Nie wiem czy to właściwe miejsce ale gdzieś muszę to napisać. Mam 31 lat i nadal nie potrafię powiedzieć rodzicom "nie". Chodzi mi dosłownie o wszystko - czy przyjadę na święta, czy pożyczę kasę, czy zostanę dłużej bo mama chce pogadać. I zawsze w takich momentach czuję dosłownie fizyczny ucisk w klatce piersiowej, jakby coś mi blokuje oddech. Zaczęłam czytać o czakrach i trafiłam na to że czakra serca i gardła mogą mieć z tym związek. Czy ktoś miał podobnie? Czy praca z czakrami w ogóle może pomóc w czymś tak... przyziemnym jak relacje z rodzicami?
To bardzo częsty temat i powiem ci szczerze - to NIE jest przyziemne. To jeden z najgłębszych wzorców energetycznych jakie znam. Ten ucisk w klatce to klasyczny objaw zablokowanej anahaty, czakry serca. Ale zanim cokolwiek poradzę - jak to wygląda u ciebie konkretnie? Czy ten ucisk pojawia się tylko przy rodzicach czy w innych relacjach tez?
a niech to, O, ja miałam identycznie. Dosłownie taki sam ucisk i zawsze przy mamie. U mnie okazało się ze to była zablokowana piąta czakra, gardłowa bo po prostu fizycznie nie mogłam wydobyć słów kiedy trzeba było coś powiedzieć. Jakbym miała coś w gardle. Pracowałam z tym przez jakiś czas i naprawdę coś się ruszyło - zaczęłam przynajmniej mówić co czuję, nawet jeśli jeszcze nie zawsze słyszę "nie".
Hmm, trochę bym tu zwolniła z diagnozowaniem czakr. Niemożność stawiania granic z rodzicami to temat który leży raczej w psychologii - schematy z dzieciństwa, lęk przed odrzuceniem, poczucie winy. Praca z czakrami może być uzupełnieniem ale szczerze? Sama wizualizacja anahaty nie sprawi ze nagle powiesz rodzicom dość. Czy zastanawiałaś się nad tym bardziej od strony psychologicznej?
To co mówisz o rozbieżności między wiedzą a ciałem jest bardzo konkretna obserwacja. W pracy z energetyką ciała to sie nazywa mniej więcej "zamrożony wzorzec" - coś co zostało utrwalone zanim w ogóle zaczęłaś myśleć. Ale chcę zapytać - skąd wiesz że to akurat czakra serca a nie splotu słonecznego? Bo ten ucisk w klatce i niemożność powiedzenia "nie" to dla mnie bardziej manipura niż anahata.
Dorzucę coś z innej strony bo chyba nikt jeszcze nie wspomniał - w astrologii relacje z rodzicami to czwarty dom, a granice to Saturn. Jeśli ktoś ma Saturna w trudnym aspekcie do Księżyca albo do Wenus to ta niemożność stawiania granic z rodzicami jest dosłownie wbudowana w mapę urodzenia. Czakry i astrologia mówią o tym samym tylko innym językiem, moim zdaniem.
Ja sie wtrącę bo to bardzo blski mi temat. no ale, u mnie to bylo tak ze kiedy odwiedzałam rodziców to potem przez kilka dni czułam się totalnie wyciągnięta z energii jak balon z którego uszło powietrze. Nie wiedziałam czy to duchy, zmęczenie czy co. Koleżanka mi powiedziała że to może być coś energetycznego w samej relacji że niby rodzice mogą nieświadomie "brać" energię. Nie wiem czy to ma sens ale to bardzo pasowało do tego co czułam.
O energetycznym wyciąganiu w relacjach rodzic-dziecko dużo się mówi i powiem szczerze - to jest realne zjawisko, ale bardzo nadużywane słowo. Nie każdy rodzic to "wampir energetyczny", czasem po prostu relacja jest trudna i wracamy z niej zmęczone. Klimcia, to co opisujesz - ile czasu trwają te wizyty i czy zaczęłaś jakoś inaczej je kończyć? 😛
To co opisujesz, i ty Sydonio i Klimcia, to bardzo podobny wzorzec. co prawda, poczucie winy jako mechanizm kontroli - i pytanie czy to jest wyuczone czy naprawdę energetyczne. Moim zdaniem to obie rzeczy naraz. I właśnie dlatego sama terapia nie zawsze wystarcza, bo przepracowujesz myśl ale w ciele zostaje wzorzec który mówi: jeśli odmówię to zniknie miłość. To jest błąd w czakrze serca - przekonanie że miłość jest warunkowa.
Przeglądam ten wątek i zastanawiam sie - czy jest jakiś konkretny sposób żeby zacząć pracę z tą czakrą serca w kontekście rodzinnym? Bo ogólnie o czakrach trochę czytałam ale nie wiem jak to sie robi praktycznie, czy to jest medytacja, kamienie, coś innego?
Hej, trochę sceptycznie do tego podchodzę ale ten temat mnie wciągnął, serio. Mam pytanie do Anahaty - mowisz że czakra serca to "przekonanie że miłość jest warunkowa". Ale to jest przekonanie, czyli coś mentalnego. Jak to się ma do energii? Gdzie jest granica między psychologia a tą pracą energetyczną bo nie rozumiem 🙁
Dobra ale "działa" to za mało. Co konkretnie się zmieniło po tej pracy? Bo Lonia napisała wyżej że zaczęła mówić co czuje - ale czy powiedziała rodzicom "nie"? Bo to jest zupełnie inny poziom. mniej więcej, mówić co się czuje to jedno, a postawić granicę i utrzymać ją kiedy rodzic się obraża to drugie.
Ja jestem trochę z boku bo dopiero zaczynam sie interesować czakrami ale ta rozmowa bardzo mnie porusza. tak myślę, mam podobny problem z mamą i zawsze myślałam ze to ja jestem jakoś nie w porządku, ze nie umiem być dorosła. A tu czytam ze to może być coś głębszego. To dla mnie... duże. Nie wiem jeszcze czy w to wierzę ale czytam z otwartym sercem.
Czytam to wszystko i mam jedno pytanie do Sydoni - ty mówiłaś ze byłaś dwa lata na terapii i wiesz od strony psychologicznej o co chodzi, ale ciało robi swoje. Ale jak to wyglądało u ciebie praktycznie? Bo ja rozumiem teorię, ale kiedy mama dzwoni i zaczyna, to u mnie to jest dosłownie zero, nie ma żadnej myśli, tylko jakiś automat.
No dobra, "praca cielesna" - jasne, to ma sens, jest nawet nurt w psychoterapii który sie tym zajmuje, Somatic Experiencing i podobne. no ale ale to ma solidne podstawy badawcze. A praca z czakrami? Co konkretnie robisz Sydonio, żeby "odblokować czakrę"? Bo to robi różnicę czy mówisz o świadomym oddychaniu i skupieniu na ciele, czy o wyobrażaniu sobie zielonego kółka przy sercu 😀
mhm, ale czy to nie jest właśnie problem - że można sobie przykleić dowolną interpretację do czegokolwiek? Bo ja tez mogę powiedzieć ze jak ćwiczę i spalam adrenalinę to "oczyszczam czakrę solarną". no, no tak, poczuję się lepiej, ale nie dlatego że czakra. Jakoś mnie to uwiera 😛
Hej, wracam do pytania które zadałam wcześniej bo chyba przepadło. czy ktoś może mi powiedzieć praktycznie jak wygląda praca z czakrą serca w kontekście właśnie tej granicy z rodzicami? Bo czytam i rozumiem że to czakra serca i manipura, ale co sie z tym robi? Medytacja jakiś konkretna?
A czy kamienie pomagają przy tej pracy? Czytałam gdzieś że różowy kwarc jest do czakry serca. Nie wiem za bardzo jak to działa, ale mam taki kamień i zastanawiałam sie czy trzymać go podczas tej medytacji czy to bez sensu 😉
Ja bym dodała ze do pracy z manipurą nieźle sprawdza się też ametyst, bo oczyszcza blokady energetyczne w całym układzie czakr. Ametyst jest taki trochę uniwersalny. Przynajmniej u mnie świetnie się sprawdził przy podobnych sprawach 🙂
ee, mam pytanie do Anahaty bo to mnie nurtuje od początku tej rozmowy. moim zdaniem, mówisz o czakrze serca i manipurze w kontekście granic z rodzicami. ale skąd wiesz która czakra jest zablokowana u danej osoby? To jest intuicja, jakieś badanie, obserwacja objawów? Czy każdy sam to czuje?
ojej ojej, O, to mi sie przydaje bo ja zawsze czułam ten ucisk w klatce piersiowej i myślałam ze to nerwice albo cos. A teraz jak czytam - czakra serca. Anahata, a jak długo mniej więcej trwa zanim sie coś poczuje podczas tej pracy? Bo mi sie wydaje ze siedzę, skupiam się i nic, zero, nuda.
Nuda to tez jest informacja. Kiedy nic nie przychodzi to często znaczy ze coś jest bardzo głęboko zamrożone. W numerologii datę urodzenia mozna powiązać ze ścieżką życia i to czasem pokazuje które obszary mają naturalny opór. Sydonio, pamiętasz swoja date? Mozna sprawdzic czy twoja liczba zycia ma coś wspólnego z relacjami rodzinnymi.
ojej rety, ej, tylko zeby nie wyszło ze rozwiązaniem dla Sydoni jest obliczenie daty urodzenia. Trochę za proste na tak złożony temat. Sydonia napisała ze ma za sobą dwa lata terapii i realnie pracuje z tym problemem, a my jej tu zaraz zaczniemy wróżyć z liczb.
Mam wrażenie ze ta rozmowa trochę sie rozjeżdża. Wracając do początku - Sydonia pytała o konkretne doświadczenie z ciałem, o tę rozbieżność między wiedzą a odczuciem. Miałam podobnie i u mnie to przełom zrobiło coś bardzo prostego: zaczęłam zauważać ZANIM wejdę do domu rodziców co czuje w brzuchu. Dosłownie zanim przekroczę próg. I okazało się ze już wcześniej wszystko sie "zwijało" w środku, jakbym przygotowywała sie na coś trudnego. Samo zauważenie tego zmieniło coś 🙁
Sydonio, to co napisałaś o telefonie mamy - to jest dokładnie to co chciałam zrozumieć. z mojego doświadczenia, ze ciało reaguje zanim w ogole wiesz co sie stanie. a jak Ty sobie z tym radzisz w tej chwili? Odbierasz mimo tego sygnału z brzucha, czy już potrafisz czasem nie odebrać?
Nie no, przesadzasz. szczerze? Wciaz najczesciej odbieram. w sumie, ale juz chociaż wiem ze odbieram świadomie, a nie automatycznie. To brzmi może jak mało, ale dla mnie to jest naprawdę duza zmiana. Przedtem w ogole nie zauważałam ze sie dzieje cos z ciałem, po prostu siegałam po telefon.
o rany, to wcale nie jest mało. Ta chwila między bodźcem a reakcją, to jest właśnie to miejsce gdzie granica w ogole może powstać. przynajmniej u mnie, jak jej nie ma, to działa czysty automat.
