Szukam informacji o tym, czy praca z czakrami może wspierać wychodzenie z uzależnień. Mam na myśli głównie uzależnienie od alkoholu, ale pewnie zasady są podobne dla innych nałogów. Czy ktoś ma jakieś doświadczenia w tym temacie? Czytałam gdzieś, że czakra splotu słonecznego jest tu kluczowa, ale nie wiem, czy to prawda, bo wszędzie pisze się coś innego.
To jest temat, który pojawia się dość często i mam wrażenie, że ludzie często patrzą na to zbyt wąsko. Czakra splotu słonecznego rzeczywiście ma tu znaczenie, bo wiąże się z siłą woli i poczuciem własnej wartości, a to jest mocno zaburzone przy uzależnieniach. Ale to nie jest tak, że wystarczy popracować tylko nad jednym centrum. Które konkretnie uzależnienie Cię interesuje, bo to może zmieniać perspektywę?
Nie do końca tak jest. Uzależnienie od alkoholu bardzo mocno angażuje czakrę podstawy, bo alkohol daje fałszywe poczucie bezpieczeństwa i zakorzenienia. Ktoś pije, bo czuje się niestabilnie w życiu, niepewnie, bez gruntu pod nogami. Praca tylko ze splotem słonecznym bez zaadresowania muladhary to jak malowanie ścian w zalanym domu.
Nigdy o tym tak nie myślałam. A jak w ogóle wygląda taka praca z czakrą podstawy w kontekście uzależnień? Czy to jest coś, co można robić samodzielnie, czy jednak potrzebna jest jakaś osoba prowadząca?
A czy da się w ogóle określić, która czakra jest u kogoś najbardziej blokowana? Bo jak mam pracować ze wszystkimi naraz, to trochę nie wiem, od czego zacząć.
Słucham tej rozmowy i zastanawia mnie jedno. Czy mówimy tu o pracy z czakrami jako uzupełnieniu terapii, czy ktoś poważnie rozważa to jako samodzielne podejście do wychodzenia z alkoholizmu? Bo to jest istotna różnica i warto to rozgraniczyć, zanim pójdziemy głębiej.
Mam pytanie trochę z boku. Czy jeśli ktoś jest na początku drogi z uzależnieniem, to praca z czakrami może być w ogóle skuteczna? Rozumiem, że przy aktywnym piciu organizm jest w chaosie, więc czy to nie jest trochę jak próba medytowania podczas huraganu?
Dołączam do tematu, bo to bliskie mojemu sercu. Pracowałam z anahata, czakrą serca, przy wychodzeniu z bardzo trudnego okresu w życiu i myślę, że to równie ważne centrum co te wymienione. Przy uzależnieniach jest ogromny ból emocjonalny, poczucie odcięcia od siebie i od innych ludzi. Czakra serca może być tu kluczem.
Czytam tę rozmowę i mam wrażenie, że czakry pojawiają się tu trochę jak remedium na wszystko. Nie mówię, że to nieprawda, ale jak to w ogóle działa mechanicznie? Czakra jest blokowana, to co się wtedy dzieje? Skąd wiadomo, że praca przyniosła efekt?
Wracając do meritum. Wspomniałyście o muladharze, swadhisthanie, manipurze i anahata. A nikt nie powiedział nic o vishuddhie, czakrze gardła. Przy uzależnieniach często jest problem z mówieniem prawdy, z nazwaniem tego, co się dzieje. Czy to nie jest równie ważne centrum do pracy?
Dużo tu mówicie o konkretnych czakrach, ale mam wrażenie, że brakuje jednej ważnej kwestii. Uzależnienie to wzorzec, który siedzi głęboko, w przyzwyczajeniach, w automatycznych reakcjach. Praca energetyczna może pomóc, ale jeśli wzorzec nie zostanie zauważony i nazwany, to czakry same go nie przepiszą. Czy ktoś z Was miał sytuację, gdzie praca energetyczna otworzyła coś, z czym potem trudno było sobie poradzić bez wsparcia?
Dokończę myśl, bo urwało. Chodziło mi o to, że sama praca energetyczna bez uświadomienia sobie wzorca może być jak naklejanie plastra na coś głębszego. Czakry mogą być świetnym wejściem do tej pracy, ale ktoś musi zobaczyć, co tak naprawdę ten wzorzec podtrzymuje. Bo wzorzec uzależnienia to nie jest tylko kwestia chemii w mózgu.
To co mówi Pajeczyna jest bliskie temu, co próbuję robić. Mój terapeuta mówi o tzw. wyzwalaczach i ja zauważyłam, że moje wyzwalacze są głównie emocjonalne, nie sytuacyjne. Bardziej czuję pustkę albo napięcie w klatce piersiowej i to jest ten moment. Dlatego zaczęłam myśleć, że to właśnie anahata jest u mnie najbardziej problematyczna.
Słucham i mam wrażenie, że rozmawiamy o objawach, ale czy ktoś tu wziął pod uwagę, że przy długotrwałym uzależnieniu wszystkie czakry są po prostu w rozsypce? Znaczy, czy ma sens wyróżnianie jednej, skoro cały system jest zaburzony?
A nie zastanawia Was to, że Agatha właśnie powiedziała coś ważnego? Że nie rozdzielała czakr od medytacji od uważności. To może praca z czakrami działa nie dlatego, że czakry istnieją w jakimś fizycznym sensie, ale dlatego że daje nam strukturę do zatrzymania się i obserwowania siebie?
Ja się tu gubię trochę. Mamy temat o uzależnieniach i czakrach, a doszłyśmy do pytania, czy czakry istnieją. Nie wiem, czy to nie odpływa za bardzo. Mnie bardziej interesuje to, co Lunarna opisywała, ta pustka w klatce, i co z tym można zrobić.
to zależy od tego, co masz dostęp do robienia regularnie. Czy masz praktykę medytacyjną już, czy zaczynasz od zera? Bo jeśli zaczynasz, to proponowałbym coś bardzo prostego, żadnych skomplikowanych wizualizacji, tylko oddech i skan ciała, żeby w ogóle zacząć czuć, gdzie jest napięcie i gdzie jest pustka.
Zaczynałam medytować jakieś dwa lata temu, potem rzuciłam, potem wróciłam. Więc nie mówię, że jestem zupełnie od zera, ale nie mam żadnej regularnej praktyki. Głównie siedziałam z oddechem albo słuchałam prowadzonych medytacji. Skan ciała próbowałam raz czy dwa razy, ale nie wiedziałam, czego szukać.
To jest dobry punkt wyjścia. Skan ciała bez żadnego celu poza samą obserwacją. Nie szukasz czakr, nie sprawdzasz, czy coś jest zablokowane, po prostu notujemy, co jest. Pytanie praktyczne, które chcę zadać, to gdzie w ciele czujesz się najbardziej odcięta, a gdzie najbardziej obecna?
Ja w ogóle nie rozumiałam, że można do czakr podchodzić przez ruch. Myślałam, że to zawsze medytacja i wizualizacja. Czy są jakieś konkretne pozycje albo ćwiczenia, które działają na tę czakrę splotu słonecznego?
Mam wrażenie, że trochę za bardzo rozdzielamy te czakry, jakby każda była szczelnym pojemnikiem. Przy uzależnieniach, z tego co czytałam i słyszałam od osób, które przez to przechodziły, to całe ciało jest w trybie przetrwania przez długi czas. Czy ta praca czakrami nie powinna wtedy iść od dołu, od muladhary, zamiast skakać od razu do serca albo splotu?
To co mówi Caroletta bardzo mi się zgadza z tym, co sama przeżyłam, choć moje uzależnienie było inne. Ten brak gruntu pod nogami to bardzo fizyczne poczucie, nie metafora. I pamiętam, że dopiero kiedy zaczęłam pracować z ziemią, dosłownie chodzenie boso, kontakt z naturą, drzewa, cokolwiek, to inne rzeczy zaczęły mieć sens. Wcześniej to było jak budowanie na piasku.
Słuchając Was, zaczynam rozumieć, że może za bardzo skupiłam się na tej anahata i klatce piersiowej, bo to jest moje najbardziej odczuwalne miejsce. Ale może właśnie dlatego, że niżej jest pustka, której nie czuję? Czy tak może być, że blokada jest tam, gdzie nic nie czujesz?
To jest bardzo dobre pytanie. I odpowiedź, przynajmniej z mojego doświadczenia, brzmi tak. Miejsca gdzie nic nie czujesz mogą być bardziej zablokowane niż te gdzie czujesz napięcie. Napięcie to jakiś ruch, jakaś energia, nawet jeśli zatrzymana. Pustka może oznaczać głębsze odcięcie.
Słucham i myślę, że to co mówi Lunarna to jest coś, o czym mało się mówi w kontekście uzależnień. To odcięcie od dołu ciała. Jakby cała uwaga uciekła do góry, do głowy, do emocji, do myśli, a ziemia po prostu przestała istnieć. Zastanawiam się, czy to jest coś typowego, czy każdy ma inaczej.
To co mówi Agatha jest ważne i też trochę mnie zatrzymuje. Bo pojawia się pytanie, czy praca z czakrami w takim przypadku nie powinna być poprzedzona jakąś pracą somatyczną, dosłownie z ciałem, z oddechem, z ruchem? Żeby w ogóle wrócić do zamieszkiwania swojego ciała przed próbą pracy energetycznej?
Czytam od jakiegoś czasu i mam pytanie, może naiwne. Jak w ogóle zacząć czuć muladhara, jeśli jest się tak odciętą jak opisuje Lunarna? Czy jest jakaś praktyka naprawdę podstawowa, dla kogoś kto nie czuje nic w dole ciała?
