ale to ćwiczenie co opisała Michalinka - to czy można to też zrobić z oddechem? bo ja słyszałam że muladhara reaguje napięciem w dolnej części ciała gdy coś ją aktywuje, i że można to wyłapać przez skan ciała. z tego co pamiętam, czyli nie tylko przez obserwację myśli ale przez ciało? 😛
Galaktyka, tak i włanie dlatego praca somatyczna jest tu często skuteczniejsza niż sama analiza mentalna, bo jak siedzisz i analizujesz to możesz się okłamywać, a ciało kłamać nie umie. ja robiłam kiedyś takie ćwiczenie gdzie kładziesz dłonie na dolnym brzuchu i mówisz na głos zdanie "mam prawo zajmować przestrzeń" i obserwujesz co się dzieje fizycznie. i to było dla mnie o wiele bardziej diagnostyczne niż jakakolwiek lista pytań.
dobra, to jest konkretne. ale mam jedno "ale" - bo jak ktoś nigdy nie robil zadnych takich cwiczen to moze nie wiedziec co czuje w ciele, po prostu nie umiec tego odczytac. co prawda, mnie na poczatku bylo wszystko jedno jak lezy dloc na brzuchu, nic nie czulem. trzeba sie tego nauczyc czy to od razu dziala?
dobra, to teraz ja zagnam trudne pytanie w strone Idalki - to zdanie "mam prawo zajmować przestrzeń" i obserwacja ciała. że tak powiem, skad wiesz ze ta reakcja ciala jest diagnostyczna dla muladhary a nie np dla jakiegos ogolnego poziomu napiecia miesniowego czy stanow lekowych? pytam bez ironii, naprawde chce wiedziec jak to rozrozniac.
Erazm, i tu jest sedno. prawda jest taka ze nie zawsze da sie jednoznacznie rozroznic, i kazda uczciwa osoba ktora pracuje z czakrami powinna to przyznac. jak by nie patrzeć, ale z mojego doswiadczenia wynika ze napięcie lękowe jest inne jakościowo niż ta ciężkość i zastygnięcie które pojawia się przy pytaniach o zakorzenienie. lęk zazwyczaj idzie w gore, ku gardle, klatce piersiowej. muladhara jak jest dotknięta tym konkretnym wzorcem o którym rozmawiamy - tym braku własnego gruntu - daje odczucia na dole, w nogach, w biodrach, jakby ktoś wyciągał dywan spod stóp. ale przyznam uczciwie - to jest subiektywne i wymaga czasu żeby się w tym zorientować 😉
wracając do tych czterech typów które próbowałam opisać wcześniej - bo widzę że dyskusja poszła w stronę diagnostyki i to dobrze, ale chciałam dopytać: czy przy tym czwartym przypadku, tym z traumą w ciele, praca z kamieniami w ogóle ma sens na początku? bo mam wrażenie że trauma somatyczna to trochę inny poziom i może tam potrzeba najpierw czegos innego?
o, i tu mam pytanie praktyczne bo to mnie dotyczy - co robić kiedy chcesz zacząć tę prace ale nie wiesz czy masz do czynienia z "pożyczoną energią" (jak to Michalinka nazywała) czy z traumą w ciele czy morze z obydwoma naraz? bo u mnie np. jest i to że wciąż dzwonię do mamy przy kazdej decyzji i jest jakiś ciężar w dolnej części pleców który mam od lat. to może być jedno i drugie jednocześnie?
Apolonka, i tak i tak. te warstwy sa nakladane jedna na druga jak cebula. czesto pod "pozyczona energia" siedzi wlasnie ta zamrozona trauma, bo mechanizm oddawania decyzji rodzicom jest sposobem na unikniecie wlasnego leku. wiec pracy moze byc wiecej niz sie wydaje na poczatku, ale to tez nie znaczy ze trzeba sie bac. zaczynam zawsze od obserwacji, nie od dzialania.
a ja odpowiem Idalkce na to pytanie co zadala wczesniej bo trochę to pominęłam - co się u mnie zmieniło. tak mi się wydaje, to nie był jeden moment, to było kilka małych rzeczy. po pierwsze zaczęłam podejmować decyzje i CELOWO nie dzwonić do mamy przez kilka dni po. po drugie - i to brzmi głupio ale działało - zaczęłam gotować rzeczy których mama nie lubila. takie malutkie własne wybory w bardzo konkretnych sprawach. i to sie nakladalo. chyba o to chodzi w tej pracy z muladharą że robisz małe konkretne fizyczne rzeczy które mówią twojemu układowi nerwowemu "tu jest twój grunt, nie tam".
Dreamweaver, i to jest naprawde ciekawe bo to co opisujesz - te male konkretne gesty - to jest chyba o wiele skuteczniejsze niz medytowanie na czakry godzinami. bo muladhara to czakra ziemi, materii, codziennosci. i chyba wlasnie dlatego reaguje na codzienne dzialania a nie na wzniosle rytualy. no chyba ze te rytualy tez sa konkretne i zakorzenione w fizycznosci.
to co Dreamweaver napisała z tym gotowaniem rzeczy których mama nie lubiła - to jest bardzo piękne i proste jednocześnie. zastanawiam sie czy takie codzienne "deklaracje niezależności" można sobie jakoś zaplanować, czy to działa tylko jeśli wychodzi spontanicznie? bo jak sobie to planuję to czy nie jest to zbyt sztuczne?
Marcelinka, mnie też to zastanawia. i jeszcze jedno - te ćwiczenia z ciałem i te małe decyzje to jedno, ale wracam do pytania o kamienie bo ten wątek trochę zgubiliśmy. Michalinka mówiła o smoky quartz przy traumie - a co z tą "pożyczoną energią" bez traum? czerwony jaspis był do separacji, no tak, ale jak długo powinno sie z nim pracować żeby poczuć jakąś zmianę? bo to wciąż nie zostało powiedziane.
Karolcia, nie ma jednej odpowiedzi na "jak długo" i nie podaję takich ram bo to zależy od głębokości wzorca. ale powiem tyle: jeśli po 3-4 tygodniach regularnej pracy z kamieniem nie czujesz żadnej różnicy, to znaczy że albo kamień nie jest tym czego potrzebujesz, albo dotykasz głębszej warstwy niż myślałaś. i wtedy warto zadać sobie pytanie co się opiera. nie "kiedy zadziała" tylko "co we mnie nie chce puścić" 🙁
to pytanie "co we mnie nie chce puścić" to jest naprawdę mocne. bo właśnie próbowałam siedzieć z tym przez chwilę i mam wrażenie że odpór pochodzi z lęku a nie z oporu jako takiego - jakby część mnie bała się że jak puści tę energię rodzinną to zostanie z pustką. czy to jest coś typowego? bo to brzmi jak paradoks - chcesz wolności ale boisz się pustki po niej.
Trochę mnie to drażni. galaktyka, i to jest jedno z najtrafniejszych opisów tego wzorca jakie tu padły. lęk przed pustką po uwolnieniu jest naprawdę powszechny i ma sens - przez lata ta "pożyczona" energia zastępowała własną, więc kiedy zaczyna odchodzić to jest ta chwila zawieszenia kiedy własna jeszcze nie wypełniła miejsca. to jak wypychanie oddechu i czekanie na wdech. jest moment pustki i trzeba go przeżyć. niestety nie da się go pominąć.
no dobrze słuchajcie - i nie mówię tego złośliwie - ale ta metafora z oddechem to jest ładna, ale co ona konkretnie znaczy w praktyce? bo rozumiem koncepcję, ale jak się "czeka na wdech własnej energii" to co sie robi przez ten czas? po prostu nic? czy cos? bo jak to wygląda w realu to dla mnie wciaz niejasne 😉
