ojej to brzmi strasznie szczerze mówiąc. Tzn. rozumiem że to może być część procesu ale jak masz gorzej i nie wiesz kiedy się skończy to chyba bardzo trudno wytrwać? Marcelinka94 jak długo trwał u ciebie ten trudny etap mniej więcej? 😀
mam pytanie do tych co pracowali z pomocą kogoś z zewnątrz, czy to terapeuta czy bioenergoterapauta czy cokolwiek innego. jak dla mnie, jak w ogóle wybieraliście tę osobę? Bo rynek jest przepełniony ludźmi którzy twierdzą że "pracują z czakrami" i naprawdę nie wiem jak odróżnić kogoś sensownego od kogoś kto po prostu wziął weekendowy kurs i wystawił szyld.
i tu mam gorące uczucia bo znam osobiście kilka osób które wydały niemałe pieniądze na "specjalistów od czakr" i efekt był żaden albo wręcz negatywny bo uwierzyły w jakieś rzeczy o sobie które im naprawdę nie służyły. u mnie tak jest więc sceptycyzm jest tu naprawdę na miejscu i nie uważam że to cynizm, to zdrowy rozsądek.
Trzygłow masz rację że to się zdarza. I dlatego to co mówi Lonia75 o rozmowie przed sesją jest tak ważne. może się mylę, ja zawsze patrzę na to czy ktoś pyta mnie o moją historię zanim cokolwiek zaproponuje. Jeśli ktoś od razu mówi "wyczuwam blokadę X, musisz zrobić Y" bez żadnego wywiadu, to dla mnie czerwona lampka.
ee, nie obraź się, ale to bez sensu. no włanie czytam całą tę dyskusję o wybieraniu kogoś do pracy i mam pytanie trochę z innej strony - a co jeśli w ogóle nie stać na terapeutę ani bioenergoterapeutę? bo tutaj mówicie o poleceniach, rozmowach przed sesją itd. żeby było jasne, ale sesje kosztują, i to nie mało. czy w takim razie całkowicie odpada praca z dziedziczonymi wzorcami jeśli nie ma kasy?
i tu jest jeszcze jeden problem z tą samodzielna praca przy dziedziczonych wzorcach - żeby pracowac z tym co przyszło z linii, najpierw musisz to zobaczyć. A to co przyszło z linii jest wlasnie tym czego nie widzisz, bo to twoja woda, twoje normalne. Czyli potrzebujesz kogoś z zewnatrz nie dlatego że jesteś słaby, tylko dlatego że to logicznie trudne.
o kurcze, były inne struktury. Wspólnota, rytuały przejścia, starszyzna która trzymała wiedzę o rodzie. tak czy siak, to nie działało idealnie, na pewno dużo traum przechodziło dalej, ale był jakiś kontener dla tych rzeczy. Teraz żyjemy bardzo atomowo i ten kontener znikł, stąd tyle samotnych poszukiwań 😉
ale też te struktury wspólnotowe miały swoje cienie - reprodukowały wzorce równie skutecznie co je lecząc. Babcia z sąsiedztwem i kościołem mogła całe życie nie zobaczyć że coś jest nie tak bo wszyscy wokół zachowywali się tak samo. Przynajmniej teraz jest możliwość wyjrzenia poza swoją bańkę.
Dobra ale wracając do czakr konkretnie - bo dyskusja robi się ciekawa historycznie i socjologicznie, ale trochę odpływamy. Czy ktoś może powiedzieć jaką konkretnie pracę z czakrami stosował przy tym co tutaj opisujemy, czyli przy wzorcach które przyszły z rodziny? Nie pytam o teorię tylko o konkret - co robiłaś, jak często, co obserwowałaś
to zależy od etapu. na początku głównie obserwacja - co czuję w okolicy splotu słonecznego kiedy jestem z rodziną albo kiedy o nich myślę. no ale, napięcie, ucisk, pustka, cokolwiek. Potem medytacja skupiona na tym miejscu, oddychanie do tego obszaru. Dopiero później, jak już miałam jakiś kontakt z tym obszarem, zaczęłam pracować z intencją i wizualizacją.
ojej to brzmi jakby to był długi proces. ile czasu minęło zanim poczułaś że cokolwiek drgnęło? Bo ja mam tendencję do niecierpliwości i jak przez tydzień nic się nie dzieje to mi się wydaje że robię coś źle 🙂
aha, tydzień to zdecydowanie za krótko żeby oceniać cokolwiek przy pracy z wzorcami dziedziczonymi. Te wzorce kształtowały się przez lata, niektóre przez pokolenia. Tydzień to jest zaledwie pierwsze wejście. Minimum to kilka tygodni zanim w ogóle zaczyna się coś poruszać, a realne zmiany widać po miesiącach.
kilka tygodni, miesiące... to trochę zniechęcające szczerze mówiac :/ ale rozumiem logikę. Mam jeszcze pytanie bo to mnie zastanawia od jakiegoś czasu w tej dyskusji - czy jest w ogóle jakaś czakra która jest PIERWSZA do pracy przy tych dziedziczonych rzeczach? Jakiś punkt wejścia?
większość tradycji wskazuje na muladharę, czakrę korzenia, jako punkt wejścia właśnie dlatego że jest związana z bezpieczeństwem, przynależnością i ziemią przodków. chba, jeśli ta nie działa to reszta stoi na niestabilnym fundamencie. Ale też praca z nią bywa intensywna bo dotyka najbardziej pierwotnych strachów 😀
Trzygłow bo to co boli tu i teraz jest często objawem a nie źródłem. swoją drogą, jakbyś leczył wyłącznie kaszel bez sprawdzenia czy nie ma zapalenia płuc. Nie mówię że kolejność jest sztywna, ale zaczynanie od muladhary ma swoją logikę kiedy temat jest właśnie o korzeniach i linii 😛
ale czy "zacznij od korzenia" to nie jest po prostu metafora która brzmi sensownie? Bo muladhara jest "na dole" i związana z "korzeniami", więc brain automatycznie mówi no dobra, to logiczne. Ale czy jest coś więcej za tym niż estetyczna spójność metafory
oho, jasne więc rozumiem że Brygidka71 mówi że może chodzić o skupienie a nie o kolejność samą w sobie. to mi trochę otwiera głowę bo zawsze słyszałam "muladhara pierwsza" i brałam to jako dogmat. ale jak skupienie robi robotę niezależnie od tego gdzie jest skierowane, to po co w ogóle rozróżniamy czakry? pytam szczerze, nie złośliwie 🙁
to jest bardzo dobre pytanie Marcelinka94 i nie ma na nie prostej odpowiedzi. Czakry jako system to mapa, a nie terytorium. Mapa pomaga się orientować ale nie jest tożsama z tym co opisuje. Rozróżniamy je po to żeby mieć język do opisania różnych jakości energii i doświadczeń, a nie po to żeby traktować je jak osobne pojemniki które trzeba otwierać po kolei jak zamki w grze.
ale właśnie to "mapa a nie terytorium" słyszę bardzo często i zaczynam mieć poczucie że to jest trochę wyjście awaryjne. bo jak coś działa to mówimy ze mapa trafia w terytorium, jak nie działa to mówimy ze to tylko mapa. trochę nie do obalenia, nie?
jest tu coś ważnego co pomijamy w tej dyskusji o tym czy muladhara "pierwsza czy nie". o ile dobrze rozumiem, przy dziedziczonych wzorcach z linii rodzinnej często nie ma jednej czakry która jest "zepsuta", tylko jest pewien wzór relacji między czakrami. jakby jedna zabrała energię drugiej. moja terapeuta nazywała to "kompensacyjnym przeciążeniem" i to mi dało więcej do myślenia niż sama sekwencja 🙂
to co Hela84 pisze o rozsprzężeniu jest ważne i zgadzam się, ale chcę dorzucić jeden punkt praktyczny: zanim ktokolwiek zacznie diagnozować u siebie które czakry są rozsprzężone, warto mieć jakiś punkt odniesienia. bo samodzielna diagnoza energetyczna jest naprawdę trudna właśnie dlatego o czym Trzygłow pisał wcześniej - nie widzisz własnej wody.
dobra ale jeśli nie możemy sami zdiagnozować bo nie widzimy własnej wody, i nie każdy ma dostęp do dobrego terapeuty, to co wtedy? siedzieć i czekać? :/ bo to brzmi jakby samo-praca była z założenia skazana na porażkę a to trochę frustrujące 😉
dziennik to ciekawy pomysł, sama próbowałam ale nie wiedziałam co właściwie zapisywać. bo piszę "byłam dziś na obiedzie z mamą i miałam napięcie w klatce" - i co z tym dalej? jak się to przekłada na pracę z czakrami, nie rozumiem tego kroku
ten "co z tym dalej" to jest właśnie sedno. w sumie, samo notowanie napięcia to pierwszy krok. drugi to szukanie wzorców - z KIM, KIEDY, W JAKIEJ sytuacji to napięcie się pojawia. jeśli zawsze z mamą, zawsze w klatce, to zaczyna być informacja. potem można z tym wejść w medytację i zapytać ciało co to chroni.
ojej, "zapytać ciało co to chroni" - to jest takie piękne i jednocześnie dla mnie totalnie abstrakcyjne haha. jak się to robi dosłownie? siadam i pytam i czekam na odpowiedź? bo brzmi jakbym miała rozmawiać sama ze sobą i nie wiem czy moje wyobraźnia nie będzie po prostu konfabulować 😛
konfabulacja jest ryzykiem, tak. ale ciało ma też swoją mądrość która działa inaczej niż narracyjny umysł. tak myślę, różnica jest często w tym gdzie odpowiedź przychodzi - czy to kolejna historia w głowie, czy jest jakiś obraz, odczucie, zmiana napięcia w ciele. nie ma gwarancji ale to się da trenować 🙁
przy dziedziczonych wzorcach jest jeszcze jeden wymiar który tutaj nie padł a mnie bardzo uderzyło kiedy sam przez to przechodziłem - te wzorce często mają związek z lojalnością. coś w tobie nie chce ich puścić bo puścić wzorzec po rodzicu to jakby zdradzić rodzica. czakra serca i muladhara razem - przynależność kontra własna droga
