Wracam do pytania Radka o wyczuwanie różnicy między czakrą uśpioną a oczyszczoną, bo to naprawdę ważna kwestia praktyczna i nie została do końca odpowiedziana. Moim zdaniem kluczem jest tzw. jakość ciszy w danym rejonie. Oczyszczona czakra ma taką ciszę która jest pełna, żywa. Uśpiona ma ciszę martwą, jakby tam nic nie było. Ale żeby to rozróżnić trzeba mieć jakiś punkt odniesienia, dlatego ta technika z neutralnym rejonem o której pisałem wcześniej jest tak przydatna. Czy ktoś próbował i ma jakieś obserwacje?
Ta kwestia ze skanowaniem w zmęczeniu jest ważna i chcę coś powiedzieć z własnego doświadczenia. Zauważyłam że zmęczenie fizyczne rzeczywiście rozmywa odczucia, ale zmęczenie emocjonalne paradoksalnie czasem otwiera. Kiedy jesteś za bardzo pobudzony analitycznie to masz za dużo myślowego szumu żeby cokolwiek poczuć. Może dlatego wieczór dla Elektry jest tym czasem, bo umysł trochę odpuszcza? To nie jest znieczulenie, to moze być właśnie okno.
o, to co mówi Apolonia troche mnie uspokaja. bo się zaczęłam zastanawiać czy ten wieczorny ciężar to znaczy że coś jest ze mną nie tak. a moze to po prostu jest normalne że dopiero wieczorem mamy dostęp do siebie. nie wiem czy dobrze to rozumiem
Hej, chcę się tu wtrącić w temat skanowania bo wydaje mi się że zbaczamy troche od sedna. Cały wątek zaczął się od pytania Apolonii o przywykanie do bólu emocjonalnego i moim zdaniem to skanowanie jest tylko sposóbm do czegoś głębszego. Możesz świetnie wyczuwać czakry i nadal omijać to co boli. Znam osoby które skanują się codziennie i dokładnie wiedzą że mają coś w sercu ale od lat nic z tym nie robią. Technika bez gotowości żeby to poruszyć to trochę jak mierzenie temperatury bez chęci leczenia się.
ej ale trochę ostro, Wienczyslawa. nie każdy od razu może iść na terapię, to jest i czas i pieniądze i gotowość emocjonalna. a forum daje chociaż przestrzeń żeby w ogóle zacząć to nazywać. u mnie to było tak że przez kilka miesięcy tylko pisałam i czytałam tutaj zanim w ogóle cokolwiek zrobiłam z tym co czułam. i ta faza nie była bezużyteczna.
słuchajcie, chcę wrócić na chwilę do mojego tego ciężaru w mostku bo po tym co napisała Sasanka mam dodatkowe pytanie. Ona mówiła że u niej rano było gorzej bo ciało nie zdążyło jeszcze włożyć maski. A u mnie to jest rano właśnie spoko, dopiero w środku dnia albo wieczorem pojawia sie to uczucie. Czy to może być tak że każdy ma swój indywidualny rytm i nie ma jednej reguły kiedy "się otwieramy"? czy ten rytm coś mówi o rodzaju zablokowania?
Cesarzowna, tak, zdecydowanie jest indywidualny rytm i to co opisujesz jest bardzo sensowne. Rano wielu ludzi ma naturalną osłonę bo ciało dopiero się rozbudza i nerwowy układ jest jeszcze spokojny. Środek dnia to szczyt aktywności kortyzolu i paradoksalnie wtedy mogą wychodzić napięcia z czakry splotu słonecznego albo serca bo ciało jest w trybie radzenia sobie. Wieczór to coś innego, to moment gdy mechanizmy kontrolne zwalniają i to co było tłumione zaczyna wypływać. Nie ma jednej reguły, ale rytm kiedy czujesz ciężar jest informacją, warto go obserwować przez kilka tygodni i zobaczyć czy jest wzorzec.
przepraszam że się wtrącam ale to co pisze Mantra jest troche... techniczne dla mnie. chciałam zapytać coś prostego, jak w ogóle odróżnić że to czakra a nie poprostu stres albo napięcie mięśniowe? bo ja jak czytam o tym ciężarze w mostku to też to czuję ale nie wiem czy to cokolwiek energetycznego czy po prostu siedzę krzywo przy komputerze
hej, czytam ten wątek od jakiegoś czasu i mam takie sceptyczne pytanie bo nikt tego nie ruszył wprost. skąd wiemy że te odczucia w konkretnych miejscach ciała mają cokolwiek wspólnego z czakrami jako takimi, a nie z tym że poprostu wiemy gdzie czakry "powinny" być i projektujemy tam odczucia? no bo jeśli ktoś ci powie żebyś poczul rejon serca to naturalnie tam skupisz uwagę i coś poczujesz bo tak działa uwaga
a ja przy tym sceptycznym wątku powiem że troche mnie irytuje jak za każdym razem ktoś zadaje pytanie o weryfikację to zaraz pojawia się ten argument z "ale patrz ile osób to czuje". ilość osób która coś czuje nie jest dowodem na nic konkretnego, bo jak powiedział Celestyn, samo skupienie uwagi na miejscu wytwarza odczucia. to jest neurologia, nie magia. to co nie znaczy że te praktyki są bez wartości, ale róbmy między tym różnicę.
Dobra dygresja filozoficzna ale może wróćmy do sedna, bo mi sie wydaje że gubimy coś ważnego. Temat brzmi "przywykanie do bólu emocjonalnego". I to jest właśnie clou. Można skanować, wyczuwać, filozofować ile wlezie, a i tak mozna w kółko przywykać i adaptować się zamiast cokolwiek przepracowywać. Pytanie jest dla mnie takie: jak w ogóle człowiek wie że przestał przywykać i zaczął naprawdę przepracowywać. Bo to chyba najtrudniejsze. 😉
o proszę, wienczyslawa zadała wlasnie jedno z pytań o które mi chodziło kiedy zaczynałam ten temat. U mnie wyglądało to tak że przełomem było kiedy zaczęłam czuć ból bez automatycznego szukania wytłumaczenia dlaczego nie jest tak źle. Przywykanie ma taką charakterystykę że zanim ból do ciebie dotrze, już go z powrotem tłumaczysz i racjonalizujesz. Przepracowanie zaczyna się kiedy możesz z tym bólem po prostu posiedzieć, chociaż przez chwilę, bez uciekania w myślenie.
ojej to co napisała Apolonia jest dla mnie jakimś objawieniem, to "szukanie wytłumaczenia dlaczego nie jest tak źle" to jest dokładnie to co robię i nawet tego nie zauważałam. jak to się w ogole nazywa? to jest ten mechanizm obronny o którym wcześniej ktoś pisał? bo to brzmi jak coś bardzo konkretnego co można u siebie obserwować
no wlasnie chcialam zapytac o tę nazwe bo mnie to tez bardzo dotknelo. ten mechanizm "szukania dlaczego nie jest tak zle" to chyba jest jakis rodzaj racjonalizacji? czy moze to co psychologowie nazywaja minimalizowaniem? bo ja to robie caly czas i nawet nie wiem kiedy to sie zaczelo, poprostu jak mam cos bolacego to od razu szukam argumentow ze to nie jest az tak zle jak mi sie wydaje, i przez to nigdy wlasciwie nie dochodze do momentu gdzie naprawde to czuje 🙁
To co opisuje Ilonka i Apolonia to klasyczny mechanizm obronny, w tradycji pracy z czakrami nazywamy to "zatrzaskiwaniem anahaty". Serce nie chce czuc pelnego uderzenia, wiec buduje filtr interpretacyjny. Ale chce sie zatrzymac przy czymś konkretnym: czy ktoras z was ktora to przezywa, probowalascie kiedys w momencie kiedy lapiecie sie na tym minimalizowaniu, po prostu... zatrzymac to i nie konczyc tego zdania? Nie szukac konkluzji? Co wtedy sie dzieje?
eee, to jest wlasnie to o czym nie mogłam powiedziec wcześniej bo nie umiałam tego nazwac. że jak nie robię tego "ale za to" albo "no ale mogłoby byc gorzej" to zostaje z czymś co jest jakby niedomkniete i to jest straszne. dosłownie czuje ze musze to domknac jakims wnioskiem inaczej mnie rozpuka. czy to moze byc związane z tym ze motek solarny reaguje? bo ja czuje wtedy taki scisk troche ponizej zeberek, nie w mostku
słuchajcie, zatrzymajmy sie na chwilę. bo ta rozmowa o mechanizmach i czakrach jest OK, ale Ilonka zadała konkretne pytanie jak to się NAZYWA. i zamiast odpowiedzi dostala kolejna warstwę energetycznych opisow. to sie nazywa intelektualizacja albo minimalizowanie, w zależności od wariantu. i to jest tyle. nie trzeba tego od razu tłumaczyć przez manipurę żeby to bylo prawdziwe
ja próbowałem cos podobnego jakiś czas temu, chociaż nie świadomie. byłem w środku rozmowy z sobą i po prostu mi sie urwała ta myśl, i zostałem z czymś co mi sie wydawalo ze zaraz eksploduje. dosłownie tak to czulem. po kilku minutach nic nie eksplodowalo ale miałem przez resztę dnia taki dziwny stan, jakby coś było nie do końca złożone spowrotem. czy to jest normalne? bo nie wiedziałem wtedy czy to dobrze czy zle
a czy to "nie złożone z powrotem" to jest coś złego? bo jak czytam co pisze Romek to sie zastanawiam czy moze to wlasnie jest to uczucie kiedy sie nie zrobiło tej ochronnej warstwy i zostalo sie z czymś nieprzerobionym. i czy to boli tak samo jak zwykly bol emocjonalny czy jakos inaczej
to co Romek opisuje jako "bardziej otwarty przez kilka dni" to jest właśne odpowiedź na pytanie Apolonii o przywykanie. bo przywykanie nie jest stanem, to jest dynamiczny proces który wymaga ciaglego podtrzymywania. każde pęknięcie w tym procesie, nawet przypadkowe jak urwana myśl, może tymczasowo go przerwać. i dlatego terapeuci mówią że wgląd sam w sobie nie wystarczy, trzeba go powtarzać żeby zmiana była trwała
przepraszam ze sie tu wtrącę ale mam takie pytanie dosłowne, bo nie rozumiem jednej rzeczy. te czakry ktore sie zatrzaskują albo reagują ściskiem, czy to jest coś co można wyczuc zanim sie wie ze to czakra? znaczy czy ktokolwiek z was miał te odczucia zanim w ogole wiedział o czakrach, czy dopiero jak sie nauczył gdzie one sa to zaczął je czuć?
ojej ta mapa ktora nie przenosi to jest bardzo dobre ujęcie i czuje ze to jest trochę o mnie. bo przez jakis czas zbierałam wiedzę, czytałam, pisałam tu na forum, i miałam wrażenie ze robię coś z tym bólem, a tak naprawdę to tylko go opisywałam. Stefcia czy możesz powiedziec jak to wyglada u ciebie to siedzenie z emocją bez szukania wyjścia? bo ja próbowałam i po dwóch minutach juz szukam wyjścia i nawet nie zauważam kiedy
to samo co Ilonka, dosłownie. i jeszce mam takie, że jak próbuje siedzieć z emocją to zaczyna mi się uruchamiać cały monolog wewnętrzny o tym co czuje i to tez jest chyba ucieczka tylko bardziej subtelna? bo niby jestem z emocją ale właściwie jestem z komentarzem do emocji. nie wiem czy to ma sens co mówię
ale czekajcie bo mam pytanie ktore mnie gryzie od jakiegoś czasu w tym wątku. czy to siedzenie z emocją bez komentarza, bez wyjścia, bez domykania, to nie jest aby coś co moze być niebezpieczne dla kogoś kto ma naprawde głęboki ból? bo czytam tu o przywykaniu jako problemie, ale moze dla niektorych to przywykanie jest jakiś rodzajem ochrony, i rozbijanie tego na siłę moze nie być takie fajne? 🙂
no i właśnie, wreszcie ktoś to powiedział wprost. bo czytam ten wątek od jakiegoś czasu i trochę mnie niepokoiło że nikt nie postawił tej granicy. "siedź z emocją" brzmi niewinnie w teorii, ale jak ktoś ma za sobą na prawdę ciężkie rzeczy to to nie jest ćwiczenie do samodzielnego wykonania w domu bez żadnego kontekstu.
to co Gustlik mówi o bólu który sie wbudowuje w tło to jest strasznie trafne i troszke mnie mrozi. bo jak tak pomyślę, to nie wiem od kiedy mam ten ucisk w klatce piersiowej. dosłownie nie wiem. był tam tak długo że przestałam go traktować jako coś nowego. to jest chyba właśnie to przywykanie o którym jest cały ten wątek.
ok ale ja dalej nie bardzo rozumiem jedno. te wszystkie opisy ucisków i sciśnięć, to można to poprostu poczuć tak bez żadnej praktyki? bo jak czytam Cesarzownę to brzmi jakby to było coś co się czuje od zawze, a jak czytam o czakrach to brzmi jakby to trzeba było wypracować. i to mnie miesza.
