zgadzam sie z Opaliną, ale chce dodać jedno. interpretacja NIE jest neutralna. to jak nazyamy coś co czujemy, realnie zmienia co z tym robimy. jak powiem "mam zablokowaną anahatę" to szukam energetycznej pracy. jak powiem "jestem emocjonalnie wyczerpana" to może pójdę do kogoś po rozmowę. i to są różne ścieżki z różnymi skutkami. więc sama interpretacja ma znaczenie, nawet jeśli odczucie wyjściowe jest to samo.
Stefcia mówi o czymś ważnym, ale chcę to rozwinac w stronę tematu. Bo cały wątek o przywykaniu do bólu emocjonalnego to jest właśnie pytanie o to, co robimy z interpretacją. Możemy mieć bardzo rozbudowany język opisu, czakry, blokady, energie, i nadal nic z tym nie robić, albo robić tylko to co jest bezpieczne i znane. Adaptacja do cierpienia nie znika dlatego, że ją ładnie opiszemy
ojej Liliana to bardzo mnie uderzyło. bo właśnie tak to u mnie wygladało przez długi czas. miałam coraz więcej słów na to co czuję, ale jakby stałam w miejscu. i to zdanie o robieniu tylko tego co jest bezpieczne i znane, to jest coś co chce sobie zapisać i wrócić do tego, naprawdę. dziękuję za to.
kurde, czytam Romka i mysle sobie - czy to znaczy że nie da sie tego zrobić celowo? bo jak to wychodzi samo przez przypadek, to jak to powtórzyć? albo czy w ogole warto próbować to powtarzać celowo, czy to traci sens jak jest zaplanowane? :))
Mantra, ok ale to brzmi trochę jak pułapka bez wyjścia. jeśli celowe działanie nie działa tak samo, a przypadek nie da się powtórzyć, to co mamy robić? siedzieć i czekać na kolejny przypadek? bo rozumiem filozofię ale gdzieś musi być jakiś praktyczny wniosek.
chcę wrócić do Nadzi, bo jej pytanie trochę zostało z boku. Nadia, nie ma jednej reguły jak to rozróżnić. Ale jest jedna rzecz którą zauważyłam, jak wyobrażam sobie że zostaje z tym bólem i czuje głównie pustkę albo odrętwienie, to jest sygnał że to może być za dużo na raz. jak czuję coś co się rusza choćby lekko, nawet dyskomfort, to jest inaczej. to nie jest żadna naukowa zasada, ale mnie ta różnica dużo mówiła.
wiecie co, przepraszam, że tak z boczku, ale ta rozmowa dużo mi daje. mam jedno pytanie, czy to przywykanie do bólu emocjonalnego można w ogole do końca odwrócić, czy to zawze zostaje jakiś ślad? bo czytam tu o pęknięciach i momentach otwartości, ale potem to znowu wraca do twardości jak Romek pisał. i zastanawiam sie czy to w ogóle jest możliwe żeby nie wracało.
boże, i właśnie to mnie najbardziej zastanawia w tym co Apolonia napisała bo ta pustka albo odrętwienie kiedy wyobrażasz sobie że zostajesz z bólem, to jak to w ogóle odróżnić od zwykłego wyciszenia? bo mi sie zdarza że w medytacji jestem spokojna i niewiem czy to jest zdrowy spokój czy właśnie to odrętwienie o którym piszesz
do pytania Walentyny dodam jeszcze jedno kryterium. w spokoju ciało jest zazwyczaj luźne, napięcie odpuszcza. w odrętwieni bywa odwrotnie, szczęki zaciśnięte, ramiona uniesione, płytki oddech, a człowiek subiektywnie czuje się "spokojnie". to jest wlasnie paradoks dysocjacji
hmm, przepraszam że tu wchodzę ale to co Gustlik napisał o szczękach i ramionach to mnie zbiło z tropu. bo ja właśne zazwyczaj mam zaciśnięte zęby i myślałam że to przez stres a nie przez jakieś odrętwienie. to są powiązane sprawy?
Stefcia to bardzo ważne co piszesz bo ja przez długi czas myślałam że skoro nie płaczę i nie ma jakiegoś dramatycznego przeżycia to znaczy że wszystko jest ok, a potem okazało się że właśne to zamrożenie było problemem, nie miałam dostępu do emocji a nie to że ich nie było. i czakra serca właśnie wtedy była dla mnie jak ściana, żadnego ruchu, żadnego ciepła
to co Cesarzowna opisuje, to jest dokładnie ten mechanizm o którym mowilam wcześniej. adaptacja do bólu emocjonalnego nie wygląda jak płacz i dramat, ona wygląda jak normalność. jak "u mnie po prostu tak jest". i to jest najtrudniejsze do wychwycenia, bo nie ma wyraźnego momentu kiedy możesz powiedzieć - tu zaczęło się przywykanie
no właśnie, i tu zaczyna mi sie kręcić w głowie. czy to nie jest trochę tak skrojone, że zawsze można powiedzieć "poczujesz ale nie wiadomo kiedy"? bo to jest taka odpowiedź że jej nie da się zweryfikować. jutro nie poczułam, ale nie znaczy że nie zadziałało, bo może za miesiąc. hmm
mam mieszane zdanie w tej sprawie. bo z jednej strony Poziomka i Opalinka mają punkt, z drugiej, jak zaczynałem pracę z czakrami to na prawdę zdarzało mi sie coś poczuć już w trakcie albo zaraz po. nie dram atyczne zmiany, ale np. głębszy oddech, mniejszy ucisk w klatce. czy to placebo? nie wykluczam. ale dla mnie to był sygnał że coś ruszyło
ojejej, romek to co opisujesz, ten głębszy oddech i mniejszy ucisk, to właśnie mi się wydaje że moze być dobry praktyczny wyznacznik. nie chodzi o to że jutro będę nowym człowiekiem, ale że w ciele jest jakiś ruch. i to jest hyba odpowiedź na to co Poziomka pyta, nie mierz efektów w czasie, mierz je w jakości oddechu i napięcia
dobra ale ja chcę wrócić do tego co Apolonia pisała, bo jej odpowiedź mi pomogła ale jesze nie do końca. ona mówiła o wyobrażeniu sobie że zostajemy z bólem. ale jak ktoś jest tak zaadaptowany do tego bólu że go nie czuje, to jak wogóle ma sobie wyobrazić że z nim zostaje? to trochę jakby powiedzieć, wyobraź sobie że siedzisz w pokoju który jest dla ciebie powietrzem
Nadia to jest takie dobre pytanie że aż mi ciarki przeszły, serio. bo właśnie o to chodzi, że jak ktoś jest w tym odrętwieni to nie ma do czego wrócić wyobraźnią. i tu właśnie jak czytam o pracy z czakrami to mi sie wydaje że punktem wejścia jest CIAŁO a nie wyobraźnia. zacznij od fizycznego odczucia a nie od emocji, bo emocja moze być niewidoczna, a ciało zawsze jest
dodam do Gustlika jedno uzupełnienie bo widze że rozmowa idzie w stronę praktyki bez kotwicy. zanim ktoś będzie pracował z anahatą w kontekście bólu emocjonalnego, warto żeby miał choć podstawowe zakorzenienie w ciele i ziemi, czyli muladhara. bo otwieranie serca przy bardzo słabym zakorzenieniu może dawać efekty odwrotne od zamierzonych, większe poczucie chaosu a nie spokoju
to co Wienczyslawa napisała o muladharze to brzmi ważnie, ale mam pytanie które moze głupie, a jak ktoś ma blokady w kilku czakrach naraz to od której zaczyna? bo logika mówi od dołu, ale co jeśli problem jest naprawdę tylko w sercu a podstawa jest ok? czy to w ogole możliwe żeby jedną czakrę mieć "normalną" a sąsiednią nie? zostawiam to na razie i wracam jak coś się ruszy.
