to co Oksanka mówi o tym że trudno to wytłumaczyć bo on jest "porządny" i "pracuje" - to chyba jeden z najtrudniejszych scenariuszy. u mnie tak jest, nie ma dramatu, nie ma oczywistego powodu żeby cokolwiek zmieniać, a jednocześnie jest ta pustka. Czy ktoś tu miał kiedyś podobnie z bliska osobą? Niekoniecznie mąż, może ojciec, matka - ktos kto był i nie był równocześnie?
Ewunia właśnie to mnie uderzyło! że to nie musi być ktoś kto celowo skrzywdza, wystarczy ta nieobecność i to rozchodzi się na całą rodzinę. A dzieci to wchłaniają i potem nie wiedzą skąd się bierze to co czują w sobie, prawda? Oksanka mówiła wcześniej o starszym synu że jest napięty i o córeczce - oni pewnie to noszą w sobie i nawet tego nie nazywają.
Rozalka trafnie to ujmuje. Dzieci nie mają jeszcze wykształconych mechanizmów ochronnych jeśli chodzi o pole energetyczne - wchłaniają wzorce obecne w domu dużo głębiej niż dorośli. swoją drogą, starszy syn który jest napięty, córeczka która być może jest nadmiernie wrażliwa - to są prawdopodobnie odzwierciedlenia tego co trwa w przestrzeni domowej od lat. To nie jest wina dzieci ani Oksanki, to jest efekt długotrwałego wzorca.
ojoj, nie za bardzo rozumiem jedno - mówicie że dzieci wchłaniają to energetycznie, ale czy to oznacza że one będą potem "skażone" tym wzorcem na całe życie? pytam bo mam młodszą siostrę i u nas w domu też jest podobnie z tatą i trochę się martwię o nią szczerze
wracam do Oksanki i jej pytania sprzed kilku postów bo myślę że wisi. Pytałaś czy to jest tak że albo on się zmieni albo się uczysz żyć. Chcę powiedzieć że jest trzecia opcja której tu nie nazwałyśmy wprost. Że TY się zmieniasz - nie w sensie że przyzwyczajasz się i drętwieje, tylko że budujesz siebie na tyle mocno że jego wzorzec przestaje być dominujący w tej przestrzeni. To nie jest łatwe i to trwa, ale to jest realna opcja.
okej ale chwila - zanim pójdziemy dalej w praktyki, mam pytanie do Oksanki. Piszesz że nie wiesz czy jest jasne i że przywykłaś. Rozmawiałaś kiedyś z mężem o tym jak się czujesz? Nie o energetyce, po prostu - o tym że jest ci trudno, że czujesz jego nieobecność? Pytam bo to jest dla mnie ważna informacja zanim będziemy dalej omawiać co Oksanka może robić sama.
Sennica - próbowałam. Raz dawno temu zaczęłam rozmowę i on powiedział że pracuje dla nas i że nie rozumie o co mi chodzi. I może ma trochę racji, bo obiektywnie rzeczy mamy i nie narzekamy. Ale po tej rozmowie jakoś... odpuściłam. I nie wróciłam do tego tematu. Minęło dużo czasu od tamtej rozmowy.
Oksanka - "odpuściłam i nie wróciłam" - to brzmi jak coś co warto by jednak wrócić. Nie mówię żeby od razu wielka rozmowa i konfrontacja, ale ta rezygnacja którą opisujesz - że powiedział że nie rozumie i ty przyjęłaś że tak jest i koniec - to nie jest rozwiązanie. To jest właśnie to drętwienie o którym pisała Judytka wcześniej. Czy jest szansa na spokojną rozmowę teraz, po tylu latach? 😛
ojej, czytam to i mi serce boli trochę za Oksankę. Mam pytanie może naiwne ale - czy on w ogóle wie że ona tak się czuje? Znaczy czy to w ogóle dotarło do niego że w domu jest jakaś pustka? Bo może on naprawdę nie widzi, ludzie żyjący całkowicie w pracy często dosłownie nie widzą co się dzieje dookoła 😉
zatrzymajmy się na chwilę bo rozmowa zaczyna iść w kierunek terapii małżeńskiej a nie czakr, i to rozumiem bo temat sam tu zaprowadzil. Ale chcę powiedzieć jedną rzecz praktyczną: wszystkie techniki ochrony pola, zakorzenienia, kamienie, intencje - to są rzeczy które pomagają Oksance funkcjonować lepiej w tej sytuacji. To nie jest rozwiazanie sytuacji. To są narzędzia do przeżycia, nie do zmiany. Czy Oksanka szuka jednego czy drugiego? Bo to ma wpływ na to co jej doradzamy
Eliksirnik - to jest dobre pytanie i szczerze niewiem. tak czy siak, chyba obu. Chcę lepiej funkcjonować bo teraz jest ciężko, ale głębiej to chcę żeby było inaczej. Tyle że zmiana "tego jak jest" wydaje mi się tak odległa że nawet nie wiem czy o niej marzę czy się tylko jej boję.
no no, oksanka, zatrzymałam się na tym co napisałaś - że on powiedział "nie rozumiem o co ci chodzi" i ty to przyjęłaś. Mam pytanie, bo to mnie uderzyło: czy ty wtedy poczułaś że naprawdę nie da się tego wytłumaczyć, czy raczej że nie chcesz go zmuszać do rozumienia? Bo to są dwie bardzo różne rzeczy, i każda inaczej siedzi w ciele, inaczej pracuje na energetykę.
hej, wchodzę trochę z boku bo dopiero doczytałem wątek ale mam wrażenie że ta cała rozmowa kręci się wokol Oksanki i jej meza, a tu jest jeszcze temat energetyki rodziny jako całości. No i mi się nasuwa pytanie - co z tymi dziećmi konkretnie? Czeslaw wspomniał wcześniej że syn jest napięty, córka wrażliwa. Czy to nie jest tak ze w takiej rodzinie kazdy nieświadomie bierze na siebie jakąś "funkcję" energetyczną żeby utrzymać równowagę?
powiem szczerze - trochę mnie irytuje jak w takich wątkach każde zachowanie dziecka od razu dostaje etykietkę "zablokowana czakra X". siostra Czcibora jest spokojna - i co, to już diagnoza energetyczna? Dzieci są różne, niektóre są po prostu introwertyczne. nie mówię że energetyka nie gra roli, ale zanim zaczniemy dzieciom przyklejać jakiekolwiek etykietki, może warto zapytać co ona sama mówi jak ją zapytać wprost
wracam do Oksanki bo myślę że jej pytanie zostało trochę pogrzebane pod innymi wątkami. Napisałaś że "chcesz żeby było inaczej ale wydaje ci się tak odległe że nie wiesz czy o tym marzysz czy się boisz". I mnie to zdanie od kilku postów siedzi. Bo to brzmi jak ktoś kto już prawie przestał wierzyć że zmiana jest możliwa. I pytanie czy to jest wniosek z jednej rozmowy sprzed lat, czy coś co narastało przez cały ten czas?
Marchewka - chyba narastało. Jedna rozmowa to było dawno, ale potem było tyle małych momentów kiedy coś próbowałam powiedzieć i albo nie trafiało, albo kończyło się na tym że jestem przewrażliwiona. I po pewnym czasie człowiek przestaje próbować, bo każda nieudana próba boli, wiesz? I chyba właśnie to jest to czego szukam tu - jakiegoś sposobu żeby coś poczuć, żeby przestało boleć albo żeby zrozumieć co z tym zrobić 😉
no ładnie, oksanka, to co opisujesz - to "nauczyłam się nie próbować" - z punktu widzenia pracy z czakrami to jest bardzo konkretna sprawa. Czakra gardła powoli się zamyka bo komunikacja okazywała się nieskuteczna, i równolegle czakra sercowa zaczyna budować coś w rodzaju muru żeby chronić przed kolejnym bólem. Problem w tym że ten mur chroni też przed czuciem innych rzeczy. Nie tylko bólu.
o właśnie! ja w ogóle nie rozumiem dlaczego ludzie stawiają to jako albo-albo, albo czakry albo psychologia. Ja sama korzystam z obu i jedno drugiemu nie przeszkadza, wręcz przeciwnie. Energetyka pomaga mi to "poczuć w ciele" a psychologia pomaga to opisać i przepracować w głowie. Oksanka, czy ty w ogóle miałaś kiedy kontakt z terapią, niekoniecznie ezoteryczną?
hmm czytam ten wątek od jakiegoś czasu i mam morze głupie pytanie - co to znaczy że czakra gardła sie "zamyka"? dosłownie cos fizycznego sie dzieje czy to bardziej metafora? pytam serio bo pierwsze spotkanie z tematem czakr i trochę sie gubię w tym co dosłowne a co symboliczne
