Wracam do wątku który sam zacząłem z tą klasyczną tradycją bo Nefrytka mnie trochę nakierowała. Znalazłem coś ciekawego o pojęciu "sthitaprajna" w Gicie, czyli "ten kto jest ugruntowany w sobie", i tam jest włanie opozycja do kogoś kto jest poruszany przez zewnętrzne wpływy jak łódka na wzburzonym morzu. Nie mówię że to dokładnie to samo co tu opisujecie, ale ta tradycja WIDZIAŁA ten problem i miała na to pojęcie. To nie jest nasze czasy tylko wymysł
no i masz, hej, czytam ten watek i mam pytanie moze glupawe ale, czy ktos tu kto opisuje ten kameleonizm jako problem energetyczny, sam kiedys medytowal albo pracowal z czakrami i faktycznie poczul te manipure jako cos konkretnego? Bo mnie to ciekawi czy to jest metafora czy ktos naprawde czuje cos fizycznie w tym miejscu. Naprawde pytam bez podpuszczania.
Tak, medytuję regularnie od kilku lat i Manipura to jest bardzo konkretne odczucie w okolicach splotu słonecznego, ciepło, napięcie albo pustka w zależności od stanu. To nie jest metafora dla mnie. Ale rozumiem że dla kogoś kto nie miał takiego doświadczenia to brzmi abstrakcyjnie i nie będę nikogo przekonywać.
Wracając do tego co pisała Nefrytka o budowaniu rdzenia przez małe decyzje, mam pytanie praktyczne. Czy to działa też "z zewnątrz", tzn. czy osoba bliska temu kameleonowi może jakoś wspierać ten proces? Czy to musi wyjść od samej osoby, bo inaczej to znowu byłoby branie wzorca od kogoś innego i koło się zamknęło? 😛
No to mam pytanie do Nefrytki i Wala.x bo one chyba najlepiej to czują - czy to "wsparcie z zewnątrz" które opisuję ma w ogóle sens jeśli osoba sama nie chce albo nie wie że coś jest nie tak? Bo ta koleżanka Cesarzownej chyba nie uważa siebie za kogoś bez centrum, prawda? Dla niej to może być normalność.
Właśnie o to mi chodziło od początku i jakoś trudno mi się z tym pogodzić. Znaczy rozumiem co piszecie, że nie mogę jej "naprawić", ale z drugiej strony to frustrujące być obok kogoś kto dosłownie nie ma zdania na żaden temat. ostatnio byłyśmy w kinie i ona na pytanie "co chcesz obejrzeć" siedziała pół godziny i mówiła żebym ja zdecydowała. I tak ZAWSZE 😉
Ale to co opisujesz to juz bardziej brzmi jak cos do terapeuty niz do pracy z czakrami, nie? Mowie poważnie, nie złośliwie. szczerze mówiąc, jezeli ktos nie potrafi podjąc zadnej decyzji, to moze miec cos wspolnego z brakiem poczucia wartości albo nawet lękiem przed odrzuceniem. Manipura manipurą, ale psycholog by tu bardziej pomogł chyba.
ok ale to rodzi pytanie, czy w takim razie w ogóle ma sens rozmawiać o czakrach jako o czymś OSOBNYM od psychologii, skoro i tak w końcu lądujemy na tym samym? nie przeszkadzam, po prostu mam wrażenie że te pojęcia są używane zamiennie i trochę nie wiem co tu jest metaphorą a co nie
Nawiązując do tego co pisała Fasolka_W o wsparciu z zewnątrz, bo chcę dodać jeden wątek. jakoś tak, jest coś takiego jak praca na odległość albo intencja wysłana w kierunku kogoś bliskiego - nie jako ingerencja, ale jako coś w rodzaju świadomego życzenia ugruntowania dla tej osoby. Nie naprawia to niczego, ale zmienia energię relacji. Ktoś z was tego próbował?
Mam pytanie do Cesarzownej, bo gdzieś to umknęło. Czy ta koleżanka ma jakieś relacje poza tobą gdzie też się tak zachowuje? Tzn. czy to jest jej stały sposób bycia, czy może tylko w waszej relacji jest takim lustrem? Bo to by trochę zmieniało obraz.
Tak, zdecydowanie tak jest. Widziałam ją z innymi osobami i zawsze robi to samo, dostoswuje się kompletnie do tego kto jest obok. moim zdaniem, z jedną koleżanką słucha metalową i mówi ze to jej ulubiona muzyka, ze mną wcześniej mówiła ze uwielbia spokojne klimaty. Raz przy mnie powiedziała że uwielbia filmy dokumentalne, a potem słyszałam jak komuś innemu mówiła że ich nie znosi. To nie jest kwestia tego że mnie coś mówi, tylko dosłownie zmienia zdanie zależnie od towarzystwa 🙂
To co opisuje Cesarzowna62 już wychodzi poza zwykłą elastyczność czy dostosowanie tonu. tak na marginesie, tutaj mamy do czynienia z aktywnym zaprzeczaniem własnym wcześniejszym deklaracjom zależnie od tego kto słucha. to jest specyficzny wzorzec i Manipura to tylko jeden element, powiedziałbym że tu też mocno widać zaburzoną Anahate, bo ta czakra łączy się z tym jak wchodzimy w relacje i czy robimy to z centrum czy z lęku
Maurycy, to ciekawe co mówisz o Anahacie bo wróciłem dziś do tej koncepcji sthitaprajna i tam jest właśnie opis kogoś kto jest zakorzeniony w sercu ale nie jako uczuciowość, tylko jako stałość. Ten kameleon którego opisuje Cesarzowna62 ma odwrotność, wszystko jest uczucie i reakcja, ale nie ma tego stabilnego centrum serca. To chba jest związane z tym co mówisz.
To co mówi Maurycy o Anahacie ma dla mnie sens. no, mam wrażenie że te osoby wchodzą w relacje z desperacją żeby się podobać, a nie żeby się połączyć. I to jest właśnie ta różnica między serdecznością a pustą adaptacją. Ale mam pytanie - czy praca z Anahatą przy takim wzorcu nie byłaby wtedy ważniejsza niż Manipura?
Zaglądam tu regularnie i mam pytanie może głupie ale czy takie osoby są tego świadome? Tzn. ta koleżanka Cesarzownej wie że to robi czy to jest całkowicie nieświadome? Bo to by chyba zmieniało czy można z nią w ogóle porozmawiać.
To co pisze Wala.x bardzo mi pomaga to zrozumieć, bo właśnie miałam taką wątpliwość czy ona po prostu kłamie żeby być lubiana. z tego co pamiętam, a to by znaczyło że jest po prostu fałszywa. Ale jak to słyszę w ten sposób, to to jest zupełnie inna historia i trochę zmienia moje podejście do niej. Chociaż nadal niewiem co z tym zrobić
Hmm, tu się rozjeżdżamy. to co pisze Wala. tak czy siak, x o tym że ona naprawdę wierzy w danej chwili... to jest dla mnie trochę mind-blowing szczerze. czyli ona nie kłamie? W sensie, jak mówi tej jednej koleżance że kocha metal, to naprawdę tak czuje w tej chwili?
ale to rodzi ciekawe pytanie bo jeśli ona na prawdę wierzy w to co mówi w danej chwili, to czy w ogóle można powiedzieć że kłamie? bo kłamstwo zakłada że wiesz jak jest a mówisz inaczej. a tu jakby nie ma tego "wiesz jak jest". ciekawe gdzie wtedy leży granica między adaptacją a utratą siebie
mam wrażenie że Cesarzowna trochę utknęła na pytaniu "jak jej pomóc" i może warto by się zastanowić nad innym kątem - co to oznacza dla niej samej. tzn. co to robi z tobą kiedy jesteś obok kogoś kto nie ma własnego zdania? bo to nie jest neutralne
to co opisujesz to jest bardzo konkretna rzecz energetycznie. jak ktoś nie ma własnej granicy, to wchłania co dostaje od otoczenia. i wtedy ty jako osoba o wyraźniejszym polu energetycznym siłą rzeczy stajesz się dla niej czymś w rodzaju... punktu orientacyjnego. to nie jest komfort dla żadnej ze stron.
wracając jeszcze do tej odpowiedzialności którą czuje Cesarzowna - to jest bardzo wyczerpujące i mało kto to nazywa wprost. opieka nad czyjąś tożsamością to ogromny ciężar. i tu właśnie warto patrzeć na swoje czakry, nie jej. co się dzieje z twoją Manipurą kiedy jesteś w tej relacji? czy ty też zaczynasz się trochę zacierać?
Krokusik, ej, to dobre pytanie i nie pomyślałam o tym jakoś wcześniej. o ile dobrze rozumiem, chyba... tak? Mam wrażenie że przy niej staram się być bardziej wyrazista niż normalnie, jakbym czuła że ktoś musi trzymać jakiś kształt w tej rozmowie. I potem wychodzę od niej trochę zmęczona tym. Ale myślałam że to po prostu ona mnie męczy a nie że to ja robię tę pracę.
to co opisuje Cesarzowna62 ma bardzo konkretną nazwę w pracy z energią - kompensacja pola. kiedy jedno pole jest słabe albo niespójne, silniejsze pole w pobliżu zaczyna to uzupełniać niejako automatycznie, bez świadomej decyzji. i to jest wyczerpujące właśnie dlatego że dzieje się bez twojej zgody.
no dobra ale to "puste a nie zmęczone" też można tłumaczyć psychologicznie, prawda? tak sie czuje po czasie z osobą która bierze uwagę a mało daje. nie trzeba czakr żeby to wytłumaczyć, przynajmniej tak mi się wydaje 🙂
od paru dni tu zaglądam i mam wrażenie że jeszcze nikt nie powiedział wprost - czy ta koleżanka Cesarzownej w ogóle wie że jest w takiej relacji? tzn. czy ona widzi że Cesarzowna jest zmęczona? bo jeśli nie, to cały ten temat o granicy energii jest jednostronny
hmm, to co Ircia napisała na końcu uderzyło mnie bardziej niż reszta wątku. "głęboko nieznana" - i to nie przez czakry, po prostu. bo jak się zastanowię nad kimś takim w swoim życiu, to właśnie tak to wygląda. rozmawiasz z nią godzinę i wychodzisz z przekonaniem że jej nie znasz. i ona tego nie widzi bo przecież "było miło". ale mam pytanie do Cesarzownej - czy ta koleżanka w ogóle kiedyś mówi coś sprzecznego z twoim zdaniem? czy zawsze wszystko co mówisz jest dla niej okej?
no wlasnie nie. czytam ten wątek od początku i mam inne podejście. żeby było jasne, dużo tu mowy o "polu", "kompensacji", Manipurze. ale czy ktoś zapytał wprost: ile to trwa? tzn. ile Cesarzowna zna tą osobę i czy to zawsze tak wyglądało, czy może kiedyś było inaczej? bo to dosyć istotne. jeśli ktoś zawsze tak funkcjonował to jest jedna rozmowa, a jeśli to jest zmiana - to jest zupełnie inna historia i inne pytania
