hej, czytałem cały wątek i mam pytanie może trochę z innej beczki - czy przy tej tęsknocie za granicą może pomagać jakiś konkretny kamień noszony na co dzień, nie tylko do medytacji? gdzieś czytałem o różańcu z kamieni do Anahaty ale nie wiem czy to ma sens
o wow, Dankaa dzieki za to rozroznienie, nie wiedzialem ze to tak rozne tradycje. z mojego doświadczenia, a ta rodochrozytem - gdzie sie ja nosi? przy sercu na lancuszku czy po prostu w kieszeni? bo jakos nie wyobraza mi sie chodzic caly dzien z kamieniem w staniczku haha
ojejunie, a ja bym tu dodała jeszcze jedną rzecz do tego co Dankaa pisze o rodochryzcie - on też ma taką właściwość że podobno łagodzi te bardziej gwałtowne "wybuchy" tęsknoty, tzn nie wycisza jej całkowicie, tylko jakby zaokrągla ostre krawędzie. przynajmniej u mnie, przynajmniej tak to czuję kiedy go mam przy sobie. trudno oczywiście powiedzieć czy to kamień czy po prostu efekt skupienia uwagi, ale w sumie czy to ma znaczenie jeśli pomaga? 🙂
ee, no włanie to "czy ma znaczenie jeśli pomaga" to jest teza którą mogę zakwestionować. bo jeśli efekt jest wyłącznie placebo, to znaczy że można go osiągnąć dowolnym kamieniem, byle był ładny i mial dla nas znaczenie. wtedy caly system przypisywania konkretnych kamieni do konkretnych czakr traci sens jako coś więcej niż symbolika
dobra ale wracając na chwilę do tej rozmowy o ciepłe i zimnie bo mi to utkwilo w głowie - Modrzewnica pisała że u niej zimno jest najgorsze wieczorami. no, a ja mam pytanie do ogółu: czy ta zmienność w ciągu dnia nie może być po prostu... zmiennością nastroju? bo wieczorem jestem bardziej zmęczona i wszystko odczuwam intensywniej, więc i tęsknota boli bardziej. nie wiem czy to trzeba od razu tłumaczyć czakrami
hm, dobra, to jest uczciwa odpowiedź. nie zgadzam się do końca ale rozumiem co masz na myśli. jak by nie patrzeć, w sumie jeśli "mówię do siebie" językiem czakr i to mi pomaga, to jest to lepsza strategia niż nic, przyznam
czytam to wszystko i myślę sobie że chyba mam ten sam dylemat co Klimcia_S - nie wiem czy "wierzę" w czakry w sensie że to realne struktury energetyczne, ale te opisy bardzo pasują do tego co przeżywam. zwłaszcza to zimno wieczorami. i szczerze to nie wiem czy to ważne żebym wiedziała skąd to pochodzi, ważne że jest jakiś sposób żeby z tym coś zrobić, nie? 🙂
to co opisuje Modrzewnica brzmi bardzo znajomo i nie jest to rzadka sytuacja. ta "przepaść czasowa" między własnym dołkiem emocjonalnym a dostępnością bliskich to osobny temat który warto przemyśleć. praca z Anahatą może być tu pomocna włanie dlatego że jest dostępna zawsze, niezależnie od stref czasowych 🙂 ale Rumianka ma rację że to nie zastąpi kontaktu z ludźmi
dokładnie tak jest!! u mnie tez jest ta przepaść, mama pracuje rano i kiedy mi sie źle robi późnym wieczorem to nie ma sensu dzwonic. zaczełam właśnie przez to robić te ćwiczenia oddechowe i najpierw mi pomagało, a potem był ten płacz o którym pisałam. Rumianka63 - powiedziałaś żeby przesunak na wcześniej, ale co zrobic jeśli ten dołek przychodzi konkretnie wieczorem? robic ćwiczenia "zapobiegawczo" po południu?
to co Rumianka opisuje to jest wlasciwie zasada ogólna w pracy z polem - nie pracuj z czyms w szczycie kryzysu jeśli jesteś początkująca. to dotyczy nie tylko Anahaty. wchodzenie głęboko w pracę z sercem kiedy się jest bardzo zranioną to jak operowanie wlasnej rany w ciemności. możliwe, ale po co
no ładnie, dobra, tylko mam wrażenie że trochę odeszliśmy od kwestii ciepła i zimna jako takiej, a było kilka pytań bez odpowiedzi. przynajmniej tak to widze, wawrzek94 pytał wcześniej o obserwację zewnętrzną, o bioenergoterapeutów. to jest zasadne. ja mogę powiedzieć że pracując z ludźmi wielokrotnie czułem w obszarze klatki piersiowej albo wyraźne ciepło (zazwyczaj przy Anahacie aktywnej, często połączone z intensywną pracą emocjonalną danej osoby) albo coś co opisałbym jako zagęszczenie lub ciężkość przy zablokowaniu. czy to jest "obiektywne"? nie wiem. ale jest powtarzalne u różnych osób
Wtrącę swoje trzy grosze, ale to mnie zastanawia - jak ktoś kto jest sceptyczny jak Wawrzek94 w ogóle jest na forum o czakrach? 😀 nie mówię że źle, wręcz przeciwnie, ale czytam tę dyskusję i mam wrażenie że on jest tu najbardziej racjonalnym głosem i paradoksalnie przez to ta rozmowa jest lepsza 😛
chciałam tylko powiedzieć że ta rozmowa jest bardzo wartościowa i dużo mi dała, szczególnie to co Rumianka pisała o ćwiczeniach wieczornych i to o tym kamieniu od Dankaa. dziękuję wszystkim za takie szczere wymiany 🙂 sama jestem w podobnej sytuacji co Modrzewnica, mój syn studiuje za granicą i ja jako mama też czuję to zimno w klatce kiedy tęsknię za nim. zastanawiam się czy to działa tak samo kiedy tęsknisz za dzieckiem jak kiedy tęsknisz za domem
czytam ten wątek od początku i mam takie pytanie, moze trochę z boku - czy to zimno które Modrzewnica opisuje, to jest zimno fizyczne, dosłowne? bo ja jak czytam o takich odczuciach to nie wiem czy to tak jakby temperatura spada naprawde czy to bardziej takie... wewnętrzne? nie wiem jak to ująć 😀
dorzucę tu swoje trzy grosze bo ta kwestia ciepła i zimna to jest może najważniejszy nierozwiązany wątek w tym temacie. w pracy bioenergotycznej zimno w obszarze serca to klasyczny sygnał blokady przepływu. ale uwaga - nie każde zimno jest blokadą i nie każda blokada daje zimno. u niektórych osób zablokowana Anahata daje dziwne ciepło, jakby przekrwienie. więc nie ma jednego schematu i bym odradzał zbyt pochopne interpretacje na podstawie samego odczucia temperatury
hm, ta analogia z gorączką jest ciekawa, przyznam. ale gorączka ma przynajmniej mierzalną skalę. a tutaj jak ktoś mówi "czuję zimno w Anahacie" to nie ma żadnego zewnętrznego odniesienia, same subiektywne odczucia. co nie znaczy że to nieprawdziwe, tylko że trudno to porównać między osobami
właśnie chciałam nawiązać do tego co Klimcia_S napisała, bo to jest w sumie sedno całej tej rozmowy. o ile dobrze rozumiem, te odczucia są z natury subiektywne i tu tkwi i siła i słabość tego podejścia. siła bo ty sam siebie znasz najlepiej. słabość bo łatwo o projekcję albo o to że czujesz to czego się spodziewasz czuć po przeczytaniu opisu
właśnie to mnie trochę niepokoi, to co Dagmarkaa napisała. bo jak zaczełam czytać o Anahacie i czakrach to nagle te zimne wieczory dostaly nazwę i... nie wiem czy zaczełam je bardziej ZAUWAŻAĆ bo miałam etykietkę, czy one naprawde były i teraz je po prostu rozpoznaję. to jest chyba niemozliwe do oddzielenia
to jest bardzo dojrzała obserwacja i mało kto ją tak formułuje na początku pracy z tymi tematami. jak dla mnie, szczerość w tym pytaniu to dobry znak. i odpowiedz jest taka że prawdopodobnie obie rzeczy na raz - etykietka pomaga zauważyć ale to co zauważasz niekoniecznie przez to przestaje być realne. pytanie praktyczne jest inne: czy te wieczory są teraz łatwiejsze do przejścia? bo jeśli tak, to coś działa, niezależnie od mechanizmu 🙂
ojej rety, u mnie było dokładnie tak jak Nashiraa opisuje!! zaczełam nazywać i jakoś. swoją drogą, .. to miało ręce i nogi, wiedziałam co z tym robić. wcześniej to był po prostu dołek i nie wiedziałam nawet od czego zacząć. a teraz przynajmniej mam jakiś punkt startowy. czy to placebo czy nie, mam sposób-... o, przepraszam, chciałam powiedzieć mam jakiś sposób żeby zadziałać
