Chciałem poruszyć temat który mnie ostatnio bardzo nurtuje, bo zauważam pewien wzorzec u siebie i u kilku osób które znam. w każdym razie, mam na myśli ludzi którzy dorastali w środowiskach gdzie nie mogli być dziećmi - przemoc, alkohol w domu, zbyt wczesna odpowiedzialność, może śmierć rodzica, cokolwiek. Chodzi mi o to jak to wpływa na czakry i ogólnie na przepływ energii w dorosłym życiu. Bo mam wrażenie że tacy ludzie mają specyficzny wzorzec, inny niż ci co mieli w miarę normalne dzieciństwo. Ktoś się z tym zetknął, praktycznie albo teoretycznie? 😉
o kurcze, to jest temat na który można dużo powiedzieć i dużo namieszać więc zacznę od pytania - o jakiej konkretnie wymianie energii mówisz? Bo to że czakry są powiązane z historią życia to oczywiste dla każdego kto pracuje z energią, ale ten temat bywa bardzo nadużywany. szczerze mówiąc, mówisz o blokadach? O nadaktywności? O tym jak taka osoba wymienia energię z innymi ludźmi?
No to ciekawy wątek. Ja bym powiedział ze te osoby mają zazwyczaj mocno zablokowaną czakrę splotu słonecznego, manipurę znaczy. bo tam siedzi poczucie własnej wartości i sprawczości a przeciez dziecko które musiało za szybko dorosnąć albo bylo traktowane źle to ma ten obszar totalnie powalony. Manipura jest odpowiedzialna za taką energię woli i jak jest zablokowana to albo ktoś jest bez siły albo kompensuje i staje się dominujący. widziałem to u znajomych, naprawde wyraźny wzorzec.
A skąd wiadomo która czakra jest zablokowana a która nadaktywna? Tzn czy to widać jakoś z zewnatrz czy trzeba miec specjalne umiejętności zeby to ocenić? Bo ja nie mam do czynienia z żadnym energetykiem i zastanawiam sie czy sam moge to jakoś sprawdzić
o, właśnie chciałam zapytać o to samo co Szeptun! bo czytałam że można samodzielnie skanować czakry ale nie wiem jak się za to zabrać. A ten temat który poruszył Magus jest dla mnie strasznie bliski, mam w rodzinie kilka osób z takim trudnym dzieciństwem i teraz widzę te wzorce o których piszecie 🙂
eh, wracając do sedna - mnie interesuje ten aspekt wymiany, czyli co się dzieje kiedy taka osoba wchodzi w relację z kimś. Bo zauważam że to jest jakiś taniec, nie jednostronna sprawa. Tzn ta osoba z trudnym dzieciństwem i ta "zwykła" też coś z tej relacji bierze. Tylko co? I czy ten przepływ jest w ogóle świadomy?
to co opisujesz Magus to jest właśnie ten problem z przepływem, który w tradycji energetycznej nazywa się czasem nieświadomą wymianą. dziecko które nie dostało bezpiecznej przestrzeni uczy się bardzo wcześnie jak manipulować energią otoczenia żeby przetrwać, tylko że "manipulować" brzmi złowrogo, a to jest po prostu mechanizm przetrwania. W dorosłości ten mechanizm zostaje i działa automatycznie. Pytanie do Ciebie - masz konkretny przypadek z życia czy to bardziej teoria?
Hm, od paru dni tu zaglądam i mam mieszane uczucia. Z jednej strony tak, czakry i historia życia są powiązane, to prawda. Ale z drugiej strony zaczynam się trochę niepokoić o kierunek tej rozmowy. Czy nie robimy tu z krzywdzonych dzieci jakichś "energetycznych problemów dla otoczenia"? Bo to już jest krok od powiedzenia że ktoś kto miał trudne dzieciństwo jest toksyczny energetycznie i lepiej się trzymać z daleka. Tylko moje odczucie.
No tak ale Aether trochę przestrzeliła bo nikt tu nie mowil że tacy ludzie są toksyczni, przynajmiej ja nie. nie wiem, chodzi o zrozumienie mechanizmu a nie stygmatyzację. Poza tym co do tej wymiany energii to jest ciekawe że włanie w relacjach intymnych to wychodzi najwyraźniej bo tam te wzorce z dzieciństwa aktywują się najmocniej. Serce i gardło są tu kluczowe, anahata i wiśuddha. Ktos kto nie dostal miłości bezwarunkowej będzie miał w anahata kompletny chaos
Ze mną jest pytanie trochę z innej strony, bo sama mam za sobą dosyc ciezkie dziecinstwo i sie zastanawiam czy ta praca z czakrami w ogole moze pomagac czy to jest za male narzedzie? tzn czy to nie jest tak ze przez medytacje i czakry to co najwyzej sobie pomedytuje i poczuje sie troche lepiej ale glebsze wzorce i tak zostana? nie chce byc pesymistyczna ale mam takie wrazenie 🙁
Hmm, tu się rozjeżdżamy. jest jeszcze jeden aspekt który mnie tu nurtuje a nikt o nim nie powiedział. Mianowicie czakra korony i trzeciego oka u takich osób bywa czasem paradoksalnie bardziej rozwinięta niż u kogoś z bezpiecznym dzieciństwem. Jakby kryzys otwierał pewne kanały. Znam kilka takich przypadków gdzie ktoś z bardzo trudną historią ma niezwykłe zdolności intuicyjne albo wyczucie energii innych. Jakbyście to interpretowali? 😛
Mnie też to uderza co pisze Gniewko. Takie osoby często mają coś w sobie, jakąś głębię której nie ma u kogoś kto rósł w wełnie. I w relacjach to czuć, ta osoba jakby więcej rozumie, więcej czuje. Tylko że ta sama wrażliwość która jest darem jest też powodem że potem tak trudno im ustawić granice energetyczne 🙂
słuchajcie, ja nie za dużo wiem o czakrach, ale to co piszecie o granicach to mnie uderzyło. w sumie, moja przyjaciółka ma właśnie takie coś, że dla wszystkich jest, daje z siebie wszystko, a potem jest wyczerpana i ma pretensje że nikt jej nie pyta jak ona się czuje. Czy to jest właśnie ten wzorzec o którym mówicie? bo teraz jakby zaczynam to rozumieć inaczej niż wcześniej
właśnie to jest ta nieświadoma wymiana o której pisałam wcześniej. Twoja przyjaciółka daje energię bo na głębokim poziomie uważa że tylko tak zasłuży na bycie lubianą czy bezpieczną. A potem jest wyczerpana i urażona że nikt nie widzi jak się stara. To jest wzorzec z bardzo wczesnych doświadczeń, kiedy dziecko uczy się że miłość jest warunkowa i trzeba na nią zapracować.
dobra ale wracając do tego co pisała Filomena, ta nieświadoma wymiana, to znaczy że ta osoba w ogole nie wie co robi? tzn że ona nieświadomie wyciąga z innych energię i nawet tego nie czuje? bo znam kogos takiego i zawsze po spotkaniu z nim jestem zmęczony ale on jest swietny. tak myślę, i zastanawiam sie czy to jest wlasnie to 🙂
no i właśnie tu mam taką refleksję bo sam przez dwa lata byłem w relacji z kimś kto miał na prawdę ciężkie dzieciństwo i to dokładnie tak działało jak mówi Filomena. po spotkaniach byłem wyżęty ale czułem się potrzebny, co jest zresztą własnym problemem haha. to taka pułapka bo ta druga osoba nieświadomie wybiera kogoś kto ma potrzebę bycia potrzebnym. i obie czakry serca są w tym zaangażowane ale na zupełnie różnych poziomach
to co opisuje Lucjanek to jest według mnie jeden z tych wzorców które na prawdę trudno przerwać bez głębszej pracy. bo obie strony coś z tego biorą, ta jedna czuje się opiekuńcza i ważna, ta druga czuje się widziana i zaopiekowana. i obydwie czakry serca wyglądają jakby działały, a tak na prawdę to jest bardziej transakcja niż prawdziwa wymiana. ale mam pytanie - czy waszym zdaniem ta relacja może być zdrowa? tzn czy można to przepracować jeśli obie osoby są świadome
mhm, jest w tym coś głębszego jeszcze. te osoby które "dawały siebie" w relacji żeby poczuć się wartościowymi, one często mają muladhara w takim stanie kompensacyjnym - pozornie aktywna, bo ta osoba DZIAŁA, jest sprawna, daje radę - ale w środku pustka. tak przy okazji, zakorzenieni z lęku a nie z siły. to jest coś innego niż zdrowe zakorzenienie
to jest właśnie trudne do uchwycenia bo objaw powierzchniowy jest podobny. ale jakość tej energii jest inna. przy zdrowym zakorzenieniu jest spokój, taka pewność że ziemia pod nogami nie ucieknie. przy tym z lęku jest napięcie, jakby cały czas gotowość do biegu. i zazwyczaj te osoby mają mocno napięte łydki i biodra, to takie fizyczne echo tej czakry
hej, a to że mam ciągle napięte nogi to może znaczyć że ta moja muladhara jest tak zablokowana? pytam bo sama mam takie coś że cały czas jestem na czymś skupiona, nie potrafię po prostu usiąść i nic nie robić. no, ale dzieciństwo miałam raczej normalne więc nie wiem czy to pasuje do tego wątku
ojej, ja też mam z tym problem, z tym siedzeniem i nicnerobieniem! i właśnie chciałam zapytać - czy do tej muladhary jest jakieś konkretne ćwiczenie medytacyjne które można samemu spróbować? bo czytałam coś o wizualizacji czerwonego światła ale nie wiem czy to wystarczy żeby coś poczuć
no ba, wizualizacja koloru to tylko jeden element. przy zakorzenieniu lepiej działają rzeczy fizyczne, kontakt z ziemią, chodzenie boso, praca w ogrodzie, dosłownie siedzenie na trawie. to bardziej bezpośrednie niż siedzenie i wyobrażanie sobie czerwonego kółka. przynajmniej u mnie tak działa 😛
nie wiem co do hematytu, ale żeby nie odejść za daleko od tematu, bo tu jest kwestia specyficzna, tzn osoba która ma ten wzorzec z dzieciństwa. u takiej osoby samo uziemianie przez kamień albo chodzenie boso to może być za mało żeby ruszyć te wzorce. bo problem nie jest na poziomie fizycznym tylko na poziomie emocjonalnego zapisu. to nie jest tak że poleżysz sobie na trawie i nagle czakra przestanie działać z lęku 🙁
właśnie to mnie martwi trochę, bo te metody które tu podajecie brzmią fajnie ale jak juz wczesniej pytałam, czy one sa wystarczajace przy naprawde glebokiej traumie? tzn czy to nie jest tak ze człowiek medytuje, chodzi boso, trzyma kamien i to mu daje poczucie że pracuje, a tak naprawde glebsza warstwa i tak zostaje niedotknieta
to co mówi Szafirowa jest ważne i myślę że tu dotykamy czegoś istotnego. praca energetyczna i psychologiczna mogą iść razem ale potrzebna jest jakaś kotwica w realu, ktoś kto pomaga trzymać ten proces. sama medytacja bez tego wsparcia może być jak kopanie tunelu bez zabezpieczenia ścian. i to nie jest brak w czakrach, to jest kwestia bezpieczeństwa tego procesu
Pozwolę sobie wejść w środek, tzn że potrzebna jest osoba, to mnie trochę przeraża. bo co jeśli ktoś nie ma takiej osoby i w zasadzie to jest właśnie jego problem, że sam jest? czy wtedy w ogole nie warto zaczynać tej pracy
samotność przy tej pracy to jest temat sam w sobie i myślę że właśnie takie osoby, które zaczynały zbyt samodzielnie i zbyt szybko, mogą się pogubić. ale to nie znaczy że nie warto, raczej że tempo ma być inne i zakres mniejszy. nie za głęboko na początku, nie bez żadnego gruntu
