez sie zastanawiam... bo juz trzeci miesiac od dolu do gory i nie wiem czy cos "robie zle". moze ktos kto ma doswiadczenie oceni? 😀
no wlasnie, troche tu sie robi panika bez powodu. Judith to klasyk i tam jest metoda na caly system, nie na konkretne zaburzenia. jak ktos ma specyficzny problem - typ tego "zamrozenia" o ktorym mowi Storczyk - to moze potrzebowac indywidualnego podejscia, ale przecietna praktyka z ksiazka to nie chirurgia 😉
