I właśnie tu chcę się zatrzymać, bo zacząłem i nie dokończyłem. Lunarna, pytałem o wyzwalacze nie bez powodu. Bo jeśli czujesz pustkę w dolnej części ciała, a wyzwalacz do sięgnięcia po substancję pojawiał się na poziomie emocji, to myślę, że ciało po prostu się wyłączyło jako mechanizm obronny. I praca ze staniem, z ciężarem, o której mówiłem, może być właśnie tym pierwszym krokiem. Ale mam do Ciebie pytanie, czy próbowałaś kiedykolwiek świadomie poczuć stopy na podłodze, nie w sensie medytacji, tylko dosłownie, w trakcie, kiedy czułaś silne pragnienie?
To co opisuje Lunarna to jest bardzo znajome. Ta fala w górę, do głowy i do klatki. Ja też to tak czułam i doszłam do wniosku, że to był właściwie mechanizm dysocjacji, ciało próbowało zniknąć, a ja zostawałam tylko z głową pełną obrazów i z tym ściśniętym miejscem przy sercu. Czy ktoś jeszcze miał ten wzorzec fali idącej w górę podczas kryzysu?
Słucham tego i zaczynam rozumieć, że praca z czakrami przy uzależnieniach to nie jest kwestia siedzenia i wyobrażania sobie czerwonego kwiatu przy kości ogonowej. To jest coś znacznie bardziej przyziemnego, dosłownie. Ale mam pytanie do Was, czy jest jakiś moment, kiedy ta praca fizyczna zaczyna naturalnie przechodzić w coś subtelniejszego? Bo nie wyobrażam sobie, że człowiek wychodzący z uzależnienia przez całe życie kopie ogród jako terapię.
Zatrzymywała się w gardle. Mam to w gardle i w klatce, ale gardło jest takie bardziej bolesne. Czasem jakby coś blokowało. Nie wiedziałam, że to może być związane z czakrami, myślałam, że po prostu mam skłonność do zaciskania szczęki i szyi.
Gardło to vishudha i to jest czakra komunikacji, ale też mówienia prawdy sobie, nie tylko innym. Lunarna, masz to zaciskanie w gardle, masz pustkę w dole, masz ból w klatce. To jest całkiem spójny obraz i przy uzależnieniach bardzo charakterystyczny. Ale chcę Cię zapytać o coś innego, czy w okresie, kiedy używałaś, gardło było wtedy inne? Luźniejsze, jakby substancja coś tam odblokowywała?
To co mówi Lunarna jest bardzo ważne i myślę, że właśnie tu jest sedno tego tematu. Substancja robiła coś, co czakra robiłaby naturalnie, gdyby była zdrowa. Odblokowywała vishudha, dawała chwilowe poczucie połączenia, swobody. I to jest może odpowiedź na pytanie tytułowe, nie o tym, czy czakry pomagają wyjść z uzależnienia, ale o tym, dlaczego człowiek w nie wpadł. Czy ktoś się z tym zgadza?
To co mówi Rasphul ma sens, ale mam pytanie praktyczne. Jeśli ktoś wie, że jego wyzwalaczem jest poczucie winy albo właśnie wstyd, to jak w ogóle zacząć pracę z manipurą, żeby to przepracować? Bo to brzmi jak koło, czuję wstyd, więc sięgam po substancję, a bez substancji czuję wstyd, że sięgałam.
To nie jest ani postęp ani regres, to jest po prostu powrót do siebie. Ciało zaczęło mówić. Pytanie tylko, czy to, co mówi, masz jak przetłumaczyć na coś, z czym możesz pracować. Bo samo słyszenie alarmu bez żadnej reakcji to jest po prostu ból. Lunarna, czy masz cokolwiek, co robi ci trochę lepiej fizycznie z tym gardłem? Nie mówię o substancji, tylko o czymkolwiek innym?
