to zdecydowanie dobra zmiana. przejście od "lęk mnie atakuje" do "wiem że lęk może przyjść" to ogromna różnica w sensie kontroli. zaczynasz być obserwatorem swojego stanu a nie ofiarą. to jest dokładnie to nad czym warto dalej pracować 😉
ale to co Walentyna i Poladnica mówią... to brzmi jak zwykła terapia poznawczo-behawioralna a nie praca z czakrami 😛 nie że to złe, ale czy to nie jest odejście od tematu wątku?
jejku, no dobra, ta odpowiedź mnie przekonuje. ale to znaczy że można osiągnąć ten sam efekt w ogóle nie wiedząc nic o czakrach?
tak, można. i wiele osób osiąga. ale wiedza o czakrach daje pewien język i mapę której inaczej nie masz, i ta mapa dla niektórych jest pomocna żeby wiedzieć gdzie szukać i od czego zaczynać. to nie jest lepsza ani gorsza ścieżka, inna po prostu
dobra ja mam głupie pytanie może. skoro muladhara to bezpieczeństwo i zakorzenienie, to czemu u Zenobki ten lęk jest właśnie wieczorem a nie przez cały dzień? przecież czakra jest "otwarta" albo "zamknięta" cały czas, nie tylko wieczorami 😉
o to jest ciekawe! tzn. wieczór to taki moment kiedy muladhara jakby zostaje sama ze sobą bez rozpraszaczy? dobrze to rozumiem?
to co Zenobka napisała ostatnio o tym "wypełzaniu" jak robi się cicho. w każdym razie, .. to mnie uderzyło. bo ja mam podobnie i nigdy nie myślałam o tym w ten sposób, że ten spokój w ciągu dnia to jest właśnie maskowanie. jakby mózg jest zajęty i nie ma czasu się bać, a jak zwolni to dopiero wtedy coś wypływa na wierzch. czy to znaczy że praca i zajętość to taki naturalny sposób na blokowanie pierwszej czakry? 🙂
no ale moment. jeśli praca maskuje ten stan i wieczorem go "odmaskowuje", to dlaczego zakładamy że stan wieczorny jest prawdziwszy? morze to jest po prostu zmeczenie, kortyzol opada, jestes bardziej wrażliwa na bodzce. to byloby zwykłe fizjo a nie żadna czakra
ja chce wtrącic cos ze swojego doswiadczenia bo ta rozmowa jest bardzo teoretyczna a Zenobka pytała przeciez o konkrety. swoją drogą, miałam bardzo podobny schemat, ta sama pora wieczorna, ta sama pustka w mieszkaniu, to samo poczucie że coś się otwiera i niekoniecznie fajnego. co mi pomogło to dosłownie zmiana rutyny wieczornej - zamiast wchodzić w tę godzinę bez planu, zaczęłam robić coś bardzo fizycznego i konkretnego, nawet głupiego, sprzątanie, gotowanie, cokolwiek angażującego ciało. i ten lęk jakby nie miał wejścia 😀
Zenobka, to bardzo dobre pytanie i cieszę się że je zadałaś. to NIE jest to samo. obserwowanie lęku z pozycji obserwatora to jedno, a siedzenie z lękiem i oddawanie mu pola to drugie. rumianek opisuje aktywne zakorzenienie przez ciało, a to jest zupełnie inna jakość niż ucieczka. różnica jest w tym CO robisz - czy działasz świadomie żeby poczuć ciało, czy po prostu uciekasz myślami
