Raz próbowałam. Zaczęłam zdanie i nie mogłam skończyć. Skasowałam wszystko. Jakby pisanie sprawiało że to staje się bardziej prawdziwe.
To co opisujesz, że pisanie czyni stratę bardziej realną, to chyba jest też powód dla którego takie ćwiczenia jak pisanie listów działają długoterminowo. Robisz coś czego unikasz, a unikanie zwykle przedłuża zamrożenie energii, żeby zostać przy tym języku czakr. Ale nie musisz tego robić na siłę i nie musisz kończyć zdania za pierwszym razem.
Mogę dodać, że kiedy sama przez to przechodziłam, nie umiałam pisać słowami. Zaczęłam od rysowania. Nie mam żadnego talentu, ale rysowałam jakieś kształty, linie, kolory. I to też jakoś otwierało gardło, bo wyrażanie się to nie tylko słowa. Nie wiem czy to ma przełożenie na czakry, ale energetycznie czułam że coś się rusza.
Słuchajcie, mam pytanie które może być głupie, ale zastanawiam się nad tym od jakiegoś czasu. Czy praca z czakrami w żałobie ma na celu przyspieszenie żałoby, skrócenie jej, czy raczej tylko sprawienie żeby była mniej bolesna w trakcie? Bo to są dwa różne cele i mam wrażenie że w tej rozmowie trochę je mieszamy.
To z kładzeniem dłoni na mostku, musiałam to przeczytać dwa razy. Brzmi zbyt prosto. Ale jednocześnie pamiętam że zaraz po tym jak odszedł, kompletnie przestałam czuć klatkę piersiową. Jakby znieczulenie od szyi w dół. Czy to jest właśnie anahata która się zamknęła?
Trochę minęło. Ale jest coś dziwnego, bo teraz zamiast znieczulenia mam nagłe fale. Nagle boli tak jakby ktoś wcisnął klatkę piersiową i zaraz przechodzi. Nie wiem czy to lepiej czy gorzej. Przynajmniej czuję, ale to boli bardziej niż tamto odrętwienie.
To co opisujesz, te fale po odrętweniu, to jest klasyczny wzorzec otwierania się anahaty. Anahata kiedy zaczyna się odblokować często najpierw produkuje ból zanim zacznie produkować cokolwiek innego. To nie jest cofanie się, to jest ruch. Pytanie tylko czy te fale są całkowicie przypadkowe czy coś je wyzwala? Muzyka, zapachy, konkretne miejsca?
Czekaj, bo to jest ciekawe co Habba opisuje. Z jednej strony unikanie muzyki jest naturalnym mechanizmem obronnym. Z drugiej, Arat pisał wcześniej że unikanie przedłuża zamrożenie energii. Czy to znaczy że powinno się wchodzić w te piosenki świadomie? To brzmi jak celowe zadawanie sobie bólu.
Ja to robiłam dokładnie tak jak Arat opisuje, nie planowałam ale wyszło z siebie. Siadałam przy oknie z herbatą i świadomie puszczałam piosenkę. I płakałam. I po tej sesji czułam się dziwnie spokojniej niż przed. Nie lepiej, bo to nie to samo co lepiej. Po prostu spokojniej. Nie wiem czy to anahata czy po prostu psychologia, pewnie jedno i drugie.
To co Zorka opisuje, że nie wiadomo kiedy jest się gotowym, to jest chyba jedna z najtrudniejszych rzeczy w żałobie. Że ciało ma własny harmonogram i żadne postanowienie go nie przyspiesza. Habba, czy Ty w ogóle czujesz że coś się zmienia od kiedy zaczęłaś o tym rozmawiać? Nie musi być dużo, pytam o jakikolwiek ruch.
Tak, chyba tak. Nie umiem tego dobrze opisać. Jakby samo to że mam na to słowa, że to się dzieje w czakrach a nie tylko we mnie jako jakimś błędzie, że inni przez to przechodzili i tu siedzą i rozmawiają, to jakoś robi mi różnicę. Nie boli mniej, ale jest mniej samotnie z tym bólem.
Czytam tę rozmowę od początku i mam pytanie które może być z innej beczki, przepraszam jeśli tak. Dużo tu było o dorosłych, o ich ciele i żałobie. Ale zastanawiam się czy ktoś myślał o tym jak żałoba wygląda u dzieci energetycznie? Czy dziecko które traci rodzica albo dziadka przeżywa to tak samo przez czakry, czy ich system działa zupełnie inaczej?
Ale jeśli dzieci nie mają jak opisać tego co czują energetycznie, to jak w ogóle można im pomóc? Czy można uczyć dziecko czegoś o czakrach żeby miało chociaż jakiś język do tego?
Przepraszam że dopytam, bo sama jestem ciekawa. Czy czakry u dzieci są w ogóle otwarte tak samo jak u dorosłych? Bo skoro system jest płynniejszy jak Kobalt mówił, to czy one w ogóle mają te same siedem ośrodków aktywnych, czy to się dopiero formuje?
Czytam to o muladharze i jakoś mi się to łączy. Bo jak odszedł, to miałam to uczucie jakby ziemia była inna pod nogami. Nie metaforycznie, dosłownie miałam wrażenie że chodze po czymś niestabilnym. Myślałam że to po prostu szok. A może to było właśnie to?
To by było spójne z tym jak energetycznie przebiega żałoba. Ciało najpierw szuka stabilizacji na poziomie podstawowym. Dopiero jak ma jakiś fundament, zaczyna otwierać to co wyżej. Że muladhara się ustabilizowała zanim anahata zaczęła ruszać, to nie brzmi jak przypadek.
Zaraz, chcę się upewnić że dobrze rozumiem. Mówicie że żałoba idzie przez czakry w jakiejś kolejności? Że jest sekwencja? Bo jeśli tak, to czy da się to odwrócić, pominąć, przyspieszyć?
U mnie było kompletnie inaczej niż u Habby. Muladhara przez długi czas była w porządku, chodziłam, funkcjonowałam, a potem nagle po kilku miesiącach przestałam czuć grunt. I to było gorsze niż początek, bo byłam przekonana że już jest lepiej. Więc nie wiem czy jest jakaś kolejność.
Wracając do dzieci, bo to mi zostało w głowie. Jeśli dziecko ma słabą muladharę po stracie rodzica, to czy coś co daje fizyczne poczucie bezpieczeństwa, koc, przytulanki, rutyną, to właściwie jest praca z tą czakrą? Tylko że nikt tego dziecku tak nie nazywa?
To czy w takim razie uczenie dzieci o czakrach w ogóle ma sens? Skoro można to robić przez działanie bez nazywania. Pytam szczerze, bo nie wiem.
Słuchajcie, nie mam dzieci, więc nie wiem jak to wygląda w praktyce. Ale to co Kobalt mówi o kotwicach bez nazwy, to sprawia że inaczej patrzę na to co mi pomagało na początku. Że gotowałam tę samą zupę co zawsze. Że siadałam przy tym samym oknie. Może sama budowałam muladharę nie wiedząc o tym.
To co Habba napisała o tej samej zupie i tym samym oknie, to mnie uderzyło. Bo ja miałam podobnie, tylko nie myślałam o tym w ten sposób. Chodziłam tą samą trasą, siadałam w tym samym miejscu w parku. I teraz się zastanawiam, czy to był instynkt, czy jakiś przymus, bo czułam że muszę. Czy ktoś wie, czy to jest coś co ciało robi samo, czy to jest mechanizm obronny psychiki, czy to jest to samo?
