Hej, nie wiem czy dobrze trafiłam z tym tematem tutaj ale chyba tu pasuje najbardziej. Miałam poronienie kilka miesięcy temu i jakoś nie mogę dojść do siebie. Chodzi mi o to że niby rozumiem co się stało, niby lekarz powiedział wszystko co mógł powiedzieć, ale czuję jakiś... no trudno to opisać. Jakby coś w środku dalej było nie tak. Koleżanka mówiła mi o czakrach i o tym, że taka trauma może bardzo namieszać w energii. Czy ktoś w ogóle coś wie na ten temat? Czy to ma jakiś sens czy to bzdura?
To zdecydowanie tu pasuje i bardzo dobrze, że napisałaś. Poronienie to jeden z tych momentów, które potrafią namieszać nie tylko emocjonalnie, ale właśnie energetycznie. Najczęściej mówi się o sacrum, czyli drugiej czakrze, bo to ona odpowiada za płodność, twórczość i relacje z ciałem. Ale z mojego doświadczenia to rzadko kiedy chodzi tylko o jedną. serce też bywa mocno dotknięte, no i podstawa, bo traci się poczucie bezpieczeństwa. Chciałabym cię zapytać, zanim powiem więcej - w którym miejscu najbardziej czujesz ten dyskomfort? Bardziej w brzuchu, w klatce piersiowej, a może gdzieś indziej
Dokładnie to samo miała moja siostra i też opisywała to jako coś w środku, co jakby utknęło. w każdym razie, reginka dobrze mówi o sacrum, ale u siostry terapeutka bioenergoterapii stwierdziła, że największe zamieszanie było właśnie w splocie słonecznym. To co mnie ciekawi to właśnie ten aspekt - czy takie rzeczy mogą się utrzymywać przez długi czas bez żadnej pracy? 😛
no nie, okej, chce zapytać wprost, bo mnie to troche niepokoi. trudno powiedzieć, basieńka, to co opisujesz - odcięcie, działanie przez szybę - to są bardzo konkretne objawy dysocjacji, które psycholodzy dobrze znają. nie mówię, że praca z czakrami jest bez sensu, ale czy byłaś na jakiejkolwiek normalnej konsultacji po poronieniu? Pytam serio, nie złośliwie.
hej, ojej, przepraszam że się wtrącam ale to co Basieńka opisuje to ja miałam podobnie po zupełnie innym przeżyciu, nie poronieniu, ale też stracie i to uczucie przez szybę jest straszne. Czy ta praca z uziemieniem to jakieś konkretne rzeczy? Medytacje, kontakt z ziemią, co? Bo zawsze mi sie wydawalo ze praca z czakrami to jakies specjalistyczne rytuały a nie cos co mozna robic w domu
Nie jest sprzeczne, ale Sigilmistrz ma rację że to warto równolegle. Co do natury i pracy z ziemią o której piszecie - jest w tym coś konkretnego. W wielu tradycjach, nie tylko w systemie czakr, ziemia jest tym co absorbuje nadmiar energii i pozwala się uregulować. Szczególnie po stracie. Czy ktoś z was pracował z tym po podobnej sytuacji i morze powiedzieć jak to praktycznie wyglądało?
oho ho, powiem wam co czytałam - że przy poronieniu dochodzi do zerwania energetycznej nici łączącej matkę z duszą dziecka, i że ta nić trzeba rytualnie zamknąć, żeby energia przestała szukać połączenia, które już nie istnieje. może się mylę, to może właśnie powodować takie poczucie jakby czegoś brakuje albo coś wisi w powietrzu. Znam kilka rytuałów na zamknięcie takich połączeń 😉
rety, wchodzę tu bez zaproszenia, bardzo dziękuję za tę rozmowę bo też przeszłam coś podobnego lata temu i nikt mi wtedy nie powiedział żadnych takich rzeczy. Chciałam zapytać o ten kontakt z naturą co Cesarzowna pisała, chodzenie boso i tak dalej. Czy to na prawdę wystarczy czy potrzebna jest jakaś konkretna osoba do takiej pracy? 🙂
Czytam to wszystko i mam pytanie, może głupie - czy to poczucie odcięcia od ciała o którym pisze Basieńka może też objawiać się fizycznie? Tzn. czy czakry to jest tylko energetyka czy to też może powodować np. bóle fizyczne albo inne objawy w ciele?
O, dziękuję Swiatowid i Reginka! To bardzo pomaga. A co z sercem i gardłem - bo czytałam że trauma może też zablokować wyższe czakry, nie tylko te związane z ciałem fizycznym. Czy to też może być związane z poronieniem? Tzn. czy ktoś miał takie że nie mógł o tym mówić, jakby gardło ściskało?
Zanim ktoś odpowie Rozalce to chcę się cofnąć do tego co pisała Sigilia_D o "nici energetycznej". żeby było jasne, mam wrażenie że to pojęcie wchodzi tu tylnymi drzwiami i jest traktowane jak fakt, a to jest bardzo nowa koncepcja - wywodzi się z niektórych szkół bioenergoterapii zachodnich, nie z klasycznej tradycji wschodnich czakr. To nie znaczy że jest bez wartości jako metafora terapeutyczna, ale bym nie mieszała tego z systemem czakr jakby to była ta sama tradycja. To trochę jak cytowanie Newtona i Einsteina jakby mówili to samo.
Obydwie macie po części rację, ale zastanawiam się czy ten spór o źródła naprawdę teraz pomaga. Basieńka napisała że czuje ucisk w podbrzuszu, który jest z nią od... pewnie od dłuższego czasu. Może warto się skupić na tym co może praktycznie zrobić? Dagna, szanuję precyzję, ale jest moment na historiografię i moment na konkret.
Ja wracam do tej natury bo mi się to nie daje spokoju 🙂 Cesarzowna pisała o chodzeniu boso i grzebaniu w ziemi. Malinowka pytała czy to działa. No ja też pytam! Tzn. czy to jest tak że po prostu wychodzisz do ogrodu i już, czy trzeba to jakoś intencjonalnie robić? Bo ja na przykład chodze do parku i raczej nie czuję żeby cokolwiek się "ładowało"...
och, ojej, dziękuję Cesarzowna za to wyjaśnienie! Bardzo mi pomogło. Czyli chodzi o tę obecność, o bycie tam naprawdę. To ma sens nawet poza ezoteryką, prawda? Ale chciałam jeszcze zapytać - czy jest jakaś szczególna pora, czas roku, moment który bardziej sprzyja tej pracy z ziemią? Nie wiem, może teraz kiedy jesień się zaczyna to inaczej niż latem?
no ba, hmm, ta jesień jako czas schodzenia w głąb to jakoś do mnie przemawia. tak przy okazji, miałam ostatnio wrażenie że włanie na to mam ochotę - nie na działanie tylko na bycie z tym. Chyba po raz pierwszy od kiedy to się stało nie uciekam od tej myśli. Może to też ma jakiś związek z tą praca.
Dołączę bo czytam ten wątek i mam pytanie do Reginki albo Swiatowida, bo oboje dużo tu piszecie o czakrach. Jak długo trwa taka praca? Bo widzę że Basieńka jest z tym od jakiegoś czasu i zastanawiam się czy to jest kwestia tygodni, miesięcy... nie pytam żeby ją zniechęcić, tylko żeby mieć realne oczekiwania. Bo miałam koleżankę która próbowała różnych rzeczy i za każdym razem po tygodniu rezygnowała bo "nie działa" 🙂
No właśnie mam z tym problem że to wymaga tak dużo czasu i cierpliwości. Ja na przykład próbowałam medytacji na pierwszą czakrę jakiś czas temu i po kilku sesjach nic nie czułam i dałam spokój. Może robiłam coś nie tak? Czy to jest tak że albo się czuje od razu albo nie? 😛
wracajac do tego co pisala Rozalka o gardle - u mnie po mojej stracie (innej, ale stracie) naprawde nie mogłam mówic o tym głosem, litrealnie mi się ściskało gardło jak próbowałam. no, dopiero jak zaczełam pisać, właśnie na takich forach, to jakoś poczułam że mogę to wypuścić. Nie wiem czy to piąta czakra czy co, ale coś w tym jest że pisanie pomogło bardziej niż mówienie 😉
właśnie o tym - że pisanie pomogło gdzie mówienie nie mogło. z mojego doświadczenia, basieńka, masz teraz to samo? Bo zastanawiam sie czy to co piszesz tutaj o tym "nie uciekaniu" to jest może pierwsze otwarcie gardłowej czakry właśnie. Tzn. że po prostu zaczęłaś to werbalizować, nawet jeśli pisemnie.
ojej rety, to jest zupełnie naturalne że pisanie jako pierwsze otwiera to co mówienie jeszcze nie może. w sumie, gardłowa czakra, wiszuddha, to nie tylko mówiony głos - to też wyrażanie siebie wogóle. Forma pisemna jest mniej konfrontacyjna, ciało jej mniej "boi się". Basienko, to że piszesz coraz więcej i z coraz większą precyzją - to jest zmiana, naprawdę
Dobrze że Reginka to precyzuje bo "gardłowa czakra = głos" to jeden z bardziej uproszczonych skrótów jakie krążą. mniej więcej, wiszuddha w pismach jogicznych wiąże się z wyrażaniem prawdy, komunikacją w szerokim sensie, nie tylko mową. więc tak, pisanie jak najbardziej może tu wchodzić. Mam tylko pytanie do Reginki: czy to co opisujesz jako "ciało się mniej boi" to twoja interpretacja czy opierasz się na jakimś konkretnym systemie?
Mam wrażenie że ta rozmowa robi się bardzo wartościowa ale trochę ciągniemy w różne strony. tak mi się wydaje, z jednej strony praktyczne pytania o naturę i uziemienie, z drugiej debata o źródłach pojęć, teraz gardłowa. Basieńka, jak się czujesz z tym wszystkim? Tzn. co z tego co tu pada jest dla ciebie w ogóle użyteczne a co jest może szumem?
Szczerze? Trochę to i trochę to. ten ucisk w podbrzuszu o którym pisałam - to jest dla mnie bardzo konkretne i to mi pomaga że ktoś potwierdza że morze mieć sens energetyczny. swoją drogą, natomiast te debaty o tym skąd co pochodzi... rozumiem że są ważne ale w środku procesu trochę gubię wątek. chociaż nie mówię żeby przestawać, bo morze potem to będzie ważne.
Dobra to żeby nie zostawić Basienki z tym uciskiem bez żadnej konkretnej propozycji - Reginka, Swiatowid, ktoś - jest jakas prosta praktyka z naturą właśnie (bo ten watek gdzies nam uciekl) którą mozna zacząć na prawdę bez przygotowania? Nie szukam gotowego rytualu, bardziej jakis punkt startowy.
Najprostsza rzecz jaka znam: usiąść lub stanąć na ziemi, najlepiej bez butow jeśli jest jeszcze możliwe, i polozyc ręce na ziemi lub trawie. jakoś tak, nie robić nic specjalnego. Oddychać i pozwolić sobie czuć zimno albo wilgoć pod dłońmi. Pięć minut bez telefonu. To nie jest rytuał, to jest kontakt. Od tego można zacząć i zobaczyć co się pojawi.
O, Swiatowid! Ale czy koniecznie bez butów bo u mnie już dość zimno i trochę się obawiam że skończy sie na przeziębieniu a nie na czakrach 😀 Pytam serio, bo w lecie to robię naturalnie ale teraz... czy przez buty coś się traci?
Ja bym dorzuciła do tego co Swiatowid pisze - przy pracy z pierwszą czakrą i z traumerką podbrzusza można też po prostu usiąść plecami do drzewa. Nie "przytulać drzewo" w sensie dosłownym jeśli kogoś to krępuje, ale po prostu oprzeć się o pień i poczuć że jest coś za tobą. Dla mnie osobiście to miało inne działanie niż samo siedzenie na ziemi, jakby bardziej od góry a nie od dołu.
