U tej starszej stażem, tak, jest taki moment. Mniej więcej w środku sesji, kiedy skupiamy się na anahata, jest chwila kiedy oddech się wyrównuje i widzę że coś odpuszcza. Ale to trwa może kilka minut i potem wraca ta sama czujność. U drugiej, tej krócej ze mną, nie obserwuję tego wcale. Ona jest skupiona od początku do końca, jakby kontrolowała każdy krok procesu.
Czytam ten wątek od dawna i mam pytanie może głupie, ale co to znczy ze ktos kontroluje kzdy krok procesu? bo ja nie do końca rozumiem jak to wygląda w praktyce podczas takiej sesji, czy ta osoba pyta co teraz, co dalej, sprawdza na zegarek czy co? 😛
To co opisujesz przy tej drugiej, ta nieustanna czujność i pytania o poprawność, to mi przypomina stan w którym ciało nigdy nie wychodzi z trybu oceny. I tu jest problem, bo praca energetyczna wogóle wymaga pewnego stopnia poddania się procesowi, nie zarządzania nim. Jak ktoś przez cały czas ocenia czy dobrze oddycha, to po prostu nie oddycha.
przepraszam ale mam wrazenie ze ta rozmowa mocno dryfuje w strone psychoterapii, nie pracy z czakrami. tak mi się wydaje, tzn nie mowię ze to złe, tylko ze nie rozumiem juz gdzie jest granica miedzy tym co robicie wy a tym co robily psychiatra albo psycholog. bez zaczepki, naprawde pytam 😉
Wracam do tej kwestii kontrolowania procesu przez drugą kobietę, bo mnie to nurtuje. Jeśli ona pyta czy to co czuje jest "właściwe", to znaczy że ma w głowie jakiś wzorzec poprawnego czucia, prawda? I pewnie zanim w ogóle przyszła na sesję, już sobie wyobraziła jak to ma wyglądać. Czy Cesarzowna próbowałaś kiedyś zapytać ją skąd ma ten obraz prawidłowej sesji? 🙂
Hmm, słuchajcie, może to trochę nie na temat, ale czy takie osoby, które mają obsesję na punkcie czystości, nie mają może jakiegoś szczególnego stosunku do energii innych ludzi? Zastanawiam się bo znam kogoś kto bardzo boi sie "zabrudzenia" czymś od zewnątrz, dosłownie, jakby czyiś energia mogła ją zarazić. I to wydaje sie zupełnie inny przypadek niż ten co tu opisujecie.
rety, właśnie chciałam to samo powiedzieć co Anusia. Serenity, ten kogo znasz to raczej temat na osobny wątek, bo tu mówimy głównie o tej wewnętrznej pętli kontroli, a nie o relacji z cudzą energią. choć, to ciekawe, ciekawa jestem Cesarzowna, czy te kobiety z którymi pracujesz mają też lęk przed takim zewnętrznym brudem, czy to tylko wewnętrzne.
Jedna z nich, ta dłużej ze mną, tak, ma też taki element. Opowiadała mi że nie lubi kiedy ktoś wejdzie do jej pokoju podczas medytacji, jakby mogło to zniszczyć coś co tworzy. Nie wiem czy to lęk przed cudzą energią, czy raczej lęk przed przerwaniem rytuału i utratą kontroli nad przestrzenią. u mnie to drugie brzmi bardziej prawdziwie 😀
Mam notatki z dwóch przypadków z przeszłości gdzie ta kwestia się pojawiała i za każdym razem kiedy rozmawiałam z taką osobą o czystości, okazywało się że pod spodem jest coś o granicy, nie o czystości samej w sobie. Jakby czysta przestrzeń znaczyła bezpieczna przestrzeń, moja przestrzeń, gdzie nikt nie wchodzi bez zaproszenia. Może tu jest podobnie?
