Mam notatki z jednej sesji, gdzie ktoś opisywał dokładnie ten wzorzec - silna, pewna siebie, efektywna w działaniu, ale zimna w kontaktach przypadkowych. Nie pamiętam jak to wtedy nazwano, ale ta kompensacja, o której mówi Krystynka55, brzmi bardzo podobnie. Wieszczka, czy ta twoja znajoma jest ogólnie skuteczna zawodowo, celowa w działaniu?
To już jest bardzo konkretny obraz. Awans energii z anahaty do manipury, przy jednoczesnym sukcesie materialnym i zawodowym - to brzmi jak klasyczna historia przepakowania się na innym poziomie. Pytanie, czy ona sama to czuje jako problem, czy jako osiągnięcie?
Joasieńka77 trafiła w coś ważnego. W runach mamy podobne pojęcie - stan, który wygląda jak spokój, a jest zamrożeniem. Nie ruch, tylko bezruch. I to jest subtelna różnica, której z zewnątrz nie widać.
Uczciwe pytanie. Chyba trochę oba na raz. Zaczęłam od tego, że mnie niepokoi, co się z nią dzieje. Ale ta rozmowa pomaga mi też zrozumieć pewne wzorce w innych osobach, które znam. I szczerze - trochę też w sobie.
Przepraszam że znowu z podstawowym pytaniem - ale właśnie zrozumiałam coś z tej rozmowy, czego wcześniej nie rozumiałam. Zawsze myślałam, że blokada to brak energii. A tu wychodzi, że to może być też przekierowanie. Czy tak jest z każdą czakrą, czy to specyficzne dla manipury?
Dobra, ale chcę zapytać o coś praktycznego. Mówiliśmy dużo o tym, co to jest i dlaczego. Ale czy ktoś wie, jak w ogóle rozróżnić, czy u siebie samego mam nadczynną manipurę, a nie po prostu zdrowe poczucie wartości? Bo to brzmi jak łatwa etykietka do przyklejenia komuś, kto jest po prostu pewny siebie.
czytam ten wątek od jakiegoś czsu i mam pytanie - czy to co opisuje Wieszchka mogłoby mieć związek z jakimś tranzytem astrologicznym? bo zmiany charakteru w konkretynym momencie życia to też może być Saturn albo Pluton przechodzący przez coś ważnego. nie wiem czy tu o tym rozmawiamy ale przyszło mi to do głowy
Dwa, trzy lata temu Pluton był głęboko w Koziorożcu, więc jeśli ma coś w tym znaku albo w Wodniku w ważnych miejscach - Ascendent, MC, Słońce - to mogło być bardzo intensywne. Pluton robi dokładnie to, o czym mówi ta cała rozmowa: zdejmuje warstwy, które uznajemy za miłe, i zostawia to, co naprawdę napędza. Tyle że nie zawsze to co zostaje jest... ciepłe.
No właśnie, to jest pytanie, które mnie tu gryzie od początku. Czy my mówimy o kimś, kto 'stracił' ciepłość, czy o kimś, kto wybrał inny tryb funkcjonowania i dobrze mu z tym? Bo jak dobrze - to po co interweniować?
Tak, dokładnie. Mnie nie chodzi o zmianę jej - ona jest dorosłą osobą i sama decyduje. Bardziej chciałam zrozumieć, co to mówi o stanie energetycznym, bo zanik form grzecznościowych w stosunku do przypadkowych ludzi wydał mi się symptomem czegoś głębszego. I ta rozmowa mi bardzo w tym pomogła.
Zatrzymuję się tu chwilę, bo ta rozmowa jest dobra, ale chcę wrócić do pytania, które sam zadałem - jak to rozpoznać u siebie. Bo słucham i myślę sobie: ok, nadaktywna manipura, brak grzeczności wobec obcych. Ale co jeśli ktoś po prostu jest introwertyczny i te interakcje go kosztują energetycznie? To nie jest to samo co arogancja z nadmiaru siły, prawda?
Dodam do tego - w runach Hagalaz opisuje coś podobnego: wzorzec, który jest stary, głęboki, często niewidzialny dla samej osoby, bo jest 'normalny' od zawsze. I to jest zupełnie inna praca niż gdy ktoś nagle się zmienia. Wieszczka mówiła o zmianie, więc to chyba ten drugi przypadek.
Zastanawiam się, czy ktokolwiek rozmawiał z tą znajomą bezpośrednio o tym, że coś się zmieniło? Bo my tu analizujemy jej energię i czakry, ale ona o tej rozmowie nie wie. Nie mówię, że to złe - rozumiem, że to pomaga Wieszczce - ale ciekawi mnie, czy sama ona zauważa różnicę w sobie.
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i mam jedno pytanie, może trochę z boku - czy ta konkretna osoba w ogóle interesuje się ezoteryka albo energią? Bo jeśli nie, to te analizy zostają między nami i tyle. Co nie znaczy, że są bezużyteczne dla Wieszczki.
Nie, ona tym się nie interesuje. Nigdy. Dlatego z nią samą tego tematu bym nie poruszyła. Ale Kasieczka ma rację - ta rozmowa jest dla mnie, żeby zrozumieć, a nie żeby jej coś 'naprawiać'. I chyba właśnie to stało się w trakcie tego wątku.
I to jest, moim zdaniem, bardzo zdrowe podejście. Pytanie, które postawiłaś na początku - co zanik grzecznościowych form mówi o człowieku energetycznie - jest pytaniem o rozumienie, nie o diagnozowanie kogoś wbrew jego woli. Rozróżnienie, które tutaj zrobiłaś, jest ważne i rzadko kiedy ktoś je tak świadomie formułuje.
Dobra, ale skoro już jesteśmy przy tym rozumieniu - czy ktoś mógłby powiedzieć krótko, jak to wygląda z perspektywy pracy z własną anahatą, jeśli ktoś podejrzewa u siebie ten wzorzec kompensacji? Bo chyba nie każdy ma dostęp do terapeuty energetycznego, a to pytanie brzmi coraz bardziej praktycznie.
Radgost, to naprawdę ważne pytanie i dobrze, że je zadałeś wprost. Powiem szczerze - praca z anahatą bez przewodnika jest możliwa, ale wymaga pewnej ostrożności, bo jeśli kompensacja trwa długo, to sam kontakt z tą czakrą może wywołać coś, na co ktoś nie jest gotowy. Ale od czegoś zacząć trzeba. Pytanie do Ciebie - czy masz jakąś własną praktykę teraz, cokolwiek? Medytacja, oddech, coś innego?
Spróbuję to ująć prosto: nadaktywna manipura to jakby silnik, który się rozkręcił i zajął przestrzeń, która nie należy do niego. Człowiek działa, osiąga, kontroluje - i nie potrzebuje ciepłych kontaktów, bo ma zastrzyk energii z innego źródła. Zablokowana anahata to cisza - nie agresja, ale pustka. Obojętność, o której mówi Radgost, bardziej pasuje do tego drugiego. Ale to naprawdę dwie różne prace.
Słucham tego i myślę - czy to w ogóle jest możliwe, żeby ktoś miał jedno i drugie jednocześnie? Czyli zablokowaną anahatę i nadaktywną manipurę? Bo życiowo to brzmi dość realistycznie - ktoś bardzo skuteczny zawodowo i emocjonalnie zamknięty.
W runach jest Nauthiz - runa potrzeby i ograniczenia. Często pojawia się właśnie w takich momentach, kiedy coś przestaje działać, bo robiło się to z nieodpowiedniego miejsca w sobie. To ciekawe, że pasuje zarówno do tematu Wieszczki, jak i do tego, co Radgost opisuje u siebie. Może to nie jest przypadek, że ten wątek poszedł w tę stronę.
Hej, trochę się zgubiłem - więc jeśli ktoś ma ten wzorzec co Wieszczka opisuje u znajomej, i też u siebe go podejrzewa, to co właściwie robi się z tym jako pierwszy krok? Czy to jest w ogole coś, co można samemu ruszyć, czy trzeba czekać na kogoś z zewnątrz?
Słucham tej rozmowy i myślę sobie, że ona naturalnie wróciła do czegoś, co jest sednem pytania, które postawiłam. Bo ja patrząc na znajomą pytałam 'co to mówi o człowieku', a teraz okazuje się, że to samo pytanie wraca do każdego z nas. Ciekawe, że temat o kimś zewnętrznym stał się lustrem.
To, co napisała Wieszczka, jakoś mnie zatrzymało. Czy to jest częste w takich analizach - że zaczyna się od kogoś innego, a kończy się na sobie? Pytam, bo nie wiem, czy to jest coś specyficznego dla pracy z czakrami, czy po prostu psychologiczne.
Ale czy to nie jest pułapka? Że jak ktoś analizuje czakry bliskiej osoby, to zaczyna wchodzić w taką pętlę - od obserwacji innego przechodzi do siebie, a potem traci wątek zewnętrzny. Nie mówię, że to złe, ale czy Wieszczka czuje, że dostała odpowiedź na pierwotne pytanie, czy raczej temat się przesunął?
Dostałam więcej niż pytanie mi dawało - bo wyszło, że to nie jest pytanie z prostą odpowiedzią. Rozumiem teraz, że zanik form grzecznościowych może mówić wiele różnych rzeczy zależnie od kontekstu: czy to zmiana, czy wzorzec od zawsze, czy manipura, czy anahata. I to jest odpowiedź, nawet jeśli nie jest jednoznaczna.
A mnie zastanawia jeszcze jedno - czy my mówimy tylko o formach grzecznościowych wobec obcych, czy to dotyczy też bliskich? Bo chyba to jest osobna kwestia. Można stracić 'dziękuję' dla kelnera i nadal być ciepłym w rodzinie. Albo odwrotnie.
